piątek, 9 marca 2018

RECENZJA: Rat Queens, tom 2 - Dalekosiężne Macki N'Rygotha

Są takie serie, którym zdecydowanie warto dać drugą szansę. Kiedy pół roku temu opisywałem swoje wrażenia po lekturze pierwszego tomu Rat Queens, narzekałem na słabą kreację świata i jednowymiarowy humor. Podczas gdy sam pomysł stworzenia bardziej rubasznego i dosadnego fantasy był godny pochwały, nie do końca przypadł mi do gustu sposób w jaki Kurtis J. Wiebe ten cel realizował.

Ogólnie przygody wojowniczych przyjaciółek nie były aż tak złe, dlatego z zaciekawieniem przeczytałem drugi tom. Musiałem przekonać się czy ten statek pójdzie z hukiem na dno, czy może utrzyma się na powierzchni. O dziwo, okazało się, że autor scenariusza nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a seria stopniowo nabrała rumieńców, wypełniając się nie tylko oczekiwanymi przeze mnie elementami, ale również stając się coraz ciekawszą.

W Dalekosiężnych mackach N'Rygotha otrzymujemy ciąg dalszy historii Betty, Dee, Violet i Hannah, wojowniczych łowczyń nagród i wielbicielek dobrej zabawy. Dziewczyny wracają do życia po dość hucznej imprezie, lecz jak można się spodziewać, poranek przy wspólnym śniadaniu szybko zmieni się w kolejne karkołomne zadanie do wykonania. Oczywistym jest, że wątek zemsty Gerriga będzie grał tu pierwsze skrzypce. Śledzimy więc losy przyjaciółek, poznając także nowe fakty dotyczące pozostałych postaci. Najciekawsze jest jednak to, że zmyślna intryga łączy się bezpośrednio z przeszłością Dee oraz kapitana Sawyera. Ten z kolei znika w tajemniczych okolicznościach, trafiając na ślad zaginionej Bernadetty.

Początek tomu pierwszego (Magią i maskarą) robił wrażenie wyrwanego z kontekstu. Na szczęście, w Dalekosiężnych mackach N'Rygotha te braki w przedstawieniu świata wreszcie przestały mieć większe znaczenie. Wraz z rozwojem akcji coraz bardziej zagłębiamy się w przygodach Rat Queens, a one same nie są już wyłącznie buńczucznymi, klnącymi na prawo i lewo dziewuchami. K. J. Wiebe postanowił ukazać nam liczne retrospekcje z ich przeszłości, wzbogacając tym samym obraz bohaterek. Co ciekawe, udało mu się w ten sposób uzupełnić o zupełnie nowe elementy wspomniane braki w obrazowaniu świata. 

I to zadziałało rewelacyjnie! O ile nie mogę jeszcze całkowicie rozpłynąć się nad rozwinięciem treści, przyznaję, że drugi tom dał całej historii znacznie więcej serca, sensu i fabularnej głębi.
Zagadka zaprezentowana w pierwszej części weszła w drugą, decydującą fazę, lecz sporo kwestii pozostało jak na razie bez odpowiedzi. Nawet w przeszłości Królowych Szczurów znalazło się kilka pytań, których rozwiązania będę oczekiwał z niecierpliwością. To jest już jednak zadanie dla kolejnych odsłon serii.

Dalekosiężne macki N'Rygotha zaplanowane zostały podobnie do Magią i maskarą. Początek komiksu jest spokojny, wręcz wyważony, aby stopniowo przejść do kumulacji wszystkich wydarzeń w niezwykle wybuchowym finale. Oba te elementy sprawdzają się bardzo dobrze. Pierwsza połowa daje nam możliwość jeszcze lepszego poznania bohaterek, a zakończenie oferuje dynamiczną akcję, gdzie kumuluje się większość najważniejszych wątków.

Ilustracje do drugiego tomu wykonali Roc Upchurch i Stjepan Sejic. Pierwszy z artystów prezentuje dynamiczny, nieco fotograficzny realizm, natomiast drugi tworzy bardziej szkicowe kadry (z nowszych prac tego twórcy warto wymienić czwartą odsłonę przygód Aquamana z DC Rebirth).
Oba, nieco różniące się od siebie style pasują tu jednak idealnie, skupiając się przede wszystkim na postaciach oraz rozmachu prezentowanych wydarzeń.

Tom drugi Rat Queens ma moim zdaniem do zaoferowania więcej niż swój poprzednik. Dziewczyny stały się jeszcze ciekawszymi i głębszymi postaciami, dzięki czemu mogłem bardziej wkręcić się w fabułę i zaakceptować specyficzny humor. Stawka znacznie wzrosła, a więź zaciągnięta pomiędzy bohaterkami i czytelnikiem sprawia, że bardziej angażujemy się w całą historię.

K. J. Wiebe stworzył opowieść, która (mam nadzieję) będzie zyskiwała z każdym kolejnym spotkaniem z Królowymi Szczurów. Wygląda na to, że im dalej w las, tym bardziej widać, że celem autora nie było wykreowanie zwykłego pastiszu gatunku fantasy, lecz opowiedzenie zaplanowanej historii w bardzo autorski, indywidualny sposób. Osiągnął to, tworząc niepowtarzalne bohaterki, które na swych barkach dźwigają cały ciężar jego dzieła. A skoro to działa, to na cóż jeszcze można narzekać?...

A jak Wam podoba się seria Rat Queens? Która z bohaterek jest Waszą ulubioną? Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach!


Seria Rat Queens jest wydawana przez Non Stop Comics.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz