środa, 25 lipca 2018

RECENZJA: Uncanny X-Force - Sposób na Apocalypse'a, tom 1 / Era Arachangela, tom 2 (Rick Remender)


Wśród fanów komiksów (i nie tylko) chyba na próżno szukać kogoś, kto nie słyszał o drużynie X-Men. Marvelowscy mutanci od wielu dekad władają wyobraźnią fanów fantastyki, zapewniając masę rozrywki (tak na papierze jak i w kinie), ale również poruszając ważne kwestie tolerancji, odmienności czy samoakceptacji. Z pewnością można stwierdzić, że lektura przygód wychowanków prof. Xaviera jest połączeniem przyjemnego z pożytecznym, a mnogość postaci pojawiających się w uniwersum daje możliwość obcowania z całą gamą niecodziennych charakterów. O ile jednak sami X-Meni są ogólnie dość dobrze znani, inaczej sprawa przedstawia się w przypadku drużyny X- Force.

Czym zatem jest ta mało znana grupa? Otóż X-Force to zespół mutantów, zdolnych do działania przy użyciu dość drastycznych metod, prowadzących swe operacje w sekrecie przed resztą świata. Zostali powołani do życia przez Wolverine'a, a w ich skład wchodzą Deadpool, Psylocke, Fantomex oraz Archangel. I to właśnie ten ostatni jest najważniejszym elementem serii Uncanny X-Force, pisanej przez Ricka Remendera. Jeśli czytacie regularnie X-Men, zapewne wiecie, że Angel został swojego czasu uprowadzony przez potężnego Apocalypse'a, któremu udało się zmienić jego strukturę genetyczną. Dzięki temu Warren (bo tak brzmi ludzkie imię Archangela) miał zostać jednym z jego mitycznych Jeźdźców. Na szczęście Angel zdołał wyzwolić się z mentalnej kontroli, jaką roztaczał nad nim złowrogi mutant. Najważniejsze pytanie brzmi: na jak długo?


W albumach Sposób na Apocalypse'a oraz Era Archangela, drużyna X-Force stawi czoła fanatykom kultu Akkaba, którzy dysponują młodym, odrodzonym wcieleniem Apocalypse'a. Zadanie Wolverine'a i reszty będzie o tyle trudniejsze, ponieważ w duszy Archangela wciąż tli się zaprogramowana struktura, jaką został obdarzony wbrew własnej woli. Nawet jeśli mutanci zwyciężą niebezpiecznych przeciwników, zdrada może nadejść z wnętrza ich niewielkiej drużyny. A to jeszcze nie koniec, bowiem X-Force staną także naprzeciw inwazji Deathloków. Co ciekawe, grupa, z którą przyjdzie im walczyć, łączyć będzie w sobie umiejętności i wygląd najbardziej rozpoznawalnych postaci Marvela. Najcięższą próbą okaże się jednak wyprawa po Ziarno Życia, jako jedyne będące w stanie zapobiec trwałej przemianie Warrena. We wszechświecie równoległym X-Force spotkają zarówno oddanych sprzymierzeńców, jak i najmniej oczekiwanych przeciwników.

Zdaję sobie sprawę, że wszystko co napisałem powyżej, może wydać się nowemu czytelnikowi równie zachęcające, jak i odrzucające. Sam nie jestem wybitnym znawcą Marvela, lecz w najważniejszych kwestiach połapałem się dzięki dobrze przygotowanemu wprowadzeniu. Poznałem w nim najważniejsze informacje o wszystkich bohaterach, a także wydarzeniach poprzedzających powstanie drużyny. W kwestii wyjaśnień nic nie pozostawiono przypadkowemu działaniu, natomiast klarownie prowadzona fabuła pozwoliła mi stopniowo zagłębiać się w losy grupy X-Force. Sama struktura komiksów sprawiła, że z każdym kolejnym rozdziałem bawiłem się coraz lepiej, bardziej doceniając poszczególne postacie.


Jeśli chodzi o bohaterów, to są oni główną siłą napędową obu albumów. Muszę to napisać wprost, ale nie do końca przekonały mnie wszelkie potyczki, walki czy zmagania X-Force z ich licznymi antagonistami. Oczywiście rozumiem, że taka jest często struktura komiksów superhero, lecz widząc jak sprawnie autor rozpisał główne postacie, żałuję, że nie pokusił się o zmniejszenie akcji na rzecz dopieszczenia samej fabuły. Niestety, pomimo kilku dość ciekawie wykreowanych przeciwników, zbyt częste starcia znacznie obniżają moją ocenę tych tytułów. Na szczęście zapałałem głęboką sympatią do Psylocke i Archangela, często frapował mnie dziwny sposób bycia Fantomexa, a sam Deadpool nie był aż tak denerwujący, jak w dotychczas czytanych przeze mnie komiksach.

Co ciekawe, Rick Remender dość oszczędnie ukazał postać mojego ukochanego Wolverine'a. Śmiem twierdzić, że obok Deadpoola przeszedł on chyba najmniej dostrzegalną drogę (nawet w świetle spotkania kogoś, kto w jego własnym świecie znaczył dla niego bardzo wiele). Trochę szkoda, jednak pewnym pocieszeniem jest głęboki związek uczuciowy pomiędzy Elizabeth Braddock i Warrenem Worthingtonem. Ich miłość, wzajemne poświęcenie oraz głęboki szacunek, mocno wyryły mi się w pamięci. To chyba najlepsza komiksowa para, jaką dane mi było poznać w ostatnim czasie. Jedna z ich ostatnich scen w Erze Archangela naprawdę zaszkliła mi oczy. Jako dość świeżemu czytelnikowi opowieści z uniwersum Marvela, bardzo przypadł mi do gustu pojazd X-Force, tworzony przez układ nerwowy (tzw. EVA) Fantomexa. No powiedzcie sami, czy nie byłoby wspaniale, móc kreować coś podobnego wyłącznie za sprawą siły umysłu i woli?


Rysunki w obu albumach są naprawdę doskonałe. Choć pracowało nad nimi wielu artystów, każdy zdołał dorzucić coś znamiennego od siebie. Dynamika walk, zbliżenia twarzy, piękne tła i kolory skutecznie przyciągały moją uwagę. I choć czasami tych atrakcji było może nazbyt wiele, nie mogę nie docenić ogromu pracy, jaki rysownicy włożyli w powstanie poszczególnych kadrów. To także dzięki nim mocno udzieliła mi się dość pesymistyczna nuta wszystkich historii, a ciemniejsze tonacje barw podkreśliły powagę tych typowo rozrywkowych opowieści.

Sposób na Apocalypse'a i Era Archangela to dwa bardzo zajmujące komiksy, które zapewniają godziwą rozrywkę, ale też wydobywają pewne skrywane wewnątrz nas uczucia. Ten ostatni element, jest w moim pojęciu ich główną zaletą. Natłok licznych scen akcji przypadnie do gustu tym czytelnikom, którzy lubią mniej wysublimowane atrakcje, a głębsze interakcje pomiędzy bohaterami zadowolą tych z Was, którzy gustują w bardziej przemyślanej fabule. Wizualna strona dostarcza najwyższych wrażeń, dochodzę więc do wniosku, że każdy znajdzie w dziełach Remendera i spółki coś dla siebie. Oczywiście, pod warunkiem, że lubicie gatunek superhero. Bez tego przecież ani rusz!



Tytuł: Sposób na Apocalypse'a / Era Archangela
Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Leonardo Manco, Jerome Opena, Rafael Albuquerque, Esad Ribic, Billy Tan, Rich Elson, Mark Brooks, Scott Eaton
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Marvel/Mucha Comics
Rok wydania: 2017/2018
Ilość stron: 224/288
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 79 zł/89 zł


Za udostępnienie komiksów do recenzji dziękuję wydawnictwu Mucha Comics.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz