środa, 16 stycznia 2019

RECENZJA: Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni, tom 4 - Rozłam (R. Venditti, E. V. Sciver, R. Sandoval)


DC Odrodzenie nadal atakuje. Na rynku pojawiają się kolejne tomy poszczególnych tytułów, tymczasem recenzje wielu z nich znajdziecie na tym blogu (zachęcam do korzystania z prostej wyszukiwarki umieszczonej na prawym marginesie). Nie inaczej jest w przypadku serii Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni, której poszczególne tomy omawiałem tutu i tu. OK, ale o czym w ogóle jest ta seria? Tłumacząc komuś, kto nigdy nie miał styczności z tytułem, powiedziałbym, że jest to coś na kształt kumplowskiej historii osadzonej w realiach kosmicznych policjantów. Dziwne? No cóż, bywało dziwniej i nikt specjalnie nie narzekał. Jednak jak zawsze w przypadku pasjonującej opowieści, najważniejszy jest dobry pomysł i należyte poprowadzenie bohaterów. Czy mamy do czynienia z czymś podobnym w czwartym tomie Latarników?

Rozłam dzieli się na dwie (częściowo) niezależne od siebie historie. W pierwszej na jaw wychodzi tajemnicze morderstwo na członku Korpusu Sinestro, którego dokonał nie kto inny, jak jeden z Zielonych Latarników. Tak poważna zbrodnia może zagrozić nie tylko dobrej opinii, którą cieszy się Korpus Hala Jordana, ale co gorsza, zaprzepaścić udane próby połączenia obu frakcji. Ambitne plany Johna Stewarta niechybnie spalą na panewce, chyba że uda się zrobić coś, co pomoże powstrzymać nadchodzącą eskalację niechęci żółtych i zielonych policjantów. Niestety, pewna tajemnica, którą zataił przed Soranik Kyle Rayner, będzie miała kluczową rolę w intrydze... W drugiej części komiksu napotkamy jednego z Nowych Bogów - Oriona, który ścigany jest przez potężnego goliata, miotającego zabójczymi promieniami Omega. Owo monstrum, wykonujące polecenia Yugi Khana - pradawnego tyrana, wraz z innymi sobie podobnymi zagraża spokojowi w kosmosie. Oczywiście nie trzeba być wielkim geniuszem, aby domyślić się, że w całe zamieszanie wplątają się również nasi Latarnicy.


Trzeba przyznać, że Robert Venditti ma dobrą rękę do pisania Hala Jordana i Korpusu Zielonych Latarni. Od samego początku obdarza serię masą interesujących wydarzeń, nie zapominając o licznych bohaterach, którzy na własnych barkach dźwigają wielowątkową fabułę. Każdy z policjantów dostaje tu swoje pięć minut, a wykreowani są na tyle wyraźnie (i różnorodnie), że bez problemu można identyfikować się z kimkolwiek z nich. A wspomniana fabuła jest na tyle interesująca, że chęć czytania dalszych przygód Latarników nie znika po przeczytaniu pojedynczego tomu. Nie inaczej jest w przypadku Rozłamu. Tu również występują podobne elementy. Scenarzysta kontynuuje snucie historii rozpoczętej w tomie pierwszym, nieustannie dokładając elementy, które urozmaicają wciągającą historię, którą czyta się lekko i przyjemnie.

Są jednak rzeczy, które w tym tomie wyszły lepiej lub gorzej. Nie do końca podobało mi się rozwiązanie zagadki tożsamości oraz motywów poszukiwanego zabójcy. Cały wątek posłużył Vendittiemu wyłącznie do wybrzmienia kwestii tytułowej, sprowadzając bardzo intrygująco rozpoczętą zagadkę, do trywialnej roli typu przyczyna-skutek. Szkoda, bo całe zamieszanie robiło nadzieję na coś więcej, tym bardziej, że początkowo w wydarzenia zamieszany był syndykat Łupieżców z Cephei. Świetnie z kolei wypadł rozdział, w którym Hal nawiązuje pewnego rodzaju kontakt ze swoim zmarłym ojcem. Takie właśnie chwile sprawiają, że seria błyszczy najbardziej, pokazując, że oprócz rozwałki na wielką skalę ma także do zaoferowania coś, co chwyci czytelnika za serce. Leć z bogiem to chyba najlepszy fragment komiksu. Należy też zwrócić uwagę na pojawienie się N-tego Metalu. Nie wiem, czy wydarzenia z Rozłamu będą miały wpływ na zbliżające się wypadki w uniwersum DC (seria Metal), ale nie można nie odnotować ich obecności w przygodach Latarników.

Tak czy inaczej, czwarty tom losów Hala i reszty Korpusu to kawał solidnego czytadła. Oczywiście, nie wszystko musi się tu każdemu podobać. Venditti wprowadził do scenariusza tak wiele elementów, że wręcz niemożliwym jest, aby każdy z nich był bezbłędnym strzałem w dziesiątkę. Najważniejsze jednak, że Rozłam i tak broni się jako całość, dając czytelnikowi godzinkę nieskrępowanej zabawy w bezkresnym, pełnym niebezpieczeństw kosmosie. Całości dopełniają doskonałe rysunki Ethana Van Scivera i Rafy Sandovala, którzy przekuwają wyobraźnię autora na niezwykle dynamiczne, wypełnione wieloma planami obrazy. Czasami ilość szczegółów oraz postaci w komiksie jest tak wielka, że najlepiej jest po przeczytaniu przekartkować komiks jeszcze raz, aby zwrócić uwagę na wszystkie te niesamowite detale. Jeśli nie czytaliście jeszcze Hala Jordana i Korpusu Zielonych Latarni, a lubicie awanturnicze historie w kosmosie, nie wahajcie się ani chwili dłużej. W przypadku tej serii raczej nie powinniście żałować.



Tytuł: Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni, tom 4 - Rozłam
Scenariusz: Robert Venditti
Rysunki: Ethan Van Sciver, Rafa Sandoval
Przekład: Marek Starosta
Wydawnictwo: DC Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 180
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 49,99 zł


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz