wtorek, 5 marca 2019

RECENZJA: Liga Sprawiedliwości, tom 5 - Dziedzictwo (B. Hitch, F. Pasarin)


Wszyscy czytelnicy mający styczność z poprzednimi tomami przygód Ligi Sprawiedliwości z DC Odrodzenie wiedzą, że poziom tej serii jest, delikatnie mówiąc, dość różny. Po patetycznym i górnolotnym tomie pierwszym, kolejne odsłony podjęły próbę prezentacji nieco przystępniejszego poziomu, lecz cały czas nie wykraczały one poza tzw. standardowe czytadło (zazwyczaj dające frajdę wyłącznie na raz). Za taki stan rzeczy odpowiada w głównej mierze Bryan Hitch, scenarzysta losów Ligi, któremu powierzono opiekę nad tym tytułem od jego startu pod nowym sztandarem. Choć osobiście jestem daleki od plucia na pomysły Hitcha (co podkreślałem już w poprzednich recenzjach), nadal uważam, że mógłby on podarować prowadzonej przez siebie serii znacznie więcej serca i przemyślanych pomysłów. Stare przysłowie mówi, że dobre rzeczy nadejdą dla tych, którzy cierpliwie czekają, dlatego też miło jest mi donieść, że najnowszy, piąty tom Ligi Sprawiedliwości jest najlepszym z dotychczasowych pisanych przez tego autora.

Jedno, czego nie można odmówić Hitchowi to fakt, że próbuje on w krótszych formach zmieścić bardzo epickie historie. Czasem wychodzi mu to kiepsko, innym razem tak sobie, ale w Dziedzictwie wreszcie znalazł sposób, aby podobny układ oblec prawdziwie wciągającą fabułą. O dziwo, dokonał tego za pomocą wykorzystania pomysłu na podróże w czasie oraz walką z nieuchronnym przeznaczeniem. A przecież są to elementy, które w jego przypadku mogły z łatwością skreślić cały pomysł na starcie. Co więc ciekawego dzieje się w tym bardzo obiecującym tomie? W niedalekiej przyszłości Ziemia stanie się nieprzyjaznym, niemal pozbawionym życia pustkowiem, którym z przerażającą zajadłością władać będzie niejaka Monarchini. W sytuacji, kiedy cała Liga zostanie unicestwiona, nieoczekiwanie ostatnią nadzieją dla świata stanie się jej obdarzone mocami potomstwo. Młodociani bohaterowie spróbują podjąć desperacką podróż w czasie, pragnąc odnaleźć swoich rodziców i sprawić, aby straszliwe wydarzenia nigdy nie doszły do skutku.


Podróże w czasie i przestrzeni są oczywiście pomysłem starym jak świat, eksploatowanym w popkulturze praktycznie do znudzenia. Hitchowi udało się jednak przyciągnąć moją uwagę za sprawą wyznaczenia nieznanej dotąd linii czasowej oraz wprowadzenia bohaterów, o których istnieniu w komiksach DC jeszcze nie słyszałem. W ten sposób poznałem Cruise (Norę Allen), Huntera, Cube'a (George'a Stone), Serenity (Eldoris Curry) oraz Jenny i Jasona (rodzeństwo Latarników). Trzeba przyznać autorowi, że ta barwna zbieranina młodziaków prezentuje się dość ciekawie, ponadto nieźle udało mu się nakreślić ich indywidualne cechy charakteru. Oprócz nich, na scenę wkracza dwójka interesujących antagonistów (specjalnie nie zdradzę kto jest tym drugim), przykuwająca uwagę odbiorcy za sprawą swego wyglądu, tożsamości oraz angażujących działań. Najważniejsze jednak, że wszystko to wpływa na powstanie dobrej konstrukcji fabularnej, która potrafi skutecznie zaangażować czytelnika. 

W Dziedzictwie wracamy poniekąd do wydarzeń z dość męczącego tomu pierwszego (Maszyny zagłady), jednak tym razem Hitch tak posłużył się zaprezentowaną tam Rodziną, że uzyskał punkt zaczepienia z nową, o wiele bardziej zajmującą historią. Wprowadził tu też podwójną tajemnicę, polegająca na pewnych niedopowiedzeniach pomiędzy bohaterami. Służą one do zaprezentowania paru istotnych dla treści, choć też dość nieoczekiwanych informacji. Cieszy mnie również, że autor nie zapomniał o więzach łączących poszczególnych bohaterów, dzięki czemu cieplejszy wydźwięk zyskało kilka rodzinnych scen. Wreszcie możemy ujrzeć w lubianych herosach odbicie normalności, która jest zawsze niezbędna przy budowaniu więzi pomiędzy postaciami, a czytelnikiem. W ten sposób Batman, Flash czy Superman nabierają życia, nie będąc wyłącznie papierowymi wycinkami wygłaszającymi sztuczne przemówienia.


Rysunki w piątym tomie są dziełem Fernando Pasarina, który pracował nad losami Ligi już w poprzednim tomie. Prace artysty są z pewnością klasą samą w sobie (potrafi on idealnie oddać szczegóły na obrazkach i każdy, nawet najdrobniejszy detal wypada wręcz znakomicie), lecz pewien problem stanowią dla mnie ukazywane przez niego twarze. Może to tylko ja, ale w tym tomie każdy bohater wygląda jakby był żywym klonem osoby stojącej obok. Sam nie wiem, może to dlatego, że Pasarin wszystkim rysuje identyczne nosy, a może chodzi tu o specyficzny sposób szkiców twarzy, jednak dla mnie wszyscy wyglądają tu tak, jakby byli ze sobą zbyt mocno spokrewnieni. Efekt ten nie zmienia oczywiście faktu, że piaty tom Ligi Sprawiedliwości i tak ogląda się z wielką przyjemnością.

Dziedzictwo to komiks, w którym pomimo nieodłącznej szczypty patosu znajdziemy też ciekawy koncept oraz sporą ilość niezłych rozwiązań fabularnych. Całość znów udało się upchnąć tak, że w dość skondensowany i przejrzysty sposób prezentuje zaplanowaną historię od początku do końca. Hitch stanął wreszcie na wysokości zadania, tworząc barwną opowieść, która przyciąga ciekawą akcją, ale także grzeje serce nadzieją, jaka od niej bije. Ortodoksyjni fani nie mają się jednak czego obawiać - wersji przyszłości jest wiele, toteż jeśli ta zaprezentowana tutaj nie przypadła Wam do gustu - wszystko jeszcze może się zdarzyć. Rozumiem też, jeśli komuś nadal nie będzie podchodzić specyficzny sposób pisania autora, sądzę jednak, że w przypadku piątego tomu mamy do czynienia z wyraźnym przełomem. Jeśli więc jeszcze nie znudziło się Wam wałkowanie odkręcania przeszłości i podróże w czasie, bierzcie się za tą część Ligi Sprawiedliwości. Myślę, że tym razem historia może zostać z Wami na dłużej.



Tytuł: Liga Sprawiedliwości, tom 5 - Dziedzictwo
Scenariusz: Bryan Hitch
Rysunki: Fernando Pasarin
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: DC Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Wszystkie tomy Ligi Sprawiedliwości znajdziecie na stronie Egmontu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz