wtorek, 19 lutego 2019

Dlaczego Alita: Battle Angel (2019) podobała mi się bardziej niż manga?


Jeśli czytaliście moją recenzję dwóch pierwszych tomów Ality (autorstwa Yukito Kishiro), zapewne wiecie, że manga ta nie do końca złapała mnie za serce. Owszem, dostarczyła godnej, bardzo ciekawej rozrywki, jednak pewne rozwiązania graficzne oraz fabularne (charakterystyczne dla tego stylu opowieści) zawiodły mnie, nie pozwalając umieścić tytułu wśród najbardziej ulubionych. Wraz z tym rozczarowaniem na swój sposób zmalało także moje zainteresowanie filmową adaptacją w reżyserii Roberta Rodrigueza. Wiecie, ja już tak mam, że należę do osób uważających oryginalne dzieła za wyznacznik jakości danego tytułu, toteż po lekturze mangi oraz pierwszej euforii, spowodowanej przedpremierowymi pokazami fragmentów filmu, postanowiłem nieco obniżyć oczekiwania. Na szczęście myliłem się i to bardzo. No cóż, życie chyba postanowiło mnie rozpieścić. ;-)

O procesie powstawania Ality: Battle Angel mówiło się tu i ówdzie głównie ze względu na dwa nazwiska związane z całą produkcją. Projektem żywo zainteresowany był od wielu lat sam James Cameron, lecz ze względu na rozliczne zajęcia (w tym pracochłonne przygotowania kolejnych odsłon Avatara), słynny reżyser nie mógł osobiście poświęcić się filmowi. Po napisaniu lwiej części scenariusza oddał swoją koncepcję Robertowi Rodriguezowi, nakazując mu dodanie poprawek oraz zajęcie się reżyserią całości. Oczywiście, Cameron nie porzucił całkiem swego "ukochanego dziecka", stale będąc w kontakcie z Rodriguezem i konsultując z nim każdy najdrobniejszy aspekt powstającej ekranizacji. Osobiście odniosłem wrażenie, że obaj panowie kręcą ten film "przez telefon" i coraz bardziej czułem, że oprócz znośnej historii nie dostanę tutaj wiele więcej. Na szczęście i w tym przypadku intuicja znów mnie zawiodła, a podczas wczorajszego seansu zrozumiałem, że czasem da się kręcić dobre filmy, konsultując większość spraw przez smartfona.


Alita: Battle Angel jest dziełem przemyślanym i bardzo dobrze rozplanowanym. Każdy aspekt fabuły (zaczerpnięty z mangi) został dostosowany do filmowych realiów, zmieniając się wraz z potrzebami scenariusza oraz tempa samej opowieści. Nie jest to dosłowna adaptacja, większość filmu skupia się na wydarzeniach zaprezentowanych w dwóch pierwszych (zbiorczych) tomach komiksu. Z oczywistych względów pewne wątki zostały skrócone, innych pozbyto się niemal całkowicie. Wszystko po to, aby uzyskać historię łatwiejszą w odbiorze (a także bardziej dynamiczną), skierowaną do ogólnoświatowego widza w wieku 10-50 lat. Niestety, z mangami już tak jest, że cechują się one pewną osobliwą nutą narracji oraz charakterystycznymi metodami prezentowania poszczególnych wydarzeń. W przypadku filmu Rodrigueza wszelkie zmiany względem wymienionych elementów zadziałały na niewątpliwą korzyść filmu. To, co tak bardzo uwierało mnie podczas lektury mangi Kishiro znikło, natomiast cała reszta nabrała znacznie klarowniejszej formy. Oczywiście, poprzez takie działanie film nie jest jest niczym innym jak porządnie skrojonym blockbusterem, lecz w błędzie byłby ten, kto zakładałby, że podobną historię da się w dzisiejszych czasach opowiedzieć w jakiś inny sposób. Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że w oryginale poszczególne elementy fabularne rozgrywają się kolejno po sobie, tymczasem w filmie nieustannie krążą wokół głównej osi, którą w tym przypadku jest nasza tytułowa bohaterka - Alita. Chcecie tego czy nie, jest ona kolejnym jasnym punktem tego przedstawienia.

Alita (Rosa Salazar) to postać, której chce się kibicować już od pierwszych filmowych scen. To wraz z nią poznajemy realia Miasta Złomu, odkrywamy smak jedzenia, uczymy się zasad panujących wśród ludzi. Uczymy się na własnych błędach, jednak w głębi serca pozostajemy ufni, czyści i otwarci na wszelkie nowe doznania. Dlatego też każde wyzwanie czy osoba, jaka pojawia się w otoczeniu Ality, działa na nas podobnie jak na naszą bohaterkę. Wielka w tym również zasługa aktorów drugoplanowych, wiarygodnie kreujących osobowość postaci pokroju dr. Ido (Christoph Waltz) czy drobnego złodziejaszka Hugo (Keean Johnson). Świetnie wypadają także indywidua pełniące rolę czarnych charakterów. Łowca-android Zapan (Ed Skrein), Gerwishka (Jackie Earle Haley) czy kierujący niebezpiecznym Motorballem Vector (Mahershala Ali) wypełniają swoją charyzmą ekranowy czas, tworząc pamiętne, wyraziste kreacje. Nie są to oczywiście role na miarę Oscarów, ale wraz z całą historią działają bardzo dobrze. Podobnie jest z efektami specjalnymi. Alita: Battle Angel nie sprawia zawodu także na tym polu, dorównując (a może nawet przewyższając) inne dzieła w tym gatunku. Czy to w przypadku elektryzujących pościgów Motorballa, czy podczas brutalnych potyczek z łowcami, wszystko wygląda tu świetnie, pozwalając zapomnieć, że to co widzimy jest wyłącznym dziełem efektów komputerowych.


Jeśli miałbym wskazać na jeden punkt, w stosunku do którego w produkcji Rodrigueza i Camerona mam pewne zastrzeżenia (lub obawy), będzie nim nieodparta chęć twórców do uczynienia z Ality: Battle Angel dzieła, będącego pierwszą częścią większej, odgórnie zaplanowanej całości. Oczywistym jest, że manga Kishiro jest dziełem obszernym i jeden film nigdy nie zdoła wyczerpać całości tematu, lecz powściągliwość w dawaniu mi do zrozumienia, że ciąg dalszy nastąpi, jest zbyt wyraźna już od końcówki pierwszego aktu filmu. I w tym tkwi pewien problem, choć nie dotyczy on samej konstrukcji obrazu. Alita: Battle Angel stoi pewnie na własnych nogach, lecz jeśli dojdzie do sytuacji, w której sugerowana kontynuacja nie powstanie, ponowne oglądanie przygód bohaterki z pewnością będzie potęgowało u mnie uczucie niedosytu.

Tak czy inaczej, Rodriguez i Cameron stworzyli film, który porwał mnie fabułą, dynamiką wydarzeń, postaciami oraz niezwykłymi efektami specjalnymi. W kategorii największego widowiska filmowego w 2019 roku z pewnością ma zapewnione miejsce na podium, tym bardziej, że cała produkcja nie sili się na bycie czymś innym niż w istocie jest. Alita: Battle Angel to tytuł, który ma sprawić, że na dwie godziny zapomnimy o świecie poza kinową salą, dając nam tyle frajdy, ile tylko się da. I na tym polu sprawdza się idealnie, wykorzystując na swoją korzyść wszystkie mechanizmy języka filmowych adaptacji. Dlatego też uznaję powyższy tytuł jedną z tych wersji, która ujęła mnie bardziej niż ogólnie poważany oryginał. Wobec tego uparcie kibicuję wynikom finansowym filmu, mocno trzymając kciuki za powstanie kolejnych części. Przy tak dobrym pomyśle i materiale źródłowym nie powinno być mowy o porażce. Oby tylko jak najwięcej ludzi przekonało się do historii Ality. Tylko wtedy powrócimy do Miasta Złomu i Zalem. A to będzie naprawdę świetna rzecz.



Tytuł: Alita: Battle Angel
Scenariusz: James Cameron, Robert Rodriguez
Reżyseria: Robert Rodriguez
Obsada: Rosa Salazar, Christoph Waltz, Mahershala Ali, Ed Skrein, Jennifer Connelly, Keean Johnson, Jackie Earle Haley, Jeff Fahey
Wytwórnia: Twentieth Century Fox
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 14 lutego 2019 (USA), 14 lutego 2019 (Polska)
Czas trwania: 122 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz