niedziela, 24 marca 2019

To my (2019) niepokoi, straszy i... zmusza do myślenia


Przyznam się Wam, że nieraz miewam dziwnie niepokojące myśli. Najczęstszą z nich jest ta, w której wracając z żoną do domu, we własnym oknie widzimy samych siebie. Czy oznaczałoby to, że znaleźliśmy się po drugiej stronie lustra? A może niepostrzeżenie wkroczyliśmy w strefę mroku? Najgorsze wydaje się jednak to, że moglibyśmy okazać się jakimiś dziwnymi kopiami samych siebie... Na szczęście nie jestem jedynym, komu wyobraźnia płata podobne figle. Jak wynika z najnowszego filmu To my, reżyser i scenarzysta Jordan Peele też czasem lubi pobawić się konceptem zakrzywionej rzeczywistości. Od momentu obejrzenia filmowego zwiastuna, jego pomysł ujął mnie na tyle, że po niesamowicie słabym Uciekaj! (2017) postanowiłem obdarzyć twórcę drugą szansą i przekonać się, co zrobi z tak fascynującym pomysłem. Zabawa zapowiadała się przednia, toteż ubrałem się i ochoczo pognałem do kina. Na szczęście obyło się bez zawodu i już teraz mogę napisać, że To my trafi do grona najbardziej udanych produkcji grozy 2019 roku.

Historia Peele'a jest na tyle specyficzna, że naprawdę ciężko jest streścić ją bez zdradzania istotnych szczegółów. Mamy więc czteroosobową rodzinę, która wybiera się na małe wakacje do Santa Cruz. Adelaine (Lupita Nyong'o) nie jest zachwycona miejscem wakacji, ponieważ przed laty przeżyła w tam pewne niepokojące zdarzenie. Nie chcąc jednak odmawiać mężowi (Winston Duke) robi dobrą minę do złej gry i stara się bawić z całą resztą. Dziwne obawy narastają w bohaterce coraz bardziej, aż do chwili, gdy ciemną nocą przy wejściu na teren ich wypoczynkowej posiadłości pojawia się kilka złowrogich osób. Jak się wkrótce okaże, cztery mroczne postacie są dziwnymi wersjami naszych bohaterów, a ich cele z pewnością nie pokrywają się z beztroską, letnią zabawą. Od tej pory rozpocznie się dramatyczna walka o życie i bezpieczeństwo państwa Wilsonów, która poprowadzi ich na skraj szaleństwa oraz wyjaśnienia tajemnicy, która pragnie zniszczyć ich szczęśliwe życie. I choć taki zarys fabuły nasuwa natychmiastowe skojarzenia z wieloma niezbyt satysfakcjonującymi produkcjami, twórca podczas seansu pokazał mi dobitnie, że panuje nad opowieścią, a także wszystkimi wykorzystanymi w niej elementami.


To my bazuje na bardzo prostym, choć niezwykle kreatywnym pomyśle, który Peele wykorzystuje do opowiedzenia swej w pełni autorskiej historii. Powyższe streszczenie stanowi więc zaledwie pomysłowy punkt wyjścia, za pomocą którego twórca filmu zabiera widza do wnętrza swojej niepokojącej wyobraźni. Posługując się znajomością konwencji licznych filmów grozy, reżyser bawi się formą, dodając do niej najróżniejsze składniki. Są one często niejednoznaczne, wymagając od widza samodzielnego łączenia pewnych faktów. I to chyba jest w tym filmie najlepsze. Pozornie prosta historia prowadzona jest tak, aby przez cały czas wzmagać chęć poznania odpowiedzi. Angażujące wydarzenia zaopatrzono w należytą dozę grozy, co sprawiło, że przez cały czas siedziałem na krawędzi fotela martwiąc się o bohaterów, ale również chcąc zrozumieć ukryty sens wydarzeń (oraz tego, co jest ich przyczyną). Odpowiedzi oczywiście nadeszły, choć nie były one wyłożone zbyt prosto. Peele zdał się na inteligencję widzów, podając kilka luźniejszych tropów, które dopiero po pewnym zastanowieniu objawiły sens całej układanki. A kiedy finałowe sceny odkryły szokującą prawdę, wiedziałem, że mam do czynienia z dziełem prawie idealnym.

Dobrego odbioru To my należy szukać także w rolach aktorskich. Nyong'o dzielnie dźwiga większość filmu na swoich barkach (w obu swych wersjach), choć reszta jej ekranowej rodziny wypada niemniej przekonująco. Duke dodaje do całości lekkiego wydźwięku komediowego, natomiast dzieciaki (Shahadi Wright Joseph i Evan Alex) zachowują się tak naturalnie, jak tylko potrafią młodociani aktorzy. Sprawdza się tu też bardzo ważna zasada, według której dobrze prowadzony horror powinien mieć bohaterów, którym będziemy mogli kibicować. Byłem więc w stanie martwić się o losy wszystkich postaci, często zastanawiając się co zrobiłbym na ich miejscu. Co ciekawe, zadziałało to nawet w scenach, niepotrzebnie kopiujących najgorsze horrorowe schematy (na szczęście w stopniu nieporównywalnie mniejszym niż w ostatnim akcie Uciekaj!). Dodało to do seansu istotną nutę realizmu, co zgrało się z nieoczekiwanym szokiem, jaki zaserwował mi finał. Indywidualizm twórcy pozwolił uniknąć filmowi popadaniu w najbardziej ograne ekranowe sztuczki. Jeśli uwielbiacie tzw. jumpscare'y, musicie nastawić się na srogie rozczarowanie - to nie ten typ rozrywki.

Nowe dzieło Peele'a jest filmem, który z pewnością spodoba się widzom szukającym w kinie grozy czegoś nowego i niepowtarzalnego. Choć wiele elementów To my oparto na klasycznych wzorcach, całość sporządzono według dość nowatorskiego pomysłu, pozostawiającego sporo miejsca na indywidualny odbiór. Wraz z reżyserem udajemy się w mroczną podróż pełną niespodzianek, ułożoną według jego własnej receptury. Przypomina to trochę wejście do przysłowiowej króliczej nory, gdzie określone zasady już nie obowiązują, a pozostałe całkowicie złamano. Produkcja dostarcza wielu emocji, rodzi pytania i woła o właściwe odpowiedzi, ale to od Was samych będzie zależeć czy w pełni kupicie tak zaprezentowaną wizję. Film jest przede wszystkim świetną, sprytnie podaną rozrywką, która zmusza szare komórki do pracy, wywołując jednocześnie gęsią skórkę na całym ciele. Dzięki temu każdy będzie mógł inaczej spojrzeć na świat, wiedząc, że czasem rzeczy ukryte w cieniu nie muszą być tym, za co je powszechnie uważamy. A jeśli kiedyś na czyimś progu stanie odziany na czerwono osobnik, dzierżący w dłoni długie złote nożyczki, nikt nie będzie mógł zarzucić twórcy, że go nie ostrzegał.



Tytuł: To my (Us)
Scenariusz: Jordan Peele
Reżyseria: Jordan Peele
Obsada: Lupita Nyong'o, Winston Duke, Elizabeth Moss, Tim Heidecker, Shahadi Wright Joseph, Evan Alex
Wytwórnia: Universal Pictures
Rok produkcji: 2019
Data premiery: 22 marca 2019 (USA), 22 marca 2019 (Polska)
Czas trwania: 116 min. 

2 komentarze:

  1. Film wygląda interesująco, z pewnością go obejrzę.
    Już trailer mnie zainteresował, ale przekonałeś mnie tym, że odpowiedzi nie są podane wprost. Takie filmy lubię najbardziej - zmuszające do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie chodzi o to, że konkretne odpowiedzi są w tym filmie podane na sam koniec, jednak pewna skrótowość zmusza widza do samodzielnego dopowiedzenia sobie szczegółów. Jeśli lubisz takie rozwiązania, film na pewno Ci się spodoba.

      Usuń