niedziela, 9 lutego 2020

Ptaki Nocy i całkiem udany film o pewnej Harley Quinn (2020)


Harley Quinn to obok Flasha, Aquamana i Supermana jedna z moich ulubionych postaci z panteonu gwiazd DC. Całkowicie odjechana, nieumiejąca kontrolować swych szalonych fantazji Świrunia, posiadająca jednak sporą dawkę empatii, szczególnie kiedy w grę wchodzą sprawy osób dla niej istotnych. Margot Robbie, która wcieliła się w tę postać kilka lat temu w filmie Legion Samobójców (2016) całkiem znośnie przedstawiła jej niecodzienne oblicze. Jednak ze względu na ogólną jakość tej produkcji (która dziś służyć może jedynie jako swoiste guilty pleasure) oraz zaprezentowany w nim rodzaj bohatera zbiorowego, nie można było w pełni docenić pracy, jaką aktorka włożyła w urzeczywistnienie postaci byłej pani psycholog. Taka okazja szczęśliwie nadarzyła się właśnie teraz, ponieważ Ptaki Nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn właśnie trafiły na ekrany kin całego świata. Jak wypada najnowszy obraz na wyboistej drodze filmowego uniwersum DC i czy jest to film godny polecenia widzom niezbyt obeznanym z komiksowym światem Batmana? Zapraszam na moje przemyślenia spisane bezpośrednio po seansie.

O samej fabule Ptaków Nocy nie ma sensu pisać zbyt wiele, jest ona prosta jak konstrukcja cepa. Otóż pewien gangster z Gotham pragnie zdobyć niezwykle cenny diament, który nosi w sobie informacje o majątku zamordowanej przed laty, prominentnej rodziny. Przedmiot trafia w posiadanie małoletniej złodziejki, do odszukania której bandzior wynajmuje (oczywiście pod pewnym przymusem) naszą uroczą Harley. Na skutek wielu nieoczekiwanych zwrotów akcji do tytułowej bohaterki dołączają trzy dziewczyny, z którymi przyjdzie jej zawiązać dość nietypowy sojusz. Tak niekonwencjonalnej drużynie przyjdzie zmierzyć się z najgorszymi wśród najgorszych w mieście. Jak możecie zorientować się po powyższym zarysie wydarzeń, film wręcz pęka w szwach od dynamicznych scen akcji, pościgów czy wbijających w fotel eksplozji. Jest tak w istocie, na szczęście strona realizacyjna filmu oraz podstawa, którą w takich przypadkach są sami aktorzy, stoją także na najwyższym poziomie, uzupełniając ten akcyjniak o naprawdę wielkie serce i duch kobiecej niezależności.


W centrum Ptaków Nocy stoi niepodzielnie Harley Quinn. Teraz wiem już na pewno, że Margot Robbie świetnie odtwarza tę postać, łącząc w niej wszystkie cechy, które sprawiły, że lata temu zakochałem się w jej komiksowej wersji. Jeśli myślicie, że Harley jest łatwa do zagrania, pomyślcie jeszcze raz, albo znów wybierzcie się do kina. Rola Robbie to tylko pozornie głupie uśmieszki i ganianie po ulicach z kijem do baseballa. Wejście w buty Harley wymagało od aktorki niezłego wczucia się w złożoną sytuację emocjonalną postaci, której życiowa droga nie była przecież usłana różami (jeśli nie znacie tej historii, nie martwcie się, we wszystko wprowadzi Was urocza animacja otwierająca film). Reszta obsady także spisała się na medal. Choć szalona pani doktor niepodzielnie bryluje na ekranie, w opowieści znalazł się także czas na pokazanie (i przedstawienie) reszty jej dziwacznego zespołu. Szczególnie dobrze wypada tu postać Black Canary (Jurnee Smollett-Bell), dziewczyny, która wbrew sobie znalazła się w tym brutalnym, zwariowanym świecie gangsterów. Aktorsko świetnie sprawdził się jak zawsze Evan McGregor, odtwarzający rolę Romana Sionisa (Czarnej Maski). Dzięki świetnemu wyczuciu reżyserki (Cathy Yan) jego postać jest w kilku scenach naprawdę przerażająca, co tworzy dobry kontrast z ogólnym, mocno kreskówkowym i ekspresyjnym stylem historii. W licznych wariacjach McGregora dzielnie wspiera Chris Messina, wcielający się w rolę psychopaty Victora Zsasza.

Ptaki Nocy mocno czerpią z metod realizacyjnych znanych z niepowtarzalnego Deadpoola. Jest tu więc sporo jajcarskiej jazdy bez trzymanki, przeplatanej częstymi dziwnymi napisami na ekranie, niechronologicznym opowiadaniem historii, czy rozbijaniem tzw. czwartej ściany. Na szczęście wpleciono to wszystko w film na tyle umiejętnie, że nie czuje się nachalnego efektu kalki, a jedynie słuszną i (w tym wypadku jak najbardziej) potrzebną inspirację. Niestety, humor jest elementem, który uwierał mnie podczas seansu najbardziej. Nie twierdzę bynajmniej, że Ptaki Nocy to film całkowicie pozbawiony żartów, w końcu przez cały seans uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy, lecz zabrakło w nim gagów z prawdziwego zdarzenia czy dowcipów słownych, które można by powtarzać do znudzenia po wyjściu z kina. Szkoda, lecz rozumiem też, że w innym przypadku film zbyt mocno zbliżyłby się do wspomnianego powyżej obrazu Marvela. 

Tak czy inaczej, Ptaki Nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn to świetny, bardzo dynamiczny i całkiem błyskotliwy film, który sprawia, że uniwersum DC nie musi już bać się dominacji kinowych hitów Marvela. Produkcja błyszczy licznymi (choć ani trochę nie przynudzającymi) scenami akcji i kilkoma rewelacyjnymi aktorskimi rolami, dając widzowi spektakl godny spędzenia dwóch udanych godzin w kinie. Opowieść o Harley i jej nowej drużynie bez problemu zjedna sobie starych wyjadaczy oraz nowicjuszy komiksowych tematów. Z pewnością nie zmieni przy tym niczyjego świata, ale przecież nie to było zadaniem tego filmu. Jeśli szukacie świetnej, niezobowiązującej rozrywki na chłodniejsze dni, nie mogliście trafić lepiej. A ja dodam jeszcze od siebie, że po dzisiejszym seansie inaczej będę patrzył na hieny. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale kudłaty Bruce był naprawdę przesłodki... ;-) 



Tytuł: Ptaki Nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn (Birds of Prey and the Fantabulous Emancipation of One Harley Quinn)
Scenariusz: Christina Hodson
Reżyseria: Cathy Yan
Obsada: Margot Robbie, Rosie Perez, Jurnee Smollett-Bell, Mary Elizabeth Winstead, Evan McGregor, Ella Jay Basco, Chris Messina, Ali Wong i inni
Wytwórnia: Warner Bros. Pictures/DC Entertainment
Rok produkcji: 2020
Data premiery: 7 lutego 2020 (USA), 7 lutego 2020 (Polska)
Czas trwania: 109 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz