środa, 4 kwietnia 2018

RECENZJA: Pieśń Otchłani (Oblivion Song), tom 1 (Robert Kirkman, Lorenzo De Felici)

Moda na post-apokaliptyczne historie trwa w najlepsze. Robert Kirkman, twórca jednej z najbardziej popularnych z nich, zabiera nas w podróż, która pod względem pomysłu przywodzi na myśl filmową Anihilację. Oczywiście, mam tu na myśli jedynie sam koncept, autor i pomysłodawca słynnych Żywych trupów nie jest bowiem scenarzystą, który bez żadnego zastanowienia kopiowałby cudzy pomysł.

Pieśń Otchłani opowiada o sytuacji, w której znaczna część Filadelfii została wessana do innego wymiaru. Na jej miejscu pojawiła się część nieznanego, niebezpiecznego świata, wraz z całą swoją fascynującą zawartością. Na skutek tego wydarzenia zginęło kilkadziesiąt tysięcy osób, a równie duża ilość mieszkańców została bezpowrotnie uwięziona w obcej rzeczywistości. Dziesięć lat po tych wydarzeniach, Nathan Cole - główny bohater tej opowieści, używa specjalnej technologii aby podróżować pomiędzy wymiarami i ratować uwięzionych w obcym świecie ludzi.

Po wnikliwszym wejrzeniu w treść Pieśni Otchłani wydawać by się mogło, że jest to kolejna komiksowa opowieść w stylu Żywych trupów. Po części być może tak jest, Kirkman zdecydowanie odciska na serii piętno swego talentu, lecz na szczęście tylko częściowo upodabnia to dzieło do swego znanego poprzednika.
Widać to najbardziej w scenach, które rozgrywają się w Otchłani, tam bowiem mamy do czynienia z grupą ludzi zmuszoną do egzystencji w bardzo skrajnych i niebezpiecznych warunkach. Natomiast drugą strona medalu pozostają ziemskie realia, gdzie ludzie nauczyli się żyć z brzemieniem dawnych wydarzeń, wiodąc na pozór normalne życie.

Tym co jak zawsze jest najlepsze u tego autora, są bohaterowie, na których buduje on swoją historię. I choć Nathan jest naszym przewodnikiem po obu rzeczywistościach, oprócz niego przy przedstawianiu treści pomagają pozostałe postacie. To właśnie przez nie poznajemy wydarzenia, które miały miejsce od chwili katastrofy aż do czasów obecnych. Wszystkiego dowiadujemy się poprzez dialogi, reakcje i wspomnienia, nie tracąc czasu na przydługą ekspozycję. Jeśli coś nie jest jasne w pierwszej chwili, z pewnością zrozumiemy to kilkanaście stron dalej.
Kirkman buduje swoją opowieść w skali mikro i makro. Sięga do osobistej motywacji Nathana, która pcha go do poszukiwania zaginionych ludzi, nie unikając też przedstawiania problemu Otchłani w skali globalnej. Każdy z tych elementów potrafi poprowadzić bez zbędnych zgrzytów, czyniąc swą opowieść niezwykle ciekawą. Jednakowo dużo czasu poświęca na ukazanie świata Otchłani, jak i naszego, realnego. To właśnie dzięki tym zabiegom już od pierwszych stron czujemy kompleksowość i wierność stworzonego w ten sposób uniwersum.

Oprócz czynnika ludzkiego, Pieśń Otchłani stoi też pomysłem oraz samą historią. Niebezpieczny świat, tajemnica jego pojawienia się w naszej rzeczywistości oraz wydarzenia, które rozgrywają się wokół głównej osi fabularnej, przyciągają czytelnika jak prawdziwy magnes. I choć autor zdradził w tym tomie więcej, niż początkowo się spodziewałem, furtka jaką sobie zostawił w finale, pozwala mieć nadzieję na wiele ciekawych zdarzeń w przyszłości.
Pieśń Otchłani łączy w sobie cechy post-apokaliptycznej historii, świetnie poprowadzonej science-fiction oraz dynamicznej przygody w nowym, niebezpiecznym świecie. Sceny, w których Nathan musi walczyć o życie w starciu ze stworami z Otchłani zadowolą chyba każdego fana typowo rozrywkowej fantastyki.

Oczywiście, świat przedstawiony nie byłby tak malowniczy gdyby nie talent ilustratora komiksu, Lorenzo De Felici. Pochodzący z Włoch rysownik potrafi stworzyć otoczenie, które jest nam dobrze znajome, a jednocześnie zaprezentować świat, który wywołuje uczucie niepewności tylko przez samo obcowanie z jego graficznym ujęciem.
Jego prace są przejrzyste, dynamika postaci została zachowana na odpowiednim poziomie i tylko w kadrach, gdzie mamy do czynienia ze stworami z Otchłani, trzeba nieraz wysilić oko aby dobrze rozpoznać wszystkie pożądane detale. Kolory w komiksie są dość naturalne, w większości dominuje tu jednak ciemniejsza tonacja barw. To wszystko po to, aby jak najbardziej naturalnie ukazać całą historię.

Niezmiernie cieszy mnie fakt, że Robert Kirkman nie rozmienia się na drobne, nadal tworząc wciągające, pełne pomysłów i realizacji historie. Najważniejsze w Pieśni Otchłani jest to, że udaje jej się być dość nowatorską zarówno za sprawą scenariusza jak i rysunków.
Pozostaje mi teraz czekać z niecierpliwością na kontynuację tak dobrze rozpoczętej serii, mając nadzieję, że dalsze losy Nathana i reszty bohaterów będą równie wciągające jak ich początek.



Pieśń Otchłani ukazała się nakładem wydawnictwa Non Stop Comics.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz