środa, 23 maja 2018

RECENZJA: Tank Girl, tomy 1-3 (J. Hewlett, A. Martin)

Jak byłem mały, zawsze chciałem mieć czołg. Nie, oczywiście żartuję. Co prawda, w latach 80-tych oglądałem Czterech Pancernych, ale bliżej było mi zawsze przygodowym klimatom Michała Wołodyjowskiego, niż do losów uzbrojonych bojowników o wolność narodu. Oczywiście, nigdy nawet nie sądziłem, że takim opancerzonym pojazdem mogłaby poruszać się jakaś dziewczyna. Wszystko zmieniło się w zasadzie niedawno, kiedy w moje ręce wpadł kultowy komiks Jamiego Hewletta i Alana C. Martina, zatytułowany Tank Girl (Czołgistka...?). A były to aż trzy tomy, zbierające opowieści o tytułowej bohaterce z przełomu lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku.

Tank Girl to dziewczyna, którą śmiało można nazwać prekursorką obecnego do dziś trendu zwanego girl power. Siła, zdecydowanie i bezkompromisowość tej postaci, to chyba najbardziej charakterystyczne cechy, przywoływane w pamięci na samą myśl o tym komiksie. Być może Hewlett i Martin stworzyli Tank Girl jako synonim tego, jacy sami chcieliby być, a może w ich najbliższym otoczeniu brakowało podobnych, dynamicznych i bezpośrednich niewiast. Faktem pozostaje jednak niezwykła charakterność Czołgistki, która tworzy niezapomnianą jakość komiksu samą w sobie.

Tank Girl powstało jako nieodłączny element brytyjskich studenckich zinów i do dziś pozostaje sztandarowym przedstawicielem swego nurtu. To komiks brudny, bezkompromisowy, narysowany w bardzo charakterystyczny sposób. Napakowany wulgarnymi żartami, bezczelnie nabijający się z rzeczy, które w tamtym czasie śmieszyły lub wkurzały jego autorów. Nie ma tu długiej, pokręconej fabuły, wszystkie tomy wypełniają kilkuplanszowe historyjki, często mocno niedorzeczne i w większości czarno-białe (choć w drugiej części zdarza się też sporo kolorowych plansz). Specyficzną cechą komiksu jest płynne przeskakiwanie z pomysłu na pomysł, toteż czytelnicy oczekujący z góry zaplanowanego finału (lub przebiegu akcji) nie znajdą tu wiele dla siebie.

Hewlett i Martin traktowali Tank Girl jako swoiste rozliczenie z otaczającą ich rzeczywistością. Piętnowali to, co ich wkurzało, nabijali się z niedorzeczności współczesnego świata, wychwalali elementy, które kształtowały ich pasje i osobowości. Pod tym właśnie względem komiks jest świetną kroniką, zawierającą wszystko, co ponad dwie dekady temu tworzyło tamten czas. Zapiski te sporządzono z oczekiwaną werwą, pomysłem, a co najważniejsze humorem (co pomaga przy szybkim i bezbolesnym odbiorze komiksu).

Nie lada wyzwanie czyhało w Tank Girl na tłumacza. Specyficzny język, piętnowanie treści czy osób, które dziś już raczej nic nie znaczą (lub nikogo nie obchodzą), wymagało głębokiego wejścia w tematy znane autorom, a także przeniknięcia do epoki i miejsc, w których to dzieło powstawało. Marceli Szpak wyszedł jednak ze swego obowiązku obronną ręką, oddając w ręce czytelnika dzieło zrozumiałe i dopracowane na tyle, na ile tylko się dało.

Czy jest w Tank Girl coś, co sprawia że można uznać go za komiks choć trochę zbliżony do tematyki fantastycznej? Na pierwszy rzut oka niekoniecznie, choć jeśli otworzymy nasze serce na gadające, rozumne kangury (czy Booga jest stworzeniem rozumnym, pozostaje kwestią otwartą...) oraz absurd niemożliwości, balansujący na granicy fizyki i ludzkich zdolności poznania, wtedy kupimy wyssane z palca rozwiązania autorów. A warto to zrobić, bo wówczas docenimy pełnię tych dość dziwnych i nierzadko chorych pomysłów.

Tank Girl przypomniało mi czasy szkoły, gdzie podobny klimat fantazji i obrazoburczości często wypełniał mój wolny czas (oraz moich rówieśników). Charakterystyczne cechy dzieła Hewletta i Martina trafiły do mnie za sprawą pewnej nuty nostalgii, jednak wiem, że nie jest to komiks, który można polecić każdemu. Nie obeznani z historią popkultury oraz głusi na rozwój gatunku, z pewnością odbiją się od tych treści. Reszta, młoda duchem i nie obciążona skostniałą psychiką, z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. I warto spróbować, bo obcowanie z klasyką gatunku już dawno nie było tak śmieszne, obrzydliwe i wkurzające.
Zaparzcie więc herbatę, zmieńcie brudne gacie i ruszajcie do akcji! Tylko nie zapomnijcie zatankować czołgu! To on będzie Waszym transportem po tych szalonych, nieskrępowanych wspomnieniach.


Wszystkie tomy Tank Girl znajdziecie na stronie wydawnictwa Non Stop Comics


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz