czwartek, 13 grudnia 2018

O tym, jak Diabeł: Inkarnacja (2018) zmarnował bardzo obiecującą historię


W ostatnich latach często okazuje się, jak trudnym do zrealizowania gatunkiem filmowym jest horror. Niby prosta sprawa, a wielu twórców wykłada się koncertowo na pozornie banalnym straszeniu widza. W czym leży problem? Cóż, chyba nie każdy, kto zabiera się za ten rodzaj produkcji, rozumie czym powinien charakteryzować się dobry film grozy. Horrory to nie tylko mocne efekty CGI czy setki jumpscare'ów wyskakujących na widza z każdej możliwej strony. To także klimat i dobra, efektowna historia, która sięgnie do głębi naszych pierwotnych obaw. Niestety, pod tym względem wciąż niedoścignione pozostają dwa ostatnie dziesięciolecia ubiegłego wieku, kiedy to porządne, straszne historie niepodzielnie rządziły na dużym i małym ekranie. W ciągu ostatnich lat doświadczyliśmy z kolei prawdziwego natłoku filmów o opętaniach i egzorcyzmach. Coś, co zapoczątkował w 1973 r. pamiętny Egzorcysta, w obecnych czasach stało się radosną symfonią nagromadzenia fabularnych schematów i bzdur, skutkującą masowym pustoszeniem kinowych sal. Dlatego też ucieszyłem się bardzo, gdy okazało się, że w swoim nowym filmie Diabeł: Inkarnacja, reżyser Diederik Van Rooijen stawia na coś w miarę nowatorskiego. Niestety, po wizycie w kinie raz jeszcze okazało się, że moje nadzieje były płonne, a dobrą historię zniszczyła przepełniona bzdurami fabuła i brak elementarnych zasad rządzących gatunkiem.

Koncepcja Diabła: Inkarnacji była bardzo obiecująca. Była policjantka Megan (Shay Mitchell) znajduje zatrudnienie w miejskiej kostnicy, do której zostaje przywiezione ciało dziewczyny, która zmarła w czasie przeprowadzania egzorcyzmów. Nieboszczka Hannah Grace (Kirby Johnson) jest dość mocno zmasakrowana, jednak jeszcze ciekawsza okazuje się informacja, że jej zgon nastąpił jeszcze przed samym przepędzeniem diabła. Wkrótce nowa pracownica zmuszona zostanie do konfrontacji z dziwnymi, niewytłumaczalnymi wypadkami, które niekoniecznie będą stanowić wytwór jej chorej wyobraźni. Pozostały w martwym ciele demon desperacko zapragnie odrodzić swego nosiciela, stanowiąc śmiertelne zagrożenie dla każdego, kto tylko zbliży się do kostnicy.


Brzmi intrygująco, prawda? I faktycznie, tak zarysowana fabuła może wydawać się bardzo obiecująca, jednak ostateczny wynik utwierdził mnie w przekonaniu, że zarówno reżyser, jak i autor scenariusza (Brian Sieve) nie odrobili zadanej im pracy domowej, albo oglądali wyłącznie złe, nic nie warte produkcje (co jest trochę dziwne, bo Sieve pewne doświadczenie w materii filmów grozy już miał). Nie od początku jednak jest w Diable: Inkarnacji tak źle. Pierwszą połowę filmu ogląda się dość znośnie, obiecuje nam ona innowacyjny pomysł, a także udatnie zbacza w rejony intrygującego thrillera. Dzieje się tak szczególnie w chwilach, kiedy okazuje się, że pewna tajemnicza postać usiłuje dostać się do kostnicy, a ciało martwej Hannah Grace zostało przywiezione po aż trzech miesiącach od zgonu. Niezły efekt skutecznie psują nieustanne jumpscare'y, które odpalane są w tej historii z nieomal zegarmistrzowską precyzją (co jakieś 3-4 minuty). Czy naprawdę nie można nas straszyć w inny, mniej oczywisty sposób? Przykro to pisać, ale dalej jest jeszcze gorzej...

Druga połowa filmu to prawdziwie bezsensowny zbiór pomysłów, wprowadzonych do fabuły bez żadnego planu czy konkretnego zamierzenia. Opętane ciało stara się zaatakować każdego w swoim zasięgu, po czym wraca do swego poprzedniego położenia. Wydaje się, że może swobodnie opuścić kostnicę, ale z jakichś przyczyn tego nie robi. Takich przykładów jest więcej, nie chcę tu jednak streszczać całej fabuły filmu. Prawda jest taka, że każdy dobry horror musi rządzić się określonymi prawami. Wszelkie występujące w nim zło powinno działać według pewnych zasad. Scenariusz powinien określić, co taki demon (czy inny przeciwnik, siła nieczysta etc.) może zrobić, a czego nie. Dopiero na tej podstawie planuje się jego działania, a poprzez konkretne ograniczenia daje bohaterom szansę na zwycięstwo. Najlepszym przykładem tego typu rozwiązania jest cykl Koszmar z ulicy Wiązów, gdzie Freddie Kruger mógł zabić dzieciaki wyłącznie we śnie, a dopiero wyciągnięcie go z tego snu na jawę, dawało możliwość zabicia go. Tymczasem Diabeł: Inkarnacja ma zupełnie gdzieś takie ustalenia. Tu dzieje się wszystko, co twórcom akurat przyszło na myśl i jeśli zastanowimy się nad tym przez chwilę, zrozumiemy że nie ma to najmniejszego sensu. Możecie się ze mną sprzeczać i twierdzić, że to tylko głupi horror dla młodzieży i dlatego wszystko jest możliwe. OK, jeśli chcecie uznać ten film za najlepszy w tym roku, to Wasza opinia, lecz każda, nawet najbardziej wydumana opowieść musi w jakiś sposób trzymać się kupy. Inaczej będzie tylko festiwalem marnych, nieprzemyślanych pomysłów.

Normalnie byłbym bardzo zły, jednak jest coś w Diable: Inkarnacji co sprawia, że nie mogę tak zwyczajnie skreślić tego filmu. Sądzę, że zwyczajnie podoba mi się ogólny pomysł na tą fabułę, który został wręcz popisowo schrzaniony przez ekipę twórców. Gdyby ktoś kiedyś zechciał nakręcić jego remake, może udałoby się wyciągnąć z treści to, co stanowi o sile całej historii, a potem przekuć to w naprawdę porządny film. Na razie jednak można to dzieło traktować wyłącznie jako tzw. guilty pleasure. Szkoda, bo niektóre efekty były naprawdę dobre, klimat (nawet z racji miejsca umieszczenia akcji) często robił swoje, a poczucie nieuchronności wydarzeń udzieliło się mi niejeden raz. No cóż, tym razem znów się nie udało. Z wytęsknieniem czekam na chwilę, gdy twórcy filmowi oddadzą w moje ręce coś naprawdę przemyślanego i tak jak na niedoścignionej Obecności (2013), poczuję gęsią skórkę na całym ciele.



Tytuł: Diabeł: Inkarnacja (The Possesion of Hannah Grace)
Scenariusz: Brian Sieve
Reżyseria: Diederik Van Rooijen
Obsada: Shay Mitchell, Grey Damon, Kirby Johnson, Nick Thune, Louis Herthum, Stana Katic
Wytwórnia: Sony Pictures/Screen Gems
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 30 listopada 2018 (USA), 7 grudnia 2018 (Polska)
Czas trwania: 86 min.

2 komentarze:

  1. Miałam nadzieję na dobry horror a tymczasem znowu rozczarowanie. Tym razem sobie daruję wyjście do kina mam nauczkę oglądając Zakonnicę, której dałam szansę mimo złych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakonnica była jednak troszkę lepsza od Diabła: Inkarnacji. Za najlepszy tegoroczny horror muszę uznać nowe Halloween (oczywiście, jeśli tylko przyjmie się konwencję slasherów) oraz Ciche miejsce (pomimo pewnych występujących w nim zgrzytów).

      Usuń