czwartek, 29 listopada 2018

RECENZJA: Flash, tom 4 - Ucieczka (J. Williamson, C. D. Giandomenico, H. Porter)


Flash to jeden z najbardziej ikonicznych bohaterów wydawnictwa DC. Porażony przez błyskawicę i oblany chemikaliami z policyjnego laboratorium, detektyw śledczy Barry Allen zyskał w ten sposób tajemną moc, która pozwala mu poruszać się jako najszybszy człowiek świata. Osobiście cenię go sobie nawet bardziej od Batmana, ponieważ z tej dwójki to właśnie Flash zachowuje nieustanną pogodę ducha. Podczas gdy Bruce Wayne pogrąża się w nieustannym mroku, Barry pomimo śmierci swej matki nigdy nie zatracił w sobie jasnej iskry radości. I podobnie jak jego kumpel z Ligi Sprawiedliwości stale rozwiązuje zagadki, które rzuca mu pod nogi złośliwy los. Na kształt Supermana, Flash jest herosem, który dba o wszystkich wokół, niosąc im błysk nadziei...

Dobra, dobra, dość tego wazeliniarstwa, to ma być recenzja, a nie patronacki tekst pochwalny pod adresem jakiegoś gościa w trykocie! Tak jakoś mi się to wszystko napisało, a to dlatego, że naprawdę lubię Flasha. Wróćmy jednak do tematu, którym jest najnowszy tom jego przygód. Po ostatnich wydarzeniach, mających miejsce w Przypince, Barry nie może otrząsnąć się ze stale towarzyszącego mu niepokoju, dotyczącego osoby Eobarda Thawne'a. Nieustannie przesiaduje nad ciałem złoczyńcy w prosektorium, a w myślach towarzyszą mu obrazy Odwrotnego Flasha zabijającego bliskie mu osoby. Nawet przyjęcie urodzinowe, które w tajemnicy wyprawia dla niego Iris, nie jest w stanie odegnać złych myśli. To jednak dopiero początek całej historii, ponieważ na imprezie pojawia się sam Hal Jordan, a Multiplex rozrabia, ściągając na siebie uwagę dwóch superbohaterów. I właśnie wtedy dzieje się coś zupełnie nieoczekiwanego, ponieważ starającego się zapewnić bezpieczeństwo ciotce Iris, Wally'ego Westa atakuje sam... Eobard Thawne! To, jakim cudem przeżył spotkanie z tajemniczą mocą, oraz co tym razem planuje, zaprowadzi Flasha aż do XXV wieku, gdzie napotkał swojego wroga po raz pierwszy. Tym razem prawda o celach Eobarda zostanie wyjawiona w całości.


I na tym elemencie skupia się w większości fabuła Ucieczki, czwartego tomu Flasha z cyklu DC Odrodzenie. Scenarzysta serii, Joshua Williamson postanowił raz na zawsze wyjaśnić wątek nienawiści Thawne'a, nie zapominając również o relacji Barry'ego z Iris, a także ciążącej pomiędzy nimi tajemnicy. Z pewnością wielu z Was, (podobnie jak ja) podczas lektury odniesie nieodparte wrażenie czerpania wzorców z pamiętnego Telemaniaka (1996). Historia Flasha i Eobarda bazuje bowiem na chorej potrzebie akceptacji, która prowadzi do zawiści, napędzanej fałszywym poczuciem zdrady. Więcej nie napiszę, odkryjcie to sami, ważne jest jednak, jak taki zabieg zadziałał w tym konkretnym przypadku. O dziwo, wszystko wypadło całkiem nieźle, musimy jednak pamiętać, że Odwrotny Flash jest postacią w pełni psychopatyczną, więc w tym przypadku uzasadnienie jego czynów nieźle trzyma się kupy. Williamsonowi udało się nawet wejść na chwilę do umysłu szaleńca, dzięki czemu nieustanne dążenia Eobarda wybrzmiewają w jeszcze bardziej zrozumiały sposób. Jedynym minusem jest chyba sam sposób powrotu Thawne'a do żywych (niby jak on to zrobił, naprawdę prześcignął śmierć?). Jeżeli kupicie ten pomysł, reszta lektury będzie już czystą przyjemnością.

Drugim wątkiem jest tajna tożsamość Barry'ego, którą nasz bohater nie może podzielić się z ukochaną dziewczyną. W rozwiązaniu tej kwestii z pomocą przychodzi podstęp Thawne'a, a czytelnik ma okazję ujrzeć wizję przyszłości, w której dużo starsi Flash i Iris mimo wszystko są razem. Oczywiście, taki układ spraw nie wyczerpuje tematu, dlatego można spodziewać się, że powrócimy do niego w kolejnych tomach. Tym bardziej, że finał czwartego tomu utrzymano w słodko-gorzkim klimacie. Kłopoty ze szczerością w Ucieczce rozjaśnia początkowa akcja Flasha i Green Lanterna, gadających i działających razem, co z pewnością ucieszy czytelników spragnionych bezkompromisowej akcji.


Rysunki do Ucieczki wykonało wielu artystów. I tu niestety tkwi mój drugi problem z tym tomem. Nie mam nic przeciwko, jeśli za ilustracje do każdego zeszytu odpowiada jeden rysownik. Tymczasem, jeśli wydawnictwo miesza w nim prace kilku z nich, nie wygląda, ani nie czyta się tego zbyt dobrze. Pomimo tego zgrzytu nie można odmówić szacie graficznej Flasha różnorodności, a style rysowników (m.in. Carmine Di Giandomenico, Howard Porter, Neil Googe) są na tyle odmienne, że chyba każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Nowa część Flasha to rozrywka niezłej próby, która łączy w sobie akcję, mroczną tajemnicę z przeszłości (przyszłości?) i wewnętrzne rozterki bohatera. Jeśli nie jesteście jego fanami, zapewne nie macie czego tu szukać, natomiast sympatycy sprintera z Central City powinni być usatysfakcjonowani. I ja też jestem, bo Ucieczka daje mi to, co lubię w tej serii najbardziej. Williamson konsekwentnie rozwija historię Barry'ego, nie spiesząc się i dbając, aby każdy tom przynosił coś nowego, interesującego. A ponieważ czytałem też nadchodzące przygody Szkarłatnego Sprintera, wiem że jest na co czekać! Dlatego polecam, jednocześnie zachęcając do sprawdzenia moich recenzji poprzednich tomów, które znajdziecie na blogu.



Tytuł: Flash, tom 4 - Ucieczka
Scenariusz: Joshua Williamson
Rysunki: Carmine Di Giandomenico, Howard Porter, Pop Mhan, Neil Googe
Przekład: Tomasz Kłoszewski
Wydawnictwo: DC Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 120
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Wszystkie komiksy z Flashem z DC Odrodzenie znajdziecie na stronie Egmontu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz