środa, 15 stycznia 2020

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 22 (Batman - Szalona miłość, Invincible tom 6, Aquaman tom 1, Doomsday Clock, Harleen tomy 1-3)

Dzień dobry, Drodzy Komiksomaniacy! Przed Wami najdłuższe w historii wydanie Kiosku z komiksami. Niezamierzenie w całości poświęcone jest ono tytułom z gatunku superhero, zakładam jednak, że różnorodność pozycji sprawi, że nawet osoby stroniące od tej stylistyki znajdą tu coś dla siebie. Nie przedłużam zatem, tekstu zebrało się sporo, zapraszam wszystkich do czytania! :-)


Batman - Szalona miłość i inne opowieści

Szalona miłość to komiks, którego genezy należy upatrywać w popularnym serialu Batman - The Animated Series. Niestety, dla mnie produkcja ta pozostaje jak dotąd nieznana, bowiem w latach 90., kiedy emitowała ją telewizja, byłem już "zbyt dorosły" aby śledzić kolorowe kreskówki. Teraz, kiedy wreszcie stałem się stary i zdziecinniały, z pewnością przydałoby się odświeżyć temat... Kto wie, może za jakiś czas nadarzy się ku temu okazja. Tak czy inaczej, to właśnie w tym dziś już kultowym dziele Paula Diniego i Bruce'a Timma po raz pierwszy pojawiła się znakomita Harley Quinn. Szybko zdobyła popularność wśród widzów, a kiedy tylko nadarzyła się okazja, twórcy przenieśli ją na kolorowe strony opowieści obrazkowych. Szalona miłość była jej znakomitym debiutem. Debiutem, utrzymanym stylistycznie w klimacie serialu, co dodatkowo podkreśla klasę twórców. To właśnie tutaj doświadczamy toksycznej miłości, jaka wiąże Harley z jej "pączusiem" Jokerem. Nadpobudliwość, obsesja i przemożna chęć zaimponowania swemu ukochanemu, pcha zakręconą panią doktor w ramiona głębokiego szaleństwa, z którego pozornie nie ma ucieczki. A czytelnik korzysta z tego jak prosię w korycie, głównie za sprawą lekkości i dowcipu całej historii. Komiks ten jest bowiem rozrywką najwyższej próby. Pozornie niezobowiązującą, ale jednak zmuszającą do myślenia. Tak trochę z przymrużeniem oka, bo przecież wszyscy i tak popełnimy lub popełniliśmy kiedyś te same błędy co Świrunia. Niestety, uczucie nie wybiera...

Szalona miłość to nie jedyny komiks, który znajdziemy w tym zbiorze. Choć wydawać by się mogło, że jest to tytuł poświęcony losom Harley i Jokera, nie tylko oni są jego bohaterami. Nad każdą historyjką rozpościera się mroczny cień Batmana, który przedstawia nam swoich licznych wrogów. W takich okolicznościach przyrody spotykamy więc Stracha na Wróble, Dwie Twarze, Scareface'a czy Ra's Al-Ghula. Swoje pięć minut mają też sojusznicy Nietoperza - Batgirl czy komisarz Gordon. Co ciekawe, wszystkie historyjki układają się w zgrabną, całkiem przemyślaną całość, której głównym atutem jest klimat nawiązujący do popularnej kreskówki. Niewiele tu tekstu, całość czyta się bardzo szybko, ale co najważniejsze, treść nie wylatuje z głowy w chwili, gdy odłożymy komiks na półkę. Moją ulubioną historyjką jest Teatrzyk kukiełek. To dość krótkie i bardzo intrygujące ujęcie obłędu. Mocno zapadło mi w pamięć. Szaloną miłość i inne opowieści bez wątpienia można polecić każdemu fanowi Batmana (lub Harley Quinn!). Świetnie sprawdzi się też jako zapoznanie nowych czytelników z tymi postaciami. Najważniejsze jednak, że jest to naprawdę przyjemna i luzacka lektura, która nie przytłacza udziwnionymi rysunkami, a fabuła zapewnia niegłupią zabawę. Polecam każdemu, na każdą okazję.

Tytuł: Batman - Szalona miłość i inne opowieści
Scenariusz: Paul Dini
Rysunki: Bruce Timm, Dan DeCarlo, Rich Burchett, John Byrne
Przekład: Paulina Braiter, Marek Starosta
Wydawnictwo: DC Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 208
Oprawa: twarda z obwolutą
Cena okładkowa: 89,99 zł


Invincible - tom 6


Ależ ten czas zasuwa! Ledwie kilkanaście miesięcy temu ukazał się pierwszy tom Invincible'a, a Egmont już poczęstował nas szóstym, jak zawsze dość grubaśnym tomem przygód Marka Greysona. Tym, co od samego początku zachwycało mnie w tym tytule, była niezwykła umiejętność zaprezentowania pełnego superbohaterskiego uniwersum, doprawionego wielowątkową historią, w której równorzędne znaczenie miały potyczki jak i świetnie rozpisane relacje pomiędzy postaciami. Robert Kirkman przy pracy nad tym tytułem po raz kolejny udowodnił, że jak mało kto potrafi pisać tak złożone i bardzo angażujące historie. Tymczasem okazuje się, że każdy twórca ma pewien limit swego potencjału, czego przykładem jest najnowszy tom Invincible'a. Naszego utalentowanego scenarzystę dosięgnął chyba mały kryzys twórczy, ponieważ poza kilkoma udanymi wątkami odniosłem wrażenie, że czytam zupełnie inny komiks. Strasznie dużo tu nawalanki, epickie starcia i pojedynki wyskakują jak przysłowiowe króliki z kapelusza, a co najgorsze, bardzo mało w nich treści. Dialogi które przy tej okazji czytamy, są tak słabe, jak mogą być tylko teksty sprzed dwóch dekad, prezentowane w najbardziej sztampowych komiksach o superbohaterach. Przykre jest też, że zabrakło tu tego charakterystycznego elementu ludzkiego i uczuciowego, który stanowił o sile tytułu w interpretacji autora.

Na szczęście nie wszystko jest w szóstym tomie Invincible'a złe. Mark przechodzi transformację, która pcha go do bardzo brutalnych czynów, a związek z Atom Eve rozwija się na kolejnych etapach, które związane są bezpośrednio z zagrożeniem płynącym ze strony Viltrumian. Wypada to ciekawie, choć jest to jedyny z rozwojowych, typowo psychologicznych wątków komiksu. Ważnym, choć nieco nużącym elementem tej części jest misja ojca naszego bohatera i Aliena Allena, którzy starają się przeciwdziałać nadchodzącemu ataku na Ziemię przez agresywnych pobratymców Nolana. W przyszłych tomach wybrzmi to na pewno bardziej konkretnie, jednak na razie troszkę znudziły mnie te dwa rozdziały opowieści. Walka z Conquestem wypadła rewelacyjnie i jest to jedyny akt z mordobiciem w tle, który w pełni mnie zaangażował (czego nie mogę powiedzieć o starciu z mózgonogami czy Universą). Ciekawie zapowiadają się też zmiany w strukturze biologii Eve, które ujawniły się w po walce z potężnym Viltrumianinem. Troszkę narzekam na tę część, ale przecież mam do tego pełne prawo. W końcu pan Kirkman dotychczas przyzwyczaił mnie do zupełnie innego poziomu. Mam jednak nadzieję na szybką poprawę, tym bardziej, że po aktualnym rozstawieniu pionków powinno być już tylko lepiej. Zobaczymy jak to wyjdzie, siódma odsłona Invincible'a zapowiedziana została na marzec.

Tytuł: Invincible - tom 6
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley, Cory Walker
Przekład: Agata Cieślak
Wydawnictwo: Image Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 336
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Aquaman, tom 1 - Uspoken Water

Nie wiem jak Wy, ale ja strasznie lubię, gdy komiksy o superbohaterach wykraczają poza sztywne ramy gatunku. Nie zrozumcie mnie źle, oglądanie zmyślnych potyczek z wielkimi łotrami czy ratowanie świata przez potężnym zagrożeniem z kosmosu ma swój urok... lecz wszystko do czasu. To co powtarzalne może szybko spowszednieć, toteż cenię sobie próby takie jak ta w Visionie, gdzie rozstaliśmy się z podstawowymi motywami marki, śledząc historię odmienną, wprowadzającą nieoczekiwany powiew świeżości. Z podobnych powodów od kilku ładnych lat zachwycam się przygodami Aquamana. To jeden z nielicznych bohaterów DC Comics, któremu bliżej do stylistyki epickiego komiksu przygodowego niż tradycyjnej superbohaterszczyzny. Chwała za to Geoffi Johnsowi, który restartując historię Arthura Curry'ego w The New 52 ustalił ścieżkę, którą ten bohater miał odtąd podążać. Szczęśliwie kolejni twórcy wciąż trzymają się tych zasad, dzięki czemu losy władcy Atlantydy nieustannie przemawiają do mojego gustu. Nie inaczej jest w najnowszym tomie, który rozpoczyna kolejny ekscytujący rozdział w życiu naszego herosa.

Unspoken Water rozgrywa się w następstwie wątków z eventu Drowned Earth, w którym Aquaman poświęcił się, ratując naszą planetę przed zakusami Władców Mórz. Teraz, straciwszy wiedzę o tym kim jest i gdzie dokładnie się znalazł, Andy (bo tak nazywany jest przez dających mu schronienie ludzi) próbuje znaleźć odpowiedź na najbardziej palące pytania. A nie będzie łatwo, bo miejsce w którym przyszło mu żyć, kryje pewną potężną tajemnicę. Mieszkańcy wioski Milczące Wody od pewnego czasu skarżą się na potworne zasolenie morskich wód, otaczających całe skalne wybrzeże. Jak się wkrótce okaże, z całą sytuacją może mieć coś wspólnego kobieta o imieniu Namma, którą przed laty wygnano za bunt przeciw oddawaniu należnej czci morzu. Jedyną nadzieją na jej obłaskawienie może być sprowadzenie do niej córki, enigmatycznej dziewczyny o imieniu Caille. Oczywiście, zadanie te postanawia wypełnić dotknięty amnezją Arthur. W zamian zostaje mu obiecany sposób na przywrócenie pamięci. Jak można się domyślić, wyprawa odsłoni przed naszym bohaterem fakty, o których istnieniu nawet nie odważył się pomyśleć. Przejmująca serię Kelly Sue DeConnick zrywa w tym tomie ze wszystkim, co było istotne w poprzednich odsłonach Aquamana. Przedstawia nam opowieść pełną magii, legend i wierzeń, w których zwykły człowiek jest zaledwie trybikiem w nieodgadnionej maszynerii bogów. Unspoken Water to dobrze przemyślana historia, sprytnie przenosząca prawdziwe epickie wydarzenia do zgrabnej mikroskali. Nie każdemu ma szansę przypaść to do gustu, ja podczas lektury bawiłem się znakomicie. Autorka świetnie wykorzystuje pewne naturalne cechy Arthura, które wcześniej mogły być przyczyną swoistego niedoceniania tej postaci. I dobrze, bo dzięki temu udaje się w konkretny i ciekawy sposób poprowadzić serię dalej. Mam nadzieję, że reszta odbiorców doceni to tak samo jak ja. A naprawdę warto.

Tytuł: Aquaman, tom 1 - Unspoken Water
Scenariusz: Kelly Sue DeConnick
Rysunki: Robson Rocha
Wydawnictwo: DC Comics
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 128
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 17,99 $


Doomsday Clock

Trudne zadanie miał przed sobą Geoff Johns, kiedy zdecydował się zostać architektem niecodziennego eventu oraz rozwiązania największej zagadki wydawnictwa DC Comics. Połączenie świata legendarnych Strażników (Watchmen) wraz z wieloletnią tradycją komiksowego uniwersum Supermana było wyczynem odważnym jak i czysto karkołomnym. Od rozpoczęcia cyklu Odrodzenie (Rebirth) oczywistym było, że jakaś tajemnicza siła stoi za skrywaniem prawd na temat niezwykle istotnych, przeszłych wydarzeń. Aby zebrać w logiczną całość ogrom informacji zawartych w poszczególnych komiksach, trzeba było nie tylko wysilić mózgownicę, ale też znać się na języku obrazkowego uniwersum. Johns podjął rękawicę, nie mając nawet świadomości, że realizacja projektu nazwanego Doomsday Clock zajmie mu dwa razy więcej czasu niż pierwotnie planował. W końcu, po ponad dwóch latach wydawania otrzymaliśmy komplet dwunastu zeszytów, tworzących tę dość ambitną i niezwykle kreatywną opowieść. Autor oparł ją na dwóch fabularnych filarach. Pierwszy z nich opowiada o tym, co na przestrzeni sześciu lat wydarzyło się w świecie Strażników. Dowiadujemy się tu o fiasku wielkiego planu Ozymandiasza, którego demaskacja doprowadziła do prawdziwie destrukcyjnego światowego konfliktu. W celu ratowania swej rzeczywistości, Adrian Weidt montuje ekipę, z którą (za pomocą krętactw i szantażu) wyrusza do miejsca, gdzie według jego rozumienia ukrywa się Dr. Manhattan. Tak przenosimy się do Gotham, które podobnie jak Metropolis i inne miasta tego uniwersum wstrząsane jest niepokojami wywołanymi ujawnieniem tzw. Teorii Supermana. Według niej rząd USA odpowiada za tajną współpracę z niektórymi superbohaterami oraz wcześniejsze aktywowanie u nich metagenu wyzwalającego nadludzkie moce. Ozymandiasz przystępuje do planu odnalezienia Jona, na samym początku kierując się do najmądrzejszego człowieka tego świata - Lexa Luthora. Sprawy przybiorą nieoczekiwany obrót, kiedy na jego drodze stanie bohater, który w świecie Adriana od dawna uważany jest za zmarłego...

Tak zaczyna się niesamowita komiksowa jazda bez trzymanki, która zapewniła mi kilka godzin bezpretensjonalnej rozrywki. Jestem pełen uznania dla Johnsa, który w tak trudnej materii potrafił opowiedzieć historię, która ciekawie połączyła oba uniwersa, ale też popchnęła je na nową, obiecującą drogę. Choć nie ma pewności czy faktycznie Doomsday Clock zostanie na stałe przypisany do kanonu, w pełni doceniam ogrom pracy jego twórców. Rysunki Gary'ego Franka wpasowują się idealnie w klimat opowieści, zachowując identyczny układ jak ten prezentowany w oryginalnych Strażnikach. Johns potrafi zaciekawić, co raz wychodząc z nowym pomysłem, starając się też nie zapominać o rozpoczętych wcześniej wątkach. W takim gąszczu tematów spodziewane są drobne wpadki, toteż nie zdziwcie się, kiedy nie znajdziecie tu decydującego rozwiązania zagadki przypinki Komedianta (to chyba największa wpadka twórców). Tymczasem debiutujące postacie zachwycają pomysłem oraz przemyślaną genezą. Marionetka, Mim oraz nowy Rorschach to bohaterowie, którzy przyciągali moją uwagę nie mniej niż Superman, Batman czy Firestorm. Doomsday Clock jest komiksem niezwykle narracyjnym, i choć w wielu momentach nie żałuje dynamicznej akcji, sporo istotnych informacji dostarczają przemyślenia poszczególnych postaci. Radykalni fani Strażników z pewnością będą pluli na to dzieło, lecz to już ich problem. Komiksy nie są po to, aby budować czyjś idealny wewnętrzny świat, ale by bawić, wzruszać i wywoływać dyskusje. A to powyższy tytuł robi z pełnym powodzeniem. Nie polecam go jedynie czytelnikom niezbyt zorientowanym z uniwersum DC czy Watchmen. Spora ilość informacji może dość szybko zniechęcić Was do czytania, ale jeśli chcecie, spróbujcie. Może zachęci Was do poznania innych przygód tych bohaterów.

Tytuł: Doomsday Clock (zeszyty 1-12)
Scenariusz: Geoff Johns
Rysunki: Gary Frank
Wydawnictwo: DC Comics
Rok wydania: 2017/2019
Ilość zeszytów: 12
Ilość stron zeszytu: 32
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 4,99 $


Harleen, tomy 1-3

To wydanie KzK rozpoczęliśmy od Harley, wypada więc zakończyć je z... Harleen. DC Black Label to inicjatywa pozwalająca uznanym twórcom na przedstawianie treści, które rozgrywają się w pewnym oddaleniu od głównego uniwersum. Mogą tu opowiadać własne wersje znanych historii lub opisywać wydarzenia z zupełnie innego punktu widzenia. Możliwości są nieograniczone, jednak tytuły z tej serii przeznaczone są raczej dla dojrzalszego czytelnika. W tym momencie trzeba również pochylić się nad komiksowym uniwersum Batmana, które jak żadne inne swój sukces zawdzięcza niezwykle plastycznej otoczce świata, w którym żyje i działa ten bohater. Tu całe Gotham oraz zamieszkujące go indywidua stanowią o kształcie i wydźwięku poszczególnych historii. Batman jak chyba żadna z postaci poszczycić może się galerią przeciwników, których charakter można analizować i przetwarzać na wiele sposobów. Nie zastanawiając się długo, w tym kontekście można wymienić choćby Jokera, Pingwina, Bane'a czy Dwie Twarze, ale również Harley, której psychopatyczna osobowość może służyć jako punkt wyjścia do wielu interesujących interpretacji.

Takiego właśnie zadania podjął się utalentowany rysownik Stjepan Sejic (znany m.in. z Aquamana i Rat Queens), starając się w dość poważnym stylu opowiedzieć historię oraz genezę oddanej kochanicy Jokera. Ku mojemu zaskoczeniu wyszło mu to nad wyraz świetnie. Nie zawsze zdolni plastycy potrafią samodzielnie stworzyć przemyślany scenariusz, ale na kartach Haleen Sejic opanował tę sztukę do perfekcji. Nie tylko pokazał pełny portret psychologiczny doktor psychiatrii jako osoby nieświadomie poddającej się szaleństwu, ale też udowodnił, że czuje i rozumie uniwersum Batmana jak mało który ze współczesnych twórców. Wykorzystując klasyczne elementy świata oraz występujące w nim postacie, poprowadził czytelnika tajemniczymi ścieżkami szpitala Arkham, od pierwszego pojawienia się w nim Harleen, aż do wypadków, które uczyniły z niej znaną do dziś wspólniczkę Jokera. Oczywiście Mr. Jay odgrywa w komiksie Sejica niezwykle ważną rolę (jego relacja z Harleen bardzo przypomina tę znaną z filmu Milczenie Owiec). Joker nie jest tu szalonym klaunem strzelającym do kogo popadnie, tylko skupionym, świadomym swej psychologicznej przewagi drapieżnikiem. Nieoczekiwanie na placu boju pojawia także się prokurator Harvey Dent. Późniejszy Dwie Twarze wypada tu intrygująco (i złowrogo) w kontekście bycia swoistą drugą stroną monety, tak podczas przemiany własnej, jak i tytułowej bohaterki. W tle wszelkich wydarzeń pojawia się oczywiście sam Batman. Choć Mroczny Rycerz pełni tu nieco mniejszą rolę, jego udział w wypadkach jest nie do przecenienia. Harleen to komiks gruntownie przemyślany, napisany z wielką pasją, ale przede wszystkim dostarczający rozrywki na najwyższym poziomie. Od samego początku do końca wszystkie zaprezentowane w nim elementy prowadzą nas do szokującego (choć jak najbardziej oczekiwanego) finału. Nie o samo zakończenie tu jednak chodzi, ale o drogę do niego prowadzącą. A tu wszystkie składniki okazują się spełniać swoją konkretną rolę. Jeśli czujecie się już trochę zmęczeni przygodami Batmana lub Harley Quinn, koniecznie dajcie sobie jeszcze jedną szansę i sięgnijcie po ten tytuł. Na mnie podziałał prawdziwie odświeżająco, pokazując, że w temacie Gacka i Świruni wciąż można pisać naprawdę ciekawe, prawdziwie "mięsiste" historie. A jeśli dodamy do tego wspaniałe, pełne emocji i klimatu rysunki Sejica, jasnym będzie, że mamy do czynienia z dziełem prawdziwie niepowtarzalnym.

Tytuł: Harleen (tomy 1-3)
Scenariusz i rysunki: Stjepan Sejic
Wydawnictwo: DC Comics
Rok wydania: 2019
Ilość tomów: 3
Ilość stron tomu: 64
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 7,99 $


Komiksy Batman - Szalona miłość oraz Invincible znajdziecie na stronie Egmontu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz