piątek, 19 października 2018

RECENZJA: Invincible, tom 1 (R. Kirkman, C. Walker, R. Ottley)


Robert Kirkman jest chyba najbardziej znany z cyklu Żywe trupy. Tymczasem dość niespodziewanie okazało się, że ów popularny komiksowy tytuł grozy być może nie jest najciekawszą rzeczą, jaka wyszła spod pióra tego utalentowanego i pomysłowego scenarzysty. Na horyzoncie pojawił się bowiem komiks, który Kirkman stworzył w 2002 roku, a będący jego własną odpowiedzią na wielki sukces tematyki superhero. Pierwszy tom tej serii, liczącej sobie ponad 140 zeszytów, właśnie ukazał się w naszym kraju (jej publikacja w USA zakończyła się całkiem niedawno). Invincible, bo o nim tu mowa, jest prawdziwie niezwykłą i zaskakującą opowieścią, rozgrywającą się w świecie, nie mającym wiele wspólnego ze znanymi uniwersami dwóch słynnych wydawnictw komiksowych. Tylko czy aby na pewno...?

Invincible to historia Marka Greysona, syna jednego z najpotężniejszych bohaterów na Ziemi - Omni-Mana. Nasz bohater jest pozornie niczym niewyróżniającym się nastolatkiem, jednak oprócz tajnej tożsamości swego ojca, młodzik skrywa jeszcze jedną tajemnicę. Mark z niecierpliwością oczekuje bowiem chwili, kiedy obudzą się w nim supermoce i śladem ojca podąży tropem niebezpiecznych wyzwań, stając się kolejnym obrońcą naszej planety. Tak przedstawiony zarys fabuły jest jednak czubkiem góry lodowej (którą jest rzeczony komiks) i w żaden sposób nie oddaje wspaniałości powyższego tytułu. I tak, uwierzcie mi na słowo (a zaraz o tym przeczytacie), tom pierwszy Invincible to jeden z najlepszych komiksów, jakie przeczytałem od bardzo długiego czasu.

Co sprawiło, że już od pierwszych zdań tak rozpływam się nad tą historią? Powodów jest wiele, tak samo jak wielowątkowa jest to opowieść. Najważniejszym plusem jest lekkość całej historii, która zaczyna się jak niczym niewyróżniające się superhero. Nie wiem czy taki był zamysł Kirkmana od samego początku, jednak Invincible nabiera właściwego rozpędu dopiero przy lekturze czwartego rozdziału (zeszytu). Nic złego się jednak przez to nie dzieje, ponieważ w zamian mamy możliwość spokojnego zapoznania się z najważniejszymi bohaterami oraz wszelkimi zasadami rządzącymi w tym uniwersum. Kiedy już wiemy co i jak, autor rzuca w nas olbrzymią cegłą przygód, zwrotów akcji, humoru oraz świetnie wykreowanych postaci. Wydarzenia lecą na łeb na szyję, więc jeśli polubiliście niespieszny ton Ultimate Spider-Mana, musicie przygotować się na to, że przygody Marka na pewno wstrząsną Waszym światem. Tu nie ma taryfy ulgowej, żaden czytelnik nie zazna chwili wytchnienia podczas czytania tego wcale nie krótkiego komiksu.


Oprócz świetnie nakreślonego uniwersum, Invincible zaskakuje umiejętnym wyczuciem pomiędzy ukazywaniem szkolnego życia naszego bohatera, a wyzwaniami, z jakimi mierzy się jako potężny heros. Kirkman ze zwinnością łasicy porusza się pomiędzy poważnymi tonami, miksując je z bardziej luźnymi, przyziemnymi tematami. Wybrzmiewa to naturalnie i niezwykle interesująco, co powoduje, że można świetnie wczuć się w całą historię, oddając kawał serca większości bohaterów. Wielkim plusem są też mocno wyeksponowane wartości rodzinne. Przewijają się one przez całą lekturę, a osiągają swój punkt kulminacyjny w bardzo emocjonującym finale. Podczas lektury ciągle zastanawiałem się nad zdolnościami scenarzysty w planowaniu całości. Upchnięto tu tak wiele istotnych elementów, że aż dziw bierze, że autor nie pogubił się w mnogości wątków. Jest to o tyle ciekawe, że pewne kwestie powracają do fabuły w chwili, gdy już zdążymy o nich zapomnieć (zarówno te mniej, jak i bardziej ważne). Nic nie jest jednak zaniedbane, a wszystko splata się w jedną, rozmyślnie opowiedzianą całość.

Geniusz Invincible polega też na tym, jak samoświadomy jest to tytuł. Mamy tu naprawdę wiele odniesień do pewnego znanego komiksowego uniwersum (patrz pytanie ze wstępu do tej recenzji), a na większości z nich wręcz zbudowano podstawy istnienia tego świata. Od wyglądu i mocy poszczególnych bohaterów, poprzez stylistykę niektórych wydarzeń, aż po sam wydźwięk finału opowieści. Jest więc tu się z czego pośmiać i co odkrywać, a niektóre fragmenty parodiują nawet samą technikę powstawania współczesnych historii obrazkowych. Komiks Kirkmana nie byłby jednak tak dobry, gdyby nie prawdziwie epicka historia, której jesteśmy tu świadkami. Choć w zasadzie w tym tomie poznajemy zaledwie początek skrupulatnie zaplanowanej fabuły, poraża ona swą budową i przyciąganiem, co ma niebagatelny wpływ na odkrywającego treść czytelnika. Specjalnie nie podaję żadnych przykładów jak, kiedy i dlaczego, bo chcę żebyście sami doświadczyli bogactwa przesiąkniętego fantastyką umysłu autora.


Rysunki w Invincible są dość proste i jednocześnie bardzo czytelne. Cory Walker oraz Ryan Ottley w bardzo niewyszukany, aczkolwiek pomysłowy sposób przedstawili wszystko to, co podsunął im autor scenariusza. Dzięki temu komiks pochłania się lekko i przyjemnie, nie marnując czasu na dopatrywanie się niepotrzebnych, odwracających uwagę szczegółów. Pastelowe, nieprzesycone kolory pomagają umieścić historię w realnym świecie, a plastyczna dynamika spaja całość na bardzo atrakcyjnym dla oka poziomie. W poznawaniu procesu kreatywnego niezastąpione będą końcowe strony, przedstawiające projekty i szkice koncepcyjne, wykonane do poszczególnych zeszytów. Jest ich naprawdę sporo (nie pominięto też komentarzy przybliżających większość wprowadzonych pomysłów), toteż sympatycy tajemnic powstawania dzieł popkultury z pewnością znajdą na nich coś dla siebie.

Invincible to komiks niezwykły, w którym nie umiem znaleźć żadnych istotnych wad. Wszystkie umieszczone w nim elementy mogły z łatwością przesądzić o  przesyceniu formy nad treścią, dając nam prawdziwy śmietnik koncepcji, walący się z hukiem pod własnym ciężarem. Na szczęście Kirkman potrafił zapanować nad każdym z nich, tworząc rzecz ambitną, wciągającą i bardzo ekscytującą. Jestem naprawdę zachwycony tym tytułem. Potrafił on pokazać, że historie o superbohaterach można pisać nieco inaczej, nie tracąc w nich tego co najważniejsze. Choć muszę dać autorom pewien kredyt zaufania (to dopiero pierwszy zbiorczy tom), wyraźnie czuję, że nie zawiodę się na kontynuacji Invincible. I nie omieszkam Was o tym powiadomić, bo w natłoku nieustannie pojawiających się pozycji komiksowych coraz trudniej znaleźć coś, co będzie prawdziwie bezprecedensową rozrywką. Dlatego namawiam do czytania przygód Niepokonanego. Naprawdę warto!



Tytuł: Invincible, tom 1
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Cory Walker, Ryan Ottley
Przekład: Agata Cieślak
Wydawnictwo: Image/Egmont Polska
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 400
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Komiksy z serii Invincible znajdziecie na stronie Egmontu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz