sobota, 12 stycznia 2019

Ralph Demolka w internecie (2018), czyli kontynuacja może być udana!


Przyznam, że na pierwszego Ralpha Demolkę (2012) szedłem bez specjalnych oczekiwań. Ot, był to kolejny, dobrze wypromowany i ciekawie zapowiadający się film. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy okazało się, jak bardzo ta produkcja uderza w moje indywidualne poczucie nostalgii (takie prawdziwe, nie sztucznie podkręcane przez media po sukcesie Stranger Things czy nowej wersji To), wywołane nienazwaną tęsknotą za salonami z automatami do gier czy wielu godzin spędzonych przez komputerem Atari. Tak, to były czasy mojego dzieciństwa. Sam film poruszył we mnie bogatą nutę wspomnień, ale także przedstawił konkretną, angażującą historię opowiedzianą za pomocą przygód pary sympatycznych bohaterów. Dlatego też bałem się, że twórcom nie uda się wejść ponownie do tej samej wody, głównie ze względu na kształt planowanej kontynuacji. Ralph Demolka w internecie nie miał bowiem podstaw do wywołania jakichkolwiek skojarzeń z przeszłości, dlatego też podejrzewałem, że samo oparcie fabuły na głównych postaciach może zwyczajnie nie wystarczyć (a sugerowały to choćby zwiastuny). Ponadto, temat internetu jest dość specyficzny i ukazanie go od tej drugiej, baśniowo-komediowej strony mogło rzeczonej produkcji bardziej zaszkodzić niż pomóc. 

Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne! Co w tym wszystkim najciekawsze, bardzo kreatywnie potraktowano istotę internetu. Treść animacji skupia się na kłopotach, które (jak zwykle) Ralph wywołał w grze Sugar Rush. Skutkuje to realną groźbą wycofania automatu z salonu i aby odkręcić cały bałagan, przysadzisty rozrabiaka i jego najlepsza kumpela Wandelopa muszą udać się do samego centrum internetu. Tam, na aukcji w eBay'u planują zakupić nową kierownicę do gry. Zaskoczyło mnie, jak gładko twórcy potrafili przenieść akcję do tak złożonego medium, zręcznie unikając pułapek, które czyhały na nich przy tej okazji. Cieszy mnie niezmiernie, że zachowano zasady budowy i funkcjonowania świata, obowiązujące w poprzednim filmie. Dzięki temu otrzymałem bardzo naturalne i zupełnie nienatarczywe ukazanie istoty sieci. Oczywiście, na każdym kroku widzimy tu znane aplikacje, programy czy strony, ale na szczęście ich obecnością i zasadami nie rzuca się widzowi w twarz. Nikt nie wyjaśnia tu natrętnie co jest czym, ani nie traktuje oglądającego jak ostatniego głupka. Sami skojarzycie czy dana postać jest jakimś programem czy witryną, a zasady działania zostają wytłumaczone bardzo domyślnie. Dzięki temu można samodzielnie wyłapywać wszelkie skojarzenia (a tych jest tu naprawdę bez liku!) oraz cieszyć się pomysłowo wplecionym humorem.


A tego nie zabraknie przy okazji odkrywania nawiązań do przepastnej zawartości internetu, ale również i w innych sytuacjach. Za przykład niech posłuży mi wątek niezliczonej ilości postaci pobocznych. Prym w tym dobrobycie wiedzie bezsprzecznie grupa księżniczek Disneya. Ich samoświadomość stanowi trafne podsumowanie i wyjątkowo udaną parodię stylu, jaki króluje w animacjach wytwórni od wielu dekad. Twórcy posunęli się nawet do tego, że podarowali Wandelopie własną piosenkę, robiąc to z prawdziwym jajem i pomysłem. A skoro jesteśmy tu przy naszej wyścigówie, nie można zapominać o głównych bohaterach. Nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli napiszę, że są oni drugą (obok rewelacyjnie ukazanego świata) podporą filmu. Relacje Ralpha i panny von Cuks bazują na wzajemnym przywiązaniu, które jest też przyczyną kłopotów, które biorą górę w trzecim akcie historii. Przy okazji wyłania się z nich pewien istotny morał, który (jak to często bywa w produkcjach dla dzieciaków) jest może zbyt nachalnie wyłożony, ale jednak spełnia swe zadanie. To jak Ralph i Wandelopa radzą sobie z nauką, którą niesie ze sobą ich wspólna przygoda, idealnie splata się z realiami świata, w którym oboje się znaleźli. Wszystko co robią wynika z ich zdolności i charakterów, co celowo splata i uzupełnia się z interesującą fabułą obrazu. Widać wyraźnie, że twórcy przez cały czas panują nad materią, w której się poruszają. Dzięki temu minuty spędzone w kinie płyną szybko i przyjemnie.

Ralph Demolka w internecie to film, który pokazuje, że prawdziwej przyjaźni nie można zamykać pod kloszem, a dopiero poprzez swobodę wyborów prawdziwie umacniamy nasze związki. Produkcja, podobnie jak swój poprzednik zachwyca historią i miejscem akcji, nie siląc się na rewolucję w sposobie narracji oraz kształtowania fabuły. To jeden z tych filmów, który mogą oglądać dzieci i rodzice, internetowi laicy oraz wybitni znawcy sieci. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, zwracając uwagę na inne, równorzędne elementy. Nowe lokacje, nieznani wcześniej bohaterowie (wśród których warto wyróżnić piękną i zdolną Shank) oraz solidna dawka przygód skutecznie przykuwa wzrok do ekranu. Jeśli miałbym wskazać jakieś wady tej produkcji, byłoby to chyba samo tłumaczenie, które w kilku momentach chce być koniecznie śmieszniejsze niż oryginał. Najważniejsze jednak, że film stawia w równej mierze na atrakcyjność świata jak i drogę dwójki postaci, znajdując idealny balans pomiędzy tymi dwoma składnikami. Jest więc dość świeżo i oryginalnie, przy czym z powodzeniem zachowano ducha części pierwszej. Nie spodziewałem się tego, ale w sumie chyba właśnie o to chodziło. Jeśli chodziłbym do kina dostając za każdym razem coś, co dałoby się z góry przewidzieć, nie byłoby w tym żadnej zabawy. Po dobrym filmie dla dzieci nie mogę oczekiwać niczego więcej, dlatego też bardzo polecam Wam tę produkcję.



Tytuł: Ralph Demolka w internecie (Ralph Breaks the Internet)
Scenariusz: Phil Johnston, Pamela Ribon
Reżyseria: Phil Johnston, Rich Moore
Obsada (dubbing): John C. Reilly, Sarah Silverman, Gal Gadot, Taraji P. Henson, Jack McBrayer, Jane Lynch (Olaf Lubaszenko, Jolanta Fraszyńska, Anna Gorajska, Katarzyna Dąbrowska, Edyta Krzemień, Jan Dąbrowski)
Wytwórnia: Walt Disney Pictures
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 21 listopada 2018 (USA), 11 stycznia 2019 (Polska)
Czas trwania: 112 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz