poniedziałek, 7 maja 2018

RECENZJA: Legion Samobójców - Piekielna Misja (2018)

Co byście dali, aby po śmierci móc uniknąć piekła? Kasę, dom, dobra doczesne, zdrowie? Przed podobnym dylematem stają bohaterowie nowej animacji DC Universe, z tą tylko różnicą, że oni już wiedzą, jaka jest cena za dostąpienie niebios. Wystarczy wejść w posiadanie pewnej tajemniczej karty, która pomimo swej niepozornej powierzchowności jest biletem powrotnym z piekła. Tylko jak ją zdobyć, kiedy cały czas monitoruje Cię wszystkowidząca Amanda Waller, a w Twojej szyi znajduje się zdalnie sterowana bomba...?

W filmie Legion Samobójców: Piekielna misja (w/g scenariusza Alana Burnetta), reżyser Sam Liu przedstawia kolejną karkołomną misję grupy znanej też jako Task Force X. Tym razem w skład drużyny wchodzą Deadshot, Harley Quinn, Bronze Tiger, Killer Frost, Copperhead oraz Kapitan Boomerang. Oczywiście, jak zawsze nie działają oni z własnej, nieprzymuszonej woli. To Amanda Waller, szefowa organizacji ARGUS skompletowała całą ekipę, ponownie wyznaczając im typowo niewykonalne zadanie. A ponieważ nikt po tych zbójach nie będzie płakał, są idealnym środkiem do poświęcenia.

Owo niewykonalne zadanie to prawdziwie klasyczny MacGuffin, czyli wspomniana już przeze mnie magiczna karta. Każdy, kto będzie posiadał ją w chwili śmierci, z pewnością uniknie pójścia do piekła. Jak można się spodziewać, taki gadget będzie z pewnością łakomym kąskiem dla niejednego złoczyńcy, a przede wszystkim dla tytułowej grupy skazańców. Każdy z nich ma bowiem niejedno na sumieniu, więc okazja, aby przejąć mroczny przedmiot pożądania z pewnością okaże się pokusą nie do odparcia.

I tak zaczyna się wyścig szczurów za upragnionym celem, ponieważ okazuje się, że nie tylko Legion pragnie zdobyć diabelską kartę. Na czele stawki wkrótce staje sam Ra's al Ghul i jeden z najszybszych ludzi na ziemi. Aby jednak przybliżyć się do celu, wszyscy chętni muszą najpierw odnaleźć niejakiego Steela Maxuma. To przy nim ostatnio urwał się ślad karty.

Legion Samobójców: Piekielna misja to napakowana akcją i brutalnymi scenami przemocy animacja dla dorosłego widza. Fani DC Universe znajdą tu sporo dobra, które znają już z komiksów i poprzednich kreskówek studia. Siłą filmu są niewątpliwie postacie, a przynajmniej niektóre z nich. Na prowadzenie wysuwa się tu wątek osobisty Deadshota oraz (uwaga!) Bronze Tigera, którzy borykają się z demonami swej przeszłości. Harley pełni rolę oczywistego rozśmieszacza, choć akurat w jej przypadku nie wszystkie żarty wypaliły tak jak powinny. Amanda Waller ma tym razem osobisty cel w misji Legionu, więc możemy się spodziewać, że będzie jeszcze mniej pobłażliwa dla swych zleceniobiorców.

Najciekawszym wątkiem, który ujawnia się dopiero w drugiej połowie filmu, jest jego powiązanie z fabułą Flashpointu. Nie będę zdradzał dokładnie o co chodzi, bo choć animacji nie można uznać za bezpośrednią kontynuację tamtej produkcji, to jednak umiejętnie i bardzo pomysłowo wykorzystuje możliwości, które dało twórcom zakończenie rzeczonego filmu. To właśnie przez ten zabieg Piekielna misja znacznie zyskała w moich oczach. Gdyby nie to, traktowałbym ją jak kolejną niezłą animację studia, jednak sporo gorszą od pamiętnego Ataku na Arkham (2014).

Wizualnie film nie odstaje (to już chyba niezmienna tradycja) od tego, co widzieliśmy w poprzednich odsłonach przygód bohaterów DC na małym ekranie. Realizacyjnie wszystko zatrzymało się gdzieś przy końcu lat 90-tych i raczej nie zamierza się zmieniać. Wybitnie to nie wypada, ale źle też raczej nie jest. Zwolennicy takiej stylistyki powinni być zadowoleni.

Legion Samobójców: Piekielna misja sprawdza się nieźle jako niezobowiązująca rozrywka przed TV, lecz jest nieco gorsza od poprzedniej animacji o drużynie Task Force X. Zabrakło w niej drapieżności przy ukazywaniu głównych bohaterów (duża ilość krwi na ekranie nie rozwiązuje problemu), a cały pościg za kartą staje się chwilami zbyt nużący.
Tymczasem ogólny poziom filmu jest tym, z czego powinni brać przykład twórcy aktorskiej wersji Suicide Squadu (2016). Gdyby choć połowa z pomysłów zaprezentowanych tutaj znalazła się dwa lata temu na wielkim ekranie, otrzymalibyśmy całkiem znośny film.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz