poniedziałek, 14 maja 2018

RECENZJA: Suicide Squad, tom 2 - Przy Zdrowych Zmysłach

Harley, Deadshot, Katana, Boomerang, Hack, Croc, Enchantress i Flag. Drużyna marzeń...? Raczej nie. Po bardzo przyjemnym starcie serii w ramach Odrodzenia DC, drugi tom przygód Suicide Squad pozostawił we mnie mocno mieszane uczucia. Dlaczego? O tym w poniższej recenzji.

Chyba nie ma sensu po raz setny wyjaśniać kim są, co robią i dlaczego w ogóle zgromadzono te wszystkie postacie. Po wszelkie wprowadzenia zapraszam do mojej opinii o pierwszym tomie. Jedyne co musicie wiedzieć przed lekturą Przy zdrowych zmysłach (do scenariusza Roba Williamsa), to, że niechciana drużyna antybohaterów znów będzie mieć ręce pełne roboty.
Tajemnicza czarna kula, sprowadzona przez Suicide Squad do ośrodka Belle Reve, kryje w sobie o wiele większe niebezpieczeństwo niż początkowo zakładano. Kiedy Amanda Waller nakazuje swym naukowcom wydostać z niej pokonanego Zoda, szybko okazuje się, że moc strefy widmo nie ogranicza się wyłącznie do utrzymywania w zamknięciu pochłoniętych przez siebie istnień. Zagrożenie, jakie wyłania się z wnętrza przedmiotu może zagrozić nie tylko osobom w jego najbliższym otoczeniu, ale również reszcie całego świata.

O ile pierwszy tom serii stawiał na niczym nie skrępowaną mieszankę akcji, dynamiki i humoru, ten dziwnie pomija niektóre atuty poprzednika. A co najważniejsze, wywołuje wrażenie nadmiernego chaosu. Przy zdrowych zmysłach kojarzy mi się z sałatką, do której dodano składniki w zbyt małej ilości, przez co  nie jestem w stanie nacieszyć się żadnym z nich. Czy wiecie, że zaprezentowano tu aż sześć różnych historii? Nawet jeśli tylko część z nich ostatecznie broni się jako samodzielna całość, wrażenie nadmiernego dobrobytu nie pozwala w pełni docenić tego, co zaplanowali dla mnie twórcy.

Drugi tom wypełnia w większości opowieść tytułowa. Choć jest to nadal bardzo intensywny komiks akcji, zabrakło w nim swoistego luzu Czarnego Więzienia. Czuje się tu pewien pośpiech, wynikający chyba z chęci jak najszybszego zakończenia tej części fabuły i przejścia do wydarzeń nadchodzących w albumie Justice League vs Suicide Squad (jego recenzja tutaj).
Ciekawie prezentują się zamknięte historyjki, opowiadające losy członków Suicide Squadu. Na tapetę wzięto tu Enchantress, Killer Croca i Hack. Są one ciekawie narysowane, lecz fabularnie wydają się nieco za krótkie, z dopasowanym na zbyt szybko finałem. Natomiast prolog do wymienionego wyżej JL vs SS wypada zupełnie nijako, a osobna opowiastka o Harley zupełnie do mnie nie trafiła.

Postacie również nie są najmocniejszą stroną publikacji. Oczywiście, w opowieści drużynowej trudno znaleźć równorzędny czas dla każdego z bohaterów, lecz rola Harley, Hack, Waller i Flaga to jednak za mało. Z samą Waller jest również problem, bo narracja cały czas mówi nam, jaka to ona nie jest zła i straszna, a scenariusz w ogóle tego nie pokazuje. Muszę więc wierzyć twórcom na słowo...

Ilustracyjnie Jim Lee (odpowiedzialny za większość rysunków w albumie) wypadł niestety tak sobie. Są plansze, które pokazują prawdziwy kunszt tego utalentowanego grafika, ale znajdziecie tu również takie, które wykonał naprędce, nie wkładając w nie ani odrobiny serca. Na szczególną uwagę zasługują za to prace Stephena Byrne'a, Carlosa D'Andy oraz Seana Gallowaya. Ich styl różni się od siebie praktycznie w każdym aspekcie, ale w ciekawy sposób udało im się dopasować do klimatu opowiadanych historii.

Przy zdrowych zmysłach nie jest może komiksem, który odrzuci Was od zaprezentowanej w nim treści, ale z pewnością pozostawi ze sporym uczuciem niedosytu. Za dużo tu rozgardiaszu, a za mało konkretów. Aż prosi się, aby dodano jeszcze kilkanaście stron głównej historii, rezygnując z tych dodatkowych. Takie rozwiązanie z pewnością wyszłoby całości na dobre, tymczasem musimy żyć z tym co mamy. Jeśli lubicie drużynę Waller, przeczytacie ten tom i tak, lecz nie radzę nikomu zaczynać od niego swej przygody z tą serią. W przeciwnym razie możecie zrazić się do niej na długo.



Komiksy z serii Suicide Squad znajdziecie na stronie Egmontu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz