niedziela, 25 lutego 2018

RECENZJA: Superman, tom 2 - Pierwsze Próby Superboya

Superman to najbardziej znana postać komiksowa. Podziwiana i inspirująca, towarzyszy nam już od wielu dekad. Choć w swej obrazkowej karierze miał momenty lepsze i gorsze, znów nastał dobry czas dla broniącego Ziemi Kryptończyka. Dowodem na to stał się cykl DC Odrodzenie, gdzie Kal-El pokazywany jest znów w pełnej chwale, jak również w najbardziej ludzki, bliski nam sposób.

Mało tego, drugi tom losów Supermana (o pierwszym i trzecim możecie przeczytać na blogu od jakiegoś czasu) jest lekturą, która może zainteresować nawet czytelnika niespecjalnie kochającego stylistykę superhero. Zamiast ratowania świata przed wielką inwazją z kosmosu czy przeciwstawianiu się złowrogim zakusom Lexa Luthora, Clark staje tu twarzą w twarz z problemami bardziej przyziemnymi, nietypowymi a nawet tajemniczymi.

Pierwsze próby Superboya to cztery zamknięte fabularnie historie. Opowiadają o wizycie rodziny Smithów (pod takim nazwiskiem Clark, Lois i Jon ukrywają się w Hrabstwie Hamilton przed resztą świata) na jarmarku z wesołym miasteczkiem, przedziwnej teleportacji do zaginionego świata pełnego przeróżnych niebezpieczeństw i dinozaurów, tytułowym próbom, którym poddani zostają młodzi Jon i Damian (Robin) oraz pościgu za groźną obcą istotą, w który zostaje wplątany potwór Frankensteina wraz ze swoją narzeczoną.

Brzmi niecodziennie, prawda? A to dopiero początek atrakcji! Drugi tomik przygód Supermana pokazuje przede wszystkim, jak pomysłowo można odejść od nieco wymęczonej, superbohaterskiej formuły. Mamy tu relacje rodzinne, przygodę w odległym świecie, zacieśniającą się przyjaźń młodych, a na okrasę pełną gamę niecodziennych wydarzeń i wartkiej akcji. Jakby tego było mało, znajdziemy tu hołd dla Darwyna Cooke'a, autora słynnej Nowej granicy.

Peter J. Tomasi wraz z Patrickiem Gleasonem stworzyli historię, która tak jak w tomie pierwszym, najbardziej stawia na słowo rodzina. I pokazują nam różne tego aspekty. Miłość ojca do syna, wspólne spędzanie czasu czy pomoc w nauce szczelnie wypełniają strony komiksu, nie męcząc nas jednak przesadnym dydaktyzmem. Pokuszono się nawet o przedstawienia więzi rodzinnych z perspektywy potwora Frankensteina i jego narzeczonej. Co ciekawe, ten wątek przybliża nas do kwestii bólu i straty, na które trudno jest znaleźć ukojenie.

Pierwszych próbach Superboya wszystko ukazane jest jednak lekko i zabawnie. Być może poczucie wielkości stawki straciło w tej sytuacji na znaczeniu, lecz jednocześnie przysłużyło się trafnemu ukazaniu relacji pomiędzy bohaterami. I taki chyba był zamysł twórców.
Komiks wypełniają postacie, które dobrze znamy, jednak za sprawą zręcznie przedstawionych historii zaczynamy dostrzegać w nich coś nowego. Nawet wkurzający Damian czy nieco beznamiętna Candice z dziennika Hamilton Horn budzą nasze cieplejsze uczucia.
W tym tomie znajdziemy też sporo humoru, który w przypadku Człowieka ze Stali nie jest przecież czymś oczywistym.

Warto przypomnieć, że historia z próbami Superboya i Robina jest wprowadzeniem tych bohaterów do ich własnej serii. Tam znajdziecie rozwinięcie tej kiełkującej z trudem przyjaźni oraz kolejne niesamowite przygody, w które chłopcy pakują się raz za razem.

Rysunki do albumu wykonali liczni artyści. Patrick Gleason, Doug Mahnke, Jaime Mendoza, Mick Gray i inni świetnie oddali klimat poszczególnych opowieści.
W lżejszych rozdziałach (Nasze miasteczko czy W imię ojca) ilustracje są mniej szczegółowe i bardziej kreskówkowe, z kolei tam gdzie dominuje klimat przygody i potyczki (Super-Potwór i Ucieczka z Wyspy Dinozaurów), świetnie sprawdzili się graficy obdarzający kadry większą dynamiką, ciemniejszą paletą barw czy bogatszą strukturą rysunków.
Mimo pozornego bałaganu wszystko działa na korzyść całości, uwypuklając różnorodny charakter poszczególnych historii.

Jeśli zamierzacie przeczytać w tym roku tylko jeden komiks z gatunku superhero, od razu sięgnijcie po drugi tom Supermana. To historia, ze zrozumieniem której nie powinien mieć większych problemów żaden laik, a co najważniejsze, pozbawiona została męczącego nadęcia fabularnego.

Największą zaletą Pierwszych prób Superboya jest różnorodność treści, atrakcyjne rysunki oraz lekkość przekazu. To komiks, który czyta się szybko i przyjemnie, jednak jego zawartość nie wylatuje nam od razu z głowy. Wręcz przeciwnie, ten tytuł robi ochotę na więcej!
Dlatego nie żałujcie sobie, czytajcie Supermana z Odrodzenia. Zapewniam, że naprawdę warto.



Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont



1 komentarz:

  1. Wszystko z tej serii jest tak dobrze, że aż buzia sama się uśmiecha :D

    OdpowiedzUsuń