poniedziałek, 25 lutego 2019

RECENZJA: The Walking Dead, vol. 28 - A Certain Doom (R. Kirkman, Ch. Adlard)


Ostatni tom The Walking Dead zostawił nas w najbardziej nieprzyjemnym momencie, jaki tylko fani serii mogliby sobie wyobrazić. Po przegranej walce, niedobitki Szeptaczy napuściły niezliczoną ilość szwendaczy na Aleksandrię. Horda żywych trupów była tak wielka, że pokonanie jej, a nawet zwykła ucieczka raczej nie wchodziły w grę. Znając talent scenopisarski Roberta Kirkmana można było się jednak spodziewać, że posłuży to jako planowany wstęp do jeszcze bardziej emocjonujących i chwytających za serce wydarzeń. Jeśli myślicie podobnie jak ja, A Certain Doom (Pewna zagłada) na pewno Was nie zawiedzie. Tym bardziej, że jest to jeden z tych tomów, które pchają serię naprzód, jednocześnie kończąc pewien etap podróży bohaterów.

Cały tom rozpoczyna się dość standardowo. Mieszkańcy próbują znaleźć sposób na opanowanie sytuacji, ta jednak stopniowo wymyka im się spod kontroli. Jedna grupa postanawia odciągnąć truposzy sprzed muru prowadzącego do osady, reszta skupia się na ochronie głównej bramy. Choć dzieje się sporo, w pierwszej połowie komiksu napięcie rośnie dość wolno. Jest nawet parę scen, które odrzuciły mnie swym nazbyt heroicznym wydźwiękiem (podczas ratowania życia kilku ważnych postaci). Nieoczekiwanie, kolejny z takich fragmentów przyniósł zdarzenie, które stało się siłą napędową drugiej połowy tomu. I wtedy po raz kolejny dało się odczuć kunszt pisarski Kirkmana, który przypomniał, że w budowaniu mocnych i prawdziwych scen nie ma sobie równych. Pierwsza połowa A Certain Doom stoi więc dynamiką i akcją, natomiast druga skupia się na czynniku ludzkim, czyli tym, co w The Walking Dead jest od zawsze najważniejsze.


Kilka ostatnich tomów pokazało dobitnie, że Kirkman osiągnął mistrzostwo w ukazywaniu różnic pomiędzy Rickiem i Neganem. Ich wspólna droga to nieustający konflikt pomiędzy dążącym do władzy dobrem i złem. Czyny jednego wyznacza poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa, a drugiego chęć sprawowania rządów twardą, nie znoszącą sprzeciwu ręką. W A Certain Doom podróż obu postaci zatacza wreszcie pełne koło. Tragedia, z jaką zmaga się w końcówce tego tomu Rick, krzyżuje się z głęboką przemianą, którą od jakiegoś czasu przechodzi Negan. Gdyby Grimes poddał się rozpaczy, na nic zdałyby się późniejsze słowa Negana, które posłużyły zachowaniu ogólnego pokoju. Kirkman wygrał to bezbłędnie, idealnie komponując wszystkie dotychczasowe składniki fabuły. I choć zdaję sobie sprawę, że niektórym, spragnionym krwi i flaków czytelnikom taka decyzja może wydać się słaba, to należy zauważyć, że całą sytuację autor budował konsekwentnie od dłuższego czasu. Wyszło mu to tym lepiej, ponieważ do ostatniej chwili nie można było mieć pewności jak Negan zachowa się w określonych sytuacjach. Dostałem więc napięcie, zaskoczenie i konkretny pomysł. Naprawdę, świetna robota.

Rysunki Charliego Adlarda (i tusz Stefano Gaudiano) to coś, do czego przyzwyczajeni są już chyba wszyscy czytelnicy. W przeszłości zdarzyło się kilka tomów, które pod względem graficznym były dopracowane lepiej, ta część zachowuje jednak stylistykę ogółu. Prace grafików skupiają się przede wszystkim na przedstawieniu najbardziej istotnych elementów. Należy przy tym pamiętać, że The Walking Dead chyba nigdy nie był komiksem, który miałby zachwycać odbiorcę piękną, wysublimowaną kreską. Oddając brutalny, niebezpieczny świat autorzy starają się ukazać go na odpowiednim poziomie, tak aby brud i beznadzieja sytuacji dobrze wybrzmiewały na poszczególnych kadrach.

A Certain Doom kończy pewien etap w The Walking Dead, zamykając konkretne wątki i otwierając furtkę pomysłów nowym, nieznanym zdarzeniom. Nie znajdziemy tu typowego, pełnego napięcia suspensu, choć gęste emocje z finału nie raz mocno chwycą Was za serce (mnie złapały!). Ten element bezsprzecznie stanowi o sile dwudziestego ósmego tomu cyklu, który pokazuje, że w przedstawianiu wartkiej akcji, przeplatanej prawdziwymi uczuciami autorzy nie mają sobie równych. Jestem pełen podziwu, że po tylu latach tworzenia serii Kirkman wciąż ma głowę pełną tak dobrych i trafionych pomysłów. W przeszłości zdarzyło mu się czasem przynudzać (co przy tak długiej historii jest na swój sposób uzasadnione), ale ogólny wydźwięk tytułu od jakiegoś czasu kształtuje się na plus. Dlatego też cieszę się, że The Walking Dead nadal powstaje i już nie mogę doczekać się na kolejne spotkanie z tym uniwersum.



Tytuł: The Walking Dead, vol. 28 - A Certain Doom
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Charlie Adlard
Wydawnictwo: Image Comics
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 136
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 16,99 $

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz