środa, 16 maja 2018

RECENZJA: Smerfy - Smerfolimpiada

Smerfy zna chyba każdy. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że obok symboli McDonaldsa i Coca-Coli to najbardziej rozpoznawalna marka na świecie. Co jednak sprawia, że te wymyślone dekady temu, niebieskie stworki tak mocno wpisały się w nurt światowej popkultury? Obojętnie, czy postawimy na uniwersalny przekaz, czy założymy genialną prostotę wszystkich historyjek - za każdym razem będziemy mieli rację. Bo Smerfy są najprostszym, a zarazem najtrafniejszym odbiciem nas samych. Idealnie portretują ogół społecznych prawd jak i wszystkich nas z osobna. A przy tym wszystkim są nierzadko bardzo zabawne.

Niestety, z tą zabawnością Smerfom nie zawsze było po drodze... Po śmierci swego twórcy (Peyo, 1928-1992), zapadła decyzja o kontynuowaniu popularnej serii.  Cykl do dziś współtworzy syn artysty wraz z innymi ilustratorami, jednak w publikowanych przez nich historyjkach często brakuje tego świeżego spojrzenia na kreowany świat, oraz swoistej iskry dobrego humoru. I choć nie można tych przygód spisać całkiem na straty (w końcu to są Smerfy, do cholery!), to jednak często nie były już takie jak dawniej. Po recenzję przykładowego albumu zapraszam tu.

Na szczęście Egmont zaczął wreszcie wydawać klasyki Peyo, toteż fani specyficznego podejścia do smerfnych opowiastek mogą znów czuć się w pełni usatysfakcjonowani. Na pierwszy rzut poszła właśnie Smerfolimpiada, czyli jeden z ostatnich albumów narysowanych przez autora przed śmiercią. W tomiku znajdziemy aż trzy historyjki. Pierwsza z nich to oczywiście tytułowa Smerfolimpiada, natomiast dwie kolejne noszą tytuły Wielkanoc u Smerfów oraz Plac zabaw dla Smerfów.


Pozornie wszystkie te przygody skierowane są do najmłodszego czytelnika. Jednak Smerfy nie byłyby Smerfami, gdyby ich charakterystyczny klimat nie udzielał się także dorosłym. Bo prawda jest taka, że znajdziemy tu mocno uproszczone, ale też bardzo celnie podane odbicie naszej rzeczywistości, a uniwersalny humor sprawi, że nie raz i dwa parskniemy ze śmiechu. Smerfy to ten rodzaj opowieści, gdzie żarty bazują na bardzo prostych skojarzeniach, dzięki czemu są w stanie uderzyć w sam punkt. Bo czy nie bawi nas to, co wynika z konstrukcji oraz indywidualizmu charakterów, a także sytuacji wypływających z najróżniejszych nieporozumień?

Smerfolimpiada jest tak fajna również dlatego, że w całej swojej humorystycznej bajkowości zawiera pewien morał, czytelny dla odbiorcy w każdym wieku. I choć dorośli z łatwością wychwycą co, jak i dlaczego, to dodatkowo, podobnie jak dzieciaki, wyciągną z otrzymanej lekcji słuszne wnioski. A nie jest to byle co, bo wbrew pozorom, zdolność napisania podobnej fabuły nie jest wcale najprostszą rzeczą na świecie.

Zatem nie czekajcie dłużej, tylko zakładajcie sportowy strój i pędźcie na Smerfolimpiadę! Pod czujnym okiem Osiłka smefrujcie kondycję fizyczną, a za przykład wytrwałości niech Wam służy postawa Słabeuszka. Wierzcie mi na słowo, tak smerfnego współzawodnictwa nie dostaniecie w żadnym innym komiksie. Natomiast te dwa kwadranse z lekturą na pewno będą czymś lekkim i wesołym, co poprawi Wam humor na cały dzień. 
To co...? Gotowi, do biegu, Smerf! :-)


Wszystkie komiksy z przygodami Smerfów znajdziecie na stronie Egmontu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz