poniedziałek, 25 marca 2019

RECENZJA: Dracula (R. Thomas, M. Mignola)


W 1992 roku Francis Ford Coppola zachwycił świat swoją wersją klasycznej prozy Brama Stokera. Rzecz dotyczyła oczywiście najbardziej znanego wampira, hrabiego Vlada Draculi, zamieszkującego stare zamczysko na pograniczu Transylwanii, Mołdawii i Bukowiny. Film o pradawnym władcy najdzikszych rejonów średniowiecznej Europy nieomal z miejsca stał się wielkim światowym hitem, pozostając do dziś wyznacznikiem dobrego, stylowego kina grozy. Jako siedemnastoletni dzieciak z niecierpliwością czekałem na premierę tej produkcji i muszę przyznać, że w owym okresie widziałem ją chyba ze trzy razy. Niebagatelną rolę w obrazie Coppoli pełnili najbardziej rozchwytywani aktorzy. Do ścisłej czołówki obsady zaliczali się Anthony Hopkins, Gary Oldman, Keanu Reeves, Winona Ryder oraz Tom Waits. Dzieło okazało się na tyle dobre, że przez trzy dekady nie zestarzało się ani trochę i do dziś jest np. stałym elementem mojego filmowego maratonu na Halloween. Zakładam, że każdy kinoman zna tę historię na pamięć, pomijam więc streszczenie fabuły i od razu przechodzę do tematu poniższej recenzji.

W tym samym czasie co film, powstał również komiks, który był wierną adaptacją ekranowej historii. Zadanie przeniesienia klasycznej opowieści powierzono Royowi Thomasowi. Autor musiał zmierzyć się z wielowątkowym, dość rozbudowanym dziełem, będącym swoistym połączeniem romantycznej legendy oraz brutalnej przypowieści grozy. Zadanie wykonał co najmniej poprawnie, ponieważ tytuł szybko zniknął ze sklepowych pólek w USA i... nie pojawił się na nich przez najbliższe dwadzieścia sześć lat. Dracula z miejsca stał się komiksem prawdziwie kultowym, tzw. białym krukiem, o którym słyszeli prawie wszyscy wielbiciele historii obrazkowych, lecz niewielu miało okazję mieć go w swoich rękach. Sytuacja zmieniła się dopiero w zeszłym roku, kiedy dzieło Thomasa i Mike'a Mignoli ponownie pojawiło się na światowych półkach. I dobrze się stało, bo sami chyba przyznacie, że warto oddawać podobne owoce dziedzictwa obrazkowego w ręce nowych pokoleń. Tym bardziej, że tym razem zrezygnowano z oryginalnej wersji kolorowej, ukazując kunszt scenarzysty i rysownika w gustownej (ale także niepokojącej) czerni i bieli.


O pracy Thomasa nad scenariuszem nie da powiedzieć się wiele ponad fakt, że wywiązał się ze swej pracy bardzo skrupulatnie. Komiks jest dokładnym przełożeniem filmowej historii, z zaledwie kilkoma niewielkimi rozszerzeniami fabularnymi, mającymi zastosowanie w paru króciutkich scenach. Prawda o Draculi jest jednak taka, że to autor rysunków do albumu, Mike Mignola jest w nim prawdziwie błyszczącą gwiazdą. Znany dziś najbardziej z prac nad genialnym Hellboyem, Mignola był w tamtych czasach w początkowej fazie swej kariery. Miał już jednak mocno wyrobiony styl, co zauważy każdy, kto choćby przelotnie przejrzy zawartość komiksu. Ilustrator obdarzył opowieść Thomasa swą charakterystyczną, szkicową kreską, wypełniając wszystkie kadry cieniami oraz głęboką czernią, świetnie współgrającą z grozą i napięciem całości. Na poszczególnych obrazkach widać klasyczne ujęcia wyjęte żywcem z filmu, przy czym nie ulega żadnej wątpliwości, że styl Mignoli dominuje wizualnie nad mrokiem opowieści. W całej swej technicznej umowności autor potrafił oddać też niesamowite podobieństwo do poszczególnych postaci (oraz aktorów). Za sprawą doskonałego opanowania artystycznego rzemiosła, legenda o Draculi naprawdę błyszczy, sprawiając wrażenie, że to film oparto na komiksie, a nie odwrotnie.

Jeśli tak jak ja, lata temu zakochaliście się w filmowym Draculi, upewnijcie się, że dzieło Thomasa i Mignoli trafi jak najszybciej w Wasze ręce. Ta klasyka gatunku została podana przez nich w najwyższej obrazkowej formie, przenosząc wrażenia z filmu Coppoli na nowy, równie atrakcyjny grunt. Jestem prawie pewien, że tak jak pamiętna hollywoodzka produkcja, komiksowy Dracula również przejdzie próbę czasu, bawiąc i strasząc czytelników przez wiele najbliższych dekad (a może i dłużej, w końcu tytułowy hrabia jest nieśmiertelny, prawda?). Dodatkowym atutem przemawiającym na korzyść posiadania albumu są zamieszczone na końcu wydania szkice artysty, przygotowane do pokrycia tuszem przez Johna Nyberga. Można dzięki temu prześledzić proces twórczy, jeszcze bardziej doceniając technikę oraz graficzne sedno historii. Nie zwlekajcie więc dłużej i dopilnujcie, żeby te kultowe dzieło jak najszybciej trafiło pod Wasze strzechy. A jeśli będziecie czytać je po zmroku, pamiętajcie żeby mieć w zanadrzu osinowy kołek i główkę świeżego czosnku. W końcu nigdy nie wiadomo co czai się w ciemnościach za oknem... ;-)



Tytuł: Dracula
Scenariusz: Roy Thomas
Rysunki: Mike Mignola
Tusz: John Nyberg
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Kboom
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 138
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 79 zł


Komiks Dracula znajdziecie na stronie wydawnictwa Kboom.


1 komentarz:

  1. Moje klimaty, z pewnością sięgnę jak tylko znajdę chwilę wolnego czasu. :)
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń