niedziela, 23 grudnia 2018

RECENZJA: Klaus (G. Morrison, D. Mora)


Święta Bożego Narodzenia to najbardziej rodzinny i nastrojowy czas w roku. Choinka, kolędy, stół z potrawami, miejsce dla strudzonego gościa i... prezenty! A te przynosi nie kto inny, jak sam Gwiazdor, czyli dobry duch szczęścia, najczęściej zwany świętym Mikołajem. Dla grzecznych dzieci ma w zanadrzu coś miłego, a tym niedobrym w ramach ostrzeżenia przynosi rózgę. Taszcząc wielki wór z podarkami, zsiada z ogromnych sań ciągniętych przez zaprzęg reniferów z północy. Czy zastanawialiście się jednak kiedyś, jak mogła wyglądać historia Mikołaja? Skąd w ogóle wziął się ten dziarski staruszek? Oczywiście, najprostszym sposobem będzie kliknięcie w zasoby google'a, ale nie do końca o to mi chodzi. Na szczęście, kreatywni twórcy komiksów nie przestają nas zadziwiać, toteż dla spragnionych specyficznego podejścia do świąt, Grant Morrison wraz z Danem Morą przygotowali niezwykłą historię o genezie naszego białobrodego darczyńcy.

Klaus, bo tak nazywa się ich wspólne dzieło, rozgrywa się w przedchrześcijańskiej, nordyckiej rzeczywistości. Pewnego zimowego, grudniowego dnia do miasteczka Grimsvig przybywa mężczyzna handlujący skórami, futrem i mięsem. Nazywa się Klaus i choć nikt go tu nie rozpoznaje, on sam zdaje się znać miasto nader dobrze. Zbliża się doroczne święto Jol, które jak co roku powinno kojarzyć się z radością, zabawą i wspólnym świętowaniem. Tymczasem mężczyzna spostrzega, że wszelkie atrybuty zabawy zostały zakazane przez rządzącego Grimsvigiem barona. Wszystkich mężczyzn zesłano zostali do kopalni, gdzie w nieludzkich warunkach wydobywają ogromne ilości węgla. Grozę czuć w powietrzu, toteż Klaus szybko domyśla się, że nie mówi mu się tu wszystkiego. Za próbę obrony małego, bawiącego się na ulicy chłopca bohater zostaje brutalnie wygnany z miasta i bezwzględnie ścigany przez strażników. Jest to początkiem dziwnych wydarzeń, które pchną Klausa na nową drogę, której finał stanie się coroczną, wielką legendą.


Morrison powołał do życia genezę postaci, która znana jest chyba w każdym zakątku świata. Czy spodziewalibyście się jednak ujrzeć młodego Mikołaja (czyli Klausa) bliźniaczo podobnego do Thorgala, z długim mieczem i białą wilczycą u boku? A to jeszcze nie koniec niespodzianek! Autor snuje tu pełną przygodowego, mrocznego klimatu opowieść, luźno korzystając z najważniejszych elementów gwiazdkowego folkloru. Jego celem było zakończenie tej historii w miejscu znanym dobrze każdemu z nas. Tymczasem droga, którą poprowadził swego bohatera przez wszelkie niezwykłe wydarzenia jest wyłącznie jego własną interpretacją. Bo i kto mógł mu tego zabronić? Morrison zadbał, aby w jego komiksie wyjaśniony został każdy element kojarzony z opowieścią o św. Mikołaju. Jeśli więc chcecie dowiedzieć się jak Klaus zaczął przygotowywać zabawki, skąd wzięły się jego magiczne sanie i strój, a nawet skąd pochodzi słynny okrzyk "Ho, ho, ho!", tutaj znajdziecie swoje odpowiedzi. Interesujące jest również to, że autor stworzył w pełni autonomiczną opowieść, która nie tylko twardo stoi na własnych nogach, ale też opowiada ściśle przemyślaną i wciągającą historię.

Jak przystało na klasyczną bajkę, poznajemy w Klausie dobrego, postawionego przed trudnymi decyzjami bohatera, złego barona, który opętany własną słabością szuka demonicznych sposobów ku zapewnieniu sobie władzy absolutnej, wątek nieszczęśliwej miłości, szczyptę magii oraz pewną istotną tajemnicę z przeszłości. Wszystkie te elementy poprowadzono bardzo sprawnie, a nieograniczona fantazja Morrisona pozwoliła mu na dodanie kilku własnych interpretacji. Jedną z nich jest zamiana towarzyszących Klausowi reniferów na wilki. I choćby zdawało się to dziwną decyzją, pamiętać należy, że św. Mikołaj nie zawsze przybywał do nas w ten sposób. W średniowiecznych wiekach uważano, że przypływa on z ciepłych krajów na wielkim żaglowcu, a jego pomocnikiem był chłopiec zwany Czarnym Piotrusiem. Dopiero w 1823 roku, po opublikowaniu wiersza Noc wigilijna autorstwa C. C. Moore'a, pojawił się klasyczny motyw sań wraz z ciągnącymi je reniferami. Może więc Klaus tak naprawdę korzysta z pomocy wilków? Przyznam, że mi po przeczytaniu powyższej opowieści ta ewentualność wydaje się bardzo intrygująca.


Scenariusz Morrisona to jedno, tymczasem rysunki Mory to drugie. Młody ilustrator fantastycznie oddał realistyczny, mroczny klimat opowieści, łącząc naturalną kreskę z nieco cartoonową stylistyką. Ogląda się to naprawdę wspaniale, a losy bohatera, choć dość brutalne, świetnie oddają jego dobry i niezłomny charakter. Klaus w interpretacji autorów przypomina Thorgala bardziej, niż tytułowa postać, występująca ostatnio w oryginalnych komiksach Rosińskiego. Choć kolorystyka w Klausie jest dość stonowana, a większość scen dzieje się nocą, Mora sprawnie przedstawia wszystkie niuanse wydarzeń. Dzięki jego pieczołowitości nic nie umknęło mojej uwadze. Każdy kadr dopracowany został bardzo szczegółowo i starannie.

Morrison i Mora odwalili w Klausie kawał dobrej roboty. Stworzyli pomysłowy komiks, który przybliża "największą ze wszystkich nieznanych historii". Mam wrażenie, że dla osób lubujących się w niekonwencjonalnym podejściu do ogranych, świątecznych tematów, ich opowieść będzie prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Właśnie ten element przemawia na korzyść całej historii najbardziej. Szkoda tylko wielka, że wydawnictwo KBOOM nie pokusiło się o dodanie w tym wydaniu dwóch krótkich historii z Klausem (Klaus and the Witch of Winter i Klaus and the Crisis in X-Masville), które uczyniłyby z powyższej edycji dzieło prawdziwie kompletne. Tak czy inaczej, jeśli zamierzacie przeczytać tej gwiazdki tylko jeden świąteczny komiks, upewnijcie się, że będzie to Klaus. No i co tu jeszcze dodać? Wesołych Świąt Kochani! :-)



Tytuł: Klaus
Scenariusz: Grant Morrison
Rysunki: Dan Mora
Przekład: Marek Starosta
Wydawnictwo: Boom! Studios/KBOOM
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 208
Oprawa: twarda ze złoceniami na krawędzi stron
Cena okładkowa: 109 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz