poniedziałek, 28 stycznia 2019

RECENZJA: The Goon - Kolekcja, tom 1 (E. Powell)


Jedną z najfajniejszych rzeczy w komiksach jest to, że w odróżnieniu od literatury (i większości filmów), potrafią trwale zespolić obraz z treścią, wywołując nieodparte wrażenie dominacji pierwszego z tych elementów. To właśnie wtedy powstają dzieła najbardziej pamiętne i wyraziste. Podobnie ma się sprawa z serią The Goon, tworzoną od dwóch dekad przez Erica Powella. Właśnie tutaj, w świecie będącym odbiciem licznych fascynacji autora, pomysł i scenariusz ulegają płynnemu zespoleniu z obrazem, nie pozwalając myśleć o sobie inaczej niż jako o spójnej całości. Dlatego nie ma szans aby ktokolwiek przeszedł obok Zbira obojętnie, bez względu na to, czy całość spodoba mu się bez zastrzeżeń, czy też zupełnie nie trafi w jego gust.

Zapewne już domyśliliście się, że będę chwalił ten tytuł. Czas zatem napisać, o czym traktuje zawarta w nim historia. The Goon to zbiór krótszych i dłuższych opowiastek, których głównym bohaterem jest tytułowy Zbir. Nasz przystojniak piastuje rolę etatowego mięśniaka na usługach niejakiego Labrazia. Muskularna postura, wystające zęby i szary kaszkiet dopełniają ujmującego wizerunku tej niebanalnej postaci. Najlepszym przyjacielem Zbira i jego prawą ręką jest Franky. To niewysoki cwaniaczek, ślepo wpatrzony w swego kompana, nie odstępujący go ani na krok. Dwaj przyjaciele co rusz angażują się w nową drakę, ponieważ w mieście trwa nieustanna walka o dominację pomiędzy ich szefem, a nikczemnym Kapłanem Zombie. Typ ten uparł się aby przejąć władzę, wykorzystując do tego chordy niebezpiecznych umarlaków. Lecz nie tylko ich, bo znajomość mrocznej magii pozwala mu mieć na swych usługach istoty o wile bardziej dziwaczne. To jednak dopiero początek atrakcji, które autor ma dla nas w zanadrzu. Powyższa idea jest zaledwie punktem wyjścia do ukazania znacznie szerszego spektrum treści i formy.


W pierwszej chwili The Goon jawi się jako typowa gangsterska opowieść, czerpiąca garściami z bogatej klasyki gatunku. Jest tak w istocie, lecz oprócz mafijnych, często mocnych i dość humorystycznych treści (polanych gęstym sosem stylu noir) mamy tu do czynienia z pierwszorzędnym horrorem przepełnionym całą gamą scen gore, wymyślnych potworów oraz innych obrzydlistw (jakie tylko był w stanie wymyślić sobie autor). Spaja się to ze sobą idealnie za sprawą rysunku, który uzasadnia wszelkie wariacje Powella. Jakby tego było mało, we wszystkim czuć też mocną inspirację kreskówkami z połowy ubiegłego wieku, a całości dopełnia mocno pastiszowy sznyt, kojarzący mi się z tzw. zinami, znanymi głównie ze szkolnej subkultury. Tak zarysowany chaos bynajmniej nie przeciąża tytułu, czyniąc z każdego z powyższych elementów jego wyraźny atut. Mało tego, pozorny bałagan służy twórcy do dalszej zabawy z treścią, którą wprowadza coraz odważniej w każdym nowym rozdziale.

Może i trudno w to uwierzyć, ale czego tu nie ma? Powell oddaje hołd klasyce popkultury w opowieściach czerpiących garściami z klasyki horroru, filmów o wielkich potworach czy miejskich legendach o tajemniczych, zaginionych skarbach. Wampiry, monstra rodem z Lovecrafta, zwariowane wróżki, a nawet sam Hellboy (który pojawia się gościnnie w jednej historyjce). Mało? Poszukajcie sami, z pewnością znajdziecie jeszcze więcej odniesień. Choć poszczególne opowiastki są w pewnym stopniu zamkniętą całością, stanowią część zaplanowanej, dłuższej treści. Dzięki temu mamy okazję obserwować rozwój głównego bohatera, a także poznawać coraz więcej nowych, pełnych kolorytu postaci, takich jak Sęp, Rybi Pete, Pająk, Dr. Aliaż czy Bracia Muł. Jeśli nawet humor nie siada w każdym dowcipie, a w pewnych scenkach autor trochę przesadził (mocno niesmaczny Brzoskwinek Walenty), całość jest prawdziwie kreatywną, bezpretensjonalną jazdą po bandzie w fascynującym świecie tytułowego bohatera.


To jednak rysunki stanowią o łatwości, z jaką przyswaja się wszystko co w komiksie serwuje nam Powell. Nieprzesycone treścią, z wyrazistą paletą barw, nie bojącą się wejść w mniej mroczne klimaty, bawią treścią scenariusza, który bez nich byłby czymś płaskim i jednowymiarowym. Nie wszystko jest w The Goon idealne (zbyt szybko wyjawiona tajemnica relacji pomiędzy Zbirem i Labraziem czy pospieszne zakończenia niektórych opowieści), ale ta niedoskonałość stanowi o paradoksalnej niepowtarzalności tytułu. Powell celowo nie odkrywa przed czytelnikiem wszystkich kart, pozostawiając w scenariuszu tropy, które zostaną wykorzystane w niedalekiej przyszłości (wydarzenia z Chinatown). Dzięki temu odniosłem wrażenie, że całość nie służy wyłącznie oddaniu hołdu swym fascynacjom oraz ogólnej zgrywie, ale z oczywistą świadomością rozwija treść we wszystkich jej istotnych aspektach. The Goon to dzieło dla poszukujących w komiksach czegoś nowego, zrywającego z ciągłą rutyną treści i formy. Jeśli tylko ujmie Was warstwa wizualna, po prostu zacznijcie go czytać. Zdziwicie się, jak wiele ma on do zaoferowania i jak bardzo nie będziecie chcieli później wracać do realnego świata.



Tytuł: The Goon - Kolekcja, tom 1
Scenariusz i rysunki: Eric Powell
Przekład: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Dark Horse Comics/Non Stop Comics
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 496
Oprawa: twarda z obwolutą
Cena okładkowa: 119 zł


Komiksy z cyklu The Goon znajdziecie na stronie wydawnictwa Non Stop Comics


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz