środa, 13 lutego 2019

RECENZJA: Battle Angel Alita, tomy 1-2 (Y. Kishiro)


Battle Angel Alita to kultowa seria autorstwa Yuikito Kishiro, powstała na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. W Japonii znana jest pod tytułem Gunnm, w Polsce jej pierwszą publikację notuje się na lata 2003-2005. To ostatnie dotyczy wyłącznie serii głównej cyklu, czytelnicy z kraju nad Wisłą wciąż nie poznali dwóch dodatkowych tytułów (Last Order, Mars Chronicle). Przyznam, że jakoś nigdy nie było mi po drodze z Alitą, a moje jedyne wytłumaczenie, dlaczego 15 lat temu nie sięgnąłem po ten tytuł, mieści się w trzech krótkich słowach: Neon Genesis Evangelion. Na szczęście dla malkontentów mojego pokroju właśnie nadarzyła się nowa okazja poznania losów najbardziej ludzkiego robota z przyszłości, ponieważ wydawnictwo J. P. Fantastica właśnie wznowiło dwa pierwsze tomy tego popularnego cyklu. Powiększono format i ulepszono tłumaczenie, a jeśli dodać do tego, że film w reżyserii Roberta Rodrigueza już puka do sal kin na całym świecie, nie ma chyba lepszej okazji, aby zapoznać się z wiekopomnym dziełem Kishiro. Tak też uczyniłem.  

Battle Angel Alita to manga, którą można śmiało zaliczyć do nurtu cyberpunk. W komiksie przenosimy się w odległą przyszłość, do Miasta Złomu, metropolii żyjącej w cieni gigantycznego kolosa cywilizacyjnego dobrodziejstwa, czyli niedostępnego zwykłym śmiertelnikom miasta Zalem. Tu, podczas swych rutynowych poszukiwań, usprawniający droidy doktor Ido znajduje na wysypisku technologicznych odpadków idealnie zachowany korpus robota-dziewczyny. Zabiera go do swej pracowni i uruchamia. Ocaloną istotę nazywa Alitą, tymczasem już wkrótce na jaw wychodzą coraz bardziej zdumiewające zdolności androida. Dziewczyna wydaje się doktorowi nie tylko bardzo ludzka, okazuje się także bardzo wytrzymała i sprawna fizycznie, co doskonale sprawdza się podczas niebezpiecznych zadań wykonywanych nocą przez Ido. Podobnie jak jej wybawca, Alita wkrótce staje się łowcą, czyli najemnikiem tropiącym poszukiwanych (często groźnych i niebezpiecznych) przestępców. Okazuje się, że głębokie poczucie sprawiedliwości oraz empatii niejeden raz stanie na przeszkodzie przywróconej do życia Alicie. Wybór będzie szczególnie trudny, gdy do głosu dojdzie nowo poznane uczucie miłości do pewnego złodzieja części o imieniu Yugo. Czy to wystarczy aby zapomnieć o reszcie Miasta Złomu i na zawsze udać się do Zalem?


Tom pierwszy i drugi zdumiewają budową świata przedstawionego. Choć nie jest jasno powiedziane kiedy i w jakim miejscu świata dokładnie toczy się akcja, bardzo dobrze da się wczuć w klimat realiów Miasta Złomu. Od podupadających kafejek, przedziwnych konstrukcji mieszkalnych, miejsc mrocznych i niebezpiecznych, aż po wielkie, niedostępne budowle, wszystko służy tu nadaniu odpowiedniego klimatu, w którym dane jest czytelnikowi spotkać grupę dość osobliwych i kolorowych postaci. A te są oczywiście głównym motorem wycieczki po świecie Ality. Kishiro doskonale rozumie, że dobrą historię prowadzi się wyłącznie poprzez bohaterów. Ich radości, rozterki oraz kłopoty (z punktu widzenia rozwoju treści) będą dla nas ważniejsze niż np. liczne sceny akcji (których w komiksie też nie brakuje). To Alita jest naszą przewodniczką po Mieście Złomu i wraz z nią poznajemy zasady funkcjonowania zaprezentowanego świata, ale również podejmujemy wszelkie trudne decyzje. Bohaterka wzbudza sporo sympatii i nieustannie chce się jej kibicować. Mało tego, dziewczyna potrafiła mnie nawet raz czy dwa nieźle zaskoczyć, szczególnie podczas ekscytującego finału pierwszego tomu, gdzie wykazała się sprytem, o jaki wcale jej nie posądzałem (druga połowa pierwszego tomu z miejsca stała się moją ulubioną częścią obu tomów Ality). Sporo ciepłych uczuć budzi też sam Ido, który z jednej strony jawi się jako miły, dobroduszny człowiek, który posiada jednak drugą, dość mroczną stronę. Wierzcie mi na słowo, nie chcielibyście znaleźć się w ciemnej alejce stając przeciw niemu i jego młotowi.

Ciekawie rozwiązano wprowadzanie do mangi elementów wyjaśniających historię świata czy pewne nieznane okoliczności z przeszłości bohaterów. Nie dostajemy tego zbyt dużo, po prostu co jakiś czas pojawia się jakiś niewyraźny trop lub sugestia, a wszystko zostało poukładane tak, aby skupić należytą uwagę odbiorcy na głównych wydarzeniach. Kishiro co jakiś czas rzuca małą, intrygującą sugestię, robiąc to jednak tak, aby stale rozbudzać ciekawość odbiorcy. Pomimo sporej dozy intrygującej fabuły i solidnie nakreślonych postaci, Battle Angel Alita jest w lwiej części komiksem akcji. Walki pomiędzy łowcami-androidami oraz kluczowy dla fabuły drugiego tomu Motorball, wypełniają większość kadrów tej mangi. I tu niestety pojawia się mój pierwszy problem. O ile jestem w stanie zrozumieć intencje autora oraz ogólny charakter dalekowschodnich komiksów, sceny akcji zupełnie odrzuciły mnie od Ality. Jest ich zbyt wiele, zajmują za dużo miejsca, a sama kreska (która w innych sytuacjach jest raczej perfekcyjna) w tych fragmentach staje się nazbyt umowna, niewyraźna, a nawet nieczytelna. Nie lubię czytać czegoś, czemu nie mogę dobrze się przyjrzeć, toteż od wszelkich scen pościgów czy walk odbijałem się prawie natychmiast. Ich niemała ilość dodatkowo potęgowała uczucie dyskomfortu i bardzo cieszyłem się, gdy akcja zwalniała na rzecz ukazania bardziej przyziemnych historii.


Niesamowicie zawiodło mnie zakończenie drugiego tomu. Po odpowiednim budowaniu tajemnicy, kreśleniu tropów i sugerowania mi takiej, a nie innej budowy scenariusza, autor zaserwował najbardziej prostacką i oburzającą kulminację wydarzeń, na jaką tylko było go stać. Po najmniejszej linii oporu przywrócił z niebytu postać uśmierconą w finale pierwszego tomu (tzw. leniwe pisanie!), a całą intrygę zbudował wokół chorego umysłu pewnego naukowca. Czy to naprawdę wszystko na co było go stać? A może to się jeszcze jakoś rozwinie? Trudno ocenić... Poczułem się więc nieźle oszukany. Choć sam finał zostawił mnie z uczuciem troski o jedną z postaci, nic nie zmyje gorzkiego smaku tandety, o jaką otarło się ogólne zakończenie drugiego tomu.

Battle Angel Alita to manga, która uderza rozmachem, fabułą oraz grupą rewelacyjnie napisanych i poprowadzonych postaci. Wszystko tu rozgrywa się w oparciu o doświadczenia i przygody tytułowej bohaterki, rzucając nas w wir zdarzeń oraz emocji, które tylko podkreślają jak świetnie komiks został przemyślany. Niestety, nie jest tak przez cały czas. Często gubiłem się w zawiłościach i nieprzejrzystości ilustracyjnej najbardziej dynamicznych scen. Chaos i wizualny nieład kłócił się z moim poczuciem dobrego smaku, istne apogeum osiągając na płaszczyźnie fabularnej w finale drugiego tomu, gdzie autor częściowo zatracił pomysł i sens, osiągnięte podczas swej dotychczasowej pracy. Ponieważ mamy tu jednak do czynienia z dziełem znanym i kultowym, nie mogę odmówić mu pewnej rangi i statusu, tym bardziej, że wspomniane minusy nie czynią go dziełem absolutnie niegodnym polecenia. Wiele osób znajdzie w Alicie coś dla siebie, głównie za sprawą tego, że to bardzo złożona, wielowarstwowa opowieść. Odnajdziemy tu przygodę i miłość, walkę z przeznaczeniem oraz liczne filozoficzne rozważania nad emocjami. I tylko od Was będzie zależało, w jaki sposób one przemówią. Choć po finale tomu drugiego mocno zastanawiam się czy wracać jeszcze do komiksowych przygód Ality, z tego miejsca zachęcam Was do lektury. Nawet przy pewnego rodzaju zawodzie nie mogę nazwać czasu spędzonego z powyższą mangą za stracony.



Tytuł: Battle Angel Alita, tomy 1-2
Scenariusz i rysunki: Yukito Kishiro
Przekład: Paweł "Rep" Dybała
Wydawnictwo: J. P. Fantastica
Rok wydania: 2018 (tom 1), 2019 (tom 2)
Ilość stron: 460 (tom 1), 478 (tom 2)
Oprawa: miękka z obwolutą
Cena okładkowa: 73,50 zł


Za udostępnienie Ality do recenzji dziękuję wydawnictwu J. P. Fantastica


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz