czwartek, 7 czerwca 2018

RECENZJA: Harley Quinn, tom 2 - Joker Kocha Harley

Z recenzjami komiksów o Harley Quinn jest ten sam kłopot, co z seriami, które w każdym tomie prezentują zbliżony poziom. Jest łatwiej, kiedy w kwestii scenariusza potrafią wnieść coś interesującego, lecz jeśli z tomu na tom jakość nie ulega znaczącym zmianom, wówczas oceniający ma nie lada problem. No bo jak napisać wtedy coś nowego? Czym zainteresować potencjalnego czytelnika? Podobnych kłopotów spodziewałem się, sięgając po drugi komiks o Świruni z cyklu DC Odrodzenie. Na szczęście szybko okazało się, że moje obawy były co najmniej przedwczesne.

Joker kocha Harley to (jak i w poprzednich przypadkach) wspólne dzieło Jimmy'ego Palmiotti i Amandy Conner. Nad graficznym sznytem całości czuwał (nie po raz pierwszy) utalentowany John Timms. Ci z Was, którzy śledzą losy Harley w wydawanych od kilku lat seriach, z pewnością odnajdą się również w najnowszej historii. Znajdziemy tu opowieść o wakacyjnym wypadzie pani psycholog wraz z Poison Ivy na Bahamy, podstępną próbę powrotu Jokera do życia naszej bohaterki oraz (zupełnie niepasującą do obecnego, letniego klimatu) opowiastkę o próbie ratowania Świętego Mikołaja przed mroczną stroną jego osobowości.

Co więc jest w tym wszystkim nowego? Ano właśnie, oprócz parady wielu nieszablonowych i zwariowanych przygód tytułowej bohaterki, dostaniemy w Joker kocha Harley lepsze spojrzenie na psychikę i wewnętrzne zmagania naszej protagonistki. Wierzcie lub nie, ale ten tom obnaża wreszcie to, co najbardziej pokochałem w Harley od samego początku. Zawsze przedstawiana była jako osoba nieokiełznana, bezwzględna i niebezpieczna, jednak w całym galimatiasie uczuć, jakie ją wypełniały, zawsze znajdowała miejsce na lojalność, oddanie i poświęcenie. Tak, tak, moi drodzy, Świrunia jak nikt inny dba o swoich najbliższych i jest gotowa stanąć w ich obronie (lub zemście) przeciw całemu światu. Jeśli dostrzegliście to tak jak ja, na pewno spodoba się Wam podejście scenarzystów do jej aktualnych problemów.

Joker kocha Harley jak żaden z dotychczasowych tomów serii pokazuje, z czym musi zmagać się nasza bohaterka. Od niespełnionego romansu z Pioson Ivy, toksyczny związek z Jokerem, aż po wszelkie próby bycia gotową na poświęcenia dla wszystkich swych ziomków z kamienicy. To oddanie wyczerpuje ją psychicznie, a Harley, jak każda istota ludzka, potrzebuje wyłącznika, który pozwoli jej odciąć się od wszystkich problemów. Dobrze więc, że wreszcie dostaliśmy część historii o takim wydźwięku. Interesujące jest także to, że większość jej obaw widzimy w postaci mocno zakręconych snów. Wierzcie mi na słowo, ale miło widzieć w Harley nie tylko uosobienie cech postaci z Looney Tunes, lecz także realną osobę z krwi i kości. Zresztą sprawdźcie sami, scena z pizzą na przedostatniej stronie drugiego zeszytu mówi chyba sama za siebie (i jest moją ulubioną z tego tomiku).

Sympatycy zwariowanych perypetii Harley też znajdą tu coś dla siebie. Na pewno ucieszą Was sposoby zadawania bólu Jokerowi, krótki powrót do wrotkarskiego kręgu czy wyprawa z Red Toolem do podziemi. Istota, która je zamieszkuje, z pewnością sprawi, że zastanowicie się dwa razy zanim wejdziecie do ciemnej piwnicy.

Ilustracyjnie jest super, zresztą John Timms nie raz już pokazał, że potrafi nadać drapieżny, seksowny urok naszej nieprzewidywalnej klaunicy. Jego grafiki mają ten dynamiczny, szkicowy klimat, który świetnie sprawdza się także po nałożeniu kolorów. W ostatniej historii zastąpili go m. in. Brandon Peterson, Inaki Miranda i Andrew Robinson. Każdy z tych artystów wywiązał się ze swej pracy znakomicie.

Najnowszy tom przygód Harley to solidna porcja niezobowiązującej rozrywki, która wreszcie pozwala ujrzeć głębię głównej bohaterki. Pomysłowy scenariusz łączy tu wszystkie lubiane przeze mnie elementy, a ilustracje pozwalają utrzymać nieszablonowy styl całej serii. Jeśli dotychczas nudziła Was zwariowana stylistyka historii o Harley, sięgnijcie po ten tom. Może wreszcie znajdziecie tu coś, czego szukaliście od dawna?


Komiksy o Harley z Nowego DC Comics i Odrodzenia znajdziecie na stronie Egmontu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz