wtorek, 4 grudnia 2018

Czy Grinch (2018) jest faktycznie taki zły?


Chyba każdy z nas zna Grincha. To jeden z bohaterów książeczek dla dzieci autorstwa Dr. Seussa. Nieprzyjemny, zielony stwór jest z nami już jakiś czas, bowiem bajka z jego udziałem ujrzała światło dzienne już w 1957 roku. Grinch mieszka w ponurej jaskini na wielkiej górze i ponad wszystko nie cierpi bożonarodzeniowych świąt. To jego główna cecha, poza którą z łatwością da się wymienić złośliwość, ponuractwo czy wieczne dąsy. Owo stałe niezadowolenie oraz pogarda dla otaczającego go świata, pewnej grudniowej nocy prowadzi Grincha do niecnego planu, polegającego na kradzieży świąt. Wraz ze swym pieskiem Maxem zakrada się więc do położonego w dolinie Ktosiowa i zabiera mieszkańcom wszystko, co może kojarzyć się z Gwiazdką.

Wydawałoby się, że tak prostej bajki nie da się zepsuć w żaden możliwy sposób. Jeśli myślicie tak jak ja, to oczywiście macie rację! Wystarczy iść za ogólnie ustaloną fabułą, aby opowiedzieć jedną z najładniejszych świątecznych historii. I tak też postanowiło studio Illumination, które w tym roku uraczyło nas kolejną odsłoną przygód zielonego paskudnika. Do tej pory moją ulubioną wersją przygód Grincha była ta, opowiedziana przez Rona Howarda i Jima Carreya w kinowym hicie z 2000 roku. Choć w tej kwestii po aktualnym seansie raczej nic się nie zmieni, nie mogę odmówić nowej adaptacji uroku czy niezłego wyczucia, z jakim potraktowano całą opowieść. 


Już na pierwszy rzut oka Grinch przyciąga nas swoimi barwami i animacyjnym przepychem. Z pewnością nie bez znaczenia pozostaje tu kwestia świątecznego okresu, który nawet w rzeczywistości przytłacza nas migoczącymi światłami, kolorami czy słodkimi dekoracjami. Akcja filmu aż iskrzy się od bogatej wizualizacji, co w znaczny sposób pomaga opowiedzieć całą historię. Niestety, zapędziło to też twórców w tzw. kozi róg, ponieważ jaskinia Grincha nie sprawia wrażenia zimnej, brzydkiej ani przygnębiającej. Jest może trochę surowsza w odbiorze, lecz nie czuje się w niej marazmu i nienawiści, która na co dzień przepełnia tytułowego bohatera. Być może przez to sam Grinch nie wydaje się aż tak złośliwy jak powinien. Co prawda dostałem kilka scen, które we właściwy sposób zarysowują jego postać, jednak jest ich zbyt mało, a w drugim i trzecim akcie filmu znacznie złagodzono ich cały wydźwięk.

Fajnie wypadły wszelkie drobiazgi, które odróżniają tą wersję filmu od poprzednich. Na pierwszy plan wysuwa się pełna skrywanej miłości i wzajemnego przywiązania relacja Grincha z Maxem. Drugie skrzypce grają grubaśny renifer Fred oraz urocza postać Pana Bombelbauma. Warto samodzielnie sprawdzić jak wyszło twórcom wykreowanie tych nietypowych bohaterów. W tym miejscu muszę też wspomnieć o sporym nagromadzeniu wszelkich slapstickowych elementów, czyniących z Grincha porządną komedię dla całej rodziny. Najważniejszy jednak pozostaje morał filmu, do uzyskania którego użyto dwóch postaci o pozornie przeciwstawnych interesach. Zarówno Grinch jak i mała Cindy-Lou wydają się różnić od siebie jak noc od dnia, jednak ich dążenia spotykają się ostatecznie w kulminacyjnym momencie filmu. Grinch jest głęboko nieszczęśliwy za sprawą bolesnego incydentu z przeszłości, natomiast Cindy-Lou nie może w pełni cieszyć się Gwiazdką z powodu trosk, których przysparzają jej mamie trudy życia. Dwójka bohaterów okazuje się wzajemnie uzupełniać, a bez łączącej ich relacji nie udałoby się doprowadzić do finału całej historii. I ten element filmu wyszedł autorom doskonale. 

Grinch nie robi więc rewolucji na rynku tegorocznych dziecięcych animacji, ale sprawdza się doskonale jako sprawnie odświeżona historia. Wizualnie  dopieszczony, z przemyślanym pod kątem kilku niespodzianek scenariuszem oraz postaciami (które należycie angażują widza), jest całkiem niezłą i niezobowiązującą rozrywką. Ponadto, skutecznie wprowadza odbiorców w świąteczny nastrój, oferując najmłodszym bezbolesną lekcję tolerancji. A to ważny element, bo jak wiemy, bardzo brakuje jej w dzisiejszym świecie. Szkoda tylko, że Grinch nie jest tak ohydny i radośnie przesadzony, jak miało to miejsce w przypadku kreacji Jima Carrey'a. Rozumiem jednak, że tamta wersja skierowana była do nieco szerszej publiczności. A mój zarzut świadczy tylko o tym, że przypowieść Dr. Seussa jest  w zamierzeniu przeznaczona dla wszystkich. I każde pokolenie powinno otrzymać swoją własną wersję.



Tytuł: Grinch (The Grinch)
Scenariusz: Michael LeSieur, Tommy Swerdlow
Reżyseria: Yarrow Chesney, Scott Mosier
Obsada (dubbing): Benedict Cumberbatch, Cameron Seely, Rashida Jones, Pharrell Williams, Kenan Thompson (Jarosław Boberek, Lila Wassermann, Ewa Prus, Karol Kwiatkowski, Grzegorz Pawlak)
Wytwórnia: Universal Pictures/Illumination Entertainment
Data premiery: 9 listopada 2018 (USA), 30 listopada (Polska)
Czas trwania: 86 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz