środa, 21 lutego 2018

RECENZJA: Liber Horrorum: Księga Grozy (M. Cetnarowski, M. Kułakowski)

Mocno narzekam sobie na kondycję polskiej fantastyki filmowej, na szczęście nie mogę tego samego powiedzieć o rodzimym komiksie. Rynek opowieści obrazkowych rozwija się w naszym kraju w najlepsze (o czym świadczy też znacznie większa ilość recenzji komiksowych na tym blogu). Tym bardziej cieszy mnie, gdy do moich rąk trafia historia napisana i narysowana przez rodzimych twórców. Liber Horrorum jest tego najlepszym przykładem.

Księga grozy to historia Kacpra i Natalii, młodych ludzi prowadzących agencję handlującą rzadkimi i nietypowymi towarami. W ich posiadanie często trafiają rzeczy uważane za magiczne, tajemnicze czy wręcz nieistniejące. Nie inaczej dzieje się tym razem.
Ze specjalistami kontaktuje się pewien mężczyzna, chcący sprzedać słynną Księgę Grozy. Jest to dla Kacpra nie lada gratka, bowiem dokumentacja ta pozostawała zaginiona od ponad dwustu lat, a co najważniejsze, przedstawia relacje z pierwszej ręki na temat pojawienia się diabłów. Jest jednak pewien szkopuł. Książki nie wolno czytać. Ci, którzy to zrobili, doświadczyli rzeczy, o których nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby nawet pomyśleć. Dawne przesądy nie są w stanie zakłócić podsycanej pasją ciekawości Kacpra, toteż mężczyzna częściowo bagatelizuje wszelkie ostrzeżenia. Nawet nie przypuszcza, co sprowadzi na siebie po otwarciu pierwszych stron księgi...

Michał Cetnarowski stworzył komiks czerpiący z naszych narodowych wierzeń, będący jednocześnie połączeniem wciągającego thrillera z historią typowo fantastyczną. Od pierwszych stron potrafi wymyślną fabułą zainteresować czytelnika, stawiając pytania, na które niezwłocznie chce się poznać odpowiedzi. Zręcznie łączy ze sobą realia XVIII wieku z tak dobrze znaną nam teraźniejszością.

W zaprezentowanej historii nic nie jest oczywiste. Mamy tu więc do czynienia z tajemnicą i wierzeniami, jakoby Lublin w 1917 roku był miejscem pojawienia się najprawdziwszych diabłów. W jaki sposób się tam znalazły oraz jakie były ich cele, na tym etapie pozostaje jeszcze sekretem. Faktem jest, że spisane wtedy wydarzenia w jakiś sposób wpłynęły na samą księgę, w której zawarto ową relację.

Akcja komiksu naprzemiennie przenosi się pomiędzy stuleciami i raz za razem wracamy do współczesnej Warszawy, gdzie konsekwencje zdarzeń z przeszłości na nowo odżywają w aktualnej rzeczywistości.
W Księdze grozy wydarzenia toczą się szybko, nieustannie zaskakując czytelnika. Jednak to, co sprawia, że komiks jest wart poznania, to wywoływanie nieustannego poczucia niepewności. Skrzypnięcie drzwi na korytarzu, dziwne spojrzenia ludzi wokół czy ogólne przeświadczenie, że nie wszystko jest takie jak powinno sprawia, że całość czyta się z wielką przyjemnością.
Ważne jest też tempo przedstawianej historii. Dobrze wyważono tu krótkie chwile na oddech, dodając okoliczności powołania Sądu Trybunalskiego oraz sceny, kiedy bohaterowie budzą się lub zajmują zwyczajnymi sprawami.

Postaci przedstawione w komiksie są niewątpliwie jego mocną stroną. Kacper, Natalia czy nawet hydraulik Wojtek są przez cały czas naszymi przewodnikami po rozgrywających się wydarzeniach. To wraz z nimi przeżywamy wszystkie przygody i na każdym etapie opowieści nie wiemy wiele więcej niż oni. Za sprawą używanego przez nich języka czujemy, że pochodzą z realnego świata (to świetnie oddziałujący element w komiksie pełnym pradawnych wierzeń oraz fantastycznych odwołań).

Rysunki Marcina Kułakowskiego są dość specyficzne. Cały komiks przygotowany został w czerni i bieli, a kreska grafika ma dość szkicowy charakter. Osobiście nie przepadam za podobnymi rozwiązaniami, ponieważ w czasie lektury muszę niejednokrotnie zwalniać, aby zastanowić się, jakie szczegóły kryje praca artysty. Należy jednak przyznać, że taki styl dość dobrze oddaje klimat prezentowanej historii. 
Na szczególną uwagę zasługuje umiejętność ukazania większych, bogatych w szczegóły i postacie kadrów, a także gra cieni i pewna umowność w prezentowaniu poszczególnych osób.
Być może kolor dodałby Księdze grozy nieco więcej czytelności, lecz zdaję sobie sprawę, że wówczas utracilibyśmy specyficzny klimat, wymagany w tego typu historii.

Dzieło M. Cetnarowskiego i M. Kułakowskiego spodoba się przede wszystkim osobom ceniącym dobrze przedstawioną, mroczną historię oraz nieszablonową, nieco trudniejszą w odbiorze grafikę. Znajdziemy tu wciągającą tajemnicę, dawne legendy i wartką akcję. 
Cieszy mnie niezmiernie, że wreszcie w polskim komiksie mogłem zobaczyć znane warszawskie miejsca, będące tłem dla zupełnie nierzeczywistych wydarzeń. A ponieważ zakończenie ma bardzo otwarty charakter, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że będzie warto.


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Genius Creations.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz