piątek, 21 grudnia 2018

Czy Aquaman (2018) poszedł na dno?


Już na wstępie przypomnę Wam, że uwielbiam Aquamana. Do tej postaci przekonał mnie Geoff Johns, który świetnie poprowadził cykl o losach Arthura Curry w ramach The New 52. Później nastały obiecujące czasy Odrodzenia DC, gdzie przygody następcy tronu Atlantydy zyskały jeszcze więcej ciekawych elementów. Dlatego też po dość średniej filmowej adaptacji Ligi Sprawiedliwości bardzo oczekiwałem kolejnej produkcji z wielkoekranowego świata DC. Moje nadzieje dodatkowo podsycał fakt, że reżyserią tego tytułu miał zająć się James Wan, czyli człowiek, który powołał bardzo ważne dla mnie filmy z serii Obecność (Conjuring). Minął długi rok i wreszcie Aquaman jest w kinach. Czy sprostał moim nadziejom? Niestaty nie. Czy uważam go za dobry film? Również nie. Czy istnieje szansa, że komuś przypadnie do gustu? Jest szansa, że tak.

Chyba nie ma większego sensu opisywać fabuły powyższej produkcji, napomknę więc tylko, że jest to opowieść o pół-człowieku, pół-Atlancie, który z racji swego dziedzictwa musi upomnieć się o należny mu tron podwodnego świata. Jak to w historiach tego typu bywa, Arthur wcale nie pali się do tego zadania, jednak pod wpływem pewnych okoliczności zmuszony zostaje do zajęcia konkretnego stanowiska. To z kolei poprowadzi go w długą, pełną przygód drogę, w czasie której odnajdzie swe powołanie i stanie się innym człowiekiem. Bajka stara jak świat, trzeba jednak przyznać, że zaprezentowana została w dość nowoczesny sposób, bo w końcu filmów o Atlantydzie nie mieliśmy w światowej kinematografii aż tak wielu.


Aquaman Jamesa Wana ma wiele problemów. Trudno mi pogrupować je od najbardziej do najmniej istotnego, mimo wszystko spróbuję. Najważniejsza jest tu chyba ilość wprowadzonych wątków. Już na etapie pierwszej zapowiedzi (biorąc również pod uwagę znajomość komiksów) podejrzewałem, jak trudno będzie udźwignąć tak przesadzoną liczbę wydarzeń. Nie dość, że otrzymałem film, w którym niezwykle ważne jest zbudowanie świata przedstawionego (z całym swym ogromem i historią), to jeszcze doszli do tego liczni bohaterowie (wraz z najważniejszą parą głównych postaci), ich motywacje oraz różnorodna tematyka produkcji. Jak się okazuje, samej treści wystarczyłoby na dwa oddzielne filmy. Twórcy robili co mogli, aby upchnąć to wszystko do jednego wora i w pewnym sensie im się to udało. Mimo wszystko, na tym zabiegu ucierpiały inne kwestie, które być może mogłyby wybrzmieć o wiele ciekawiej. Jedną z nich jest nieumiejętność zdecydowania się produkcji na to, jaki rodzaj historii opowiada. Z jednej strony jest to film tworzony w całkowitej powadze, z drugiej wypełniono go olbrzymią ilością scen, które wskazują na samoświadomy kicz. Nie pasuje to do siebie, a podczas seansu wybijało mnie co chwila z rytmu oglądania. Odmienną sprawą jest wiele scen z niezamierzonym humorem. Niektóre motywacje, reakcje czy stanowiska bohaterów są tak idiotyczne, że wręcz godzą w inteligencję widza.

Zawiodłem się także na spójności Aquamana z resztą filmowego uniwersum DC. Jest taka jedna scena, która całkowicie zaprzecza temu, co widziałem w Lidze Sprawiedliwości, a jednocześnie wspominając wydarzenia widziane w tamtym filmie, burzy jakikolwiek sens tego krótkiego epizodu. Czy ktoś z twórców oglądał w ogóle tamtą produkcję? Niewątpliwie należy pochwalić dynamikę pomiędzy parą głównych bohaterów, czyli Arthurem (Jason Momoa) i Merą (Amber Heard). Zastanawiające jest, że z tej dwójki wyłącznie kobieca postać wypadła na ekranie tak jak powinna. Mera jest piękna, silna i ma ciekawie nakreślony charakter, natomiast Arthur w roli Momoy zupełnie nie jest w stanie sprostać zadaniu. Aktor stara się nadać swej postaci określoną barwę, jednak przez wcześniejsze rozpisanie bohatera nie jest w stanie wyciągnąć go ponad aparycję rockendrollowego drwala. Możecie uznać, że ta wersja Aquamana jest konsekwentnie przedstawiona od początku do końca, ale moim zdaniem twórcom nie udało się stworzyć tak udanej i kompleksowej postaci jak ta, którą znam z komiksu. Ponadto, Arthur nie przechodzi wyraźnej i uzasadnionej przemiany. Wszystkie decyzje podejmuje bez większego przekonania, albo tylko dlatego, że ktoś mu tak sugeruje. Jak dla mnie, to trochę za mało.


Osobnym elementem filmu są efekty specjalne i liczne sceny akcji. Tak, tu niepostrzeżenie przechodzę do krótkotrwałego chwalenia Aquamana. W powyższych detalach wykorzystano wielki potencjał, ponieważ prawie wszystko co pokazano mi na ekranie sprawia, że oglądanie filmu jest naprawdę niezłą frajdą. Poza drobnymi wyjątkami (stroje komandosów Atlantydy, bronią podarowaną Mancie czy wyglądem pałacu króla Orma) wizualizacje podwodnego świata oraz świetnie zrealizowane sceny bitew naprawdę zapierają dech w piersi. Wszystkie stworzenia morskie, pojazdy, budowle czy stroje zasługują na wyrazy uznania. Stanowi to o niewątpliwej sile rażenia produkcji. Niestety, trzeba jeszcze wspomnieć o dziwnym doborze piosenek i muzyki w filmie. Pamiętam, jak filmy z lat 90-tych ubiegłego wieku celowały w idealnym połączeniu przeboju z obrazem. To dość pechowe porównanie, ponieważ przykład filmu Wana pokazuje, że ta wiedza została zapomniana niczym odległe legendy Atlantydy. Prawie wszystkie dźwięki dodane zostały na zasadzie strasznego kontrastu. Choć teoretycznie powinny służyć treści, często wybijały mnie z nurtu opowieści.

Aquaman zawiódł mnie jako film bazujący na ulubionym komiksie, nie zdobył też należytej uwagi będąc niepowtarzalną superprodukcją, a nawet sposobem przedstawienia niecodziennej historii. Zgromadzone w nim elementy nieustannie gryzą się ze sobą, powodując znużenie całą opowieścią i obojętnością wobec większości wydarzeń (oraz postaci). Humoru i żenady jest więcej niż pierwotnie zamierzano, a całość sprawdza się jako autonomiczna treść zaledwie powierzchownie. Twórcy zwyczajnie nie byli w stanie udźwignąć kiepskiego scenariusza, aby uczynić z niego ekscytujący, zabawny i mądry film. Być może Aquamana można rozpatrywać w kategorii guilty pleasure, tymczasem dla mnie nie jest on godny nawet tego zaszczytu. Uniwersum DC jest nadal w powijakach, a mi powoli przestaje się chcieć czekać na kolejne dzieła studia. Pomimo wielkiego zawodu mam wrażenie, że znajdzie się spore grono osób, które mogą (przy odpowiednim nastawieniu) docenić całość produkcji. Jeśli tylko skupią się wyłącznie na rozrywkowych aspektach filmu i nie przeszkadzać im będzie przedziwna stylistyka historii, zapewne nie poczują straconego czasu w kinie. Jeśli chodzi o mnie, to po jakości, do której przez ostatnie dziesięciolecie przyzwyczaił mnie Marvel, nie mogę łatwo zaakceptować tego co mi tu pokazano.



Tytuł: Aquaman
Scenariusz: David Leslie Johnson-McGoldrick, Will Beall
Reżyseria: James Wan
Obsada: Jason Momoa, Amber Heard, Patrick Wilson, Willem Dafoe, Nicole Kidman, Dolph Lundgren, Yahya Abdul-Mateen II
Wytwórnia: Warner Bros.
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 21 grudnia 2018 (USA), 19 grudnia 2018 (Polska)
Czas trwania: 143 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz