sobota, 21 lipca 2018

RECENZJA: Szczurołap - Jay Asher, Jessica Freeburg, Jeff Stokely


Chyba każdy z nas słyszał kiedyś legendę o zaczarowanym flecie, za którego dźwiękiem podążały hordy szczurów. Czy to za sprawą dzieła Mozarta, czy baśniowym podaniom braci Grimm, opowieść ta od lat cieszy się sporą popularnością i uznaniem. Tropem zagadki, która zainspirowała narodziny legendy, podążyli także autorzy komiksu Szczurołap. Zrobili to jednak, starając się oddać jak najdokładniej prawdziwe wydarzenia, które przyczyniły się do powstania przypowieści.

Bohaterką komiksu autorstwa Jaya Ashera i Jessici Freeburg jest Magda. Niesłysząca dziewczyna zamieszkuje osadę Hameln, żyjąc na skraju ubóstwa wraz ze swoją opiekunką, Agathą. Sytuacja w miasteczku nie jest wesoła, plaga szczurów zbiera wielkie żniwo strat i zgonów. Miejscowy szczurołap nie potrafi poradzić sobie z wykonywaniem obowiązków, a rada przywódców nie jest w stanie podjąć żadnych wiążących decyzji. Wszystko zmienia się, gdy do Hameln przybywa tajemniczy mężczyzna, twierdzący, że jest w stanie pozbyć się gryzoni. Jak się wkrótce okaże, jego rola w uwolnieniu osady od palącego problemu nie jest podyktowana zwyczajną litością, a poznanie Magdy doprowadzi parę bohaterów w miejsce, w jakim nigdy nie planowali się znaleźć. 

Szczurołap łączy w sobie mit baśni, klasyczną opowieść obyczajową z drugiej połowy XIII wieku oraz dość nieszablonową historię z dreszczykiem. Jest to też komiks o niespełnionej miłości i potrzebie bliskości, będącej niczym wobec siły przeznaczenia. Asher i Freeburg starają się odtworzyć wydarzenia, będące źródłem powstania klasycznej przypowieści o magicznym flecie. W swej pracy posługują się pozyskaną wiedzą źródłową, wypełniając wszelkie luki własną wyobraźnią. I wychodzi im to nader sprawnie. Dzięki inwencji twórców, otrzymałem komiks wypełniony wyrazistymi, dobrze wykreowanymi postaciami oraz fabułą, która wywołuje tyle samo emocji, co zainteresowania.

Na pierwszy plan wysuwa się Magda oraz wędrowny grajek (którego imię nie pada w komisie ani razu). Ich rodzące się uczucie wypełnia najważniejszą część komiksu, ale jest też stelażem, na którym osadzono resztę wydarzeń. Autorzy sprytnie wykorzystali wzajemne przyciąganie pary młodych ludzi, aby ukazać rolę zagubionych dusz w rozgrywającym się przedstawieniu. Każde z nich doświadczyło w swym życiu niesprawiedliwości i biedy, a rozwijające się wydarzenia potrafią jednocześnie zbliżać, jak i dzielić tych dwoje. Niestety, samozwańczy szczurołap nosi w sercu mroczną tajemnicę, a znajomość ludzkiej chciwości nie pozwala mu ufnie spoglądać w przyszłość. Wzajemne przyciąganie Magdy i grajka zostaje więc wystawione na ciężką próbę. I to taką, z której nie mogą wyjść zwycięsko.

Kolejnym świetnym elementem jest wprowadzona baśniowość oraz mrok rozgrywających się w Hameln wydarzeń. Przybysz wykorzystuje swoje zdolności, aby pomagać innym, a pozyskane moce są jednocześnie jego darem oraz przekleństwem. To ciągnie się za nim od dawna, nie pozwalając nigdzie zagrzać miejsca na stałe. Rozgoryczenie i poczucie niespełnienia stale rosną w jego sercu, prowadząc mężczyznę do ostatecznej zemsty. I ten właśnie element jest kluczowy w Szczurołapie. Decyzje bohatera są szokujące, ale ich podłoże ukazane zostało zrozumiale. Czytając komiks, nie miałem wątpliwości co do sedna decyzji postaci i choć rozumiałem jej okrucieństwo, nie dziwiłem się rozpaczy, która ją ogarnęła. Niestety, w życiu czasem nie mamy wyjścia. Wówczas nie pomoże ani miłość, ani próby postąpienia wbrew własnej woli.


Ilustracyjnie Szczurołap utrzymany jest w lekkiej, częściowo inspirowanej mangą stylistyce. Niestety, taka wizualizacja nie przypadła mi specjalnie do gustu. Uważam, że rysunki (które pod względem jednolitego ukazywania twarzy, także pozostawiają nieco do życzenia) zbyt mocno ugrzeczniły całą historię. Ciemne kolory nie były w stanie oddać całego mroku opowieści, przez co klimat grozy nie udzielił mi się tak jak powinien. Mimo wszystko, znalazłem wśród rysunków Jeffa Stokely'ego parę plansz, które mocniej chwyciły mnie za serce. Wszystko zależy więc od Waszej wrażliwości. Z pewnością znajdą się osoby, które docenią plastyczny kunszt rysownika.

Szczurołap to komiks godny polecenia, szczególnie jeśli lubicie nieco mroczne, inspirowane faktami przypowieści. To jednak nie jedyny jego atut. Wśród nienachalnej fantastyki na czoło opowieści wysuwa się jej umiejętność traktowania o sprawach międzyludzkich, która pokazuje, jak złożone i trudne do rozwikłania mogą być te kwestie. Komiks Asher, Freeburg i Stokely'ego zapewnia dobrą, w pełni emocjonującą rozrywkę, zadając liczne pytania o nasze człowieczeństwo. Tylko od nas zależy, ile z tego zostanie w nas samych. Warto jednak poświęcić temu tytułowi chwilę, bo prezentuje się bardzo interesująco.


Tytuł: Szczurołap
Scenariusz: Jay Asher, Jesica Freeburg
Rysunki: Jeff Stokely
Przekład: Agnieszka Jacewicz 
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 144
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 37,90 zł


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Rebis.


czwartek, 19 lipca 2018

Aquaman w wersji Lego nadchodzi!

Już w sierpniu na półki sklepowe trafi zestaw Lego z filmu Aquaman! Black Manta Strike (76095) składać się będzie z 235 elementów, a oprócz nich znajdziemy w nim aż trzy minifigurki: Aquamana, Merę oraz Czarną Mantę.

Jak Wam się podoba? Przyznam, że jako całość, nie jest to może nic aż nadto rewelacyjnego (efekt psuje ten mały, niedopracowany element podwodnej flory), ale ciężko uzbrojony statek Manty prezentuje się całkiem fajnie. :-)

środa, 18 lipca 2018

RECENZJA: Pan Higgins wraca do domu - Mike Mignola, Warwick Johnson-Cadwell


Wampiry to straszni krwiopijcy i każdy o tym wie. Nie inaczej sprawy mają się w przypadku Mike'a Mignoli oraz Warwicka Johnson-Cadwella, którzy przedstawiają dość nieszablonową (lecz też mocno inspirowaną klasyką) historię, opowiadającą o tych mrocznych istotach. Choć znam Mignolę wyłącznie z cyklu o Hellboy'u, to jednak w Pan Higgins wraca do domu nie odszedł on daleko od swego ulubionego nurtu. Powyższy komiks to nadal horror pełną gębą, ale nie pozbawiony pewnej nutki pastiszu.

Fabuła traktuje o przygodzie dwóch pogromców wampirów, którzy udają się na spotkanie z niejakim Albertem Higginsem, starszym jegomościem, od wielu lat przebywającym w klasztorze. Higgins, dręczony makabrycznymi wspomnieniami z przeszłości, zgadza się zaprowadzić ich do miejsca, w którym niegdyś rozpoczął się jego koszmar. Podczas pobytu w zamku Golgów, profesor Meinhardt oraz jego pomocnik Knox, mają nadzieję przynieść kres pladze krwiopijców w tej części Europy. Nie będzie to jednak miły spacer po parku, bowiem w tych właśnie dniach przypada słynna Noc Walpurgii, czyli coroczne święto nieumarłych.

Pan Higgins wraca do domu to dzieło krótkie, zwarte i nieźle przemyślane. Mignola podchodzi w nim do tematu wampirów z wielkim szacunkiem. Widać tu wyraźną inspirację klasycznymi filmami grozy sprzed ponad pół wieku, ale również nowszymi klasykami gatunku. Sam autor przyznaje się do tego otwarcie, składając odpowiednie podziękowania we wstępie do albumu. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że poniższy komiks jest zwyczajną kalką odległych dzieł. Scenarzysta nadaje całości bardzo lekki styl, momentami mocno przerysowany. Dzięki temu historia nabiera unikalnego charakteru i czyta się ją bardzo przyjemnie.


Na uwagę zasługuje też warstwa fabularna. W Pan Higgins wraca do domu, Mignola stworzył dość zwartą historię, lecz elementów, które się na nią składają, jest naprawdę bez liku. Na niespełna sześćdziesięciu stronach rozgrywa się tyle wydarzeń, że śmiało można by wykorzystać je w opowieści o podwójnej długości. Jednak w przypadku tego dzieła, wszystko przemawia na jego korzyść. Akcja toczy się wartko, co chwilę zaskakując czytelnika czymś intrygującym. Jeśli miałbym określić rzeczony tomik jednym zdaniem, napisałbym, że jest to specyficzny hołd dla klasyki, zaprezentowany w dość niekonwencjonalny sposób.

Rysunki Warwicka Johnson-Cadwella nie pozostawiają żadnych złudzeń w kwestii charakteru opowieści. Jego styl jest mocno pastiszowy, postacie celowo przerysowane, a tła zwracają uwagę częstym umieszczeniem pod różnymi kontami. Cała stylistyka idealnie współgra z nieszablonowym scenariuszem, już od pierwszych stron ukazując nietypowy, nieco zadziorny klimat komiksu.

Pan Higgins wraca do domu to przykład progresywnego hołdu dla klasyki, posiadającego wiele unikalnych cech. Znajdziemy tu elementy grozy oraz najczystszej parodii, tworzących niezapomnianą stylistykę tej sprawnie opowiedzianej historii. Myślę, że właśnie dzięki powyższym zabiegom, całość nie wylatuje z głowy w kilka chwil po lekturze. Oddani sympatycy gatunku z pewnością docenią kreatywne zabiegi twórców, natomiast przeciętny czytelnik nie powinien uznać chwili spędzonej z komiksem za straconą.


Tytuł: Pan Higgins wraca do domu
Scenariusz: Mike Mignola
Rysunki: Warwick Johnson-Cadwell
Przekład: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Dark Horse Books/Non Stop Comics
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 56
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 44,90 zł


Pana Higginsa i inne komiksy wydawnictwa znajdziecie na stronie Non Stop Comics.


poniedziałek, 16 lipca 2018

RECENZJA: Wieczna noc - Guillermo Del Toro, Chuck Hogan


Z wampirzym cyklem Guillermo Del Toro zetknąłem się po raz pierwszy kilka lat temu, przy okazji premiery serialu Wirus (2014). To co zaproponowano mi w tej produkcji, było co najmniej intrygujące. Potężny, pradawny wampir używa podstępu, aby znaleźć się w Ameryce i podczas zaćmienia słońca przedostaje się do uprzednio przygotowanego schronienia. Samolot, który przewoził skrzynię z jego ciałem zostaje unieruchomiony na lotnisku, podczas gdy na pokładzie oczekują pasażerowie, zarażeni tajemniczym wirusem. Wkrótce całe Stany Zjednoczone zalewa plaga wampirzych odmieńców, a prastary, łaknący zemsty Mistrz wreszcie może wprowadzić w życie planowane od dawna dzieło. Do walki z nim staje grupa pozornie niedopasowanych bohaterów, z uczonym starcem, lekarzem epidemiologiem, meksykańskim gangsterem i deratyzatorem na czele. Niestety, serial nie okazał się tak dobry jak przypuszczałem, mocno obniżając swe loty w połowie drugiego sezonu. Tendencja spadkowa była w przypadku tej serii tak duża, że nie dotrwałem do premiery finałowego, czwartego sezonu...

Na szczęście, Wirus był wyłącznie adaptacją, powstałą na kanwie trylogii książek, którą mistrz filmów grozy napisał wspólnie z uznanym autorem, Chuckiem Hoganem. Niezwłocznie sięgnąłem po pierwszy tom cyklu i... zakochałem się! Niesamowita narracja, świetnie wykreowana mitologia oraz interesująco dobrane postacie sprawiły, że pierwszy tom - Wirus, przeczytałem w kilka dni. Nieco później ukazał się Upadek, druga część historii o walce z groźnym, przebiegłym wampirem. Tu także nie było zaskoczenia. Ciąg dalszy przyniósł bardzo podobne emocje, a ja jeszcze bardziej wciągnąłem się w wizję upadającego świata, stworzoną umysłem i piórem autorów. Właśnie z tej przyczyny, tak bardzo dłużyło mi się czekanie na finałową część trylogii. Na szczęście, wreszcie się pojawiła, a ja mogę podzielić się z Wami moimi wrażeniami z lektury. I wierzcie mi na słowo, jest się czym dzielić i o czym opowiadać!

W Wiecznej nocy - finałowej odsłonie cyklu, Del Toro i Hogan przenoszą nas w czasie aż o dwa długie lata. Potęga Mistrza, który zrealizował swój złowieszczy plan, nie napotyka już prawie żadnego oporu. Wampiry opanowały większość cywilizowanego świata, a za sprawą zatrucia atmosfery, zdołały zasnuć niebo mroczną poświatą, która prawie wcale nie dopuszcza blasku słońca na powierzchnię. Ludzie poddali się przeszywającym mackom marazmu, wielu z nich walkę o wolność przypłaciło własnym życiem. Część społeczeństwa przetrzymywana jest w niedostępnych obozach, gdzie prowadzi się wstrząsające, mrożące krew w żyłach praktyki. Jedyną nadzieją wciąż pozostaje Occido Lumen, pradawne dzieło, zawierające podpowiedź, jak zniszczyć Mistrza. Grupka znanych z poprzednich książek bohaterów, prowadzi niebezpieczny byt, stale próbując znaleźć sposób na zwycięstwo. Sytuacja nie napawa optymizmem w szczególności doktora Ephraima Goodweathera, którego syn i żona znaleźli się w upiornych mackach Mistrza. Zgnębiony rozłąką z ukochanym dzieckiem Eph, robi wszystko co w jego mocy, aby uratować i odzyskać Zacka.

Finałowy rozdział cyklu przynosi rozwiązanie zagadki, nad którą głowili się bohaterowie, ale co niemniej ważne, kontynuuje wątki rozpoczęte w poprzednich tomach. Wieczna noc zaskakuje wydarzeniami, ale nie zmianą jakości stylu, czy treści. To wciąż świetnie napisana powieść, jak samo jak jej poprzedniczki. Wciąga i fascynuje, stawia nowe pytania i stopniowo dozuje odpowiedzi. Nie ujawnia prawie nic, aż do samego zakończenia. Autorzy żonglują wszystkimi elementami z wielkim wyczuciem, prowadząc czytelnika do oczekiwanego z niecierpliwością finału. Język powieści jest zrozumiały, podział na rozdziały lokalizacyjne pomaga dobrze rozeznać się w czasie i miejscu akcji.

Dla mnie najważniejszymi elementami książki są jej mitologia oraz postacie. Pomyślcie tylko, jak wielkiej odwagi wymagało od autorów wyrzucenie wszystkiego, co wiemy o wampirach do kosza, a następnie stworzenie tego nieistniejącego gatunku od nowa. Dzięki temu, nie tylko udało im się odświeżyć ten mocno skostniały gatunek, ale też tchnąć w niego naprawdę spory powiew oryginalności. Nie zapomnieli przy tym o elementach, które decydują o wielkiej popularności krwiopijców. Strukturę genezy zaczerpnęli bezpośrednio z czasów biblijnych, wyposażyli przedstawicieli gatunku oraz ich zbuntowane ogniwo o niezwykłe cechy fizyczne, a całą resztę dopasowali do dzisiejszych czasów, zręcznie igrając ze współczesnymi obawami ludzkości. Dzięki temu, nawet jeśli nie zainteresuje Was treść powieści (co jest raczej niemożliwe), w pełni docenicie kreację świata i mitologii.

Bohaterowie książki, to drugi filar, na którym Del Toro i Hogan oparli Wieczną noc. Pozornie niedobrani, targani najróżniejszymi emocjami, Eph, Nora i Fet sprawiają, że chcemy im kibicować, ponieważ są w istocie odzwierciedleniem nas samych. Co zrobilibyśmy, będąc w ich sytuacji? Walczylibyśmy, czy byśmy się poddali obezwładniającemu marazmowi? Widząc ich mękę, a także nadzieję, głęboko wierzymy, że w tym spowitym ciemnością świecie tli się jeszcze jakaś iskra nadziei. A choć wybory postaci nie są zawsze zgodne z naszymi, to tym bardziej czyni ich realnymi i godnymi uwagi. W szczególności w przypadku Epha, którego dążenie do odzyskania Zacka powoli zaczyna zahaczać o najprawdziwszy obłęd. Decyzja, jaką podejmuje, aby uratować syna jest niezwykle kontrowersyjna, a jej realizacja staje się jednym z elementów, trzymających czytelnika na krawędzi fotela. To właśnie element bezinteresownej, ojcowskiej miłości najmocniej wypełnia treść powieści.

Książka ma dobre tempo. Sceny wolniejsze, gdzie zbliżamy się do poszczególnych postaci, nieźle przeplatają się tymi bardziej dynamicznymi. Sceny walki z wampirami i wszelkie pościgi zostały wyważone stopniowym objawianiem tajemnicy Mistrza. Choć Wiecznej nocy nie można nazwać książką krótką (ponad 560 stron), czyta się ją niezwykle szybko. Autorzy wiedzą, w jaką nutę uderzyć w danym momencie, nie przynudzają przesadzoną psychologią postaci czy nadmiernie rozszerzoną ekspozycją. Wszystkie elementy podają z aptekarską dokładnością. Podczas lektury znalazłem idealny balans pomiędzy akcją, emocjami i głębszymi przemyśleniami. Nie zauważyłem też w powieści żadnych niewykorzystanych pomysłów. Każdy element fabuły (nie użyty dotychczas) znalazł swój cel w finałowym tomie. Dzięki temu można ze spokojem i satysfakcją uznać całą serię za dzieło wyjątkowo przemyślane.

Na koniec pragnę podkreślić swoją fascynację trylogią Wirus. W życiu czytałem zaledwie kilka tak dobrych tytułów jak ten. Władca Pierścieni, Pieśń Lodu i Ognia, cykl Świata Wynurzonego czy Harry Potter - tylko one potrafiły skraść moje serce na tyle skutecznie, że oddałem im je w całości na czas lektury. Do tego zacnego, prywatnego grona dołączają teraz książki Guillermo Del Toro i Chucka Hogana. Za fascynujące uniwersum, ekscytującą treść i nieszablonowy pomysł - czyli wszystko to, co sprawia, że świat fantastyczny jest ciekawszy, niż szara rzeczywistość za oknem. A to przecież nie byle co! Sprawić, abym choć przez chwilę żył życiem innym niż własne, zasługuje bowiem na najwyższe uznanie. Co niniejszym czynię i zachęcam Was do sięgnięcia po powyższą powieść. Na pewno nie pożałujecie!


Tytuł: Wieczna noc
Autorzy: Guillermo Del Toro, Chuck Hogan
Przekład: Robert P. Lipski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 564
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 42,90 zł


Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


niedziela, 15 lipca 2018

The Lego Movie 2 nadchodzi!

Z okazji rozpoczynającego się w przyszłym tygodniu konwentu San Diego Comic Con, Lego przedstawiło trzy fotografie zestawów z filmu The Lego Movie 2: The Second Part!
Niestety, na razie nie znamy ich specyfikacji, ani tym bardziej cen. Jedno trzeba im jednak przyznać - zapowiadają się co najmniej ciekawie. 



The Lego Movie 2: The Second Part zadebiutuje w kinach na całym świecie w lutym przyszłego roku. Natomiast w styczniu możemy spodziewać się prawdziwego wysypu tematycznych zestawów Lego w sklepach. :-)


sobota, 14 lipca 2018

Czy Iniemamocni 2 są godną filmową kontynuacją?


Grubo ponad dekadę Brad Bird kazał nam czekać na kontynuację Iniemamocnych (2004). W tym czasie niektóre dzieciaki, oglądające ten film po raz pierwszy w 2004 roku, zdążyły już dorosnąć i założyć własne rodziny... Ale nie o to chodzi. Najważniejsze, że najnowsza produkcja Disney'a i Pixara jest już w kinach, a my możemy cieszyć się kolejnymi przygodami rodziny Parrów. I tak jak zawsze, przy okazji wizyty w dużej, zaciemnionej sali, zadawałem sobie pytanie: "Czy druga część udała się tak dobrze jak pierwsza?". Dla mnie Iniemamocni są jedną z najlepszych produkcji Pixara. Pomysł, scenariusz oraz całokształt filmu nie mają sobie równych. To film z gatunku familijnego superhero, który... nie do końca jest filmem superhero. Czy podobnie sprawa ma się w przypadku Iniemamocnych 2?

Tworzenie filmowych kontynuacji jest zawsze ryzykowne. Często nie da się odtworzyć klimatu pierwowzoru, a nierzadko scenariusz nie potrafi dorównać pomysłom zawartym w pierwszej odsłonie. Czasem jednak pojawia się światełko w tunelu i twórcy, oprócz podstępnego żerowania na nostalgii widzów, potrafią wykrzesać z tematu coś nowego. Nie ma chyba konkretnej recepty na sukces drugiej części, pewne jest jednak to, że całość powinna być naprawdę porządnie przemyślana. Brzmi to może jak wytarty slogan, lecz tak naprawdę najważniejszym czynnikiem jest odpowiedź na pytanie: "Co takiego chcę powiedzieć widzom w nowej odsłonie?". Jeśli twórcy podejdą do tego tematu z całym sercem, istnieje szansa, że sztuka się im powiedzie. Dlatego już teraz oświadczam, że te wszystkie lata, jakie Brad Bird spędził na rozmyślaniu o ciągu dalszym swojego filmu, nie poszły na marne. Mało tego, im dłużej zastanawiam się nad strukturą Iniemamocnych 2 oraz samej fabule filmu, dochodzę do wniosku, że pod pewnymi względami był on lepszy od swego poprzednika.


Reżyser postawił wszystkie karty na dopowiedzenie tego, co rozpoczął swym dziełem kilkanaście lat temu. Iniemamocni 2 sprytnie kontynuują rozpoczęte wątki, jeszcze bardziej zagłębiając się w tym, co było w poprzedniej odsłonie najważniejsze. Tym głównym elementem jest tu rodzina. Cały pomysł nowego filmu bierze się z kwestii ukazania historii familijnej w sposób, jaki jeszcze nie był prezentowany. To jednak nie wszystko. Bird idzie w swojej opowieści jeszcze dalej, pokazując nam, jak złożone i trudne jest bycie rodzicem. To doprowadza do sytuacji, w której ganianie za przestępcami w maskach, w porównaniu do wypełniania rodzicielskich obowiązków, staje się zwykłą, dziecinną igraszką. Bo prawdziwe życie i odwaga wobec podejmowanych decyzji jest prawdziwym wyzwaniem i dopiero to czyni nas prawdziwymi bohaterami. Oczywiście, udało mu się także zatoczyć pełne koło i wychodząc z sytuacji zawieszenia działalności supersów we wstępie Iniemamocnych, w nowej części pokazał drogę do ich pełnego wyjścia z cienia.

I na tym etapie także osiągnął sukces, pokazując, jak dobrze rozumie historie superhero. Właśnie to zdecydowało, że odbiór Iniemamocnych 2 jest dla mnie taki dobry. Bird umiejętnie wykorzystał klasyczne wzorce, bawiąc się nimi na swój sposób. Dzięki temu film zyskał wymiar dobrze opowiedzianego blockbustera, z ciekawą zagadką (na swój sposób przewidywalną, ale jednak!), wyrazistymi bohaterami i niezwykle dynamiczną akcją. Nad filmem unosi się wciąż ten sam duch komiksu Strażnicy (autorstwa Alana Moore'a), który w mojej opinii był wielką inspiracją przy tworzeniu części pierwszej. Tyle, że Bird zrobił to wszystko po swojemu. Podczas seansu Iniemamocnych 2 miałem wrażenie, jakby twórca ograniczał się poprzednio, a dopiero teraz mógł rozwinąć swe skrzydła.


Strona wizualna produkcji także uległa poprawie. Przez te wszystkie lata Pixar dopracował technologię, dzięki czemu postacie prezentują się pełniej, tła są bardziej szczegółowe, a wszelkie efekty, wspomagające liczne sceny akcji, wyglądają po prostu znakomicie. Wszystkiego mamy tu więcej, ale ani przez chwilę nie czułem się przytłoczony zagęszczeniem poszczególnych elementów. Zgodnie z zasadą zasypania widza gradem ulubionych składników, reżyser stworzył dzieło, które daje pełną satysfakcję, przy pełnej odczuwalności bogactwa smaków. Ciekawym zabiegiem było też umiejscowienie akcji w bliżej nieokreślonym czasie (mieliśmy z tym do czynienia już przy poprzedniej odsłonie). Z jednej strony wiemy, że akcja filmu rozgrywa się współcześnie, lecz część zaprezentowanej technologii robi wrażenie wyjęcia z lat 60-tych ubiegłego wieku. Dzięki temu opowieść zyskała niezwykle sugestywny klimat retro.

Celowo nie opisuję zarysu fabuły. Idąc do kina, powinien wystarczyć Wam fakt, że akcja Iniemamocnych 2 bierze swój początek dokładnie w tym miejscu, w którym zakończyła się część pierwsza. Atak Człowieka-Szpadla będzie przyczyną nowych kłopotów rodzinki, co doprowadzi do ciekawego zawiązania akcji. Ten zabieg dodał niemało do poczucia kompletności obu historii, co należy mieć na względzie, wybierając się na seans. Po prostu lepiej przypomnieć sobie Iniemamocnych, zanim zobaczycie ich nowe przygody. Na ekranie dzieje się naprawdę sporo, a widz stale jest zaskakiwany czymś nowym. Chwil na oddech jest mało, seans przypomina jazdę szybką kolejką górską bez trzymanki.

Lata czekania opłaciły się z nawiązką. Dzieło Brada Birda broni się jako kontynuacja, lecz jest też w pełni autonomiczną produkcją, dającą masę rozrywki, nienachalny morał (albo nawet dwa) oraz sporo emocji. Sympatycy filmów o supersach, narzekający na powtarzalność pewnych wzorców w aktorskich produkcjach z gatunku, na pewno docenią innowacyjność twórcy w ukazywaniu rodzinnych koligacji zawartych w obrazie. Kłopot mogą mieć natomiast rodzice, zabierający na film swoje najmłodsze pociechy. Sądzę, że Iniemamocni 2 nie są odpowiednią rozrywką dla dzieciaków poniżej 7 roku życia. Cóż więcej dodawać? Pędźcie na przygody rodzinki Parrów do kina! Od czasów Zwierzogrodu (2016) nie bawiłem się tak dobrze na żadnym filmie Disney'a!



Tytuł: Iniemamocni 2
Scenariusz: Brad Bird
Reżyseria: Brad Bird
Aktorzy (dubbing): Craig T. Nelson, Holly Hunter, Sarah Vowell, Huck Milner (Piotr Fronczewski, Dorota Segda, Karolina Gruszka, Borys Wiciński)
Wytwórnia: Disney/Pixar
Data premiery: 15 czerwca 2018 (USA), 13 lipca 2018 (Polska)
Czas trwania: 118 min.

piątek, 13 lipca 2018

RECENZJA: Han Solo. Gwiezdne wojny - historie. Przewodnik ilustrowany - Pablo Hidalgo


Niestety, wszystko wskazuje na to, że Han Solo. Gwiezdne wojny - historie nie podszedł wszystkim, przez co film ostatecznie ogłoszono klapą. Przykre to, szczególnie w świetle sukcesów poprzednich produkcji z uniwersum, bo nawet znienawidzone przez większość fanów epizody I-III, zarobiły podczas wyświetlania w kinach krocie. Na szczęście, ja nigdy specjalnie nie przejmowałem się negatywnym odbiorem tworów popkultury przez innych, a samą opowieść o młodszych latach Hana oceniam bardzo pozytywnie (czytaj tutaj). Na szczęście, dla mnie i innych sympatyków filmu Rona Howarda, Egmont przygotował nie lada niespodziankę. Kilka tygodni temu do sprzedaży trafiło bowiem kolejne wydawnictwo, pochodzące z bogatej serii Przewodników ilustrowanych. Tym razem tematyczny album został w całości poświęcony najnowszej produkcji ze świata Star Wars.

Lucasfilm wraz z wydawnictwem DK od lat publikują przewodniki do wszystkich filmów cyklu. Począwszy od Mrocznego widma, poprzez klasyczną trylogię, aż do Przebudzenia MocyOstatnich Jedi, te kolorowe, przebogato ilustrowane albumy przybliżają świat, postacie, realia oraz technologię uniwersum Gwiezdnych wojen. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego wydania. Han Solo. Gwiezdne wojny - historie. Przewodnik ilustrowany, autorstwa Pablo Hidalgo, to zaawansowana podróż, która wyjaśnia skomplikowane zasady panujące w fantastycznej galaktyce. Lecz to nie wszystko! Ten album jest przede wszystkim zaawansowaną encyklopedią, dzięki której lepiej zrozumiemy całe uniwersum, ale też docenimy ciężką pracę twórców filmu.


Przewodnik podzielono na segmenty, odpowiadające poszczególnym etapom fabularnym filmu. Całą przygodę zaczynamy więc na Korelii, gdzie poznajemy prawidła działania półświatka przestępczego, dowiadujemy się o zasadach panujących wśród rządzących czarnym rynkiem Białych Robaków, a także poznajemy głównego protagonistę filmu, Hana. Od ucieczki do lepszego świata, poprzez wojnę pozycyjną, planowanie skoku i zdobywanie nowych sojuszy, aż do największego wyczynu naszego bohatera - wszystko, co chcieliście wiedzieć o szczegółach tego filmu, jest do Waszej dyspozycji. W swobodnym poruszaniu się po treści albumu pomocą służy indeks pojęć, znajdujący się na ostatnich stronach.

Każdy pojazd, broń czy rasa - w tym przewodniku nie pominięto chyba niczego. Krótkie, rzeczowe opisy są niezwykle przystępne, ułatwiając zrozumienie wielu elementów, które z oczywistych przyczyn nie mogły zostać zaprezentowane na wielkim ekranie. Niebagatelną rolę odgrywają tu także zdjęcia, specjalnie przygotowane na potrzeby przewodnika. Nie są to wyłącznie kadry z filmu, większość z nich ukazuje osoby, narzędzia czy pojazdy, przedstawione w bardzo szczegółowy sposób. Ostatni rozdział wydania poświęcono spojrzeniu na film "od kuchni". Znalazło się tu miejsce dla kilku ciekawych szkiców koncepcyjnych i paru ogólnych wyjaśnień, choć przyznam, że ta część mogłaby być nieco dłuższa.


Album kryje w sobie niejedną niespodziankę, odpowiadając na wiele pytań, jakie mogłyby narodzić się w głowie fana po obejrzeniu filmu. Znajdziecie tu m.in. informacje o życiu osobistym Hana, Lando czy Qi'ry, szczegółowe wyjaśnienia odnośnie kultury poszczególnych ras, czy technologicznych możliwości maszyn takich jak Sokół Millennium (na szczególną uwagę zasługuje przede wszystkim grafika z przekrojem pojazdu), conveyex oraz holownik AT. Tylko tu znajdziecie informacje o postaciach, które dosłownie mignęły na ekranie, albo takich, których obecności zwyczajnie nie dostrzegliście. Pablo Hidalgo od wielu lat pełni w Lucasfilmie rolę koordynatora spójności uniwersum, toteż nie ma tu mowy o jakiejkolwiek niezgodności z kanonem. Wszystko co znalazło się w przewodniku, jest oficjalne i w pełni obowiązujące. Dlatego też warto poznać jego zawartość.

Han Solo. Gwiezdne wojny - historie. Przewodnik ilustrowany to pozycja, która w większości została pozbawiona słabych elementów. Oczywiście, pod warunkiem, że lubicie tego typu publikacje. Podział na segmenty i rozdziały umożliwia czytanie go na wyrywki, pozwalając poznać tylko te fragmenty, które najbardziej Was interesują. Dla mnie, jako zbieracza i pasjonata tego typu wydawnictw, możliwość głębszego poznania sekretów filmu była nie lada frajdą. Dlatego też niniejszym polecam ten album. Zapewniam o jego znaczącej wartości merytorycznej oraz niebagatelnej stronie wizualnej.



Tytuł: Han Solo. Gwiezdne wojny - historie. Przewodnik ilustrowany
Autor: Pablo Hidalgo
Przekład: Anna Hikiert
Wydawnictwo: DK/Egmont
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 128
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 79,99 zł


Za udostępnienie albumu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.


wtorek, 10 lipca 2018

RECENZJA: The Wicked + The Divine, tom 1 - Faustowska zagrywka (K. Gillen, J. McKelwie)


Piękna, młoda dziewczyna, ubrana w zwiewną suknię śpiewa przed tłumem wpatrzonych w nią nastolatków. Taniec, muzyka, światła, scena. Wszystko wiruje, młodzi ludzie pod wpływem doznawanych bodźców doświadczają autentycznej ekstazy. Czy ta sterująca emocjami tłumu istota, może w ogóle być człowiekiem? Wśród tłumu stoi Laura, która podobnie jak reszta zgromadzonych zna oczywistą prawdę. Amaterasu jest boginią. Najprawdziwszym, obleczonym w ludzkie ciało, niebiańskim bytem. Gotowym, aby spędzić dwa lata wśród istot, których czas jest policzony w brutalny sposób. Lecz ona też nie ucieknie przed nieuniknionym. Wkrótce odejdzie, podobnie jak reszta bogów, którzy przybyli na Ziemię w powtarzalnym cyklu, odnawianym co dziewięćdziesiąt lat. 

Laura uwielbia bogów i nigdy nie zniżyła się do traktowania ich w sposób, na jaki pozwalają sobie media lub osoby o słabej wierze. Może to dlatego, że jest młoda, a młodzi ludzie często widzą świat inaczej niż reszta. Wszystko zmienia się, gdy dziewczyna odzyskuje świadomość po koncercie i poznaje osobiście kolejną nieziemską istotę. Sam Lucyfer, w kobiecej postaci, zabiera ją na aftershow, gdzie Laura ma możliwość przebywać w pobliżu uwielbianej Amaterasu. Niestety, w trakcie spotkania z prasą, coś wyraźnie idzie nie tak, jak powinno. Dwaj snajperzy ostrzeliwują lokal z odległego dachu, zabijając kilku przypadkowych groupie. Luci postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i brutalnie morduje bandytów. Laura jeszcze nie wie, że bóg kłamstw właśnie złamał prawo, którego nie wolno mu było lekceważyć. Wkrótce na światło dzienne wyjdą nieznane sekrety, a świat pozna więcej niepokojących szczegółów o naturze tajemniczych bogów...


Kieron Gillen i Jamie McKelvie w The Wicked + The Divine tworzą historię wykorzystującą mityczne, boskie elementy. Sprawnie łączą je z ekscytującym konceptem tajemnicy oraz nierozwiązanej zagadki kryminalnej. Na szczególną uwagę zasługuje idea tajemniczego "wznowienia", za sprawą którego wybrani bogowie co prawie sto lat powracają na Ziemię, zawłaszczając ciała losowo wybranych, młodych ludzi. Przewodzi im niejaka Ananke, starsza kobieta, ciesząca się statusem bogini przeznaczenia. To ona pilnuje, aby wszystko, co dzieje się na Ziemi, nie przekraczało ściśle wyznaczonych zasad. Jedno z takich praw naruszyła w czasie aftershow Luci. Jakby tego było mało, bogini wkrótce została wrobiona w zabójstwo. Tak niekorzystny układ spraw drastycznie zagraża całemu boskiemu przedsięwzięciu. Ponadto, za jego sprawą cała historia jest o wiele bardziej złożona, niż początkowo można się było spodziewać.

Faustowska zagrywka to również komiks postaci. Na pierwszy plan wysuwa się Laura, która zbliżając się do fascynujących ją bogów, uparcie prowadzi śledztwo, celem oczyszczenia Lucyfera z obarczanych win. Wszystkie wydarzenia widzimy jej oczami, mamy więc okazję dokładnie przyjrzeć się ziemskiemu wymiarowi tajemnicy. Z drugiej strony otrzymujemy Luci, postać niepokorną i zbuntowaną, ale chyba najbardziej ludzką ze wszystkich boskich inkarnacji. Żaden z bogów - ani charyzmatyczny Baal, ani zakompleksiona Minerwa, ani bezmyślna Sachmet - nie wywołuje takich uczuć, jak kontrowersyjna, krótkowłosa dziewczyna w białym garniturze. A może to tylko ja tak mam, bo od zawsze lubiłem skłócone ze światem osobowości...?


Oprócz intrygującej zagadki i świetnie wykreowanych bohaterów, The Wicked + The Divine stoi przede wszystkim rysunkami. Jamie McKelvie tworzy przepiękne, realistyczne obrazy, błyszczące oszczędnymi, choć celowo wycofanymi tłami oraz dosadną mimiką postaci. Jestem przekonany, że nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu styl pracy artysty, ja jednak pozostaję zachwycony jego kreacją. Może mało w niej dynamiki, choć na niektórych kadrach (szczególnie tych większych) ruch i ekspresja potrafią wręcz wylewać się z kadru. Pozwala to podkreślić tych kilka naprawdę istotnych scen, dzięki czemu ich wydźwięk pozostaje z odbiorcą znacznie dłużej. Dodatkowy plusik artysta otrzymuje za zobrazowanie Odyna (jako wielki fan Daft Punk oraz filmu Tron, nie mogłem przegapić tej inspiracji!). Odrębną sprawą są kolory. Matthew Wilson zadbał, aby Faustowska zagrywka mieniła się wszelkimi odcieniami tęczy, jedynie w niektórych scenach ograniczając paletę barw do ciemniejszych tonacji. Dzięki temu balans pomiędzy ekspresjami a mrokiem jest doskonale wyważony.

The Wicked + The Divine to rewelacyjnie rozpoczęta seria. Rozmach scenariusza, intrygująco nakreślona tajemnica (tak w warstwie nadnaturalnej, jak i kryminalnej) oraz wspaniałe ilustracje, czynią ten komiks jednym z najlepszych, jakie przeczytałem w tym roku. Z niecierpliwością czekam na kontynuację, ponieważ cała wielowątkowa fabuła została tu zaledwie zarysowana, a sedno całości wciąż pozostaje głęboko ukryte. Faustowska zagrywka nie jest komiksem, który spodoba się każdemu, ponieważ należy czytać go w pewnym skupieniu i dokładnie analizować wszystkie, podrzucane przez autorów tropy. Jeśli jednak jesteście gotowi na bardziej intelektualną rozrywkę, The Wicked + The Divine wciągnie Was bez reszty. W końcu taki jest ten świat bogów. Pozornie nieprzystępny, ale jednocześnie kuszący swymi barwami oraz obietnicą dotknięcia nieznanego. I wiecie co? Nie pozostaje nic innego, jak tylko dać się skusić.



Tytuł: The Wicked + The Divine, tom 1 - Faustowska zagrywka
Scenariusz: Kieron Gillen
Rysunki: Jamie McKelvie
Kolory: Matthew Wilson
Wydawnictwo: Image/Mucha Comics
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 160
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 65 zł


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Mucha Comics.


poniedziałek, 9 lipca 2018

Wakacyjne nowości dla najmłodszych od wydawnictwa AMEET

Dawno już minął czas, kiedy byłem dzieckiem, choć spora część kilkuletniego Ja wciąż tkwi w moim sercu (bez tego z pewnością nie mógłbym stale zachwycać się fantastyką, ani pisać tego bloga). W latach 80-tych ubiegłego wieku nie dane było zarówno mnie, ani moim rówieśnikom, poznawać zbyt wielu wydawnictw kierowanych specjalnie do nas. Oczywiście, były różne czasopisma, książeczki czy cykle wydawnicze, ale nigdy nie pojawiało się ich na rynku tak dużo jak dziś. Może to i dobrze, bo moi rodzice mieliby ze mną nie lada problem (a i tak mieli ich sporo), a ja sam zwariowałbym od przesytu wszelkiego dobra, na które zawsze byłem strasznie podatny (też tak mieliście?). Na szczęście, w dzisiejszych czasach, w zalewie różnorakich wydawnictw skierowanych dla młodych czytelników, pojawiają się też rzeczy interesujące, warte bliższego poznania. Kilka z takich tytułów omawiam poniżej. Być może część z nich zainteresuje Wasze, wyrastające na pełnoprawnych geeków, pociechy?


LEGO® DC COMICS SUPER HEROES. SZYBSZY NIŻ BŁYSKAWICA! 
LEGO® STAR WARS. ODLOTOWE STATKI


Zeszyty poświęcone Flashowi oraz bohaterom najnowszych odsłon Gwiezdnych wojen w wersji Lego to coś, czego bardzo brakowało w moich dziecięcych czasach. Po prostu uwielbiałem takie publikacje (pamiętacie Pomyśl i narysuj sześciolatku?), ponieważ łączyły w sobie kreatywność oraz rozwijanie pasji ilustracyjnej. A tu jest jeszcze lepiej! Krótkie komiksy, wszelkie łamigłówki (labirynty, znajdywanie różnic pomiędzy obrazkami, quizy czy zadania rysunkowe), a co najważniejsze - minifigurka Lego z postacią Flasha lub Poe Damerona, to coś, czego nie możecie sobie odmówić (to znaczy waszym dzieciom, oczywiście...)! W tym wszystkim ważne jest także, że za sprawą powyższych publikacji, dziecko może połączyć rodzącą się pasję z rozwojem intelektualnym. Dwie pieczenie na jednym ogniu, a całość podana na wesoło, kolorowo i z niesamowitym wyczuciem. Czegóż chcieć więcej?


LEGO® DC COMICS SUPER HEROES. WSTĄP DO LIGI SPRAWIEDLIWOŚCI! NIEZBĘDNIK SUPERBOHATERA


Ten album, podobnie jak powyższe zeszyty, daje najmłodszym możliwość bardzo kreatywnej zabawy, ale robi to w bardziej kompleksowy sposób. Jak wskazuje sam tytuł, jest to niezbędnik, pozwalający nieletniemu Batmanowi, Supermanowi czy Aquamanowi stworzyć własną drużynę superbohaterów. A robi to, prowadząc czytelnika przez cały proces tej wielce skomplikowanej procedury. Od narysowania siebie samego jako superbohatera, poprzez wybór mocy, pseudonimu, spisu tajnych misji, aż po herb drużyny, projekt siedziby stowarzyszenia i zdjęcia wszystkich członków - od ilości zadań aż boli głowa. Lecz to jeszcze nie wszystko! Cały album przepełniają kolejne zadania kreatywne z rysunków, pomysłowości oraz spostrzegawczości. Na końcu publikacji znajdziecie też sześćdziesiąt superbohaterskich naklejek. Dla dzieciaków pozostających podczas wakacji w mieście, Wstąp do Ligi Sprawiedliwości! Niezbędnik superbohatera na pewno będzie czymś, co pozwoli ekscytująco zaplanować wolny czas. Wam natomiast, pozwoli złapać chwilę oddechu.


LEGO® STAR WARS. AKADEMIA SZTURMOWCÓW 


Ta książeczka jest polecana dla dzieci, które potrafią już czytać. Całość składa się z trzech krótkich opowiadań (autorstwa Ace'a Landersa), osadzonych w świecie nowych epizodów Gwiezdnych wojen. Jak możemy się z niej dowiedzieć, typowy dzień rekruta na szturmowca Najwyższego Porządku nie jest wcale wypełniony dyscypliną czy niezliczonymi wyrzeczeniami. To także świetna zabawa, choć czasem zdarzają się tu również bardziej dramatyczne momenty. W historyjkach pojawiają się stali bywalcy serii filmów - generał Hux, Kylo Ren oraz kapitan Phasma, ubarwiając swą obecnością opisane w tomiku przygody.
Oprócz interesującej treści, książeczka zawiera także imponującą ilość ilustracji, rewelacyjnie łącząc stylistykę Lego z dobrze znaną, gwiezdnowojenną treścią. Dla dzieci, którym jeszcze czytają rodzice, posłużą one za wizualizację poznawanych przygód. Dodatkową atrakcją jest też słowniczek pojęć, umieszczony na ostatnich stronach wydawnictwa. Pozwoli on Waszym milusińskim poszerzyć swoją wiedzę o takich istotnych pojęciach jak rycerze Ren, pole asteroid, Moc, stan nieważkości, hologram czy grawitacja.


Jak mogliście wywnioskować z powyższego tekstu, wakacyjne publikacje dla najmłodszych oferują moc wrażeń i kreatywnie spędzony czas. Z czystym sumieniem mogę polecić je również tym z Was, którzy ponad wszystko cenią dobrą zabawę swych pociech. I choć żal za utraconymi latami mojego własnego dzieciństwa jest teraz jeszcze większy, już cieszę się na myśl o tych 6/10-latkach, które sięgną po powyższe tytuły. To będzie bardzo trafny wybór.


Za udostępnienie tytułów do recenzji dziękuję wydawnictwu AMEET.


czwartek, 5 lipca 2018

RECENZJA: Odrodzenie, tom 3 - Odległe miejsce (Tim Seeley, Mike Norton)


Są takie komiksy, których czytanie przypomina drogę przez mękę. I nie chodzi mi tu o tytuły wyjątkowo nieudane, nudne czy źle napisane. Mam na myśli serie, które są tak zajmujące i ciekawe, że czekanie na każdy ich kolejny tom jest niewysłowioną torturą. Macie czasem podobnie? Mnie zdarzyło się tak w przypadku cyklu Odrodzenie, autorstwa Tima Seeley'a i Mike'a Nortona. To niesamowicie podstępna, wciągająca historia!

Pogrążone w zimowej aurze, prowincjonalne miasteczko Wisconsin. Jakiś czas temu doszło tu do spektakularnego powrotu do życia niektórych zmarłych. Nasza bohaterka, policjantka Dana Cypress ma od tamtej chwili ręce pełne roboty. Nie tylko musi współpracować ze sztabem mającym na celu opanowanie sytuacji (kwarantanna oraz prowadzenie śledztwa, celem wyjaśnienia tajemniczego zajścia), ale przede wszystkim za wszelką cenę pragnie rozwiązać sprawę zabójstwa swojej siostry, która jest jedną z odrodzonych. W zadaniu Dany nie pomagają piętrzące się sekrety wielu mieszkańców miasteczka, ani jej problemy osobiste. W tej sprawie każde odkryte wyjaśnienie prowadzi kobietę do nowych, nieoczekiwanych pytań.


I w taki klimat wpisuje się cały komiks. Gęsta atmosfera, możliwość ukrywania ważnych sekretów przez każdego z mieszkańców, tropy prowadzące donikąd... A wszystko to napisane z pomysłem, skrupulatnie i nader wciągająco. Tim Seeley ma w zanadrzu jeszcze niejedną niespodziankę, lecz w Odległym miejscu postanowił wreszcie odpowiedzieć na kilka istotnych pytań. Dzięki temu, ten tom można podzielić na dwie (rozgrywające się wśród reszty fabularnych zdarzeń) połówki. Pierwsza wyjaśnia częściowo istotę niesamowitych, snujących się po okolicy duchów, natomiast druga skupia się na ukazaniu relacji oraz głębi charakterów obydwu sióstr Cypress.

Odrodzenie od pierwszego tomu jest dla mnie czymś w rodzaju mostu, łączącego dwa kultowe seriale z minionych dekad. Klimat Miasteczka Twin Peaks miesza się tu z tajemnicą rodem Z Archiwum X. Mamy więc serię niewyjaśnionych zagadek, przeniesioną do obszaru zamkniętej społeczności. Takie połączenie wypada doskonale, a talent scenarzysty, z tomu na tom pokazuje, jak dobrze przemyślane zostało całe przedsięwzięcie. Relacje pomiędzy dwiema bohaterkami są poprowadzone sprawnie, brak wyjaśnień odnośnie okoliczności śmierci Em, przykuwa uwagę czytelnika nie mniej, niż jej codzienne sprawy. Oczywiście, jednym z najciekawszych elementów jest stała nić wzajemnych powiązań, która oplata mieszkańców Wisconsin, sprawiając, że każdy wątek i każda postać pełni określoną rolę w całym zamieszaniu. Niektóre relacje zostały już odkryte, reszta nieuchronnie czeka na ujawnienie. Co do tego, nie mam najmniejszych wątpliwości. 


Ilustracyjnie Odległe miejsce nie odstaje od poprzednich odsłon serii. Konwencjonalnie realistycznie rysunki Mike'a Nortona sprytnie podkreślają niecodzienność wszelkich wydarzeń. Straszą samą myślą, że coś podobnego może nagle rozegrać się w najbliższej okolicy. I choć czytałem i oglądałem już niejedną niepokojącą historię, w trakcie mocniejszych scen w Odrodzeniu, często czułem najprawdziwsze dreszcze na karku. 

Odrodzenie nieustannie trzyma wysoki poziom, udowadniając, że skomplikowane historie można pisać z sensem, wynagradzając uwagę czytelnika inteligentnymi odpowiedziami. I choć jest to najprawdziwsza fantastyka, podczas lektury czuć, że wszystko w tym komiksie rozgrywa się na serio. Wiem, że do kompletnego rozwiązania zagadki zostało jeszcze kilka tomów, tym większe jest więc moje cierpienie, wynikające z nadmienionego we wstępie oczekiwania. Sięgnijcie więc po nowy tom serii, aby po przeczytaniu pogrążyć się ze mną w bólu. Ukoić będzie go mogła jedynie lektura kolejnej części lub skompletowanie wszystkich odsłon cyklu.


Tytuł: Odrodzenie, tom 3 - Odległe miejsce
Scenariusz: Tim Seeley
Rysunki: Mike Norton
Wydawnictwo: Image/Non Stop Comics
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 128
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 42 zł


Wszystkie tomy serii Odrodzenie znajdziecie na stronie Non Stop Comics.


środa, 4 lipca 2018

Lego 71022 Harry Potter - kolekcjonerskie minifigurki - seria 1

Miesiąc temu wspólnie podziwialiśmy najnowsze zestawy Lego z serii Wizarding World (link), poświęcone cyklowi filmów i książek o Harrym Potterze. Okazuje się, że to nie koniec niespodzianek, ponieważ już wkrótce do sprzedaży trafi też pierwsza seria minifigurek kolekcjonerskich Lego, poświęcona aż dwudziestu dwóm bohaterom tej serii!


Jak widać na powyższym zdjęciu, magia klocków duńskiej firmy trwa nadal. Poszczególne postacie prezentują się wyśmienicie, a wśród stałych bywalców Hogwartu znalazło się również miejsce na bohaterów filmów Magiczne zwierzęta i jak je znaleźć.


Kogo wolicie bardziej? Posępnego Voldemorta, zagubionego Newta Scamandera czy może rozbrajającego Zgredka? Wybór należy do Was, pamiętajcie jednak, że minifigurki pakowane są w identyczne foliowe saszetki, przez co nigdy nie macie pewności jaką postać uda się Wam zdobyć. A przecież oczywistym jest, że najlepiej jest mieć je wszystkie... :-)


wtorek, 3 lipca 2018

RECENZJA: Superman - Action Comics, tom 3 - Ludzie ze stali


Czy można wydać wyrok na kogoś, kto jeszcze nie popełnił przestępstwa? Czy nasza moralność dopuści taką możliwość, nawet jeśli wszystko wskazuje na nieuchronność wydarzeń? Na powyższe pytania próbuje odpowiedzieć nie jakaś tam wydumana filozoficzna publikacja, ale najnowszy tomik Action Comics z Supermanem w roli głównej. Zaskoczeni? Jeśli tak, to zdradzę Wam, że to dopiero początek wszystkich atrakcji!

W Ludziach ze stali kontynuujemy wątki zaprezentowane w poprzedniej części cyklu (Powrót do Daily Planet). Clark wraz z Jonem poszukują zaginionego budynku firmy Geneticron, Lois przeprowadza wywiad z Lexem Luthorem, a w Metropolis pojawiają się dwie bardzo niebezpieczne postacie. Są nimi L'Call, zwany Bogobójcą oraz jego pomocnik, Zade. Uzbrojeni po zęby wojownicy dążą do unicestwienia osoby, która w niedalekiej przyszłości doprowadzi do zagłady wielu światów. Jak się szybko okaże, poszukiwaną przez nich personą jest sam szef Lexcorpu. Wmieszany w całą sprawę Superman, będzie musiał zdecydować, czy da wiarę zapewnieniom L'Calla, pozwalając na wykonanie wyroku na osobie, co do której sam ma niejasne przeczucia.


Dan Jurgens stworzył w tym tomie Action Comics dokładnie to, czego po treści tytułu oczekują czytelnicy. Akcja i dynamiczne wydarzenia wypełniają szczelnie cały album. Co ciekawe, udało mu się jednocześnie zabarwić treść nieszablonowym pytaniem natury moralnej, nie idąc w przesadne zadęcie czy śmieszność. Superman zawsze przedstawiany był jako nadzieja ludzkości, a ta nadzieja w naturalny sposób musi iść w parze ze sprawiedliwością. I choć może się Wam to wydać wyświechtanym frazesem, Ludzie ze stali w przystępny sposób realizują powyższe założenie.

Każda z głównych postaci ma w komiksie swoje racje. Obserwujemy poczynania Bogobójcy, wiedząc, co doprowadziło go do obecnego punktu życia. Obrana misja pochłania go całkowicie, ponieważ ma dla niego wymiar osobisty. Choć nad wszystko pragnie zaprzestać działalności, nadchodzące wydarzenia w szczególny sposób uderzają w jego poczucie sprawiedliwości. Superman nie może zaakceptować wyroku L'Calla wobec stale zmieniającej się przyszłości. Dla niego każda istota ma szansę na dalsze życie, a brak dowodów na popełnienie domniemanej zbrodni przez Lexa wskazuje możliwość obrania innej drogi. Luthor uważa oskarżenie za zwykłą niedorzeczność. Jego myślenie jest być może najprostsze, choć on też ma tu chwilę, w której ujawnia zmianę moralnych priorytetów. Ważna jest również przemiana bohaterów. Na skutek starcia każdy z nich uczy się czegoś nowego. Zmiana tego punktu widzenia prowadzi nas do nowego punktu wyjścia, który zapowiada nie mniej atrakcyjny ciąg dalszy.


Poza ciekawą historią o etyce oraz zmieniającym podejście do życia postaciom, trzeci tom Action Comics stoi niesamowitą akcją i niemniej ciekawymi wątkami pobocznymi. Od osobliwości bliźniaczego Clarka Kenta, poprzez nawiązania do historii znanych z The New 52 (Nowe DC Comics), aż po relacje rodzinne Supermana z jego nastoletnim synem. Wątek Jona nie jest może w centrum uwagi, jednak wszystkie chwile z udziałem chłopaka doskonale zapadają w pamięci. Co tu dużo pisać, dzieciak jest świetnie wykreowaną postacią, a np. jego pytanie o majtki na spodniach poprzedniego stroju ojca, jest zwyczajnie bezcenne.

Rysunki nie wychodzą poza standard, do jakiego przyzwyczaiłem się w tej serii. Patch Zircher, Stephen Segovia i Art Thibert utrzymują swój mocno dynamiczny, idealny do prezentacji epickich starć styl. Choć w konwencji superhero zapewne niewiele może już zaskoczyć obeznanego czytelnika, mi bardzo przypadła do gustu kreacja L'Calla oraz Zade'a. To, jak prezentują się ci wojownicy oraz (co najważniejsze) ich zbroje, zrobiło na mnie spore wrażenie.

Ludzie ze stali to historia, która kontynuuje nową tradycję świetnego przedstawiania Supermana. Znajdziecie tu ogrom akcji, a także sporo emocji i pytań natury egzystencjalnej. Wszystko zostało podane lekko, łatwo i przyjemnie, a co najważniejsze, ma oczekiwany sens. Kolejne spotkanie z bohaterami z Metropolis i okolic uznaję za nader udane. Oby ta tendencja utrzymała się w kolejnych tomach, bo szkoda byłoby zmarnować tak dobrze prowadzoną serię.


Tytuł: Superman - Acion Comics, tom 3 - Ludzie ze stali
Scenariusz: Dan Jurgens
Rysunki: Patch Zircher, Stephen Segovia, Art Thibert
Wydawnictwo: DC Comics/Egmont
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Wszystkie przygody Supermana z Action Comics znajdziecie na stronie Egmontu.


poniedziałek, 2 lipca 2018

RECENZJA: Ekho, tom 7 - Swinging London (Ch. Arleston, A. Barbucci)


Witajcie w świecie Ekho. Tutaj prawie wszystko jest takie jak na Ziemi, z tym, że… No właśnie. Prawie. A „prawie” robi czasem sporą różnicę. Ekho jest lustrzanym odbiciem Ziemi i to takim typowo fantastycznym. Smoki zastępujące samoloty, wielkie ślimaki pełniące rolę autobusów, gigantyczne stonogi dźwigające na swych grzbietach wagoniki metra – klimat rodem z fantasy, miesza się tu ze znaną nam codziennością. Jednak najciekawszym elementem Ekho są preshauny, niewielkie, wiewiórkopodobne stworzonka zdające się sprawować pieczę nad całokształtem krainy. Do takiej rzeczywistości nieoczekiwanie przenoszą się Fourmille Gratule oraz Yuri Podrov. Jakby tego było mało, od czasu do czasu kontrolę nad ciałem Fourmille przejmują duchy niedawno zmarłych osobistości. Na szczęście nie przeszkodziło jej to w znalezieniu zajęcia tajnej agentki. W siódmym tomie serii, Swinging London, dwójkę naszych bohaterów czeka tajemnicza misja w stolicy Zjednoczonego Królestwa.

Coś dziwnego dzieje się z dostawami herbaty do Londynu. Zapasy znikają w niewyjaśnionych okolicznościach z magazynów w dokach św. Katarzyny, a deficyt napoju może uderzyć w sekret populacji preshaunów, które potrzebują napoju, aby nie zmieniać się w niebezpieczne, krwiożercze bestie. Do akcji przystępuje zatem wezwana agentka Fourmille, dzięki czemu możemy być pewni, że zagadka zostanie sprawnie wyjaśniona. Oczywiście, możemy też założyć, że naszą bohaterkę, jak i jej pomocnika Yuriego, spotka po drodze cała masa niecodziennych przygód.


Ekho - Lustrzany świat to seria, wykorzystująca ciekawy pomysł przedstawienia znanej nam rzeczywistości za pomocą unikalnego klimatu fantasy. Nie inaczej jest w Swinging London, gdzie (po wcześniejszych wizytach w Paryżu, Hollywood czy zachodzie USA) twórcy przenoszą nas do Londynu. Oczywiście, daje to wiele możliwości ukazania lustrzanego świata, jednak pomimo wynikających z tego korzyści, w czasie lektury tomu poczułem się nieco znużony samą formą komiksu. Powiedzmy to sobie otwarcie – nawiązania w Ekho są jak zwykle genialne, począwszy od znanych miejsc, aż po postacie rozpoznawalne z historii czy popkultury. Już samo wyłapywanie tych smaczków jest niesamowitą zabawą (w Swinging London znajdziemy liczne nawiązania do brytyjskiej sceny muzycznej, a nawet do znanej serii o czarodziejach), ale biorąc pod uwagę, że to już siódmy tom cyklu, oprócz powyższych atrakcji nie znalazłem w scenariuszu niczego porywającego.

I to moja największa bolączka w stosunku do najnowszego tomu Ekho. Obawiam się, że Scotch Arleston zaczął pisać scenariusze do serii, używając czegoś na kształt autopilota. Fabuła niby jest ciekawa, okraszona pozornie trudną do rozwikłania zagadką, ale całość nie jest wcale tak porywająca, jak powinna. Czegoś wyraźnie zabrakło, a winny temu jest podobny schemat, który obowiązuje w serii już od pierwszego tomu. Fakt, sprawdzało się to świetnie z początku, jednak z czasem chyba straciło nieco na oryginalności. Widzę wyraźnie, że w Swinging London dostałem dokładnie to samo, co w poprzednich odsłonach cyklu, tylko podane w innym opakowaniu.


Tymczasem niewątpliwą zaletą serii są nadal ilustracje niesamowitego Alessandro Barbucciego. Jego kreska jest dla mnie głównym atutem cyklu, sprawiającym, że będę sięgał po Ekho, nawet jeśli scenariusze sięgną całkowitego dna. Mocno cartoonowy, przesycony szczegółami klimat, idealnie oddaje zakręcony pomysł na ukazanie świata. Ponadto artysta ten potrafi świetnie oddać rysunkiem to, czego często nie da się zbyt dobrze ukazać w komiksie (sprawdźcie scenę tańca w klubie i powiedzcie, że nie słyszeliście muzyki dobiegającej ze sceny). Dla męskiej części odbiorców atutem będą zapewne postacie kobiecie, z apetyczną Fourmille na czele. Co jak co, ale kształtne babeczki w Ekho zawsze stoją na najwyższym poziomie. ;-) 

Swinging London jest więc dla mnie pewnym rozczarowaniem, ponieważ twórcy poza standardowym podejściem do prezentowanego od lat stylu nie potrafili stworzyć historii, która pokaże mi coś, czego w Ekho jeszcze nie czytałem. Zmiana lokacji i formy zagadki to chyba trochę za mało, przynajmniej ja po raz siódmy nie dałem się oszukać. Mimo wszystko Ekho jest tytułem godnym polecenia. Paradoksalnie, lekkość całej historii, cudowne rysunki oraz ogólny, mocno rozrywkowy styl komiksu stanowią o jego wielkiej sile. Jeśli więc nie znacie tej serii, postarajcie się szybko to nadrobić. Dzieło Arlestona i Barbucciego, pomimo mojego częściowego zawodu najnowszą częścią, to nadal jedna z najciekawszych pozycji komiksu europejskiego. No bo kto z nas nie chciałby przeżyć choć jednej przygody w świecie takim jak ten?


Tytuł: Ekho, tom 7 - Swinging London
Scenariusz: Scotch Arleston
Rysunki: Alessandro Barbucci
Wydawnictwo: Taurus Media
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 38 zł

piątek, 29 czerwca 2018

RECENZJA: Dwie Karty - Agnieszka Hałas


Sięgając po pierwszy tom cyklu Teatr węży, autorstwa Agnieszki Hałas, nie spodziewałem się żadnej rewelacji. Tytuł zapowiadał się zwyczajnie jako kolejna powieść, osadzona w świecie szeroko pojętej fantastyki. Wszelkie "ochy" i "achy" pokrewnych autorów, umieszczone na wewnętrznej stronie okładki, także traktowałem więc z przymrużeniem oka. Tak było do czasu, kiedy zagłębiłem się w treść Dwóch kart. I niemal od razu zrozumiałem, jak bardzo się myliłem. Książka Hałas jest bowiem nie tylko dobrą, wciągającą historią, ale działa także na płaszczyźnie tworzenia historii, jakich na próżno szukać nawet wśród tych najbardziej popularnych na rynku.

W mrocznym świecie srebrnej i czarnej magii, gdzie potężni magowie zwalczają wszelkie przejawy skażonych czarów, a ponure istoty z innych światów walczą pomiędzy sobą o władzę, pojawia się pewna tajemnicza postać. To Brune Keare, znany też jako ka-ira, na wpół obłąkany, pozbawiony wspomnień mężczyzna. Odnaleziony przez wspólnotę zamieszkujących podziemia miasta Shan Vaola, próbuje odszukać utracony cel w życiu. Wśród najróżniejszych ras, a także napędzanych prymitywną wolą życia istot, Krzyczący w Ciemności będzie próbował odszukać swoje miejsce w tym nieprzyjaznym świecie, rozdarty pomiędzy nowym życiem, a niejasnymi wizjami z przeszłości. Niestety, siły znacznie potężniejsze od niego nie dadzą mu ani odrobiny wytchnienia. Brune spotka na swojej drodze nie tylko okrutne demony i pełne nieprzeniknionej tajemnicy służki nieznanego. Ale czy pośród wielu niebezpieczeństw dojrzy choć cień swego przeznaczenia?

Dwie karty są często traktowane jako klasyczne dark fantasy. I faktycznie, sporo w tej powieści elementów mrocznych, czy zapożyczonych rodem z horrorów. Jednak niemałą część książki stanowią kwestie duchowe czy międzyludzkie. Wszystko to dzieje się za sprawą głównego bohatera. Jest on oczywiście podstawową siłą napędową dzieła Agnieszki Hałas. Brune, rozdarty pomiędzy swą niejasną przeszłością, a dobrym sercem, które nakazuje mu postępować w określony sposób, pełni tu rolę w pełni świadomie wykreowanego bohatera. Wzbudza sympatię czytelnika przy jednoczesnym fascynowaniu swoją historią. To, czego o nim nie wiemy oraz to, co sobą reprezentuje, spaja się w jedną, fantastycznie nakreśloną całość.

Jednak to nie wyłącznie nasz Krzyczący w Ciemności stanowi o moim dobrym odbiorze Dwóch kart. Jest tu tak wiele postaci, tych dobrych lub absolutnie negatywnych, że aż nie sposób oderwać się od czytania. Kolorowy pochód wszelkiej maści i rasy bohaterów, zdaje się wręcz wirować wokół ka-ira, niosąc go na barkach swych przeżyć od jednej przygody do drugiej. Niebezpieczeństwa, podstępne spiski demonów, dramaty rodzinne, a nawet zwykłe trudy dnia powszedniego - wraz z naszym przewodnikiem skażonym czarną magią, będziemy mieli możliwość zanurzyć się w tym wszystkim. A całości dopełni obraz świata. Ciemnego, pełnego niesprawiedliwości oraz walki o godny byt. Hałas idealnie łączy realia stworzonych przez siebie krain z treścią powieści, nie wygrywając przy tym ani jednej fałszywej nuty. Wszystko jest tu na swoim miejscu.

Trzeba przyznać od razu, że wyobraźnia autorki pracuje w tej powieści na najwyższych obrotach. Pierwszy tom Teatru węży przynosi nie tylko świetnie skrojoną fabułę, ale też precyzyjnie przemyślaną intrygę, na której rozwiązanie trzeba niestety poczekać do lektury kolejnych tomów. Dwie karty nie są też przyrządzone według standardowego przepisu na historię fabularną. Niejednemu czytelnikowi z pewnością rzuci się podczas czytania brak wyraźnego punktu kulminacyjnego. Takich elementów oczekiwania jest tu kilka, a każdy z nich prowadzi do dalszego zarysu tajemnicy oraz rozwoju historii głównej postaci. To oczywista rzadkość, lecz niekoniecznie niepożądana. Mi takie podejście do tematu bardzo przypadło do gustu, ponieważ pozwoliło nakreślić całą opowieść w dość niespodziewany sposób, angażując uwagę przez cały czas śledzenia treści książki.

Pierwsza powieść o losach Brune Keare zaskoczyła mnie przede wszystkim nakreśleniem świata przedstawionego, samej zawartej w niej historii, a także pomysłową kreacją postaci. Dla wielbicieli dark fantasy, którzy w książkach poszukują iskry czegoś nowego, Dwie karty z pewnością okażą się strzałem w dziesiątkę. Poza tym, nie należy tracić z oczu faktu, że jest to po prostu bardzo wciągająca książka. Jedna z takich, które czyta się szybko, a później czeka na możliwość poznania ciągu dalszego. Dlatego ja też muszę przeczytać kolejne losy Krzyczącego w Ciemności.


Tytuł: Dwie karty
Autor: Agnieszka Hałas
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 372
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 34,90 zł


Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Rebis.