poniedziałek, 28 maja 2018

RECENZJA: Banda Niematerialnych Szaleńców - Maria Krasowska

Wierzycie w duchy? Ja oczywiście nie, ale i tak bardzo się ich boję...
OK, to teraz na serio. Co powiedzielibyście na książkę, w której główny bohater, posiadający tajemniczą zdolność postrzegania duchów, wplątuje się w podszytą kryminałem historię rodem z najlepszego science-fiction? No właśnie! Jeśli Wasza odpowiedź jest twierdząca, to już teraz mogę napisać, że Banda niematerialnych szaleńców bez najmniejszego problemu spełni wszelkie pokładane w niej nadzieje.

Danny Moon ma bogatych rodziców. Jego edukacją zajmują się znienawidzone przez chłopaka guwernantki, a on sam nie ma czasu chodzić do normalnej szkoły, ponieważ jest synem małżeństwa paleontologów. W praktyce oznacza to, że on i jego rodzina bardzo często zmieniają miejsce zamieszkania. Któregoś dnia jednak Danny przesadza. Kolejna guwernantka, którą doprowadza do szału wymawia posadę, a on zostaje na kilka miesięcy odesłany do wujostwa w Polsce. Od teraz będzie chodził do zwykłej szkoły, dzieląc wspólny dom z siostrą matki, jej mężem oraz kilkoma rzadko widywanymi kuzynkami. Co zrobilibyście na jego miejscu? Pewnie pokornie podjęlibyście wyzwanie? Nasz bohater oczywiście nie ma wyjścia, przyjmuje więc gościnę u krewnych, zajmując obszerny pokój na strychu. To właśnie tam zdarzy się coś nadzwyczaj dziwnego.

Pewnego dnia Danny spostrzega ducha. I to nie jakiegoś zwykłego potępieńca, ale samego Czarnobrodego - legendarnego pirata, który ni z tego ni z owego objawia się w zajmowanym przez czternastolatka lokum. Skąd w ogóle się tu wziął i jakie są jego zamiary...? Jakby tego było mało, wkrótce do osób kontaktujących się z widmami dołącza Aneta, kuzynka Danny'ego. Wspólny czas spędzany z Czarnobrodym (na korzystaniu z możliwości, jakie daje bliska relacja z duchem) zostaje wkrótce zakłócony uwięzieniem pirata w domowym lustrze. Jak wykazuje krótkie śledztwo, przeprowadzone przez młodych bohaterów na warszawskim cmentarzu, za kłopotami Czarnobrodego może stać pewien biznesmen. Planuje on skrycie wykorzystanie duchów do operacji o przykrych konsekwencjach dla całego współczesnego świata. Nie ma rady, Danny i Aneta muszą przystąpić do działania! Wszystko jednak zależeć będzie od tego, czy uda im się uzyskać pomoc od innych potępionych dusz, skazanych na wałęsanie się po naszym materialnym świecie...

Wierzcie mi na słowo, powyższy opis w żaden sposób nie wyczerpuje pomysłowości, jaką wykazała się autorka, kreując przedstawiony w powieści świat. W Bandzie niematerialnych szaleńców (chwytliwy tytuł, prawda?), Maria Krasowska zaskakuje czytelnika nie tylko niepowtarzalnym pomysłem na historię, ale również sprawia, że na każdej stronie i w każdym rozdziale książki stale coś się dzieje. Fabularny rollercoaster zdaje się nie mieć końca do ostatnich kart opowieści, ale ani przez chwilę nie poczułem się przytłoczony tą fabularną różnorodnością.

Przygody Danny'ego Moona nie są klasyczną historią o duchach. Owszem, na początku powieści występuje wiele elementów charakterystycznych dla takiego ujęcia tematu, jednak szybko okazuje się, że pisarka użyła tej stylistyki do ukazania zupełnie innej, bardzo nieszablonowej treści. Mamy tu więc wyprawy na cmentarz, świetnie zbudowane realia potępionych dusz, wątek spisku i tajemnicy, lecz co najważniejsze, wszystkie te elementy prowadzą nas do jeszcze ciekawszych rozwiązań. Banda niematerialnych szaleńców szybko przechodzi w klimat czystej fantastyki z elementami thrillera, zaskakując czytelnika płynnością, z jaką autorka porusza się pomiędzy obiema stylistykami.

Powieść Marii Krasowskiej skierowana jest głównie do nastoletniego czytelnika, toteż z pewnością przypadnie do gustu młodym osobom. Nie stanowi to jednak o wadzie publikacji, bo sposób pisania autorki jest w stanie zainteresować również osoby starsze. Książka napisana została z punktu widzenia głównego bohatera, a wszystkie elementy przedstawiono w niej w przejrzysty i bardzo przystępny sposób. Wciągająca fabuła tylko pogłębia przyjemność obcowania z lekturą. Co równie ważne, prezentowane w powieści wydarzenia zostały zaprezentowane tak, że nie rażą przesadnym wymuszeniem czy sztucznością. Połączenie świata fantastycznego z typową codziennością nie zawsze wychodzi zgrabnie, tymczasem zagłębiając się w przygody dzieciaków i ich widmowych towarzyszy, byłem w stanie uwierzyć, że większa część z tych wydarzeń (pomijając jeden czy dwa elementy) mogłaby mieć miejsce naprawdę.

Banda niematerialnych szaleńców to powieść, którą docenią czytelnicy lubiący dobre, pomysłowe historie (czyli chyba każdy z nas!). Jej treść oferuje nieustający przypływ adrenaliny, a główni bohaterowie (tak ludzcy, jak i niematerialni) byli w stanie wzbudzić moją sympatię, sprawiając, że jeszcze bardziej pochłonęło mnie czytanie. Zaskakujące zwroty akcji, niebezpieczna zagadka, a także idealne odwzorowanie rzeczywistości duchów w połączeniu ze światem realnym, zapewni wiele emocji nawet najbardziej wymagającym molom książkowym.
Otwarte zakończenie, jak i brak wyjaśnień pewnych kwestii fabularnych sugeruje prawdopodobny ciąg dalszy. Mam nadzieję że taki powstanie, bo z przyjemnością poznałbym dalsze losy Danny'ego. W końcu dobrych powieści nigdy za wiele, prawda?

3 komentarze:

  1. Bardzo czekam na przeczytanie tej książki! Twoja recenzja zachęca jeszcze bardziej :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ją na liście :) z podobnych klimatów polecam "Spętanych przeznaczeniem" :)

    OdpowiedzUsuń