niedziela, 9 grudnia 2018

Zabójcze maszyny (2018) jako przykład epickiej, średnio udanej adaptacji


Zabójcze maszyny to jeszcze jedna próba przeniesienia na duży ekran książkowego hitu. Odnoszę dziwne wrażenie, że ostatnimi laty Hollywood nie robi (poza remake'ami i kontynuacjami) praktycznie nic innego. Generalnie nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że owe adaptacje będą trzymać oczekiwany poziom. Powyższy film oparto na cyklu powieści Philipa Reeve'a - Żywe maszyny, a za produkcję oraz scenariusz odpowiedzialność wziął sam Peter Jackson (Władca Pierścieni). Reżyserię powierzono Christianowi Riversowi, który tym tytułem debiutuje jako reżyser (wcześniej pracował wyłącznie jako artysta graficzny przy innych produkcjach). No właśnie... i to niestety widać. Ale po kolei.

Ponad tysiąc lat upłynęło od chwili, gdy znany nam świat został unicestwiony w trakcie tzw. 60-minutowej wojny. Ziemię spotkała straszliwa destrukcja, w wyniku której zmienił się nawet układ kształtu kontynentów. W tak nieprzyjaznym otoczeniu dominują nowe twory odrodzonej cywilizacji - potężne, napędzane parą miasta na kołach. Te większe pochłaniają mniejsze, zdobywając tanią siłę roboczą oraz wszelkie niezbędne surowce. W takim świecie żyje Hester Shaw (Hera Hilmar), dziewczyna, której życie zniszczył osobnik odpowiedzialny za śmierć jej matki. Bezwzględny Thaddeus Valentine (Hugo Weaving) piastuje wysokie stanowisko wśród władz Londynu, jednej z najpotężniejszych maszyn poruszających się po lądzie. Kiedy ruchome miasto pojawia się w pobliżu kryjówki Hester, dziewczyna podejmuje śmiałą próbę zemsty na nieczułym mordercy. Jej plan ostatecznie zawodzi, a ona sama zostaje zmuszona do walki o przetrwanie w towarzystwie nowo poznanego, niechcianego towarzysza. Wspólna wędrówka z Tomem (Robert Sheehan) poprowadzi bohaterkę do odkrycia sekretów, mogących pogrążyć lub uratować istniejący świat.


Do wielu rzeczy w Zabójczych maszynach mogę się przyczepić, ale z pewnością nie do skali tego widowiska. Peter Jackson już dawno temu zrewolucjonizował wizualne aspekty produkcji fantasy, a w tym przypadku, jako nadzorujący kształt filmu producent niewątpliwie zadbał o jakość sygnowanego własnym nazwiskiem tytułu. Wszystko tutaj wygląda wspaniale. Scenografia, efekty specjalne, rekwizyty, stroje czy charakteryzacja robią naprawdę niesamowite wrażenie. Steampunkowy klimat wręcz wylewa się z ekranu, a ja nie dostrzegłem w tak skomponowanej symfonii ani jednej fałszywej nuty. Od pierwszych scen kupiłem ten świat wraz z całym jego dobrodziejstwem inwentarza. Niestety, nie maiłem jeszcze przyjemności poznać dzieła literackiego Reeve'a, ale widzę, że ludzie odpowiedzialni za produkcję należycie przygotowali się do swego zadania. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że ten film pod względem wizualizacji świata w pełni dorównuje Avatarowi (2009).

Niestety, wspomniane we wstępie rozczarowanie warsztatem reżysera widać w innych, nie mniej ważnych aspektach filmu. Sama historia angażuje tylko połowicznie. Bardzo spodobał mi się koncept świata, jego historia, koloryt czy wszelkie tajemnice. Trochę żal, ponieważ wyraźna sugestia oparcia pewnej kluczowej tajemnicy filmu o strukturę świata przedstawionego, w połowie drugiego aktu zostaje zastąpiona standardową historią o walce z podstępnym złoczyńcą. To spory zawód, bo zafascynowała mnie ta wizja i chciałem, aby wykorzystano ją bardziej kreatywnie. Bohaterowie są chyba największym minusem Zabójczych maszyn. Choć nie mogę bezpośrednio winić aktorów (ci  w sumie starają się jak mogą), przez większą część filmu nie byłem w stanie zaangażować się w ich niebezpieczne i (w założeniu) fascynujące losy. Uczucie rodzące się pomiędzy Hester i Tomem jest mi tak samo obojętne, jak ich finałowe zmagania, mające przynieść kres niebezpiecznemu tyranowi. Zmarnowano też potencjał postaci drugoplanowych. Choć Anna, Katherine i Bevis wnoszą parę istotnych elementów do opowieści, ich rola nie wybrzmiewa tak, jak mogłem się tego spodziewać po początkowym nakreśleniu scen z ich udziałem.


Nie urzekł mnie również wątek Shrike'a. Z jednej strony był on mechanicznym, opiekującym się małą Hester potworem, tymczasem jego późniejsza zmiana charakteru, a także ostateczne zrozumienie dla uczuć dziewczyny nie zrobiło na mnie właściwego wrażenia. Czuję, że może zabrakło kilku istotnych scen, pokazujących wewnętrzną walkę, którą Shrike toczył sam ze sobą. W filmie dostrzegłem tez kilka inspiracji Gwiezdnymi wojnami. W tym przypadku nie jest to akurat wielki zarzut, po prostu ciekawie było wyłapać je na ekranie. Podniebne miasto bardzo przypominało Bespin, natomiast finałowa walka została mocno zainspirowana szturmem na Gwiazdę Śmierci.

Zabójcze maszyny nie są złym filmem, jednak przez brak doświadczenia reżysera oraz nieco powierzchowny scenariusz druga część filmu zatraciła wszystko to, na co tak mozolnie pracowała pierwsza połowa. Zamiast niezapomnianej, steampunkowej historii w klimacie fantasy, dostałem nieco standardową opowieść o młodych ludziach szukających zemsty i walki o słuszną sprawę. Trochę to słabe, ponieważ podobnych filmów widziałem już na pęczki. Nie zniechęcam Was jednak przed seansem, bo mimo wszystko warto film Riversa obejrzeć. Wymienione powyżej zgrzyty nie muszą przeszkadzać każdemu widzowi, a i sama warstwa wizualna filmu wynagradza wszelkie niedogodności. Tak czy inaczej, przykład tej produkcji pokazuje, że nie zawsze dobre chęci skutkują idealnym rezultatem. W Zabójczych maszynach postawiono na kilka bardzo ważnych elementów, zapominając dopieścić pozostałych. Zrodził się z tego film, którego oglądanie nie boli, ale też nie będziemy go wyliczać wśród najlepszych wielkoekranowych historii z tego roku.



Tytuł: Zabójcze maszyny (Mortal Engines)
Scenariusz: Fran Walch, Peter Jackson, Philippa Boyens
Reżyseria: Christian Rivers
Obsada: Hera Hilmar, Hugo Weaving, Jihae, Robert Sheehan, Stephen Lang, Leila George, Frankie Adams, Patrick Malahide
Wytwórnia: Universal Pictures
Data premiery: 14 grudnia 2018 (USA), 7 grudnia 2018 (Polska)
Czas trwania: 128 min.

1 komentarz:

  1. Chcę koniecznie obejrzeć ten film :D Książkę pewnie też w końcu przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń