środa, 28 listopada 2018

RECENZJA: Tajne wojny (J. Hickman, E. Ribic)


Ech, te crossovery i gigantyczne eventy wielkich wydawnictw komiksowych... Po ostatniej, męczącej lekturze Nieskończonego kryzysu z DC, założyłem sobie, że nieprędko sięgnę po kolejne takie obrazkowe wydarzenie. Chaos, nagromadzenie zbyt wielu wątków oraz nadmiernie patetyczne treści zdołowały mnie na tyle, że na samą myśl o powrocie do tej samej wody miałem odruchy wymiotne. Gdzieś jednak z tyłu głowy ciągle migało mi światełko, że te mega-bijatyki służą czemuś naprawdę ważnemu, a poprzez zmiany zachodzące w ich scenariuszach, przepisują się na nowo całe uniwersa. Dlatego też chcąc być na bieżąco z najważniejszymi zajściami w Marvelu, musiałem sięgnąć po Tajne wojny, autorstwa Jonathana Hickmana i Esada Ribica. Czy była to dobra decyzja?

Od początku istnienia inicjatywy Marvel Now! wypadki prowadziły do nieuniknionych zmian, które miały zatrząść w posadach całym światem superbohaterów. Historie prezentowane ostatnimi laty w seriach Avengers i New Avengers zwiastowały nadejście czegoś potężnego i potencjalnie niebezpiecznego. Tym zjawiskiem były inkursje, czyli destrukcyjne zderzenia całych wszechświatów. Zaplanowanemu przez potężnych Beyonderów kataklizmowi pragnęli przeciwdziałać najwięksi herosi komiksowego świata Marvela. Podczas gdy Doktor Doom wraz z Owenem Reece'm systematycznie niszczyli fragmenty multiwersum celem pokrzyżowania planów złowrogich istot, grupa bohaterów z Ziemi-616, pod dowództwem Reeda Richardsa i Czarnej Pantery budowała specjalny statek-arkę. Ów wynalazek miał zapewnić przetrwanie ludzkości. Tymczasem dzień ostatniej inkursji nadchodził nieubłaganie. Ostatecznie, od łutu szczęścia i niezłomności obdarzonych mocami postaci zależeć ma los dwóch ostatnich Ziemi, na których żyją lubiani superbohaterowie.


Nadrzędnym celem Marvela było uporządkowanie pewnego chaosu, który wdzierał się do wielu serii komiksowych od początku istnienia wydawnictwa. Ponad 60 lat istnienia sporej liczby wymiarów i różnorodnych wersji światów spowodowało pewien zamęt, który był coraz trudniejszy do ogarnięcia przez wielu fanów obrazkowych opowieści. Dlatego też musiało dojść do tak ważnego wydarzenia. Co ciekawe, w konkurencyjnym wydawnictwie DC Comics podobną operację z powodzeniem przeprowadzano już kilkakrotnie (po raz pierwszy w latach 80-tych ubiegłego wieku). Koniec końców, Marvel oddał w nasze ręce Tajne wojny, które rządzą się prawami wielkich destrukcyjnych incydentów. To właśnie tutaj odwiedzimy Bitewny Świat, miejsce które powstało po katastrofalnym zderzeniu obu ostatnich rzeczywistości. Śledząc rozgrywające się na nim wypadki, będziemy świadkami odmiany, jaką przejdzie uniwersum wielkiego komiksowego wydawnictwa.

Posiadając pełen wachlarz sformułowanych powyżej obaw, sięgnąłem po dzieło Hickmana i Ribica. Początek był tragiczny... Po przeczytaniu 1/4 komiksu wstałem z kanapy, mówiąc sobie w myśli: "Cóż za gówno!". Będąc pewnym, że wpadłem w pułapkę jeszcze głębszą od wspomnianego wyżej Nieskończonego kryzysu, z trudem przymusiłem się do kontynuowania lektury. I nagle, o dziwo, gdzieś w okolicach połowy tego dość grubego tomu olśniło mnie! Mój problem z Tajnymi wojnami polegał na braku znajomości prawie wszystkich dzieł (poza New Avengers, tom 1 - Wszystko umiera) prowadzących do opisanych w nich wydarzeń. Dlatego też zacząłem czytać komiks uważnie od początku, bacznie analizując wszystkie rozrzucone w nim informacje. Gdy doszedłem do dość ważnego zwrotu akcji w połowie wydania, czytanie stało się wreszcie czystą przyjemnością.

Tak, Drodzy Czytelnicy, trzeba Wam bowiem wiedzieć, że Tajne wojny to komiks bardzo udany! Choć dla odbiorcy nie obeznanego z aktualnym uniwersum Marvela może stanowić nie lada wyzwanie, warto po niego sięgnąć, jeśli tylko odrobicie część pracy domowej (czyli przeczytacie poprzedzające go tomy o losach Avengers). W przeciwnym wypadku nieco się wymęczycie, ale ostatecznie, podobnie jak mnie, powinien przypaść Wam do gustu. Trzeba zwrócić należytą uwagę na brak charakterystycznej przesadności samej opowieści, tak boleśnie obecnej w analogicznych dziełach z DC. Komiks skupia się w znacznej mierze na realizacji zamierzonego konceptu, nie męcząc czytelnika nadmiernie rozbuchanymi walkami oraz przesadnym patetyzmem. Parę górnolotnych zdań padnie oczywiście tam i ówdzie, jednak całość czyta się bardzo dobrze, a poszczególne wydarzenia służą samemu opowiedzeniu historii oraz ukazaniu wnętrza kilku bohaterów.


Hickman sprytnie ograniczył ilość występujących w komiksie postaci, dając nam szansę na poznanie i zrozumienie całości wydarzenia ich własnymi oczami. Pomimo skali eventu, nie przytłacza nas on swym ogromem, choć ten aspekt jest i tak wyczuwalny przez cały czas spędzony z lekturą. Walki toczą się tylko tam, gdzie jest to konieczne, a cała intryga oraz sposób jej rozwiązania prowadzone są z wyczuciem, co rusz podrzucając jakiś ciekawy wątek lub informację. Dzięki temu kilka widowiskowych zgonów działa tak jak należy, a my możemy śmiało kibicować bohaterom, na barkach których złożoną całą fabułę. O realistyczną warstwę graficzną także nie trzeba się martwić, ponieważ rysunki Ribica stają mężnie na wysokości zadania. Artysta tworzy szczegółową, bardzo czytelną wersję zdarzeń. Dzięki jego skrupulatnej pracy dane mi było podziwiać szczegóły świata, dynamizm akcji oraz niecodzienne losy bohaterów. Wielkim plusem tej historii jest również to, że ilustrował ją wyłącznie jeden artysta.

Nie sądziłem, że to napiszę, ale Tajne wojny to komiks, który sprawił mi naprawdę sporo frajdy. Jest nie tylko kamieniem milowym w historii uniwersum Marvela, ale przede wszystkim broni się jako w pełni autonomiczna, przemyślana treść. Choć nie polecam go nikomu, kto chciałby zacząć w ten sposób przygodę z tytułami wydawnictwa, warto zainteresować się nim, jeśli uważacie się za sympatyków tego typu pozycji. Warto też zaznaczyć, że nie tylko ten tom traktuje o historii samego crossoveru. Jeśli chcecie poszerzyć swoją wiedzę, możecie sięgnąć po inne tytuły, przygotowane z myślą o takiej potrzebie (Amazing Spider-Man, Thorowie, Deadpool, Wojna domowa, Staruszek Logan, Oblężenie). Ich znajomość nie jest istotna w kontekście samych Tajnych wojen, ale można spodziewać się, że sprawią Wam nieco frajdy. Wszystko to jest o tyle ciekawe, że już wkrótce znajdziemy się w nowym, odrestaurowanym świecie Marvela, gdzie wydarzenia będą pokłosiem przygód opisanych w powyższym dziele. Czy Marvel Now! 2.0 będzie godnym następcą swego poprzednika? Pożyjemy, zobaczymy...



Tytuł: Tajne wojny
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Esad Ribic
Przekład: Marek Starosta
Wydawnictwo: Marvel/Egmont Polska
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 300
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 79,99 zł


Wszystkie komiksy z serii Tajne wojny znajdziecie na stronie Egmontu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz