środa, 31 października 2018

Halloween (2018) wraca po czterech dekadach i... wciąż straszy!


Dokładnie czterdzieści lat temu John Carpenter zrealizował film, który nie tylko wpisał się na stałe do kalendarza dzisiejszego wesołego święta, ale przede wszystkim otworzył furtkę dla nowego nurtu w filmowym horrorze. Slashery, bo o nich tutaj mowa, narodziły się wraz z premierą kultowego Halloween (1978). Cały koncept tego typu produkcji polega na tym, że grupę niczego nie podejrzewających bohaterów ściga maniakalny oprawca z nożem w dłoni. Krew leje się więc równo, a trup ściele gęsto. Na przestrzeni dziesięcioleci gatunek przeszedł oczywistą transformację, często graniczącą z zarżnięciem samego konceptu i brutalnym zajechaniem formuły. Do tak zbrodniczego procederu przyczyniły się m.in. same kontynuacje Halloween, których na fali popularności tytułu powstało zdecydowanie zbyt wiele. 

W tym roku, reżyser i scenarzysta David Gordon Green, idąc śladami legendarnego twórcy cyklu, postanowił zmierzyć się z klątwą obłąkanego mordercy, Michaela Myersa. Opowiedział nam historię jego powrotu i zemsty, jaką zaplanował dla swej niedoszłej ofiary, Laurie Strode. Green sprytnie ominął wszystkie remake'i, kontynuacje i alternatywne wersje, skupiając się wyłącznie na ciągu dalszym opowieści rozpoczętej czterdzieści lat temu. Postawił na czar oryginału, swojej miłości do kina oraz metodyki tworzenia strasznych filmów, która rozwinęła się w kinematografii przez te wszystkie lata. I wykorzystał powyższe składniki z prawdziwą gracją i zręcznością!


Fabuła tegorocznego Halloween skupia się na ucieczce Myersa z zakładu dla obłąkanych oraz Laurie, która przez wszystkie lata od ostatniego ataku mordercy szykowała się na jego powrót. Niewiele osób zdaje sobie sprawę jak bezwzględnym złoczyńcą jest Michael. Jego leczenie nie przyniosło żadnych skutków, a głębokie odcięcie od kontaktu z otoczeniem sprawiło, że złoczyńca na stałe otoczył się murem złowrogiej psychozy. Świadoma zagrożenia Laurie, od długiego czasu szykując się na powtórkę z koszmaru, zniszczyła życie własnej córki i wnuczki, popadając w głęboką paranoję. Nieustannie kieruje nią przekonanie o zemście Myersa i wielkim zagrożeniu dla jej najbliższej rodziny. 

Film Greena opowiada ciąg dalszy oryginalnej historii w bardzo przemyślany sposób. Znajdziemy tu ogromny szacunek do pierwowzoru oraz inspirację, która pozwoliła twórcy zrealizować większą część scen w stylu zapoczątkowanym przez Carpentera. Niektóre z ujęć żywo przypominają kadry z klasycznego Halloween. Z pewnością szybko wyłapią i docenią je fani klasyka, jednak najważniejszym jest, że reżyser używa modelowej stylistyki do opowiedzenia czegoś nowego, co tylko korzysta z siły kultowego dzieła. Na szczęście film umie też pokazać widzowi współczesną twarz kina grozy, otwierając się na rozwiązania obecne w aktualnych produkcjach. Z korzyścią dla nas Green wybiera tylko dobre koncepcje, nie przesadzając z przesyconą stylistyką, będącą bolączką ostatnich lat w większości horrorów. Jest więc krwawo (choć bez przesady), nastrojowo i niebezpiecznie. Jumpscare'ów jest niewiele (jeden bardzo udany), wszystkie sceny z Myersem wybrzmiewają mocno, a tempo filmu jest dopracowane pod każdym względem.


Halloween to oczywiście produkcja wpisująca się w tradycyjną konwencję kina grozy, będziecie więc musieli przymknąć oko na pewne niedopowiedzenia czy uproszczenia. Michael Myers to zło wcielone, toteż trzeba mieć świadomość, że nie imają się go kule, nie da się go również zabić potrącając samochodem. Taka kreacja postaci nawiązuje do genezy gatunku, gdzie złoczyńca powraca raz za razem, czyniąc życie bohaterów istnym koszmarem. Warto też zwrócić uwagę na kilka ciekawych, dość niekonwencjonalnych zwrotów akcji, które zaserwował nam reżyser. Czerpiąc inspirację z klasyki, potrafił zmienić w swoim filmie to i owo, zaskakując mnie w pewnych kluczowych momentach. Na szczególną uwagę zasługuje scena z pomocną dłonią, jaką otrzymuje w drugim akcie Myers, oraz krótka chwila w trzeciej części filmu, podczas której, unikając oklepanego wzorca ofiara zamienia się miejscami z oprawcą.

Ciekawym zabiegiem było stylistyczne oddzielenie każdego z trzech filmowych aktów. W pierwszym mamy do czynienia z narastającym napięciem, kiedy obserwujemy Myersa zamkniętego w zakładzie dla obłąkanych, a także parę samozwańczych dziennikarzy, którzy próbują przygotować materiał o jego dokonaniach. Drugi to klasyczny slasher, gdzie sympatycy gatunku dostaną to, na co czekali, natomiast trzecia część stanowi już ostateczne stracie Laurie z Michaelem. Wszystkie te części sprawiają, że Halloween nie nudzi nawet przez chwilę. Mało tego, napięcie rośnie wraz z czasem trwania filmu, sprawiając, że z każdą minutą tylko mocniej wchodzimy w klimat produkcji.


Fantastycznie wypadła Jamie Lee Curtis, wcielając się w główną postać filmu. Jej obecność dodała historii autentyczności, tak potrzebnej w przypadku opowieści o fikcyjnym zabójcy. Za sprawą jej gry aktorskiej byłem w stanie uwierzyć, że naprawdę spędziła całe swe dotychczasowe życie na przygotowaniach do powrotu Myersa. Świetnie odegrała też sceny, w których ugina się pod ciężarem wieloletniej presji i postępującym załamaniem nerwowym. Film obfituje w kilka innych, silnych kobiecych ról. Zarówno, babcia, jak i matka oraz nastoletnia córka skupiają na sobie większość ekranowego czasu. Sympatycy feministycznych akcentów powinni być więc zadowoleni. Co ciekawe, w Halloween bardzo dobrze wypadają pozostałe postacie. Każda śmierć wywołuje uczucie żalu, ponieważ prawie wcale nie ma tu bohaterów, którzy działaliby mi na nerwy lub zwyczajnie bym ich nie lubił. 

Film Davida Gordona Greena jest bardzo udanym horrorem. Idealnie sprawdza się jako kontynuacja kultowego Halloween, pokazując jak powinno się tworzyć kolejne części tej serii. Prezentuje kilka ciekawych rozwiązań fabularnych, dumnie i z polotem czerpiąc z pierwowzoru. Nie boi się puszczać oka do wieloletnich sympatyków cyklu, umiejętnie rozwijając współczesny warsztat kina grozy. Jeśli odnajdujecie się w klimacie filmowych slasherów, najnowsza opowieść o morderstwach Myersa sprawi Wam wiele frajdy. To nie tylko idealny film na każde Halloween, ale też najlepszy horror, jaki widziałem w tym roku. Straszny, ciekawy, dobrze zrealizowany. Od dziś stanie się jedną z obowiązkowych pozycji podczas mojego maratonu z produkcjami grozy, a maska Micheala znów będzie ścigać mnie w snach. I choć wiem, że to tylko wymyślona historyjka, w każdy jesienny wieczór, idąc ciemna ulicą nieraz obejrzę się za siebie. Bo tak działa rozbudzona strasznymi historiami wyobraźnia. I wcale nie mam zamiaru tego zmieniać. ;-)



Tytuł: Halloween (Halloween)
Scenariusz: David Gordon Green, Danny McBride
Reżyseria: David Gordon Green
Aktorzy: Jamie Lee Curtis, Judy Greer, Andi Matichak, Nick Castle, Haluk Bilginer, Will Patton, Rhian Rees
Wytwórnia: Miramax/Universal Pictures
Data premiery: 19 października 2018 (USA), 26 października 2018 (Polska) 
Czas trwania: 106 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz