piątek, 28 grudnia 2018

RECENZJA: Star Wars Art: Koncepty

Fantastyczne filmowe światy nieustannie zabierają mnie w podróże, które nie byłyby możliwe bez nieograniczonej wyobraźni ich twórców. Odległe galaktyki, nieznane realia ukryte po drugiej stronie lustra, czy miejsca istniejące wyłącznie w wirtualnej rzeczywistości - wszystko co oglądałem na ekranie, musiało wcześniej powstać w wyobraźni utalentowanych artystów. To właśnie ich zdolności zrodziły pierwsze wizje i projekty tego, co powszechnie nazywane jest światami przedstawionymi. Podczas wyprawy do kina czy prywatnego seansu w domowym zaciszu, nieczęsto zastanawiamy się jak wielką pracę włożono w kreatywny proces tworzenia obrazu. A szkoda, bo jest to cykl niezwykle ważny z punktu widzenia powstawania filmu, ale również ciekawy dla każdego fana zakulisowych tajemnic. Dlatego też bardzo lubię (i doceniam) albumy, które zbierają prace graficzne, dokumentujące powstawanie uznanych produkcji filmowych. Jednym z takich wydawnictw jest książka Star Wars™ Art: Koncepty.

Cóż jednak jest innego w tej publikacji, co odróżnia ją od reszty bliźniaczo podobnych pozycji? Po pierwsze, jest to album wydany z okazji 40-lecia sagi Gwiezdnych wojen. Zebrano w nim najlepsze obrazy koncepcyjne, powstałe w ciągu ostatnich czterech dekad na potrzeby filmów z serii, gier komputerowych czy seriali animowanych. Po drugie, jako nieliczny, tytuł ten prezentuje najszersze spektrum prac twórców, którzy brali czynny udział w projektowaniu wszelkich gwiezdnowojennych światów. Tylko tu sąsiadują ze sobą prace Joe Johnstona, Ralpha McQuarriego, Ryana Churcha, Douga Chianga czy kilkudziesięciu innych, niezwykłych wizjonerów, którzy pod czujnym okiem George'a Lucasa współtworzyli obraz odległej galaktyki. W trzech wpisach znajdujących się na początku albumu oraz końcowej rozmowie z Erikiem Timensem zawarto całą pasję i chęć znalezienia unikalnej drogi dla prawdziwie magicznych opowieści, które władają wyobraźnią już kilku pokoleń.


Mimo wszystko, to co w Star Wars™ Art: Koncepty jest najciekawsze, to nieustanne przywracanie poszczególnych projektów do życia. Jako fan filmów Lucasa nie od dziś mam świadomość, że wiele niewykorzystanych grafik często wracało po latach w zmienionej formie, w innym filmie czy medium. Jeśli jakiś projekt nie został użyty w Imperium kontratakuje, kilka dekad później odnaleźliśmy go w serialu animowanym Wojny Klonów, a niejeden pozornie zapomniany szkic odzyskał drugą młodość w grze komputerowej lub komiksie. I te elementy są najbardziej widoczne w albumie. Nie wierzycie? Spójrzcie tylko na okładkę. Choć podobnej sceny trudno szukać w filmowej Nowej nadziei (do której pierwotnie została stworzona), po latach posłużyła za jeden z kadrów podczas emocjonującej walki Ezry i Kanana z Vaderem (w pierwszym, podwójnym epizodzie drugiego sezonu Rebeliantów). Takich przykładów jest znacznie więcej, nie zamierzam jednak wymieniać teraz ich wszystkich. Chyba nie ma większego sensu abym popisywał się znajomością tego uniwersum, a myślę też, że sami będziecie chcieli je odnaleźć. Wszak to z czynnego obcowania z albumem powinna płynąć największa frajda.

Wiele z zamieszczonych tu prac nie znalazło zastosowania w ostatecznych wizjach. Sądzę jednak, że kiedyś i tak do nas powrócą. Kto wie, może jeszcze będzie okazja odwiedzić krystaliczną planetę Mygeeto, przejść się korytarzami pałacu na Raxus, czy poznać nowe zastosowanie dla droida, który był początkową wersją generała Grievousa. Ciekawostką jest, że niektóre z zamieszczonych grafik nie ujrzały wcześniej światła dziennego. Nie ma ich może zbyt wiele, lecz moją uwagę niewątpliwie przykuło kilka z nich. Szczególnie upodobałem sobie tę, przedstawiającą twi'lekankę w sukni ślubnej oraz niejakiego droida Betty, sportretowanego w charakterystycznym stylu pin-up. Na koniec warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden nieodłączny element, obecny przy powstawaniu większości zamieszczonych w albumie konceptów. George Lucas przy podejmowaniu decyzji odnośnie użycia konkretnego pomysłu zawsze posługiwał się jedną z trzech pieczątek, którymi oznaczał poszczególne prace. Być może uda się Wam odgadnąć, które z tu zamieszczonych zyskały miano "Świetnie!","OK" czy "Nie bardzo OK".


Star Wars™ Art: Koncepty demonstruje i uświadamia jak wiele pracy włożono w powstawanie tego, co finalnie dane nam jest podziwiać na ekranie. Mnogość stylów, materiałów i osobowości twórców jasno wskazuje, że na gruncie kreacji Gwiezdne wojny nie mają sobie równych. Choć z pewnością można przyczepić się, że czegoś w tym albumie pokazano za mało, a czegoś innego za dużo, to jednak końcowy efekt mówi sam za siebie. Prawie każda praca może służyć jako obraz wiszący w salonie sympatyka fantastyki, a wiele z nich stanowi namacalną część historii światowego przemysłu rozrywkowego. Chyba każdy fan Star Wars doceni zawartość tego wydania, śledząc mozolny proces twórczy towarzyszący artystom, których prace znalazły się na  jego stronach. A to może być impulsem prowadzącym do odbycia kolejnej fascynującej podróży śladem ulubionych bohaterów. I w sumie chyba o to chodzi, bo fantastyka opiera się wyłącznie na naszej nieposkromionej wyobraźni. Tej przelanej podczas procesu tworzenia na papier lub tej egzystującej wyłącznie w naszych myślach. W końcu i tak wychodzi na to samo... ;-)





















Tytuł: Star Wars™ Art: Koncepty
Przekład: Marcin Bauer
Wydawnictwo: AMEET
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 176
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Za udostępnienie albumu do recenzji dziękuję wydawnictwu AMEET.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz