środa, 29 lipca 2020

Figurkowe Święta od Funko

Święta, Święta i... jest Funko! Co prawda lato jeszcze w pełni, ale producenci gwiazdkowych gadżetów nie próżnują. Już dziś kują żelazo póki gorące, zapowiadając atrakcje, które będą rozbudzać nasze kolekcjonerskie pożądanie za kilka niedługich miesięcy. Jak widać, Funko uczestniczy w tej gorączce z roku na rok coraz śmielej, ujawniając okazjonalne wersje figurek bohaterów DC. Trzeba przyznać, że jest w czym wybierać - dla mnie Flash, Harley Quinn oraz Superman (szczególnie w wersji "flocked") to absolutne rarytasy sezonu. A które zapowiedzi podobają się Wam najbardziej? ;-)




wtorek, 28 lipca 2020

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 32 (Flash tom 10, Invincible tom 8, Ultimate Spider-Man tom 7, Superman tom 2)

To wydanie Kiosku z Komiksami najbardziej zadowoli sympatyków klimatów superbohaterskich. Znajdziecie tu coś z uniwersum DC, Marvela oraz Image Comics. Epickie pojedynki, tajemne siły i potężna dawka emocji, to coś, czym zawsze cechowały się te komiksy. Zapraszam więc do czytania o wspaniałych wyczynach naszych ulubionych postaci, jednocześnie zaznaczając: nie próbujcie robić tego w domu! ;-)


Flash, tom 10 - Wyprawa po moc

W uniwersum DC wielkie wydarzenia (tzw. kryzysy) zawsze odnosiły się do potężnych, niezbadanych mocy. Tak się akurat składa, że użytkownikami jednej z takich sił są w tym świecie sprinterzy, zwani Flashami. Barry Allen, jako najbardziej znany z tej grupy, obdarzony mocą prędkości (za sprawą której oddał niegdyś własne życie, a także stworzył całkowicie nową linię czasową), w ostatnim czasie doświadczył wielu komplikacji, które odbiły się nie tylko na jego życiu bohatera, ale również przysporzyły trosk innym postaciom. Wydarzenia te opisane zostały w poprzednich odsłonach jego przygód (choćby tu i tu), co doprowadziło naszego herosa do podjęcia decyzji o zbadaniu kilku nowych mocy, które właśnie objawiły się w Multiwersum. Moc mędrca, moc siły i moc bezruchu, jako odwieczne elementy współistniejące z mocą prędkości, zmuszają Flasha i jego ukochaną Iris do odwiedzenia kilku miejsc na mapie świata. Para trafia więc do Badhnisi, dorzecza Kongo w Afryce, Corto Maltese oraz Zandii. Barry traktuje tę sprawę osobiście, ponieważ za wszelką cenę chce zrozumieć zasady działania wspomnianych sił, a dodatkowo pragnie odzyskać dawną formę, która pozwalała mu być najszybszym człowiekiem na Ziemi. Jak to jednak w komiksach bywa, najróżniejsi przeciwnicy (a także pozorni sprzymierzeńcy) wyskakiwać będą jak z rękawa, aby uprzykrzyć życie Flasha. Nic w tym dziwnego, w końcu dzięki temu my czytelnicy, mamy zapewnioną przednią rozrywkę.   

Trzeba przyznać, że Joshua Williamson kreśli Wyprawę po moc w bardzo atrakcyjnych barwach. Ilość akcji w tej historii wystarczyłaby na zapełnienie trzech kolejnych tomów, ale jak to bywa w przypadku losów sprintera z Central City - wydarzeń musi być sporo, a wszystko powinno dziać się szybko i konkretnie. I tak właśnie jest. Od jednego wyzwania do kolejnego, od pierwszego napotkanego przeciwnika do następnego - Flash i Iris nie mają chwili aby zwolnić i cieszyć się swoją obecnością. Czytelnicy lubiący świat Flasha z pewnością będą zadowoleni, z recenzenckiego obowiązku muszę jednak zwrócić na drobny mankament całości. Zdaje mi się, że cała awantura z Wyprawą po moc podyktowana była wyłącznie chęcią przeskoczenia do kolejnego, nawet ważniejszego tematu, który objawia się przed naszymi bohaterami w finale opowieści. Przez to czuję pewien niedosyt, bo choć poznane wydarzenia były jak najbardziej istotne, ostatecznie okazały się przystankiem w drodze do dalszego celu. Ale cóż, Barry jest także detektywem, więc pewne elementy śledztwa zawsze są w serii widoczne i to one definiują zagadnienia, w które nieustannie się pakuje. Ilustratorami tomu zostali Rafa Sandoval, Christian Duce i Minkyu Jung. W szczególności warto zwrócić uwagę na prace tego pierwszego, ponieważ dodaje on do przygód Flasha nowej jakości. Nie wszystkim jego rysunki muszą przypaść do gustu, nie można jednak odmówić artyście specyficznej gładkości stylu oraz bogactwa środków wyrazu. W przypadku losów Barry'ego sprawdza się to znakomicie. To jeden z powodów, dla których warto polecić fanom Flasha także i ten tom. 

Ps. To ostatnia część Flasha z cyklu DC Odrodzenie, którą omawiam na blogu. Po kolejne zapraszam na profil Skrzydeł Gryfa na Instagramie. Tam na bieżąco dostarczam informacji na temat tego, co dzieje się w życiu Barry'ego Allena i jego niezłomnych przeciwników. :-) 

Tytuł: Flash, tom 10 - Wyprawa po moc
Scenariusz: Joshua Williamson
Rysunki: Rafa Sandoval, Christian Duce, Minkyu Jung
Przekład: Tomasz Kłoszewski
Wydawnictwo: DC Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Invincible, tom 8

To już ósmy tom Invincible'a! Czas leci jak szalony, prawda? Na szczęście dla nas, czytelników, Robert Kirkman nadal pozostaje w dobrej formie (po małej wpadce jakościowej przy szóstym tomie) i sukcesywnie rozpieszcza fanów swej monumentalnej serii. Pisząc monumentalnej, mam tu na myśli to, że pomysłów z komiksów o przygodach Marka Greysona spokojnie starczyłoby na całą serię wydawaną przez inne wydawnictwa, specjalizujące się w tematyce superhero. Przykładem tego jest właśnie powyższy tom, który podobnie jak jego poprzednik, dzieli się na dwa wyraźne (i częściowo zamknięte) akty. W czasie jego czytania zdawało mi się, że tę drugą część określę jako gorszą, ale teraz, po zakończonej lekturze uważam ją pod pewnymi względami za lepszą. Tak więc na samym początku mamy do czynienia z oburzającym planem, jaki snuje wobec Viltrumian ukrywających się na Ziemi Allen (pełniący dumną funkcję przewodniczącego Koalicji Planet). Decyzję bohatera popiera młody Oliver, ale dla poinformowanego o rozwoju sytuacji Nolana jest ona absolutnie nie do zaakceptowania. W dalszej części tomu (wspomniany drugi akt) poznajemy szczegóły dotyczące pobytu Robota Rexa i Amandy Monster Girl na planecie Flaxian. Śledzimy niuanse ich długiego związku oraz przyczyny, dla których od pewnego czasu sprawy nie układają się pomiędzy nimi jak trzeba. A w tle otrzymujemy wielką bitwę o Ziemię, w której stawką będą losy przyszłości wszystkich bohaterów.

Kirkman jest jednym z niewielu twórców, którzy potrafią odsunąć głównego bohatera z pierwszego planu, nadal skutecznie przyciągając uwagę odbiorcy. Z wszystkich dotychczasowych tomów Marka jest tu najmniej, a i tak wszystko czyta się błyskawicznie i z nieudawanym zainteresowaniem. Z pewnością ma na to wpływ umiejętność czerpania scenarzysty z wymyślonego przez siebie uniwersum. Umiejętnie korzysta on z dotychczasowego dorobku i wątków, które pojawiły się we wcześniejszych tomach cyklu. Na skutek pewnego wypadku rolę Invincible'a musi przejąć Bulletproof (to właśnie jego widzicie na okładce w stroju tytułowego bohatera). Wkracza do akcji jako sekretna kopia naszego herosa, ale to bynajmniej nie jego sprawy zajmują scenarzystę w największym stopniu (choć dostaje też skrawek własnej historii). Na pierwszy plan wychodzą jak zawsze problemy sumienia, decyzji i moralności. Podane w bardzo ludzki i przystępny sposób, po raz kolejny pokazują, jak Kirkman radzi sobie w rozpisywaniu pełnokrwistych postaci. Nie dostajemy tu oczywistych odpowiedzi, sami musimy ocenić czy decyzje Allena, Rexa i Amandy są słuszne i czy podobnie postąpilibyśmy będąc na ich miejscu. Tom ósmy chyba bardziej niż poprzednie skupia się na konsekwencjach czynów bohaterów, dając mocno do myślenia i pokazując w czym tak naprawdę tkwi siła komiksów z nurtu superhero. Jednocześnie wszystkie główne wątki pozostają nadal otwarte, co cieszy tym bardziej, że na horyzoncie majaczy do odkrycia jeszcze 1/3 tej opowieści. Za ilustracje odpowiada jak zawsze fantastyczny Ryan Ottley (bez którego w ogóle nie wyobrażam sobie tej serii) oraz całkiem niezły Cory Walker. Ten ostatni sprawdził się w pracy nad licznymi retrospekcjami z pobytu Robota i Monster Girl na Flaxie. Ostatnie strony komiksu jak zawsze wypełnia Szkicownik, z którego dowiecie się najróżniejszych szczegółów na temat pracy nad albumem. Teraz z niecierpliwością wypatruję kolejnej części, bo wiem jak dużo zostało tu jeszcze do opowiedzenia. Tym niemniej z żalem będzie rozstać się z cyklem, co prawdopodobnie nastąpi pod koniec przyszłego roku (wraz z premierą finałowego, dwunastego tomu).  

Tytuł: Invincible, tom 8
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley, Cory Walker
Przekład: Agata Cieślak
Wydawnictwo: Image Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 296
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Ultimate Spider-Man, tom 7

W trakcie powstawania tego wydania KzK zastanawiałem się często, która z dwóch serii superbohaterskich - Invincible oraz Ultimate Spider-Man podoba mi się bardziej. Ostatecznie nie doszedłem do żadnych wiążących decyzji, stwierdziłem jedynie, że nie mam zamiaru wybierać. Oba tytuły wywołują we mnie jednakową ilość pozytywnych emocji, toteż pozostanę wiernym fanem każdego z nich (po równo). Sympatia sympatią, tymczasem warto zwrócić uwagę na pewne wspólne elementy tych komiksów. Jednym z nich są dwie fabularne części opowiadające o losach bohaterów. I tak w siódmym tomie Peter Parker musi zmierzyć się z powracającym do jego życia Harrym Osbournem oraz Hammerheadem, nowym bossem pragnącym ustawić dzielnice po swojemu (podczas chwilowej niedyspozycji zawodowej Kingpina). Pierwsza część ukazuje emocjonalną część życia Spider-Mana, którym targają obawy o bezpieczeństwo Mary Jane. Bohater staje w trudnym położeniu pomiędzy życiem prywatnym, a superbohaterskimi obowiązkami swego alter-ego. Wszystko tu rozbija się też o rozłożenie proporcji, co o zastanej sytuacji wie Peter, a co skrycie planuje Harry. Wszystko wskazuje na to, że dzielenie życia na bycie Pająkiem i zwyczajnym nastolatkiem nigdy nie było bardziej kłopotliwe. Konfrontacja sił dobra i zła wydaje się być więc nieunikniona. Drugi akt jest jeszcze bardziej dynamiczny, a to głównie za sprawą pojawienia się wielu gości specjalnych. Moon Knight, Iron Fist, Shang-Chi, Elektra czy Czarna Kotka zapewniają niemało emocji, w których udział Pająka jest absolutnie kluczowy. Tym razem Spider-Man wplątuje się w soczystą wojną gangów, wkręcony w nią przez Wilsona Fiska oraz własną łatwowierność, bezpardonowo wykorzystaną przez płeć piękną.    

Brian Michael Bendis pisze Ultimate Spider-Mana tak lekko i sprawnie, że wydaje się, iż sam był świadkiem opisanych w komiksie wydarzeń. Historia kipi akcją, wielkimi emocjami i humorem, a jednocześnie nie brakuje tu młodzieżowego ducha, szkolnych problemów oraz zwykłej, nastoletniej naiwności (kolejne podobieństwo z Invincible'm). Autor scenariusza potwierdza swoją klasę jako doskonały znawca świata postaci (seria jest swojego rodzaju odświeżeniem historii Pająka w nowym uniwersum) oraz przewodnik czytelnika po tym coraz bardziej rozbudowanym (z tomu na tom), komiksowym wszechświecie. Nie da się więc tu pogubić, a każdy nowy szczegół wprowadzany jest z rozwagą i niebywałym wyczuciem. Całości dopełniają rysunki Marka Bagleya, który kreśli przygody Spider-Mana grubą, pełną szczegółów kreską. Pewnym mankamentem jego prac, widocznym po przeczytaniu kilku tomów serii może być specyfika rysowania twarzy i sylwetek bohaterów. Często nie oddają one wieku postaci, które na jednym kadrze wyglądają na kilkanaście, a na innym na dwadzieścia parę lat. Trzeba się po prostu do tego przyzwyczaić, bo taka jest już najwyraźniej maniera ilustratora. Nie zmienia to jednocześnie faktu, że Ultimate Spider-Man to doskonale narysowany i napisany komiks. Nie pytajcie mnie tylko, czy warto przeczytać go zamiast Invincible'a. Taka kwestia może być ujęta jedynie w formie retorycznej. ;-)

Tytuł: Ultimate Spider-Man, tom 7
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Mark Bagley
Przekład: Marek Starosta
Wydawnictwo: Marvel/Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 344
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Superman, tom 2 - Saga jedności: Ród El

Od pajęczych sieci i trosk Spider-Mana przeskakujemy do Metropolis. Naszym przewodnikiem pozostaje nadal Brian Michael Bendis, który w ostatnim czasie stał się jednym z głównych konstruktorów uniwersum DC Comics. Pełni tam funkcję sprawującego pieczę nad kilkoma najważniejszymi seriami (z Supermanem i Action Comics na czele). Jak wychodzi mu wywiązywanie się tak ważnego zadania? Moim zdaniem całkiem nieźle, tym bardziej, że autor nie boi się podejmować ważnych i dość kontrowersyjnych decyzji. Gdzie jednak byśmy byli, gdyby za sprawą nieudolnych, strachliwych scenarzystów nasi ulubieni bohaterowie tkwili nadal w tym samym zakątku komiksowych kadrów? Odpowiedź należy do każdego czytelnika z osobna. Ja jednak przyklaskuję Bendisowi, choć przy czytaniu nowego tomu przygód Supermana chwilkę lub dwie zajęło mi przyswojenie rewelacji, którymi obdarzył mnie autor. Jest tu tego sporo. Po pierwsze, Jon wraca z międzygwiezdnych wojaży, na które wybrał się wraz z dziadkiem (o tym wiemy już z finału poprzedniego tomu), po drugie dowiadujemy się wreszcie całej prawdy na temat Rogola Zaara (który swój debiut odnotował w Action Comics nr 1000) oraz losów Kryptona tuż przed jego niechlubnym końcem. Jakby tego było mało, do akcji wkracza niejaki Syndykat Zbrodni z Ziemi 3 (znany z komiksów o Lidze Sprawiedliwości z The New 52), oraz Generał Zod wraz ze swoją ukochaną familią. Mało? No to dodam jeszcze, że mimo tego, że na ziemi nie minął nawet miesiąc, Jon postarzał się o dobre siedem lat.

Atrakcji w Sadze jedności: Rodzie El jak widać nie brakuje. Bendis zadbał o to, żeby przy jego komiksie nikt się zbytnio nie nudził. Czuje się jednak cięższą rękę do pisania w kontekście tego, co wychwalałem w przypadku Ultimate Spider-Mana. Cóż, trochę czasu minęło odkąd twórca ten pisał wspomniany tytuł, nie można też zapominać o nieco innym charakterze losów Supermana. No i o tym, że Bendis na nowo (w pewien sposób) przerabia elementy genezy tej postaci. Bojących się o ostateczny kształt historii zniszczenia Kryptona uspokoję, że ostatecznie zostały do niej dodane liczne, wzbogacające historię elementy, nie wpływające w kolosalnym stopniu na jej finalny kształt. Dostaliśmy pewnego rodzaju rozszerzenie, które pozwala autorowi pchnąć bohaterów na dalsze, znacznie szersze wody. Mnie taki obrót spraw odpowiada, ponieważ Bendis wychodzi z tej potyczki obronną ręką. Świetnie wypada w tomie wątek Jonathana, który w sumie gra tu pierwsze skrzypce. Starszy czy nie, syn Clarka nadal jest świetnym chłopakiem o wielkim sercu i zadatkami na godnego następcę ojca. Jego wytrwałość i niezłomność widać najlepiej podczas czasu spędzonego w towarzystwie okrutnego Ultramana. Dzieciak łatwo nie daje za wygraną i wielka w tym zasługa wychowania przez wspaniałych rodziców. Za większość ilustracji w tym powiększonym objętościowo tomie odpowiada Ivan Reis. Artysta prezentuje styl, który w przypadku Supermana sprawdza się wręcz znakomicie. Jego kreska jest tak naturalna i realistyczna, jak powinno to mieć miejsce w historii o przygodach największego superbohatera na Ziemi. Ostateczny werdykt jest oczywisty. Jeśli nie boicie się zmian, sięgnijcie po Sagę jedności: Ród El. Komiks wychodzi odważnie naprzeciw nowemu, a biorąc pod uwagę to, co czeka nas w jego kolejnej odsłonie, efekt ten będzie miał jeszcze większe znaczenie. Nie uprzedzajmy jednak faktów i cieszmy się tym, co dostaliśmy tym razem. W końcu to kawał prawdziwie epickiej historii!

Tytuł: Superman, tom 2 - Saga jedności: Ród El
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Ivan Reis, Brandon Peterson
Przekład: Jakub Syty
Wydawnictwo: DC Comics/Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 232
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 59,99 zł


Wszystkie opisane powyżej tytuły i serie znajdziecie na stronie wydawnictwa Egmont.

 

wtorek, 21 lipca 2020

RECENZJA: Dzieci zapomniane przez Boga - Graham Masterton


Nieco ponad dwa lata temu podzieliłem się z Wami swoją opinią na temat powieści Wirus, w której Graham Masterton przedstawił nam parę detektywów - Jerry'ego Pardoe'a i Dżamilę Patel. Ich zmagania z tajemniczą sprawą dotyczącą ubrań wywołujących gwałtowną chęć mordu były dla mnie swoistym powrotem do twórczości autora, która odcisnęła głębokie piętno na mym czytelniczym życiu prawie trzydzieści lat temu. Dziś, przy okazji premiery jego nowego dzieła, czyli Dzieci zapomnianych przez Boga, miałem okazję powrócić do tych bohaterów oraz nowych historii z ich udziałem. Pozwólcie więc, że napiszę parę słów o swoich wrażeniach po właśnie zakończonej lekturze.

Kształtują się one dość pozytywnie, bowiem Masterton w swej nowej powieści nie wychodzi poza ścisłe ramy, utrwalone w poprzedniczce cyklu. Dzieci zapomniane przez Boga to kontynuacja losów pary detektywów, którzy znów muszą zająć się sprawą spędzającą sen z oczu innych funkcjonariuszy policji. Sama zagadka jest oczywiście mocno niepokojąca i praktycznie niemożliwa do rozwiązania, tym bardziej, że dotyczy kwestii zniekształconych ludzkich płodów oraz mrożących krew w żyłach zdarzeń, mających miejsce w kanalizacji miejskiej pod Londynem. Jeśli więc chcecie dowiedzieć się, co łączy niespodziewane, bolesne ciąże losowych kobiet, zdeformowane dzieci oraz ogromny zator w ściekach, koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Więcej nie zdradzę, im mniej wiecie, tym większa będzie Wasza frajda z lektury.

Muszę jednak przestrzec osoby spodziewające się jakichkolwiek dywagacji autora nad przedwczesnym przerywaniem ciąży. Nie znajdziecie tu nic z podobnych rzeczy. Masterton używa pojęcia aborcji jako narzędzia do skonstruowania fabuły, a nie po to, aby raczyć nas swymi poglądami na ten temat. Ma być przerażająco, tajemniczo i dziwnie - i tak właśnie jest. Sprawa śmierci jednego z pracowników firmy obsługującej kanalizację prowadzi Jerry'ego i Dżamilę do odkrycia faktów, które każdy racjonalnie myślący człowiek natychmiast wrzuciłby pomiędzy bajki. Cały geniusz autora polega jednak na tym, że stopniowo odkrywa on przed czytelnikiem wszystkie fakty, kawałek po kawałku odsłaniając cały zamysł powieści. Co ciekawe, na samym końcu znów okazuje się, że książka pozbawiona była niepotrzebnych elementów, a każde (nawet najbardziej dziwne zdarzenie) da się ułożyć w sensowną całość. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy autor nie przedstawia odpowiedzi bezpośrednio w tekście - aby je odkryć, wystarczy tylko przez chwilę zastanowić się nad tym, co niedawno przeczytaliśmy. 

Podczas lektury Wirusa zauważyłem, że Masterton nie rozwodzi się zanadto nad życiem osobistym bohaterów, oszczędzając jak można także na ich portrecie psychologicznym. Oceniłem to wtedy jako pewien minus, niestety podobnie jest również i w Dzieciach zapomnianych przez Boga. Taka jest więc zapewne maniera pisarska autora, który skupia się wyłącznie na fabule, nie starając się, abyśmy przywiązywali przesadną uwagę do opisywanych postaci. Tu liczy się wyłącznie rys fabularny i poszczególne elementy zagadki. Pod tym względem książka przemówi więc do osób stroniących od zbyt rozbudowanych opisów, czy niechcianych elementów obyczajowo-psychologicznych. Ja twierdzę, że Dzieci zapomniane przez Boga zyskałyby o wiele więcej, gdyby twórca nie pominął podobnych kwestii - tym bardziej, że miał na to miejsce i sposobność.

Ponieważ Dzieci zapomniane przez Boga to rasowa powieść grozy, warto więc zwrócić uwagę na elementy wywołujące tzw. gęsią skórkę. Jest ich tu niemało, a co ważniejsze - zostały podane w bardzo "soczysty" sposób. Masterton świetnie sprawdza się we wszelkiego rodzaju makabrycznych i dość brutalnych opisach. Przygotujcie się więc na spore ilości krwi, wyrywanych kończyn czy ogólnie rozpasanej przemocy, będącej kwintesencją pomysłowego okaleczania bliźniego. Jeszcze jednym minusem okazało się być dla mnie samo zakończenie, które robi brzydkie wrażenie pisanego na szybko, przez co cała podbudowa pod ostateczne stracie z siłami zła okazuje się być znacznie lepsza i (pod każdym względem) mocniejsza od finału.

Pomimo pewnych mankamentów, Dzieci zapomniane przez Boga to bardzo wciągająca książka, która pokazuje, że Masterton ma wciąż wiele ciekawego do przekazania we współczesnej literaturze grozy. Treść szokuje i wciąga, zaskakując niecodziennymi rozwiązaniami fabularnymi, jak i zdumiewającymi zwrotami akcji. Powieść czyta się bardzo szybko, głównie za sprawą wartkiej akcji oraz stanowcze ograniczenie nadmiernej opisowości. Radości czytania sprzyja też formuła zagadki kryminalnej, którą są zmuszeni rozwiązać Pardoe i Patel. Wisienką na torcie jest sam pomysł na tematykę powieści, z którą w książkowym horrorze spotkałem się po raz pierwszy. Dla wieloletnich fanów Mastertona jego najnowsze "dziecko" będzie więc kolejną, fascynującą wyprawą w nieznane. Nowi czytelnicy bez wątpienia znajdą tu okazję, aby zaznajomić się z talentem autora, oraz niezwykłą, dość przerażającą historią. Co ostatecznie sprawia, że polecam ją wszystkim wielbicielom strasznych opowieści.


Tytuł: Dzieci zapomniane przez Boga
Autor: Graham Masterton
Przekład: Piotr Kuś
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 376
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 39,90 zł


Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Rebis.


wtorek, 14 lipca 2020

Ilustracje Paolo Barbieri'ego, czyli najpiękniejsze wyobrażenie fantastyki w literaturze


Wszyscy z większym lub mniejszym powodzeniem przez całe życie czytamy książki. Tymczasem każdy z nas (tzw. moli książkowych) ma taką powieść (lub serię), która na pewnym etapie życia ostatecznie zdefiniowała jego nieustającą miłość do czytania. W moim przypadku były to dzieła włoskiej pisarki Licii Troisi, której pierwszą książkę, czyli Sektę Zabójców - tom rozpoczynający Wojny Świata Wynurzonego poznałem w 2009 roku. Od tamtej chwili dałem się zaczarować historiom spisanym na stronicach jej powieści, z miejsca przeistaczając się z przypadkowego odbiorcy literatury w zagorzałego i oddanego czytelnika fantastyki. Słowa i wyobraźnia autorki niewątpliwie miały na mnie wielki wpływ (kiedyś trzeba będzie poświęcić jej tytułom osobny wpis na blogu), tymczasem równie ważne okazały się ilustracje na okładkach tychże dzieł, autorstwa niesamowitego Paolo Barbieriego. 



To właśnie jemu poświęcam ten wpis, bo jak sami chyba przyznacie, Paolo Barbieri jest prawdziwym mistrzem gatunku. Zarówno portrety Nihal, Dubhe, Adhary, ich licznych sojuszników, jak i zupełnie innych postaci z szeroko pojętego gatunku fantastyki, ujawniają wielki kunszt prac plastyka. Podziwiajcie je zatem, nie zapominając odwiedzić profilu artysty na facebook'u lub Instagramie. Tam również jest na co popatrzeć! 

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 31 (Wiedźmun tom 1, Lucky Luke tom 18 i 68, Flash Forward)

Witam w nowym wydaniu Kiosku z Komiksami! Tym razem omawiam dwa tytuły, w których przenosimy się pomiędzy nieznanymi wymiarami oraz jeden, wiodący nas w podróż do czasów kowbojów i notorycznego bezprawia... Różnorodność jest jak zwykle gwarantowana, sądzę że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zapraszam serdecznie! :-)


Wiedźmun, tom 1 - Słodki zapach potwora o zmierzchu

Nigdy nie pokochałem Wiedźmina Sapkowskiego, gracz konsolowy ze mnie żaden, nawet serialowi Netflixa nie udało się zmienić mojego nastawienia... Lecz całkiem niedawno pojawiło się coś, co nieco zrewidowało moje podejście do tego tzw. najfantastyczniejszego towaru eksportowego naszego kraju. Mam tu na myśli najnowszy komiks Tomka Samojlika - Wiedźmun, którego pierwszy tom nosi tytuł Słodki zapach potwora o zmierzchu. Cóż to w ogóle za nietypowe kuriozum? Niby jakaś parodia, po części w pełni autorska historia, ale rysunkowo skierowana raczej do zdecydowanie młodszych odbiorców. I od razu napiszę - w tym cały sęk! Cały czar Wiedźmuna tkwi właśnie w tych trzech elementach, nad którymi autor opowieści zapanował wprost po mistrzowsku.

Mała Kira ma tatę wynalazcę. Oboje pochodzą z odległej przyszłości, ze świata w którym środowisko naturalne zostało tak wyniszczone, że wszyscy ludzie muszą żyć w bunkrach, a dzieci nie chodzą do szkoły ucząc się zdalnie (to już akurat poznaliśmy w tym roku na własnej skórze...). Pewnej nocy tata dziewczynki postanawia przetestować pewien wynalazek i znika bez śladu. Kilka lat później Kira podąża jego śladem, przenosząc się do tajemniczej krainy pełnej groźnych potworów i magii. W tym świecie żyje także niejaki Wiedźmun Gierwald, polujący na owe potwory i zbierający pozostawiane przez nie, dziwne aurergium. Tak oto rysuje się fabuła pierwszego tomu serii, w której Samojlik oddaje hołd światu wykreowanemu przez Sapkowskiego, jednocześnie obdarzając go prawdziwym ogromem elementów charakterystycznych wyłącznie dla własnej twórczości. Jest to więc komiks dla dzieci, ale skonstruowany tak, że żaden dorosły nie będzie nudził się, śledząc losy poznanych w nim bohaterów. Znajdziemy tu sporo oczek puszczonych do czytelnika, ale najbardziej widoczna jest wielowątkowa struktura tomu, pokazująca prawdziwą epickość przedsięwzięcia. Wiedźmun nie byłby oczywiście pełnoprawnym dziełem Samojlika bez ważnych elementów ekologicznych. Podobnie jak we wcześniejszych pozycjach autora, tutaj również przyroda (oraz szacunek dla niej) pełnią nadrzędną funkcję. Warto zwrócić uwagę, że Wiedźmun jest narysowaną na nowo, zmienioną wersją komiksu, którą autor zaprezentował czytelnikom dobrych kilkanaście lat temu. Odbiorca jest tym razem dużo młodszy, więc praktycznie nie ma tu przemocy (choć paradoksalnie śmierć słodkich potworków z rąk bezwzględnego Gierwalda jest prawdziwie zasmucająca), a dobry humor towarzyszy czytelnikowi przez cały czas lektury. Samojlik pokusił się też o drobny żarcik z własnego dziedzictwa, pokazując podróż dwójki bohaterów przez portal, który prowadzi ich poprzez kilka światów znanych z jego poprzednich dzieł (a w tym jeden, który dopiero poznamy!). Toż to osobliwe, samojlikowe multiwersum! W ten sposób otrzymaliśmy świetny, dziecięcy komiks, który przyniesie również sporo dobra starszemu, orientującemu się w fantastyce odbiorcy. Jedynym minusem Słodkiego zapachu potwora o zmierzchu jest brutalne urwanie akcji w najciekawszym momencie. Komiks jest zdecydowanie za krótki - ledwie autor zdążył rozłożyć karty na stole, zaprezentować nam bohaterów oraz całą intrygę, to nagle nastąpił bolesny koniec. I choć polecam Wiedźmuna z całego serca, szybko nie daruję Samojlikowi tego podstępnego zabiegu. Chyba że szybko pojawi się drugi tom. Wtedy będę cieszył się jak całe stado rozbrykanych Tuśmiwisków. ;-)

Tytuł: Wiedźmun, tom 1 - Słodki zapach potwora o zmierzchu
Scenariusz i rysunki: Tomasz Samojlik
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 64
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 34,90 zł


Lucky Luke, tom 18 - W cieniu wież wiertniczych
Lucky Luke, tom 68 - Prorok


Najszybszy kowboj z Dzikiego Zachodu powraca z dwoma albumami rysowanymi przez legendarnego Morrisa. Sęk w tym, że pomiędzy powstaniem W cieniu wież wiertniczych, a Prorokiem upłynęło aż 38 lat! Za scenariusz pierwszego albumu odpowiada Rene Goscinny (współtwórca Asteriksa), przy drugim nakreśleniem fabuły zajął się Patrick Nordmann. Jak prezentują się obie przygody? Oczywiście rewelacyjnie! W mojej opinii komiksy z Lucky Lukiem nigdy nie schodzą poniżej pewnego poziomu, nie poddając się okrutnemu upływowi czasu. Ich ponadczasowość stanowi jedną z niezaprzeczalnych cech rozpoznawczych serii i chyba dlatego Egmont postanowił wydawać je w tak przypadkowej kolejności. Kolejną rzeczą, jakiej możemy spodziewać się w komiksach Morrisa, to radosny i nieprzesadzony humor. Tego w obu dziełach również nie zabrakło. Wesoło i ponadczasowo z jednej, a pouczająco i dość wiernie historycznym danym z drugiej strony - tak prezentuje się fabuła komiksów, gdzie przyglądamy się gorączce poszukiwania ropy naftowej oraz problematyce różnorodności wiary, pojawiającej się na nowo osiedlanym kontynencie. 

W cieniu wież wiertniczych Goscinny wykorzystuje do swego celu autentyczną postać pułkownika Edwina Laurentine'a Drake'a (tu zwanego wyłącznie płk. Drakiem), amerykańskiego biznesmena, który jako pierwszy zastosował nowatorską metodę pozyskiwania ropy z ziemi. Przenosimy się więc w czasie aż do późnych lat 50. XIX wieku, aby stać się świadkami fascynacji i swoistego pożądania, jakiemu uległy w owym czasie rzesze mieszkańców Titusville w Pensylwanii. To oczywiście historyjka komiksowa, nie zabrakło więc pewnych uproszczeń czy licznych skrótów myślowych, służących opowiedzeniu dynamicznej, wesołej treści. Jak w każdej dobrej opowieści, także i tu musimy napotkać głównego złoczyńcę. Tę funkcję z powodzeniem pełni niejaki Barry Blunt, gagatek, który wraz z bandą rzezimieszków pomysłowo terroryzuje okolicę, roszcząc sobie prawa do szybów naftowych wśród ogarniętych gorączką wydobywców. Na jego drodze staje oczywiście Lucky Luke, któremu powierzono obowiązki szeryfa w miasteczku. W Proroku Luke musi po raz kolejny (który to już z kolei...?) odszukać zaginionych braci Dalton i odprowadzić ich do zakładu karnego. Nie będzie łatwo, bowiem tym razem sprytni bliźniacy znaleźli się w towarzystwie dziwnego i niebezpiecznego proroka Dunkle'a, który wiedzie ich do małego miasteczka, zamieszkanego przez wielce bogobojną brać. W obu tomach nie brakuje więc akcji, interesujących postaci czy dynamicznych zwrotów akcji. Wszystko jest obficie okraszone wspomnianym wcześniej, przepysznym i przemawiającym do serca humorem. A całość rozgrywa się w świetnie odtworzonych realiach Dzikiego Zachodu, który zwiedzany w towarzystwie Lucky Luke'a nie zdaje się być ani specjalnie dziki, ani straszny. Sądzę więc, że w podobną podróż można wybrać się swobodnie zawsze i wszędzie. Tym bardziej, że dobre samopoczucie jest tu stuprocentowo gwarantowane!

Tytuł: W cieniu wież wiertniczych/Prorok
Scenariusz: Rene Goscinny/Patrick Nordmann
Rysunki: Morris
Przekład: Marek Puszczewicz/Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Flash Forward

Najnowsza przygoda Wally'ego Westa ma miejsce bezpośrednio po wydarzeniach opisanych w niesamowitym Kryzysie bohaterów. Zbrodnia, której dopuścił się wbrew swej woli zaprowadziła go do więzienia Blackgate, gdzie cierpliwie oczekuje na wydanie sprawiedliwego wyroku. To właśnie w tym miejscu objawia się mu niejaki Tempus Fuginaut, potężna istota stojąca na straży spójności przestrzeni pomiędzy światami Multiwersum. Materia pochodząca z Mrocznego Multiwersum zalewa pięćdziesiąt dwa równoległe światy i tylko Flash może przywrócić im naturalny porządek. Tempus wysyła więc Wally'ego w niebezpieczną i karkołomną misję, w czasie której nasz bohater przebędzie drogę, pomagającą mu poukładać swe utracone życie. Jak się również okaże, przysłuży się mu to lepiej, niż planowali to Superman, Batman i Wonder Woman, wysyłając go na leczenie w Sanktuarium. Jednak cena, jaką przyjdzie Wally'emu zapłacić za ten czyn, będzie bardzo wysoka.

Flash Forward wpisuje się w wielkie wydarzenia, jakie w ostatnich latach mają miejsce w świecie DC. Scott Lobdell przedstawia nową historię jednej z najbardziej lubianych postaci tego komiksowego uniwersum w sposób zadowalający stałych, wieloletnich czytelników, jak i nowych, którzy z opowieściami superhero są dopiero od niedawna (oczywiście, przy lekturze tego tomu pewna wiedza odnośnie historii świata DC jest wymagana). Największą atrakcją tomu jest wycieczka Flasha po kilku Ziemiach Multiwersum, jak i liczne akcenty emocjonalne, które ładnie komponują się z dynamiką akcji. Lobdell znacznie lepiej wykorzystuje ideę Multiwersum, tak koncertowo zmarnowaną przez Granta Morrisona (patrz tutaj). Wraz z Wally'm odwiedzamy więc m.in. Ziemię 43 opanowaną przez Justice League of Vampires (powstałą na skutek walki Batmana z Draculą, w efekcie której Mroczny Rycerz stał się wampirem, przemieniając resztę Ligi), czy przenikające się ze sobą Ziemie 13 i 32. To właśnie tutaj Flash spotyka sprinterkę Lightspeed, będącą lustrzanym odbiciem jego ukochanej żony, Lindy Park. Autorzy Flash Forward pokazują nam Wally'ego Westa jako postać o ogromnym sercu, pragnącą odnaleźć choć skrawek utraconej przeszłości oraz rodziny, która jest dla niego wszystkim. Kwintesencją familijnych wątków jest ostateczne zjednoczenie z dwójką dzieci - Iris i Jai'em. Jest to spotkanie piękne i wzruszające, ponadto umiejętnie wbudowane w pędzącą do przodu akcję. Znakomite, przepełnione detalami rysunki Bretta Bootha (znanego m.in. z Titans w DC Rebirth) świetnie ilustrują złożoność historii, pozwalając cieszyć się wszelkimi niuansami komiksu. Niestety, słodko-gorzki wydźwięk finału zapewne złamie serca wielu fanom Wally'ego. Przykro mi to pisać, ale komiks jest swoistym pożegnaniem z postacią Flasha, znaną nam do tej pory. Od tej chwili jego losy związane będą ze sprawami wielkiej wagi, w związku z czym tym bardziej zachęcam Was do sięgnięcia po powyższy tytuł. Jest on nie tylko epilogiem ery losów jednego z najważniejszych herosów DC, ale też znamiennym wydarzeniem w historii całego uniwersum wydawnictwa.

Tytuł: Flash Forward
Scenariusz: Scott Lobdell
Rysunki: Brett Booth, Norm Rapmund
Wydawnictwo: DC Comics
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 144
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 17,99 $


Komiksy z serii Lucky Luke znajdziecie na stronie Egmontu.


środa, 1 lipca 2020

Koncert w Vibe City (41258) z filmu Trolle 2 od Lego

Osoby śledzące z uwagą moje wpisy na blogu zapewne pamiętają, jak w listopadzie ubiegłego roku prezentowałem zdjęcia zestawów Lego związane z filmem Trolle 2 (Trolls World Tour). Jak się właśnie okazało, duńska firma trzymała w zanadrzu jeszcze jedną niespodziankę związaną z tą niezwykle udaną animacją. Jest nią zestaw 41258 Vibe City koncert, który w sprzedaży pojawi się już 1 sierpnia! Dostępny będzie w sklepie internetowym Shop@Home, a jego cena wyniesie 279,99 zł. Biorąc pod uwagę dość pokaźną ilość elementów (prawie 500!), warto zastanowić się, czy nie dołączyć go do kolekcji ulubionych klocków. Szczególnie jeśli lubicie wyraziste i bardzo radosne kolory. :-)