wtorek, 1 maja 2018

RECENZJA: Jonka, Jonek i Kleks - Szalony Wynalazca (Szarlota Pawel)

Kleks to mój ukochany bohater z dzieciństwa. Kiedy na początku lat 80-tych zostałem czytelnikiem Świata Młodych, Porwanie księżniczki było pierwszym komiksem jaki przeczytałem w całości. A później było jeszcze lepiej... Pióro contra flamaster, Smocze jajo, Złoto Alaski - niesamowite historie wychwalające potęgę wyobraźni, pomysłowości i przyjaźni. Jako dzieciak odgrywałem w pokoju większość scen z tych opowieści. Wierzcie lub nie, ale trwale zawładnęły moją wyobraźnią, kształtując wczesny gust i spojrzenie na obrazkowe historie.

Dziś, kiedy nowe komiksy z przygodami Kleksa już nie powstają, Egmont sięga po klasyki, które (w większości) nie miały wcześniej okazji pojawić się w albumowych wersjach. W ten sposób do naszych rąk trafia pierwszy z nich, p.t. Szalony wynalazca, skupiający opowieści drukowane w Świecie Młodych oraz innych okazjonalnych wydawnictwach.
Album dzieli się na pięć części. Każda stanowi fabularnie zamkniętą całość, wprowadzając nas w wątki przygody, fantastyki, harcerskich sprawności, sposobów oszczędzania czy bezpiecznych zachowań wśród dzieci.

Perypetie Kleksa to oczywiście historie skierowane do młodszych czytelników, ale niejeden dorosły (nawet nie posiadający takiego bagażu emocjonalnego jak ja) szczerze uśmiechnie się, czytając wiele z nich. W końcu urocze ilustracje i specyficzne, błyskotliwe podejście Szarloty Pawel jest w stanie udzielić się nawet największym ponurakom.
Dla dorosłych, pamiętających odległe realia lat 70-tych i 80-tych, szczególną atrakcją będzie fragment tytułowej historyjki, gdzie Kleks poddaje się mrocznej stronie swej osobowości. Kolejki, towar na kartki oraz ogólny wydźwięk tamtych czasów, to jedna z nielicznych prób ukazania ówczesnej rzeczywistości przez autorkę.

Inną sprawą jest Tajemnica VIIb, komiks zrealizowany w 1991 roku na życzenie Banku Spółdzielczego i Szkolnej Kasy Oszczędności. Opowiada on o młodzieżowych próbach zebrania funduszy na górski obóz letni. Choć dziś wydaje się jeszcze bardziej archaiczny od wspomnianego Szalonego wynalazcy, nie można zarzucić autorce, że tworząc typowo reklamową historię zatraciła swój unikalny styl.
Warto też zwrócić uwagę na ilustracje z kalendarza z 1980 roku, który prezentuje metody zdobywania ciekawych harcerskich sprawności oraz krótkie komisy z cyklu Przygody Kuby i Kleksa, gdzie obok atramentowego bohatera pojawia się Kubuś Piekielny, kolejna ikoniczna postać pani Pawel.

Niemiłym zaskoczeniem w albumie jest zły dobór filtrów występujących w tytułowej opowiastce (ma to miejsce m.in. w moim egzemplarzu). Posiadam wydanie Przygód Kleksa z 2002 roku, gdzie w tej części wszystkie barwy są bardziej naturalne, nie rażąc w oczy nadmiarem zieleni i szarości. Widać, ktoś zawiódł przy ostatecznej korekcie barw z odrestaurowanych plansz komiksu, albo drukarnia dała niezamierzoną plamę... 

Szalony wynalazca jest więc ciekawą wycieczką w historię polskiego komiksu oraz nostalgiczną próbą powrotu do tamtych czasów. Choć wiele z tych elementów może wydawać się nieco dziwnych dla dzisiejszych nastolatków, dorośli z pewnością wytłumaczą im co i jak. 
Pomimo pewnego archaizmu treści, najnowsze wydanie przygód Jonki, Jonka i Kleksa to nadal świetna wycieczka po naszej wyobraźni i kreatywności, która oprócz czasów, w których powstawała, nie zestarzała się ani trochę. Za taki obrót spraw należy dziękować iskrze pomysłowości autorki, która włożyła kawał serca w tworzone przez siebie historyjki.


Przygody Kleksa i jego przyjaciół znajdziecie na stronie Egmontu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz