piątek, 22 lutego 2019

RECENZJA: Ogień i krew, część 2 - George R. R. Martin


Fani twórczości George'a R. R. Martina w 2019 roku chyba nie mają zbyt wielu powodów do narzekania. Za niecałe dwa miesiące poznamy długo wyczekiwany finał serialu Gra o tron, a w księgarniach pojawiła się właśnie druga część Ognia i krwi, swoistej kroniki opisującej część historii panowania Targaryenów. Oczywiście Wichry zimy (szósty tom Pieśni Lodu i Ognia) nadal się piszą (lub jak ostatnio zwykłem zakładać, są już dawno napisane) i jeszcze chwilę lub dwie będziemy musieli na nie poczekać. Nie warto jednak z tego powodu rwać włosów z głowy, tym bardziej, że otrzymujemy naprawdę sporo dobra na otarcie naszych gorzkich łez. Już w recenzji pierwszego tomu kroniki władców smoków wspominałem, jak bardzo należy podziwiać Martina za zdolność do opanowania olbrzymiej ilości materiału, który składa się na książki z głównego cyklu oraz wszelkich wydawnictw pobocznych. Niewielu jest autorów, którzy tak pieczołowicie tworzą swoje fikcyjne uniwersa. A Ogień i krew jest tego najlepszym przykładem.

Ponownie zmuszony jestem do powtórzenia swych słów z recenzji tomu pierwszego. Ogień i krew, część 2 jest imponującą lekturą, lecz z pewnością nie dla każdego. Z przyczyn edytorskich podzielona na dwie słusznej grubości księgi (tak, słyszałem te smutne płacze na temat chciwości wydawnictwa, które chce dwa razy zarobić na tym samym tytule - jednak nie wyobrażam sobie jak miałbym wygodnie trzymać w dłoniach książkę w twardej oprawie, która liczy sobie ponad 1100 stron), opowiada pasjonującą, choć trudną do przełknięcia historię znamienitego rodu Targaryenów, którzy przez prawie 300 lat panowali w Westeros. Stylizowana na relację arcymaestra Gyldayna z Cytadeli Starego Miasta, w mocno kronikarski sposób opowiada wydarzenia, przerwane wraz z ostatnimi stronami tomu pierwszego. Nasza historia zaczyna się w roku 129 od Podboju i skupia w większej części na powszechnie znanym Tańcu Smoków, który był niczym innym jak bezpardonową (ogarniającą większą część królestwa) walką o tron pomiędzy Aegonem II a jego przyrodnią siostrą Rhaenyrą. Oprócz tego znajdziemy tu wiele zapisów odnośnie późniejszych wydarzeń, dotyczących wczesnych lat panowania Aegona III, zwanego później Złamanym Królem (lub Zgubą Smoków).


Choć jest to w zasadzie dalszy ciąg tej samej książki, muszę przyznać, że część drugą czytało mi się nieco gorzej. Zastanawiałem się co było tego przyczyną i doszedłem do wniosku, że za taki obrót spraw odpowiada znacznie większa ilość spisków, knowań i podstępów prowadzących do zawładnięcia tronem przez bohaterów. Oprócz tego, miałem tu do czynienia z nieporównanie okazalszą liczbą wątków pobocznych, które często odbiegały od najciekawszych tematów. Zabrakło obecnego w części pierwszej ducha przygody oraz typowo fantastycznych historii oraz ciekawostek. A właśnie one w moich oczach stanowiły o pewnej sile tytułu. Było to o tyle ważne, ponieważ lektura Ognia i krwi to proces specyficzny, przeznaczony raczej dla zagorzałych sympatyków uniwersum Martina. Prawda jest taka, że nawet najbardziej oddani fani znudzą się treścią, jeśli nie zaoferuje im ona czegoś bardziej ekscytującego. I coś takiego zdarzyło się w moim przypadku. Co oczywiście nie oznacza, że należy skreślić ten tytuł! Wciąż można odnaleźć tu wiele interesujących elementów, szczególnie jeśli pasjonuje Was często cytowany Taniec Smoków. Tylko z tej publikacji dowiecie się dokładnie jak on przebiegał, które postacie odegrały w nim najważniejszą rolę oraz co było przyczyną jego rozpoczęcia i zakończenia. Nie myślcie jednak, że w obu tomach poznacie całą historię Targaryenów. Co to, to nie! Akcja książki kończy się po ponad 130 latach od Podboju i jest zaledwie połową historii panowania smoczych władców. Chyba tylko sam Martin mógłby wyjaśnić taką decyzję, sądzę jednak, że dalsze wydarzenia skrywają informacje, których poznanie przed finałem Pieśni Lodu i Ognia nie byłoby wskazane. Drugim tropem jest fakt, że za panowania Aegona III wymarły wszystkie targaryeńskie smoki (a tej tajemnicy autor szybko przed nami nie odkryje...).

Jeśli jesteście zagorzałymi fanami prozy George'a R. R. Martina, czytającymi wszystkie jego książki jak leci, koniecznie biegnijcie do księgarni lub biblioteki po obie części Ognia i krwi. W przeciwnym razie radzę Wam zacząć od czegoś mniej złożonego. Ta publikacja to prezent dla oddanych czytelników, którzy nie zrażą się specyficznym, nieco skrótowym sposobem pisania oraz mnogością wszelkich wątków pobocznych (szczególnie w drugim tomie). Niewątpliwym plusem tej części jest nowa porcja wspaniałych, czarno-białych ilustracji wykonanych przez Douga Wheatleya. Dzięki pracom tego utalentowanego artysty świat smoków, burzliwych losów dynastii Targaryenów i całego Westeros odżyje w Waszej wyobraźni jak żaden inny. Na pewno pomoże to w przełamaniu się do specyficznego kształtu dzieła, sprawiając, że podczas lektury odbędziecie kształcącą podróż do zamierzchłych czasów ulubionego uniwersum. A przecież w ostatecznym rozrachunku tylko to będzie liczyć się najbardziej.



Tytuł: Ogień i krew, część 2
Autor: George R. R. Martin
Ilustracje: Doug Wheatley
Przekład: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 517
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 59 zł


Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


1 komentarz:

  1. Ta część pierwsza miała po prostu więcej historii na mniejszej przestrzeni, przez co się aż tak "nie dłużyła" - to jednak kronika, nie czyta się tego najlżej, a wchodzenie w detale w tym przypadku może nieco znudzić. Niemniej... to nie jest rzecz, która powinna być podzielona. :( Choćby dlatego, że powinno czytać się ją "na raz", a przy osobnych tomach może być o to trudno.

    OdpowiedzUsuń