poniedziałek, 19 marca 2018

RECENZJA: Władza, tom 1 - Pora Demonów (S. Runberg, O. Boiscommun)

Wyobraźcie sobie świat bez ludzi. Taki, w którym z nieznanych przyczyn zniknęliśmy z powierzchni ziemi, a nasze miejsce zajęły inteligentne, antropomorficzne zwierzęta. W nowym, nieprzyjaznym otoczeniu istoty te prowadzą życie wyznaczane przez coroczną porę demonów. Jest to niebezpieczny okres, za który odpowiedzialnością obarcza się tajemniczych bogów-ludzi. Aby uniknąć katastrofy, wszyscy przedstawiciele rozumnych ras udają się do sanktuarium w Shrine. Jednak podróż jest bardzo niebezpieczna, a za wstęp do schronienia należy słono zapłacić...

W tak przedstawionych okolicznościach poznajemy rodzinę Jazona i Dafne, którzy wzorem pozostałych klanów wybierają się w długą podróż do sanktuarium. Nieoczekiwanie z pomocą w walce przeciw podstępnym łupieżcom przychodzi im trzyosobowa grupa najemników. Aby móc spokojnie podróżować, Jazon przystaje na ich ofertę ochrony. Odtąd grupa podróżników będzie zdana na pomysłowość i zdolności przewodników, którzy z przetrwania uczynili swoją życiową profesję.

Komiksy europejskie cechuje nie stosowany za oceanem zamknięty styl opowieści. Każdy album wyróżnia się osadzeniem scenariusza w ściśle określonych, fabularnych ramach. Poszczególne tomy są na ogół większą częścią zaplanowanej całości, a nie krótkimi odcinkami bardzo długiej historii.
Podobnie jest w Porze demonów. Album zaczyna się od rozpoczęcia podróży, a kończy tuż przed dotarciem do celu. Tym co pozostawia uczucie niedosytu jest jednak wszystko, co znajdziemy pomiędzy.

Największy problem Pory demonów stanowią jej bohaterowie. Aby czytelnik mógł zaangażować się w treść historii, musi w odpowiednim czasie poznać i polubić postacie. Tu nie jest to do końca możliwe. Zarówno rodzina Jazona jak i grupa najemników pod przywództwem Izaaka ukazana jest bez jakiegokolwiek wprowadzenia czy genezy.
Wraz z bohaterami zostałem wrzucony w wir wydarzeń. Niestety, nie dano mi możliwości kibicowania im, ponieważ przez cały tom nie pogłębiono ich wizerunku. Skąd pochodzą, jak się poznali i do czego dążą? Retrospekcje, wspomnienia, dialogi. Odpowiedzi nie znalazłem ani w narracji, ani w rozmowach. Pewne informacje przynosi dodatek o postaciach zamieszczony na końcu albumu, lecz w żaden sposób nie wyczerpuje on tematu.
Mocno widoczny jest też brak chemii pomiędzy Izaakiem, Oktawią i Pantakriuszem. Boli to tym bardziej, ponieważ wiem, jak kolorowymi indywidualistami bywają bohaterowie pokroju łowców nagród.

W przyswajaniu treści nie pomaga stylistyka dialogów. Za sprawą nieudolności Runberga wszystkie postacie wypowiadają się w podobny sposób, a poszczególne kwestie są dość krótkie. Trudno odróżnić specyficzne cechy charakteru, kiedy każdy z bohaterów brzmi jak jedna i ta sama osoba.

Sam pomysł na komiks jest natomiast ciekawy i oferuje autorom sporą swobodę artystyczną. Ukazanie świata jest bardzo dosadne, a często nawet dość brutalne. W scenach akcji krew leje się obficie i nigdy do końca nie wiadomo kto wyjdzie cało z potyczki. Mnogość przygód nie pozwala się nudzić, co w połączeniu z krótkimi dialogami sprawia, że komiks czyta się bardzo szybko.
Warto też zwrócić uwagę na funkcję tajemnicy. Przez całą lekturę zastanawiałem się co właściwie stało się z ludźmi, czym jest sanktuarium i jakie sekrety skrywają czuwający nad nim mnisi-wojownicy?

W parze z dynamicznymi wydarzeniami oraz udaną koncepcją idzie również warstwa graficzna. Rysunki są niewątpliwym atutem serii. Boiscommun potrafi tworzyć bardzo przejrzyste kadry, co świetnie sprawdza się zarówno na zbliżeniach, jak i dużo szerszych ujęciach. Mimika postaci wychodzi mu rewelacyjnie, mam jednak nadzieję, że w przyszłości poćwiczy jeszcze oddawanie ruchu. W kilku ujęciach wyszedł mu on dość sztucznie. Przy omawianiu rysunków warto też zwrócić uwagę na barwy. Paleta kolorów jest stonowana, dominuje tu zieleń, szarość i brąz. W sam raz do ukazania świata zwierząt.

Pierwszy tom Władzy wyszedł więc autorom na "pół gwizdka". Jeśli seria utrzyma tendencję zwyżkową, a całość okaże się zaledwie wprowadzeniem, chętnie poznam ciąg dalszy. Na razie Pora demonów nie zachwyciła mnie, ale też specjalnie nie odrzuciła. Jeśli nie jesteście jeszcze pewni, czy chcecie ją poznać, poczekajcie na recenzję tomu drugiego. Może wtedy uda mi się Was bardziej zachęcić.


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz