sobota, 17 listopada 2018

Czy Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda (2018) to film dla każdego?


Dwa lata minęły, odkąd J. K. Rowling po raz pierwszy zabrała nas w podróż w czasie i przestrzeni, ukazując nam historię świata znanego z książek o Harrym Potterze. Znaleźliśmy się w Nowym Yorku z lat 20-tych ubiegłego wieku, gdzie wraz z Newtem Scamanderem i jego nowo poznanym towarzyszem, Jacobem Kowalskim, śledziliśmy nieznane gatunki magicznych zwierząt. Przyznam, że po pierwszym seansie nie byłem zbytnio zachwycony filmem, lecz po drugim (a w szczególności trzecim) pokazie przekonałem się do koncepcji autorki scenariusza i w pełni kupiłem całą filmową wizję. Dlatego w tym roku z jeszcze większą chęcią powróciłem do czarodziejskiego świata, gotów chłonąć każdy aspekt drugiej produkcji z tej serii.

Minęło trochę czasu od schwytania złego czarodzieja Grindelwalda (Johnny Depp). Przetrzymywany jest w lochach nowojorskiego Ministerstwa Magii niczym sam Hannibal Lecter, nie mając nawet cienia szansy na ratunek. Czy aby na pewno? Życie często pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych, a Grindelwald świetnie radzi sobie z podstępnym wpływaniem na słabe umysły... Tym bardziej nikogo nie powinna dziwić jego spektakularna ucieczka. Korzystając ze stale rosnącej grupy popleczników, nasz antagonista pojawia się wkrótce w Paryżu, pragnąc ponad wszystko zrealizować cel, którego nie udało mu się osiągnąć poprzednim razem. Jego uwaga skupia się na odnalezieniu Credence'a (Ezra Miller), obskurodziciela, w którego potężnej mocy czarodziej upatruje sukcesu swych przyszłych planów. Na szczęście, z identyczną z misją odnalezienia chłopaka wysyła Newta Scamandera (Eddie Redmayne) sam Albus Dumbledore (Jude Law), jeden z najlepszych nauczycieli w szkole magii Hogwartu. Razem z naszym miłośnikiem fantastycznych zwierząt, w podróż wyruszają także jego starzy znajomi, Queenie (Alison Sudol) oraz wybranek jej serca, Jacob Kowalski (Dan Fogler).


Najbardziej podczas seansu Fantastycznych zwierząt: Zbrodni Grindelwalda rzuca się w oczy fakt, że J. K. Rowling nie jest scenarzystką filmową. Pisarka swój pomysł na film kreuje w ten sam sposób, w jaki tworzyła książki ze świata Harry'ego Pottera. Przez to film cierpi na szczątkową fabułę, liczne dłużyzny, masę niepotrzebnych postaci i nadmierną zawiłość fabularną, której nie powstydziłby się niejeden kryminał. Z tego względu całość ledwie stoi na własnych nogach, lecz... mi się to podoba. W tym miejscu chyba należy postawić sobie pytanie, do kogo jest adresowany ten film? Z pewnością nie będzie niczym ciekawym dla przeciętnego widza, który o magicznym świecie Rowling słyszał tylko przelotnie. Takie osoby nie połapią się w całym dobrodziejstwie inwentarza, który przynosi ze sobą najnowsza produkcja. Szybko zniechęci też do siebie widzów, na pierwszym miejscu stawiających uporządkowaną strukturę filmową i klasyczną budowę narracji. Niestety, najnowsza część przygód Newta (podobnie jak i pierwsza odsłona jego historii) to film skierowany wyłącznie do oddanych fanów. Tylko my będziemy w stanie docenić wszelkie starania autorki, dążące do stworzenia dzieła spójnego z wykreowanym w dotychczasowych książkach i filmach uniwersum. Począwszy od bogactwa świata (wyrażającego się w ilości nawiązań, rodzajów czarów, istot, magicznych przedmiotów oraz historii), występujących w nim postaci, a także wszelkich smaczków, twórcy filmu prowadzą widzów w gęsty, czarodziejski las, w którym nie zgubi się tylko ktoś, kto zna drogę powrotną.

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda zaskakują złożonością fabuły przy ogólnym odczuciu prostoty pomysłu. Ten paradoks wywołuje masa elementów, wprowadzonych wyłącznie z potrzeby zaprezentowania jak najbogatszej wersji tego uniwersum. Wątek Lety Lestrange i Credence'a Barebone'a (a szczególnie jego zawiłe rozwiązanie) nadmiernie wysila szare komórki widza, dlatego uważam, że samo zmuszenie do takiego wysiłku odrzuci większość niedzielnych odbiorców. Masa nieistotnych postaci, które nie mają wyraźnego udziału w fabule (Nagini, Nicolas Flamel czy Bunty) także nie ułatwiają odbioru filmu. Z reguły nie wprowadza się do opowieści postaci, których celem jest samo snucie się po ekranie. Momenty nie wnoszące nic do fabuły (jak choćby sceny pokazujące obcowanie Newta ze zwierzętami) również nie spodobają się widzom liczącym na wartką akcję. Warto też zwrócić uwagę na specyficzną strukturę kryminalną, jaką cechowały się również filmy z serii o Harrym Potterze. Przez cały czas trwania obrazu, prowadzi nas on do rozwiązania intrygującej zagadki, a będąc już u zrozumienia całej intrygi, zostajemy pozostawieni w oczekiwaniu na dalsze wydarzenia.


Zaskakująco dobrze wypadły w filmie cztery dodatkowe aspekty. Aktorzy stają na wysokości zadania i chyba nie umiałbym wskazać nikogo, kto nie podołałby powierzonej mu roli. Postacie wykreowane zostały z sercem, humorem i świetnym wyczuciem, co najbardziej widać w przepełnionych emocjami scenach. Grindelwald to postać stanowcza i opanowana, która wie z czym musi się mierzyć, w pełni znając swoje możliwości. Świetnie ogląda się go na ekranie. Podobnie można wypowiedzieć się o głównej roli Scamandera. To nadal ten sam uroczy, nieco niezdarny bohater, choć zauważyłem też pewien rozwój postaci od ostatniego filmu. Wątki romantyczne zostały rozwinięte perfekcyjnie (był to element szczególnie lubiany przeze mnie w poprzedniej części), nie rażą sztucznością, a co najciekawsze, niejednokrotnie posuwają akcję do przodu. Efekty specjalne dopieszczono pod wieloma względami, dzięki czemu przygody magów ogląda się bez poczucia fałszu, gładko zatapiając w wykreowanej rzeczywistości. CGI często zapiera dech w piersi, szczególnie w scenach, które są udziałem fantastycznych zwierząt, hodowanych przez Newta. W zdecydowanej większości są to nowe gatunki (zarówno duże jak i małe), co z pewnością zachwyci sympatyków tego charakterystycznego elementu produkcji. W przytłaczającej ilości wymienionych powyżej elementów widać jednak wyraźnie, że Rowling ma niebanalny pomysł na całość. Krok po kroku realizuje swój plan, mający na celu wzbogacenie historii świata, jak i ukazania ciekawej historii, rozgrywającej się wiele lat przed przybyciem Harry'ego do Hogwartu.

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda to film satysfakcjonujący wyłącznie dla oddanych fanów świata wykreowanego w wyobraźni Rowling. Znajdziemy tu niezwykle obszerne uniwersum, które w strukturze przyjętej na ekranie sprawia, że produkcja bardziej przypomina książkę, niż klasyczne filmowe dzieło. Nie wróżę jej sukcesu wśród widzów nieobeznanych z tą materią, natomiast fani twórczości pisarki z pewnością będą nią zachwyceni. Wyszedłem z kina bardzo zadowolony. Cały czas zastanawiam się jak udało się sprawić, że tak dziwny twór da się jednak oglądać, a co najważniejsze, w jaki sposób wywołał on u mnie aż tyle radości. W filmie nie zabrakło również elementów bezsprzecznie doskonałych, dlatego polecam Wam indywidualną wizytę w kinie i samodzielną ocenę tej produkcji. Nawet jeśli zniechęcą Was wskazane przeze mnie elementy, z pewnością docenicie olbrzymią wyobraźnię autorki scenariusza. Bo to jej zawdzięczamy to wszystko. A bez wyobraźni fantastyka nie miałaby najmniejszego prawa bytu.



Tytuł: Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda (Fantastic Beasts: The Crimes of Grindelwald)
Scenariusz: J. K. Rowling
Reżyseria: David Yates
Obsada: Eddie Redmayne, Johnny Depp, Zoe Kravitz, Ezra Miller, Jude Law, Dan Fogler, Callum Turner, Alison Sudol, Katherine Waterston
Wytwórnia: Warner Bros.
Data premiery: 16 listopada 2018 (USA), 16 listopada 2018 (Polska)
Czas trwania: 134 min.

2 komentarze:

  1. Strasznie ciężko się czyta ten biały tekst ;c Może faktycznie coś w tym jest, że połapią się w tym tylko fani Harry'ego, ale mimo wszystko czekam, żeby go obejrzeć i jeszcze raz wsiąknąć w ten świat :)
    Pozdrawiam!

    kasikowykurz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fioletowy był już zajęty. ;-) Również pozdrawiam!

      Usuń