piątek, 23 marca 2018

RECENZJA: Superman - Action Comics, tom 2 - Powrót do Daily Planet

W DC Odrodzenie nadal trwa sprzątanie po New 52, czego najlepszym przykładem jest drugi tomik Action Comics. Bałagan jaki powstał po wszelkich zmianach dokonanych na łamach wielu serii przez kilka ładnych lat nie dał się uporządkować kilkoma zeszytami wprowadzającymi czy wydaniem specjalnym DC Rebirth. Jak pokazuje Powrót do Daily Planet, który koncentruje się wyłącznie na życiu Supermana, potrzeba było wielu stron, aby choć w tym tytule częściowo wyjść na prostą. Co wcale nie znaczy, że należy spisać poniższą część na straty!

Action Comics to seria, która już niedługo będzie obchodzić swój wielki jubileusz. Za kilka tygodni w USA ukaże się bowiem tysięczny numer tego komiksowego magazynu. Magazynu, w którym tak wiele dekad temu zadebiutował nasz niezastąpiony Człowiek Ze Stali, zmieniając świat (nie tylko) komiksowy na zawsze. Ponieważ nazwa zobowiązuje, wydawnictwo często prezentowało mocne i pełne akcji historie z udziałem Supermana. Podobnie było też w pierwszym tomie DC Odrodzenie - Ścieżka zagłady, gdzie nasz bohater ponownie zmierzył się z morderczym Doomsday'em.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że i w tym tomie znajdziemy całą masę potyczek, podniebnych walk czy efektownego zatrzymywania rozpędzonych pociągów. O nie, tym razem Action Comics przypomina bardziej Detective Comics, ponieważ jej scenarzysta, Dan Jurgens najważniejszym elementem fabuły uczynił zagadkę. I to w zasadzie nie jedną, ale aż trzy zagadki! Oczywiście wszystkie powiązane są ściśle ze spuścizną New 52, o której wspominałem powyżej.

Najważniejsza wydaje się tu obecność Clarka Kenta, zupełnie prawdziwego i w żaden sposób nie powiązanego z rodzinnym dziedzictwem herosa zmarłego w Ostatnich dniach Supermana. Jego śledztwo w firmie Geneticron prowadzi go w opiekuńcze objęcia Supermana, który chce się wreszcie dowiedzieć kim jest ten pochodzący znikąd mężczyzna. Śledztwo przeprowadzone w Fortecy Samotności przynosi pewne odpowiedzi, lecz cała sprawa staje się jeszcze bardziej dziwna niż początkowo można się było tego spodziewać.

Podobnie ma się sytuacja z Lois Lane, która zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. To właśnie dlatego żona naszego bohatera pojawia się w redakcji Daily Planet, podszywając się pod nieobecną reporterkę. Prowadzi ją tam list otrzymany od dziennikarki, a także bardzo dziwny sen. Lois nawet nie przeczuwa, że jej śledztwo poruszy samą Superwoman, która także zataiła przed światem pewne fakty.

Jeśli do tego wszystkiego dodamy obraz nieznanego mężczyzny pojawiającego się to tu, to tam, a ostatecznie stojącego za zniknięciem budynku Genetriconu, na pewno zrozumiecie, że Powrót do Daily Planet jest tytułem, który zdecydowanie trzeba przeczytać.

I jest to całkowita racja. Choć dynamicznej akcji jest tu raczej jak na lekarstwo, tom z powodzeniem utrzymuje należyte napięcie, w ciekawy sposób prezentując i wyjawiając poszczególne elementy fabularnej układanki.
Oprócz wszelkich tajemnic Jurgensowi udało się też wepchnąć do komiksu satysfakcjonujący wątek Lexa Luthora (który jest bardzo niezadowolony z pojawienia się nowego Supermana w Metropolis) oraz kilka stron o bliskich więziach Clarka ze swoim synem.

Rysunkowo album stoi na standardowym poziomie. Patch Zircher, Stephen Segovia, Tom Grummet i inni prezentują realistyczno-dynamiczny portret postaci oraz wydarzeń. I choć czasami większość bohaterów rysowanych jest w nieco kanciasty sposób, nie można odmówić im charakterystycznego uroku, tak częstego w opowieściach superhero.

Pomimo rozliczania się z dziedzictwem poprzedniej serii, nowy tom Action Comics sprawi dużo frajdy fanom obeznanym z uniwersum DC. Przynajmniej dla mnie, czytelnika nie zawsze pożądającego soczystego mordobicia album okazał się bardzo wciągający.
Niestety, nowicjusze pragnący rozpocząć swą przygodę z Supermanem, powinni poszukać sobie innego tytułu. Zbyt wiele rzeczy wymaga znajomości kilku poprzednich albumów, dlatego polecam Wam wrócić do tej części dopiero po przeczytaniu poprzednich tomów Supermana z DC Odrodzenie.


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz