sobota, 3 lutego 2018

RECENZJA: Happy! (2017)

Nick Sax był niegdyś całkiem niezłym gliną, lecz aktualnie trudni się zabójstwami na zlecenie. Podczas wykonywania jednego ze standardowych zleceń, zostaje wplątany w aferę związaną z pewnym hasłem, bardzo istotnym dla jednego z największych gangsterów w mieście. Pech chciał, że w czasie tej akcji Nick został postrzelony, a na dodatek dostał zawału.
Lecz to okazało się dopiero początkiem dziwnych zdarzeń, bowiem w trakcie reanimacji w karetce przed jego oczami pojawił się niebieski, latający jednorożec. Tak, mały latający jednorożec o imieniu Happy! I to taki, którego widzi tylko Nick. Rozśpiewany Happy oświadcza, że jest wyimaginowanym przyjacielem pewnej 8-letniej dziewczynki, która została porwana przez złego Św. Mikołaja. I tylko Nick może pomóc mu ją odnaleźć! Dziwaczne, prawda? A to dopiero początek tej pokręconej i nieprzewidywalnej historii!

Serial Happy! produkcji stacji SyFy jest adaptacją komiksu Granta Morrisona i Daricka Robertsona, wydawanego w 2013 roku. Na potrzeby ekranizacji za sterami stanął Brian Taylor (reżyseria i scenariusz) wspierany przez Matthew White'a i Kena Kristensena (scenariusz). Zadanie stojące przed twórcami było dość trudne, ponieważ G. Morrison słynie z mocno specyficznego podejścia do tworzonych przez siebie komiksów.

I choć misja podjęta przez Taylora nie była łatwa, udało mu się z wszystkiego wyjść obronną ręką. Stworzył nie tylko nietypową historię z interesującymi postaciami, ale też zachował specyficzny klimat komiksu, prowadząc widza przez wszystkie dziwactwa i niedorzeczności, jakie stanowią o niepowtarzalności tekstu źródłowego.


Dobrą produkcję telewizyjną lub kinową charakteryzują dwie ważne cechy. Powinna przyciągać uwagę ciekawą historią, a aktorzy wybrani do głównych ról muszą bawić widza, niosąc na swych barkach ciężar całej opowieści.
Przy tych założeniach obsadzenie Christophera Meloniego w roli Nicka Saxa było decyzyjnym strzałem w dziesiątkę! Aktor, którego znałem z wcześniejszych ról w True blood czy Man of steel nigdy nie jawił mi się jako osoba potrafiąca tak bezkompromisowo i plastycznie przedstawić graną przez siebie postać. Tymczasem jego Sax to prawdziwa postać z krwi i kości. Choć wizualnie odrzucająca, jest jednocześnie bardzo ludzka i zabawna. A co najważniejsze, wywołuje w odbiorcy naprawdę ciepłe uczucia. Dzięki temu można się z nim utożsamić, beztrosko chłonąc każdą chwilę, kiedy były glina bryluje na ekranie.

Oczywiście, Nick Sax byłby nikim bez pomocy i udziału Happy'ego. Doskonale zanimowany, obdarzony głosem Pattona Oswalta jednorożec kradnie każdą scenę ze swym udziałem. Choć został zaplanowany jako głos sumienia i zdrowego rozsądku Saxa, z odcinka na odcinek staje się pełnoprawnym bohaterem całej tej zakręconej historii.
Mało tego, postać Happy'ego wzbogaca serial o dodatkowe wątki wymyślonych przyjaciół. Jego obecność odnosi się płynnie do całego tego zjawiska, a twórcy nie boją się wykorzystać tego do połączenia z pozostałymi elementami historii.
Być może z początku można odnieść mylne wrażenie co do sensu umieszczenia latającego jednorożca w serialu, jednak szybko okazuje się, że Happy i Nick uzupełniają się prawie w każdej sytuacji. Cała dramaturgia produkcji często spoczywa na ich wspólnych barkach. Nie po raz pierwszy postać wykreowana na ekranie komputera (oraz obdarzona głosem znanego aktora) wybrzmiewa na równi z innymi bohaterami. Choć tak różni od siebie, Happy i Sax tworzą parę idealną, godną wszelkich porównań z innymi słynnymi parami filmowymi.


Nie bez znaczenia jest w serialu reszta warstwy fabularnej. Wątek małej Haley nie wypełnia całości ekranowego czasu, choć jest oczywiście główną osią treści. Pozostałe elementy skupiają się wokół wspomnianego powyżej zamieszania z hasłem, a także przeszłości głównych bohaterów oraz wszystkich osób wplątanych w porwanie dziewczynki. Łatwo się domyślić, że sprawa ma drugie dno, jednak prawda jest taka, że na tym nie kończy się nić wzajemnych powiązań.
Warto zaznaczyć, że w historii występuje nie jeden, ale aż trzech złoczyńców. Biorąc pod uwagę osadzenie akcji w okresie Bożego Narodzenia, zły Mikołaj wydaje się wyborem idealnym, lecz nie tylko on zagraża Haley i naszym dwóm bohaterom.
Sporo w Happy'm! pomysłów rodem z Tarantino i Rodrigueza. Krew leje się często, przekleństwa rzucane są na prawo i lewo, a krótkie, pomysłowe wstawki (szczególnie świetna jest ta z Jerrym Springerem) wzbudzają gromki śmiech. Niedorzeczność, groteska i przesada mieszają się z typową historią kryminalną, skąpaną w gęstym klimacie noir.
Co najdziwniejsze, przy całym tym fabularnym zamieszaniu jest to też serial o dramacie rodziny. Happy jako uosobienie sumienia Saxa prowadzi widza przez cały obraz sytuacji, w której zrozpaczona matka próbuje odzyskać swą jedyną córeczkę.

Wierzcie mi, Happy! to serial, o którym można napisać wiele, lecz jednocześnie łatwo niechcący zdradzić za dużo z fabuły. Przy czym należy mieć świadomość, że nie jest ona wybitnie nowatorska, jednak sposób ukazania całej historii oraz wszystkie jej elementy czynią ją prawdziwie niepowtarzalną.


Czy jest więc w Happy'm! coś, co mi się nie podobało? Tak.
Jak na serial, który jest dość krótki (zaledwie osiem odcinków), w drugiej połowie historia dość wyraźnie traci impet. Choć nadal zostają zachowane wszystkie niezbędne elementy produkcji, wszystko zaczyna wydawać się nieco rozmyte. Akcja zdecydowanie zwalnia, żarty pojawiają się rzadziej, a poczynania bohaterów nie mają takiej dynamiki jak na początku.
Mimo wszystko serial broni się właśnie za sprawą swej długości. Gdyby wyprodukowano kilka odcinków więcej, stałby się zwyczajnie nudny. Dlatego też dzięki dobrze dobranej ilości epizodów spadek intensywności nie jest aż tak dotkliwy.

Happy! jest produkcją godną polecenia wszystkim, którzy cenią dobre, dynamiczne historie z wyrazistymi bohaterami. Łączy w jedno groteskę, odrealnione sytuacje, czarny humor i zagadkę kryminalną.
Wierzcie lub nie, ale serial ten sprawi też, że zupełnie inaczej pomyślicie o swych wymyślonych przyjaciołach z dzieciństwa. Kto wie, może zawdzięczamy im więcej niż tylko odległy, beztroski czas?...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz