poniedziałek, 3 grudnia 2018

RECENZJA: The Wicked + The Divine, tom 2 - Fandemonium (K. Gillen, J. McKelvie)


Czy jesteście gotowi na powrót bogów do naszego świata? Co dziewięćdziesiąt lat następuje tzw. wznowienie - tajemnicze zdarzenie, na mocy którego bogowie z Panteonu przybierają ciała młodych ludzi. W ten sposób rozpoczyna się dziwna, inspirująca gra, której granice wyznacza śmierć każdego z tych bóstw. Tylko dwa lata, tak krótko dane jest niebiańskim istotom żyć wśród nas. Są niesamowitymi gwiazdami pop, uwielbianymi przez miliony. Choć kochane przez młodych, pozostają niezrozumiane przez resztę społeczeństwa. Działają często w prawdziwie magiczny, wymykający się rozumowemu pojmowaniu sposób. Na koncerty niektórych z nich bardzo ciężko trafić, dotyczy to tak metod zdobycia wejściówek, jak i samych lokalizacji organizowanych przez nich spotkań. Siedemnastoletnia Laura od dawna fascynowała się tym niezwykłym zjawiskiem. Wszystko w jej życiu zmieniło się, gdy podczas jednego z aftershow została uwikłana w sprawę morderstwa na dwóch zamachowcach, dokonanego przez bóstwo zwane Lucyferem. Pragnąc dowieść niewinności Luci, Laura przeniknęła do środowiska bogów, próbując dowiedzieć się nie tylko kim jest prawdziwy morderca, ale także co nim kierowało.

W drugim tomie Laura nadal tropi sprawcę zabójstwa, jednocześnie próbując pogodzić się ze stratą Luci. Usiłuje również zrozumieć tajemnice obleczonych w śmiertelne ciała idoli. Jej nieoczekiwanym przewodnikiem staje się Isztar, bóg-muzyk do złudzenia przypominający pewnego utalentowanego artystę z Minneapolis. Za obopólnym porozumieniem staje się on jej informatorem. Tymczasem na jaw zaczynają wychodzić coraz to nowsze informacje, dotyczące bóstw oraz ich niebezpiecznych sekretów. Pytania prowadzą do przedziwnych odpowiedzi, a cała intryga zmierza w kierunku dość nieoczekiwanego finału. Kto pociąga za sznurki w tej odwiecznej, potężnej grze...?


Od razu trzeba przyznać, że Kieron Gillen w Fandemonium zaprezentował prawdziwą potęgę wymyślonej przez siebie historii. Na scenie pojawiają się nowe postacie, stare nadal potrafią zaskoczyć, a sama fabuła prowadzona jest tak, że w miarę czytania dowiadywałem się coraz więcej o całym wielkim planie istnienia bogów na Ziemi. I to właśnie lubię w takich złożonych scenariuszach. Autor nie bawi się ze mną w kotka i myszkę, podrzucając wyłącznie ochłapy odpowiedzi, tylko konsekwentnie realizuje proces, przybliżający mnie do zrozumienia sensu opowieści. Oczywiście, jak przystało na prawdziwy kryminał, nie mogę wiedzieć wszystkiego. Pewne tajemnice nadal nimi pozostają, jednak najważniejsze kwestie z pierwszego tomu wreszcie stały się jasne. Sporym zaskoczeniem jest także sam finał, który definiuje całą treść na nowo, zostawiając mnie z kolejnymi pytaniami. Nie mogę ich teraz zdradzić, gdyż zapewne uznalibyście czytanie komiksu za bezcelowe. 

The Wicked + The Divine to historia, która opowiedziana została poprzez postacie. To również na nich została zbudowana. Niesamowity koloryt występujących osobowości w znaczny sposób uatrakcyjnia zaprezentowaną treść, płynąc na fali charakterów poszczególnych bóstw. W opozycji do nich Gillen ustawił Laurę i Cassandrę, dwie diametralnie różniące się od siebie dziewczyny, które są naszymi przedstawicielkami w tej magicznej rzeczywistości. Zdarzają się tu jednak chwile, w których jesteśmy z bogami sam na sam. Mamy wtedy okazję zobaczyć wydarzenia ich własnymi oczami. Autor zadbał także o znaczne poszerzenie świata przedstawionego. Poznajemy coroczny festiwal Ragnarock, okoliczności jego organizacji, czy wciąż ewoluujący stosunek mediów do zaistniałego wznowienia. Gillen nie zapomniał też o dodaniu głębi i rozwoju dotychczasowych postaci, a wprowadzając nowe, uatrakcyjnił i należycie rozbudował intrygę całego komiksu.


Rysunki Jamiego McKelviego to nadal klasa sama w sobie. Czytelne, nieco statyczne i choć paradoksalnie bardzo plastyczne, otwierają oczy czytelnika na nowy, niecodzienny świat. Powyższa seria jest sztandarowym przykładem tytułu, który nie istnieje bez rysunków tego konkretnego artysty. Nie umiem wyobrazić sobie innego ilustratora, który przejmuje serię, wypełniając ją odmiennymi, niepasującymi do jej charakteru pracami. Postacie w interpretacji McKelviego zyskują niezwykle plastyczną mimikę, która nie tylko oddaje uczucia, ale również zdradza ich myśli. To chyba dzięki temu odniosłem dziwne wrażenie, że większość przepełnionych tajemnicą bohaterów nie stanowi dla mnie zagadki. Tymczasem, zgodnie z zamysłem Gillena, było zupełnie odwrotnie.

Po lekturze Fandemonium naszła mnie myśl o kruchości życia wielkich gwiazd muzyki. Tak wiele z nich opuściło nas przedwcześnie, pozostawiając z pustką w sercu i niespełnionymi marzeniami o nowej, nigdy nie nagranej muzyce. Na swój sposób The Wicked + The Divine rozwija tą kwestię, proponując pewne pocieszenie, traktujące o boskości artystów. Być może istotnie byli oni idolami przybyłymi na Ziemię na krótką chwilę, dając nam blask inspiracji, która miała dalej kiełkować w nas samych. Czy tak było w istocie, nie dowiemy się chyba nigdy, co nie przeszkadza mieć powyższej myśli na uwadze. Tym bardziej, że być może była ona iskrą pomysłu, który niepostrzeżenie wyrósł w głowach twórców tego komiksu. Przebłysku, oferującego mi niezwykle ciekawą opowieść, na której następny tom będę wyczekiwał z wielką niecierpliwością.



Tytuł: The Wicked + The Divine, tom 2 - Fandemonium
Scenariusz: Kieron Gillen
Rysunki: Jamie McKelvie
Przekład: Piotr Czarnota
Wydawnictwo: Image/Mucha Comics
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 192
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 75 zł


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Mucha Comics.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz