wtorek, 24 kwietnia 2018

RECENZJA: Batman - Detective Comics, tom 2: Syndykat Ofiar

Jak zwykł mawiać Joker z filmu o Batmanie z 1989 roku: "Nie da się zrobić omletu bez rozbijania jaj". Co ciekawe, ta zabawna kwestia ma idealne zastosowanie w fabule drugiego tomu Detective Comics. Bo Mroczny Rycerz, tocząc swą walkę z przestępczym światem (i działając tak humanitarnie jak tylko można), nie jest jednak w stanie uniknąć przypadkowych ofiar. Ofiar, które ucierpiały pośrednio na skutek jego własnych działań, a o których istnieniu często nie wie, tym bardziej nie mając możliwości udzielenia im pomocy. Co więc stałoby się, gdyby te skrzywdzone osoby, chowając urazę przez wiele lat, planowały potajemnie zemstę na tym, którego obwiniają za swe nieszczęścia...? 

Tak właśnie rozpoczyna się Syndykat Ofiar. Kilka tajemniczych postaci o niebezpiecznych zdolnościach atakuje siedzibę Wayne Enterprises, mordując kilku funkcjonariuszy prawa. Roszczą sobie one prawa do złożenia skargi na działalność Batmana, pozostawiając znak nietoperza z dopiskiem: "Nigdy więcej". Kiedy pojawiają się ponownie na gali zorganizowanej przez Luke'a Foxa, jasnym stają się ich żądania: Batman musi ujawnić swą tożsamość, trwale zawieszając działalność. Jeśli tego nie zrobi, Syndykat będzie atakować wszystkie osoby, które go popierają lub mu pomagają. Problematyka i zaskoczenie z tak postawionego ultimatum są tym większe, ponieważ drużyna pracująca z Nietoperzem przeżywa właśnie mały kryzys spowodowany śmiercią jednego ze swych członków. 

Fabuła w Syndykacie Ofiar rozbija się na dwa aspekty. Z jednej strony mamy tu do czynienia z historią opowiadającą o nieznanych następstwach działań Batmana, z drugiej scenarzyści (James Tynion IV, Marguerite Bennett) kontynuują wątki rozpoczęte w poprzednim tomie (Powstanie Batmanów), w których dominuje prawdziwie drużynowy duch. Choć komiks ten czyta się niezwykle przyjemnie, autorzy nie uniknęli kilku wpadek, które mogłyby uczynić lekturę naprawdę niezapomnianą.

Jak można się domyślić, oba wspomniane elementy scenariusza nieustannie wpływają na siebie, prowadząc czytelnika do z góry zaplanowanego finału. Jakkolwiek kwestia drużyny Mrocznego Rycerza (w której skład wchodzi Spoiler, Batwing, Batwoman, Clayface i Orphan) jest poprowadzona bardzo sprawnie, dużo większe zastrzeżenia mam do wątku głównego, jakim jest pojawienie się przypadkowo skrzywdzonych ofiar Batmana. Podczas gdy każdy z członków grupy broniącej Gotham otrzymuje swoje znaczące pięć minut, nowa zgraja łotrów została potraktowana zbyt pobieżnie i szablonowo.

Oczywiście, sam pomysł na dwutorowe rozwiązanie jest świetny i początkowo J. Tynion IV realizuje go bardzo wprawnie, jednak gdzieś po drodze jego uwaga zbyt mocno kieruje się na Spoiler i jej problemy z akceptacją świata po stracie Tima (co samo w sobie jest rozegrane po mistrzowsku). Tym samym wątek Syndykatu traci swój impet, ograniczając się do bycia kolejną przeszkodą, z którą musi zmierzyć się Batman. Jakkolwiek ich historia, moce i cele są przedstawione bardzo pomysłowo (szczególnie przewodzącej nimi Pierwszej Ofiary), wszystko to można było wykorzystać do szerszego poruszenia filozoficznej oraz etycznej kwestii działań samozwańczych stróżów prawa. Pytania, które padają w tym przypadku są niezmiernie ważne, ale autorzy nie wykorzystują ich należycie, wyraźnie spiesząc się, aby zamknąć historię i przygotować czytelników na kolejny fabularny zamysł.

Na plus wychodzi ewolucja drużyny Nietoperza, która ma tu często do powiedzenia więcej niż ich mentor. Oczywiście, rola młodzików ogranicza się do bycia przedłużeniem ramion Batmana, czuję jednak wyraźnie, że J. Tynion IV ma na nich wszystkich pomysł, starając się pokazać tak wiele z ich indywidualnych cech, jak to tylko możliwe. Najlepiej widać to na przykładzie decyzji Spoiler (która jest chyba najważniejszą postacią tego tomu), oraz dodatkowej historii z Batwoman, łączącej wątki poprzedzające pierwszy tom Detective Comics.

Ilustracje do albumu przygotowali Alvaro Martinez, Eddy Barrows oraz Ben Oliver. Ich prace tchną standardowym klimatem mrocznego stylu superhero, choć w niektórych momentach ciekawie zbliżają się do zamierzonego fotorealizmu. Jakkolwiek te dwa style niekoniecznie pasują do siebie, w tym tomie da się to przełknąć między innymi za sprawą zagłębienia się w psychikę postaci.  

Syndykat Ofiar jest albumem, który czyta się bardzo dobrze, lecz ciekawy pomysł można było wykorzystać znacznie lepiej. Gdyby przedłużyć fabułę na kolejny tom, można byłoby pokusić się o naprawdę głęboką treść, a jednocześnie wypełnić go nieustannie angażującą akcją. Tymczasem odnoszę wrażenie, że J. Tynion IV ma nieco inne plany wobec tej historii, a sama opowieść o Syndykacie miała być wyłącznie krótkim przystankiem na dłuższej drodze do celu. Tym bardziej szkoda, że nie zatrzymał się z tym tematem na dłużej. 
W ten sposób powstał komiks bardzo zadowalający, lecz nie wychodzący poza standardy zaplanowane dla tej serii. Przeczytajcie go sami i oceńcie, na ile zgadzacie się z moją opinią.


Komiksy z serii Batman oraz Detective Comics znajdziecie w ofercie Egmontu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz