piątek, 7 grudnia 2018

RECENZJA: Ogień i krew, część 1 - George R. R. Martin


George R. R. Martin dał się poznać światu jako twórca najpopularniejszej sagi fantasy od czasów tolkienowskiego Władcy Pierścieni. Za sprawą serialu Gra o tron ludzkość zakochała się i doceniła kunszt pisarski twórcy, którego cykl Pieśń Lodu i Ognia niemal z dnia na dzień stał się jednym z najbardziej znanych tytułów literackich. Wielowątkowa, prawdziwie epicka fabuła, mnogość świetnie wykreowanych postaci oraz niezwykle ekscytujące wydarzenia mające miejsce w fikcyjnym Westeros sprawiły, że czytelnicy zapragnęli wiedzieć więcej o fantastycznym uniwersum wykreowanym przez autora. Tak narodził się tytuł Ogień i krew, opowiadający o jednej z najważniejszych dynastii, rządzącej Siedmioma Królestwami 300 lat przed wydarzeniami opisanymi w Grze o tron.

Zanim księżniczka Daenerys otrzymała w prezencie ślubnym trzy smocze jaja, a Eddard Stark z północy przyjął ofertę objęcia stanowiska królewskiego namiestnika, Aegon, Visenya i Rhaenys Targaryen przybyli ze Smoczej Skały na północny brzeg Czarnego Nurtu. Tak zaczyna się niezwykła, wielowątkowa historia, która ukształtowała znany czytelnikom świat. Spisana przez Martina na podstawie relacji arcymaestera Gyldayna z cytadeli Starego Miasta (jak podaje jedna z pierwszych stron powyższego tomu), jest szczegółową kroniką wszystkich wydarzeń, które przedstawiają narodziny, rozkwit i upadek jednej z najpotężniejszych dynastii w historii Westeros.


Ogień i krew, część 1 to prawdziwie imponująca lektura, lecz... chyba nie dla każdego. Niestety, czytelnicy przyzwyczajeni do tradycyjnego stylu Martina natkną się tu na prawdziwy gąszcz informacji, często spisanych dość skrótowym, kronikarskim językiem. Książka jest prawdziwą kopalnią wiedzy o uniwersum stworzonym przez autora. Nie wiem jak zareaguje na nią czytelnik nie mający wcześniej do czynienia z żadnym z tomów Pieśni Lodu i Ognia, nie sądzę jednak, aby język tej powieści oraz jej treść od razu przypadły mu do gustu. To nieco trudniejsza lektura, mająca na celu opowiedzenie całej masy historii, na które zabrakło miejsca w głównym cyklu. Autor pokazuje tu dobitnie, że na gruncie tworzenia świata przedstawionego nie ma sobie równych.

Jako fan serialu i cyklu literackiego Martina, bardzo cenię sobie pierwszą część Ognia i krwi. To, co z pewnością odstraszy nowicjuszy, mi bezsprzecznie przyniosło wielką frajdę. A wbrew temu, co możecie sobie pomyśleć (szczególnie po tym, co napisałem powyżej), jest ten tytuł za co lubić! Chyba najbardziej widocznym plusem jest niesamowita pomysłowość autora. Już sam główny cykl zdumiewa ilością informacji dotyczących historii Westeros, ale w tym przypadku Martin zdecydowanie poszedł na całość. Losy rodu Targaryenów są tak szczegółowo przemyślane i zaplanowane, że aż dziwię się, że twórca sam nie pogubił się w ilości zaprezentowanych wątków. Kto z kim, kiedy, dlaczego i po co przewija się tu stale, tworząc unikalną (skomplikowaną i fascynującą) strukturę powieści. Tymczasem, kronikarski styl bywa od czasu do czasu łamany przez wprowadzenie nielicznych dialogów, które służą przybliżeniu pewnych kwestii osobistych. Trudne do zapamiętania zasady praw, obowiązków czy sukcesji przeplecione zostały bardziej przyswajalnymi wątkami. Dzięki opisom przygód, anegdot oraz wewnętrznych rozterek Targaryenów, mogłem zbliżyć się do bohaterów, dzieląc z nimi ich codzienne troski i radości.


W nostalgicznej podróży śladem kontrowersyjnych jeźdźców smoków, Martinowi towarzyszy świetny ilustrator Doug Wheatley. Artysta ożywia legendy sprzed lat, unaoczniając najważniejsze wydarzenia, w jakich brały udział historyczne postacie. Na realistycznych, czarno-białych rysunkach możemy podziwiać Rhayenę Targaryen szybującą na Marexes podczas ataku w Dorne, morderczą walkę Orysa Baratheona z Argilakiem Aroganckim podczas bitwy zwanej Ostatnią Burzą, czy króla Jaehaerysa pokazującego lordowi Rogarowi Vermithora karmionego kawałkami wielkiego byka. Jest tego całkiem sporo, dzięki czemu obrazy powstające w mojej wyobraźni mogły przybrać bardziej konkretny kształt. Przyznam, że odzwyczaiłem się od książek z ilustracjami, lecz poniższa pozycja jest pod tym względem wyjątkowa. Kunszt pisarski Martina i precyzja kreski Wheatleya spotykają się w idealnym punkcie, wizjonersko kreując niezwykłą rzeczywistość.

Nie jest łatwo napisać książkę, która zebrałaby tyle istotnych informacji z historii martinowskiego uniwersum, lecz w poniższym przypadku autor osiągnął bezsprzeczny sukces. Pod płaszczem pozorów nudnej kroniki, ukrył niezwykłą historię o władzy, miłości, pożądaniu i przygodzie. Wśród członków dynastii Targaryenów znajdziemy osoby godne naśladowania czy szacunku, ale również takie, które nas przerażą lub wzbudzą pełną pogardę. Dzięki ich przeżyciom zrozumiemy, jak trudnym zadaniem było władanie Westeros, a także pojmiemy grozę niebezpieczeństw czyhających w najbliższym otoczeniu. Najgorliwsi fani serii wyłapią wiele istotnych nawiązań do późniejszych wydarzeń, a kilka zagadek z głównego cyklu znajduje tu wreszcie swe rozwiązanie.

Wierzcie mi na słowo, George R. R. Martin nie traci czasu, zbierając informacje i pisząc wytrwale Wichry zimy (szósty tom Pieśni Lodu i Ognia). Dzięki lekturze Ognia i Krwi, części 1 zrozumiałem jak mozolna i wyczerpująca może to być praca. Dlatego też cieszę się, że dla osłodzenia gorzkiego oczekiwania otrzymałem tę książkę. W czasach, kiedy tak wiele pozycji współczesnej literatury bardzo powierzchownie traktuje budowę fantastycznego świata, dobrze że choć jeden autor przykłada do wyglądu swego uniwersum tak ogromną wagę. I choćby za to należą mu się wielkie słowa uznania. Jeśli jesteście sympatykami postaci stworzonych w wyobraźni Martina, polecam Wam niniejszą powieść. Natomiast, jeśli chcecie od niej zacząć swą przygodę z całym cyklem, stanowczo odradzam. Wróćcie do niej, gdy przeczytacie przynajmniej dwa główne tomy. Wtedy być może polubicie ją tak jak ja.



Tytuł: Ogień i krew, część 1
Autor: George R. R. Martin
Ilustracje: Doug Wheatley
Przekład: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 615
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 59 zł


Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz