poniedziałek, 16 lipca 2018

RECENZJA: Wieczna noc - Guillermo Del Toro, Chuck Hogan


Z wampirzym cyklem Guillermo Del Toro zetknąłem się po raz pierwszy kilka lat temu, przy okazji premiery serialu Wirus (2014). To co zaproponowano mi w tej produkcji, było co najmniej intrygujące. Potężny, pradawny wampir używa podstępu, aby znaleźć się w Ameryce i podczas zaćmienia słońca przedostaje się do uprzednio przygotowanego schronienia. Samolot, który przewoził skrzynię z jego ciałem zostaje unieruchomiony na lotnisku, podczas gdy na pokładzie oczekują pasażerowie, zarażeni tajemniczym wirusem. Wkrótce całe Stany Zjednoczone zalewa plaga wampirzych odmieńców, a prastary, łaknący zemsty Mistrz wreszcie może wprowadzić w życie planowane od dawna dzieło. Do walki z nim staje grupa pozornie niedopasowanych bohaterów, z uczonym starcem, lekarzem epidemiologiem, meksykańskim gangsterem i deratyzatorem na czele. Niestety, serial nie okazał się tak dobry jak przypuszczałem, mocno obniżając swe loty w połowie drugiego sezonu. Tendencja spadkowa była w przypadku tej serii tak duża, że nie dotrwałem do premiery finałowego, czwartego sezonu...

Na szczęście, Wirus był wyłącznie adaptacją, powstałą na kanwie trylogii książek, którą mistrz filmów grozy napisał wspólnie z uznanym autorem, Chuckiem Hoganem. Niezwłocznie sięgnąłem po pierwszy tom cyklu i... zakochałem się! Niesamowita narracja, świetnie wykreowana mitologia oraz interesująco dobrane postacie sprawiły, że pierwszy tom - Wirus, przeczytałem w kilka dni. Nieco później ukazał się Upadek, druga część historii o walce z groźnym, przebiegłym wampirem. Tu także nie było zaskoczenia. Ciąg dalszy przyniósł bardzo podobne emocje, a ja jeszcze bardziej wciągnąłem się w wizję upadającego świata, stworzoną umysłem i piórem autorów. Właśnie z tej przyczyny, tak bardzo dłużyło mi się czekanie na finałową część trylogii. Na szczęście, wreszcie się pojawiła, a ja mogę podzielić się z Wami moimi wrażeniami z lektury. I wierzcie mi na słowo, jest się czym dzielić i o czym opowiadać!

W Wiecznej nocy - finałowej odsłonie cyklu, Del Toro i Hogan przenoszą nas w czasie aż o dwa długie lata. Potęga Mistrza, który zrealizował swój złowieszczy plan, nie napotyka już prawie żadnego oporu. Wampiry opanowały większość cywilizowanego świata, a za sprawą zatrucia atmosfery, zdołały zasnuć niebo mroczną poświatą, która prawie wcale nie dopuszcza blasku słońca na powierzchnię. Ludzie poddali się przeszywającym mackom marazmu, wielu z nich walkę o wolność przypłaciło własnym życiem. Część społeczeństwa przetrzymywana jest w niedostępnych obozach, gdzie prowadzi się wstrząsające, mrożące krew w żyłach praktyki. Jedyną nadzieją wciąż pozostaje Occido Lumen, pradawne dzieło, zawierające podpowiedź, jak zniszczyć Mistrza. Grupka znanych z poprzednich książek bohaterów, prowadzi niebezpieczny byt, stale próbując znaleźć sposób na zwycięstwo. Sytuacja nie napawa optymizmem w szczególności doktora Ephraima Goodweathera, którego syn i żona znaleźli się w upiornych mackach Mistrza. Zgnębiony rozłąką z ukochanym dzieckiem Eph, robi wszystko co w jego mocy, aby uratować i odzyskać Zacka.

Finałowy rozdział cyklu przynosi rozwiązanie zagadki, nad którą głowili się bohaterowie, ale co niemniej ważne, kontynuuje wątki rozpoczęte w poprzednich tomach. Wieczna noc zaskakuje wydarzeniami, ale nie zmianą jakości stylu, czy treści. To wciąż świetnie napisana powieść, jak samo jak jej poprzedniczki. Wciąga i fascynuje, stawia nowe pytania i stopniowo dozuje odpowiedzi. Nie ujawnia prawie nic, aż do samego zakończenia. Autorzy żonglują wszystkimi elementami z wielkim wyczuciem, prowadząc czytelnika do oczekiwanego z niecierpliwością finału. Język powieści jest zrozumiały, podział na rozdziały lokalizacyjne pomaga dobrze rozeznać się w czasie i miejscu akcji.

Dla mnie najważniejszymi elementami książki są jej mitologia oraz postacie. Pomyślcie tylko, jak wielkiej odwagi wymagało od autorów wyrzucenie wszystkiego, co wiemy o wampirach do kosza, a następnie stworzenie tego nieistniejącego gatunku od nowa. Dzięki temu, nie tylko udało im się odświeżyć ten mocno skostniały gatunek, ale też tchnąć w niego naprawdę spory powiew oryginalności. Nie zapomnieli przy tym o elementach, które decydują o wielkiej popularności krwiopijców. Strukturę genezy zaczerpnęli bezpośrednio z czasów biblijnych, wyposażyli przedstawicieli gatunku oraz ich zbuntowane ogniwo o niezwykłe cechy fizyczne, a całą resztę dopasowali do dzisiejszych czasów, zręcznie igrając ze współczesnymi obawami ludzkości. Dzięki temu, nawet jeśli nie zainteresuje Was treść powieści (co jest raczej niemożliwe), w pełni docenicie kreację świata i mitologii.

Bohaterowie książki, to drugi filar, na którym Del Toro i Hogan oparli Wieczną noc. Pozornie niedobrani, targani najróżniejszymi emocjami, Eph, Nora i Fet sprawiają, że chcemy im kibicować, ponieważ są w istocie odzwierciedleniem nas samych. Co zrobilibyśmy, będąc w ich sytuacji? Walczylibyśmy, czy byśmy się poddali obezwładniającemu marazmowi? Widząc ich mękę, a także nadzieję, głęboko wierzymy, że w tym spowitym ciemnością świecie tli się jeszcze jakaś iskra nadziei. A choć wybory postaci nie są zawsze zgodne z naszymi, to tym bardziej czyni ich realnymi i godnymi uwagi. W szczególności w przypadku Epha, którego dążenie do odzyskania Zacka powoli zaczyna zahaczać o najprawdziwszy obłęd. Decyzja, jaką podejmuje, aby uratować syna jest niezwykle kontrowersyjna, a jej realizacja staje się jednym z elementów, trzymających czytelnika na krawędzi fotela. To właśnie element bezinteresownej, ojcowskiej miłości najmocniej wypełnia treść powieści.

Książka ma dobre tempo. Sceny wolniejsze, gdzie zbliżamy się do poszczególnych postaci, nieźle przeplatają się tymi bardziej dynamicznymi. Sceny walki z wampirami i wszelkie pościgi zostały wyważone stopniowym objawianiem tajemnicy Mistrza. Choć Wiecznej nocy nie można nazwać książką krótką (ponad 560 stron), czyta się ją niezwykle szybko. Autorzy wiedzą, w jaką nutę uderzyć w danym momencie, nie przynudzają przesadzoną psychologią postaci czy nadmiernie rozszerzoną ekspozycją. Wszystkie elementy podają z aptekarską dokładnością. Podczas lektury znalazłem idealny balans pomiędzy akcją, emocjami i głębszymi przemyśleniami. Nie zauważyłem też w powieści żadnych niewykorzystanych pomysłów. Każdy element fabuły (nie użyty dotychczas) znalazł swój cel w finałowym tomie. Dzięki temu można ze spokojem i satysfakcją uznać całą serię za dzieło wyjątkowo przemyślane.

Na koniec pragnę podkreślić swoją fascynację trylogią Wirus. W życiu czytałem zaledwie kilka tak dobrych tytułów jak ten. Władca Pierścieni, Pieśń Lodu i Ognia, cykl Świata Wynurzonego czy Harry Potter - tylko one potrafiły skraść moje serce na tyle skutecznie, że oddałem im je w całości na czas lektury. Do tego zacnego, prywatnego grona dołączają teraz książki Guillermo Del Toro i Chucka Hogana. Za fascynujące uniwersum, ekscytującą treść i nieszablonowy pomysł - czyli wszystko to, co sprawia, że świat fantastyczny jest ciekawszy, niż szara rzeczywistość za oknem. A to przecież nie byle co! Sprawić, abym choć przez chwilę żył życiem innym niż własne, zasługuje bowiem na najwyższe uznanie. Co niniejszym czynię i zachęcam Was do sięgnięcia po powyższą powieść. Na pewno nie pożałujecie!


Tytuł: Wieczna noc
Autorzy: Guillermo Del Toro, Chuck Hogan
Przekład: Robert P. Lipski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 564
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 42,90 zł


Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz