sobota, 24 sierpnia 2019

RECENZJA: Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow - Jessica Townsend


Nie minęło wiele czasu, a ja z nieukrywaną przyjemnością powróciłem do Nevermooru. Powodem kolejnej wizyty była oczywista ciekawość o nowe losy Morrigan Crow, której przygody opisane w pierwszym tomie cyklu (recenzja tutaj) zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie. Z pewnością pamiętacie, jak niejednokrotnie porównywałem powieść Jessici Townsend do twórczości J. K. Rowling, zwracając uwagę na podobieństwa stylistyczne oraz inspiracje, jakie przychodziły mi do głowy podczas lektury. Ani razu nie zarzuciłem jednak autorce pójścia na łatwiznę, uparcie tłumacząc podobne podejście zwykłym poruszaniem się w ramach gatunku, którego właściwe opanowanie wymaga takiego właśnie specyficznego, literackiego podejścia. Aby definitywnie zamknąć ten temat, ostatecznie zaznaczę tylko, że Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow to książka, która przy pewnych oczywistych skojarzeniach, z każdą kolejną przeczytaną stroną coraz bardziej oddala się od swego dziedzictwa. Jednocześnie na swój własny sposób kształtuje indywidualną i niepowtarzalną formę, która (jak dobrze pójdzie) za jakiś czas sama posłuży za przykład do analizy. Tak moi mili, Jessica Townsend w nowej odsłonie swego fantastycznego cyklu zabiera nas w podróż pełną magii, tajemnic i fascynacji, jakiej jeszcze nie mieliśmy okazji odbyć.

Autorka nie bawi się w zbędne wstępy. Dobrze wie, że doskonale pamiętamy wydarzenia z poprzedniej części, toteż od razu rzuca nas w wir wszelkich (czasem nawet dość zagmatwanych) wydarzeń. Znów spotykamy Morrigan, Jupitera Northa, Hawthorna i resztę niecodziennych bohaterów książki. I tak jak ostatnio towarzyszymy im w całej masie przygód, podczas rozwiązywania jednej lub dwóch zagadek, które nieoczekiwanie pojawią się na ich drodze. Townsend dzieli ten tom na trzy fabularne segmenty. Pierwszy traktuje o sekrecie, w posiadanie którego weszła Morrigan za sprawą rewelacji Ezry Squalla, drugi bierze na warsztat zagadkę zniknięć pewnych istotnych osobistości Nevermoore'u, natomiast trzeci opowiada o miesiącach nauki Jednostki 919, zakłócanych przez podstępne żądania od nieznanych sprawców, zmuszających grupę bohaterów do wykonywania dość dziwnych i niekoniecznie przyjemnych zadań. Podczas lektury czułem wyraźnie, że autorka ma bardzo szeroko zakrojony pomysł na całość, umiejętnie prowadząc mnie przez zawiłości fabuły i pokazując mi wyłącznie to, co w danej chwili jest dla mnie istotne. Choć w finale większość pytań z powieści znajduje swoje naturalne odpowiedzi, oczywistym jest, że największe wyzwania są dopiero przede mną. Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow to książka, która opowiada własną historię, nie zapominając ani na chwilę o budowaniu większej, być może jeszcze ciekawszej całości.

W tworzeniu tego konceptu świetnie służy Townsend stała rozbudowa świata przedstawionego oraz wprowadzanie nowych, często dość nieoczywistych postaci. Bogactwo Wolnego Stanu i Nevermooru stale zaskakuje, a indywidua takie jak wychowawczynie Dearborn i Murgatroyd (dawno nie miałem do czynienia z tak kreatywnym potraktowaniem temat Dr. Jekylla i Mr. Hayde'a!) czy Anioł Izrafel dodają specyficznego kolorytu do całości, jeszcze mocniej podkreślając, jak dobrze autorka panuje nad swą historią. W trakcie śledzenia fabuły powieści nie zawodzi także jeden z najważniejszych czynników, czyli nasza tytułowa protagonistka. Dzięki przeciwnościom, na jakie nieustannie wystawia ją autorka, jesteśmy w stanie wczuć się w psychikę Morrigan, zrozumieć jej rozterki i obawy, a także kibicować jej podczas najbardziej emocjonujących wydarzeń. Działa to bez zarzutu gdy dodatkowo zauważymy, w jak kłopotliwych sytuacjach stawiana jest nasza nastoletnia bohaterka. Choć obok niej często znajduje się ktoś skłonny służyć pomocą, w ostatecznym rozrachunku decyzja oraz działanie spada wyłącznie na Morrigan. To właśnie dlatego czujemy z nią bliską, nieomal nierozerwalną więź, a książkę czyta się prawie jednym ciągiem.

Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow to kawał naprawdę dobrej, fantastycznej historii, która przyciąga nas trzema niezwykle ważnymi elementami: ciekawie skonstruowanymi postaciami, przebogatym światem zrodzonym w wyobraźni autorki, oraz tajemnicą wraz z szeroko zakrojonym pomysłem, nie ograniczającym się wyłącznie do przedstawienia jednorazowej fabuły. Wiele książek dla młodzieży szybko zamyka za sobą wrota (do własnego świata) podczas swych ostatnich stron, aby przy kolejnym tomie wskrzeszać cały pomysł nieomal od podstaw. Jessica Townsend zachowuje na stole wszystkie karty nienaruszone, dzięki czemu tym łatwiej jest jej wrócić do tematu przy pisaniu kolejnej części. Jest to też ważne dla czytelnika, bo za sprawą tego zabiegu wie on, o co toczy się cała gra. Techniczne kwestie to jeden z wyraźnych atutów warsztatu pisarki, najważniejszym jest jednak, jak wiele serca wkłada ona w tworzenie samej historii. To dzięki temu przemawia ona tak wyraźnie, a czytelnik czuje, że autorka miała co najmniej tyle samo frajdy z pisania, co on z jej czytania. I właśnie tak rodzą się rzeczy prawdziwie niezapomniane - kiedy fantazja i serce potrafią znaleźć drogę do umysłu, zapisując się na stałe na kartach naszej wyobraźni. Oto prawdziwy sekret świetnej opowieści. Dzięki twórczości pisarzy takich jak Townsend na pewno tego nam prędko nie zabraknie.


Tytuł: Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow
Autor: Jessica Townsend
Przekład: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz 
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 464
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 39 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz