wtorek, 25 września 2018

RECENZJA: LIga Sprawiedliwości, tom 4 - Niekończąca się walka (B. Hitch)


Liga Sprawiedliwości to grupa łącząca największych herosów uniwersum DC. Powstała po to, aby mierzyć się z niebezpieczeństwami, które przerastają jej członków w pojedynkę. No i oczywiście, aby nie raz ocalić świat. Nowa odsłona cyklu wydawniczego DC Odrodzenie nie mogła więc obyć się bez tej niezwykłej drużyny. I choć opiekę nad projektem powierzono doświadczonemu scenarzyście i rysownikowi - Bryanowi Hitchowi, nie wszyscy fani byli zadowoleni z jego podejścia do tematu (szczególnie w pierwszych tomach serii). Autorowi zarzucano zbyt patetyczny ton opowieści, nieustanną walkę grupy z nudnymi, wielkimi zagrożeniami, a także płytkim przedstawieniem osobowości oraz relacji pomiędzy bohaterami. Jak to często bywa, jednostka nie zawsze zgadza się z ogółem, toteż nigdy nie byłem zbyt zajadłym przeciwnikiem aktualnej pracy Hitcha. Owszem, powyższe problemy w treści wcześniejszych komiksów naturalnie istnieją, ale nie psują radości z lektury, jak to sugeruje większe grono fanów. 

I tak przechodzimy do najnowszego, czwartego tomu przygód Ligi. Jak sprawdza się Niekończąca się walka w świetle poprzednich części i czy zwyczajny czytelnik znajdzie w niej coś godnego uwagi? Moim zdaniem jest ciekawiej niż dotychczas, lecz to oczywiście nie oznacza, że nowa odsłona komiksu z miejsca stanie się klasykiem nad klasyki. Co to, to nie... Tym bardziej, że brakuje jej wymaganej ponadczasowości i prawdziwie genialnego scenariusza. Co więc otrzymujemy tym razem? W miarę porządne czytadło, które zapewni kilka kwadransów godnej, choć szybko ulatującej z pamięci rozrywki.


Szczególnie ucieszeni przygodami z tego tomu będą fani dwójki Zielonych Latarni. To właśnie Jessice Cruz i Bazowi Simonowi poświęcono aż dwie, z pięciu zamieszczonych w nim historii. Na przedstawieniu duetu Latarników jednak zabawa się nie kończy, gdyż w Niekończącej się walce mamy do czynienia z większym zamysłem autorów, prezentującym znacznie krótsze, choć nie mniej ciekawe historie. I w tym miejscu należy zaznaczyć, że tym razem Bryan Hitch nie działał sam przy pracy nad poniższym tomem. W pracy wsparli go Shea Fontana, Tom DeFalco oraz Dan Abnett. I dzięki temu od razu widać znaczny powiew świeżości.

Główną historią jest w albumie opowieść tytułowa, rozpisana na dwa regularne, wydawane w USA zeszyty. To całkiem niezła historyjka, nawiązująca do kultowego Dnia Świstaka, gdzie Flash zostaje wplątany w powtarzającą się sytuację z wybuchem potężnej broni. Widzieliśmy ten motyw już nie jeden raz, ale w wykonaniu Ligi Sprawiedliwości jeszcze nie. Tysiąc drobiazgów pokazuje sytuację, w której drużyna zostaje zaatakowana przez rój niebezpiecznych organizmów. Z początku nikt nie spodziewa się, że za całym zamieszaniem stoi ktoś z szeregów grupy. O ile powyższe historie wyróżniają się niezłym pomysłem, kolejne nie są już w stanie zaoferować niczego nadzwyczajnego. Sam Strach i Furia cierpią na zbyt wielką skrótowość. Niestety, w tej formie nie dało się ukazać żadnej wartościowej tematyki (może poza rozterkami Cruz, ale to widzieliśmy w poprzednich częściach już niejeden raz). Furia wprowadza w szeregi Ligi postać Mery, a fanów Aquamana ucieszy zapewne małe rozszerzenie wątków z trzeciego tomu jego tytułowej serii. Na koniec dostajemy Odrodzonego i jest to niestety powrót do wielkich, galaktycznych zagrożeń, z nieistotnym dla nikogo, nudnym antagonistą. Za plus można uznać ciekawą relację i współpracę Baza z Cyborgiem (brawa za Vica w sweterku!).


Ilustracyjnie tomik stoi na różnorodnym poziomie. Wśród rysowników na pierwszy plan wysuwają się Ian Churchill, Philippe Briones i Tom Derenick. Ich prace są dynamiczne, świetnie pasują do konwencji na szybko opowiadanych historii. Najsłabiej niestety wypadają prace Hitcha, który zdecydowanie za mało uwagi przywiązuje dopracowaniu szczegółów na poszczególnych kadrach (widać to m.in. na zamieszczonych tu planszach). 

Niekończąca się walka jest komiksem wartym przeczytania, jeśli na waszej półce aktualnie nie leży jakaś znacznie ciekawsza pozycja. Fani Ligi Sprawiedliwości z pewnością docenią różnorodność tematyczną najnowszej części, jednak nie sądzę, żeby uznali powyższy tom za pozycję w jakikolwiek sposób przełomową. Daje ona mimo wszystko nieco frajdy z obcowania z najsłynniejszą supergrupą świata, pokazując z jakimi problemami borykają się postacie pokroju Wonder Woman, Flash czy Batman. Zatem, jeśli nie musicie czytać wszystkich komiksów DC jak leci, możecie spokojnie pominąć ten tom. W innym przypadku warto spakować go do walizki lub plecaka, jadąc na wakacje czy zaległy urlop. Nie jest zbyt ciężki, więc na pewno Wam nie zawadzi.



Tytuł: Liga Sprawiedliwości, tom 4 - Niekończąca się walka
Scenariusz: Bryan Hitch, Shea Fontana, Tom DeFalco, Dan Abnatt
Rysunki: Bryan Hitch, Tom Derenick, Ian Churchill Philipe Briones, Andy Owens
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: DC Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Komiksy z serii Liga Sprawiedliwości znajdziecie na stronie Egmontu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz