poniedziałek, 21 stycznia 2019

Invincible, tom 2 (R. Kirkman, R. Ottley)


Pierwszy tom Invincible porządnie wstrząsnął moim komiksowym światem. Uderzenie Kirkmana, Ottley'a i Walkera była na tyle mocne, że umieściłem pierwszą część ich serii w Wielkiej Trójce 2018, uprzednio wychwalając ją w osobnej recenzji. Fakt, cykl autora Żywych Trupów jest czymś bardzo solidnym w świecie współczesnej popkultury, zdaje się bowiem czerpać z dawno ustalonych wzorców, tworząc jednocześnie indywidualną jakość, skupiającą się na kilku równorzędnych płaszczyznach. Brzmi górnolotnie? Może i tak, w każdym razie prawdą jest, że Invincible to po prostu świetna, bardzo wciągająca historia z ciekawymi postaciami, angażującą akcją i niezłymi zwrotami akcji. A co najważniejsze, autor nie gubi się w ilości elementów, na których buduje swoją opowieść. Tak było w części pierwszej. A jak jest w drugiej?

Jest trochę inaczej. Jak w posłowiu wyjaśnia sam Kirkman, podczas tworzenia pierwszych zeszytów nikt jeszcze nie wiedział jak tytuł zostanie przyjęty wśród odbiorców. Pomimo wielkich planów, zdecydowano się nieco zawęzić historię, nie wprowadzając do niej zbyt przytłaczającej ilości elementów. Na szczęście komiks okazał się wystarczającym sukcesem, toteż autor mógł zacząć realizować swe dalekosiężne plany. I efekty tego widzimy już w tomie drugim. Twórca przyznaje, że najbardziej lubi historie, które składają się ze sporej liczby wątków pobocznych. Jego celem było wprowadzenie wielu mniejszych, urwanych w pewnym momencie zdarzeń, które swój finał znalazłyby w dalszej przyszłości. W międzyczasie w komiksie zdążyłyby wybrzmieć kolejne wypadki, a całość ostatecznie przeplatałaby się ze sobą, nieustannie zaskakując czytelnika. Muszę przyznać, że ten cel udało mu się osiągnąć.


Invincible w tomie drugim robi naprawdę imponujące wrażenie. O ile w recenzji pierwszej części pisałem, że nie ma w niej czasu na nudę, nowa odsłona przygód Marka jest pod tym względem jeszcze bardziej rozbudowana. Całość zaskakuje prawdziwą miksturą wątków oraz coraz mocniej eksplorowanym uniwersum. Już od pierwszych stron Kirkman wali z grubej rury. W konsekwencji zabicia Aquarusa przez Omni-Mana, Invincible zmuszony zostaje do zawarcia związku małżeńskiego z wdową po podwodnym członku Strażników Planety. Kiedy tylko naszemu bohaterowi udaje się znaleźć wyjście z sytuacji, zostaje wysłany przez Cecila na Marsa, gdzie ma pilnować bezpieczeństwa załogi badawczego wahadłowca. Czy aby na pewno będzie to zwykła misja? Po powrocie Mark zostaje wciągnięty w aferę z udziałem największego gangstera w kraju, a chwilę później wyrusza do Nocnego Miasta rozprawić się z miejscowym złoczyńcą. Po powrocie wpada znów na reanimowanego Reanimena. Mało? No to dodajmy jeszcze, że pewien pochodzący z innego wymiaru mężczyzna, zatrudnia Maulerów do wykonania bardzo podejrzanej operacji... A to jeszcze nie wszystko! Wierzcie mi na słowo, że nie wymieniłem chyba połowy z wszystkich opisanych w komiksie wydarzeń. Zgodnie ze słowami autora, do większości z nich wrócimy jeszcze w niedalekiej przyszłości, najważniejsze jednak, że całość utrzymana jest w dobrym tempie, dzięki czemu nie miałem wrażenia, że jakiejś kwestii poświęcono za mało uwagi. 


W parze z ekscytującymi przygodami idzie też życie osobiste tytułowego bohatera. Skupia się ono w większości na skomplikowanym związku Marka z Amber oraz traumą jego matki po odejściu ojca. Przynajmniej tutaj wszystko rozgrywa się dość nieśpiesznie, dając czas na wytchnienie od bardziej wybuchowej części wydarzeń. Kirkman doskonale rozumie jak pisać dobrą historię, dlatego też tak ważne dla niego są kwestie rodzinne i uczuciowe. Dzięki temu uzyskuje balans pomiędzy akcją, a psychologicznym rysem najważniejszych postaci. W rozbudowywaniu świata przedstawionego niebagatelne znaczenie mają także dalsze losy Allena the Aliena oraz krótkie origin-story ważniejszych superbohaterów. Nie zabrakło też szczypty samoświadomości, którą autor tak zręcznie żonglował w tomie pierwszym. Wydaje mi się jednak, że jest jej nieco mniej niż ostatnim razem. Rysunki Ryana Ottleya nadal urzekają pewnym rodzajem prostoty, ale po dokładnym przyjrzeniu potrafiły urzec mnie detalami, widocznymi szczególnie na drugim planie. Choć jego kreska nie kojarzy się może typowo z komiksami o podobnym charakterze, w tej chwili nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli głównego ilustratora serii. Podobnie jak w pierwszym tomie, w najnowszym również zamieszczono sporo stron ze szkicami koncepcyjnymi. Wraz z ciekawym komentarzem doskonale uzupełniają one proces powstawania albumu.

Drugi tom Invincible to nadal świetna jazda bez trzymanki, dająca masę frajdy i czysto komiksowych emocji. Choć po rewelacyjnej części pierwszej przez chwilę nie potrafiłem wbić się w mnogość wydarzeń, moje ostateczne wrażenie z lektury jest co najmniej pozytywne. Dzieło Kirkmana to pozycja typowo rozrywkowa, skupiająca się w równej mierze na akcji jak i życiu osobistym bohaterów. Komiks pisany jest z wielkim wyczuciem tematu, widocznym m.in. w obranej konwencji, bogatym czerpaniu z historii gatunku i kreatywnej zabawie formą. Jedynym minusem serii jest jej długość. Trudno wyobrazić sobie miejsce na półkach, które muszą znaleźć wszyscy chcący posiadać pełną kolekcję tomów (a będzie ich w sumie aż dwanaście!). Boję się też myśleć, jak ułoży się moje zestawienie najlepszych komiksów z bieżącego roku. Będzie trzeba kombinować, w Wielkiej Trójce 2019 nie będzie przecież miejsca dla wszystkich tomów Invincible, jakie wyjdą u nas w ciągu dwunastu miesięcy. 



Tytuł: Invincible, tom 2
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley
Przekład: Agata Cieślak
Wydawnictwo: Image/Egmont Polska
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 352
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Komiksy z serii Invincible znajdziecie na stronie Egmontu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz