sobota, 26 września 2020

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 35 (DIE tom 1, Czarolina tom 1, Ptyś i Bill tom 6)

W kalendarzu jesień, a więc jest to dobra okazja na siedzenie w domu i nałogowe czytanie komiksów. Oczywiście dla prawdziwych sympatyków historii obrazkowych taki czas trwa przez cały rok! Tym bardziej zachęcam do sięgnięcia po nowe tytuły, lecz zanim to zrobicie, sprawdźcie co kryje się w każdym z nich. :-)


DIE - tom 1 - Fantastyczne rozczarowanie

Nigdy nie byłem wielkim sympatykiem wszelkich rodzajów gier. Owszem, jak każdemu zdarzyło mi się kilka wyjątków (o niektórych z nich mogliście nawet przeczytać na blogu), lecz wśród tych nielicznych przykładów jedną grę zapamiętałem bardzo dobrze. Piszę tu o słynnej planszówce sprzed lat, czyli Magii i Mieczu, którą odkryłem jako pełen świeżej wyobraźni czternastolatek. Dawne to były czasy, ale tytuł ten wyrył mi się w pamięci na tyle mocno, że kiedy w moje ręce wpadł pierwszy tom serii DIE (będącej swojego rodzaju hołdem dla gier typu rpg), z miejsca zapragnąłem go przeczytać. Autorem tej ciekawej historii jest Kieron Gillen, scenarzysta znany m.in. z bardzo dobrego The Wicked + The Divine (zwycięzca Wielkiej Trójki 2018) oraz nietuzinkowa ilustratorka Stephanie Hans. Ta utalentowana dwójka przedstawia nam historię szóstki przyjaciół, którzy jako nastolatkowie zostali wciągnięci w świat pewnej intrygującej gry fantasy (skojarzenia z Jumanji są jak najbardziej na miejscu). Dwa lata później piątka z nich powróciła, uparcie odmawiając wyjaśnień dotyczących miejsca swego pobytu oraz wszelkich okoliczności zniknięcia. Wydarzenia te miały miejsce w pierwszej połowie lat 90. Po tym czasie drogi towarzyszy rozdzieliły się, aż do chwili obecnej, kiedy to jeden z nich otrzymał niecodzienny prezent na swoje urodziny. Paczka zostawiona w pobliskim barze była na tyle zastanawiająca, że zmusiło to grupę do nieoczekiwanego spotkania po latach. 

W Fantastycznym rozczarowaniu, pierwszym tomie DIE, Gillen przedstawia czytelnikom historię fantasy, opartą na pomyśle postaci wrzuconych w realia gry strategicznej. Cały sukces przedsięwzięcia rozbija się o to, jak bardzo lubicie i jak mocno związani jesteście z taką formą spędzania czasu. Jeśli tak jak ja, niezbyt czujecie te klimaty, DIE rozczaruje Was już w swej pierwotnej konstrukcji. Od bardzo ciekawego początku historii, aż do chwili gdy akcja przenosi się do Świata Kości, komiks czytało mi się wprost rewelacyjnie. Doskonale budował relacje pomiędzy postaciami i tajemnicę, która niczym magnes przyciągała mnie do każdej strony. Później, w miarę zagłębiania się w akcję było już nieco gorzej, głównie ze względu na mój brak zainteresowania światami oraz realiami obowiązującymi znajdujących się w nich graczy (a w całym tomie jest tego naprawdę sporo). Na szczęście Gillen dobrze skonstruował bohaterów swej opowieści, obdarzając ich różnymi, przyciągającymi uwagę osobowościami. Na pierwszy plan wysuwa się Dominic/Ash, zagubiony w świecie rzeczywistym introwertyk, przyjmujący w grze kobiecą postać dynamicznej dyktatorki, będącej kimś w rodzaju narratorki całej historii. Oprócz niego na uwagę zasługuje także dynamiczna Izzy, kapłanka potrafiąca narzucać swą wolę najróżniejszym bóstwom oraz Matt, trzeźwo myślący wojownik, biorący potężną siłę ze smutku. Autor zadbał, aby problemy poszczególnych postaci w świecie rzeczywistym odbijały się głośnym echem w grze. Dzięki temu są oni bardziej czytelni dla odbiorcy i bez problemu można się z nimi identyfikować. Mocnym zgrzytem jest jednak ukazywanie niektórych zachowań bohaterów w oparciu o zasady panujące w rozgrywce. Rozumiem, że taka jest przyjęta w tej opowieści konwencja, lecz jednocześnie mocno ograniczało to możliwości ich płynnej kreacji. Intrygującym zabiegiem okazał się specyficzny hołd wobec tolkienowskiego Władcy Pierścieni, który jest przecież dziełem mającym niebagatelny wpływ na wszelkie gry fantasy. Wątek ten znaleźć można w trzecim rozdziale DIE - warto sprawdzić jak się w nim odnajdziecie. Komiksowy Świat Kości nie byłby kompletny bez świetnych ilustracji Stephanie Hans. Jej malownicze prace to niewątpliwie jeden z najjaśniejszych punktów Fantastycznego rozczarowania. Jej pozornie rozmyte kadry kryją wiele szczegółów, ciesząc oko realizmem i wyobraźnią, którą po mistrzowsku posługuje się artystka. Pierwszy tom wspólnej serii Gillena i Hans nie przekonał mnie do siebie w stu procentach, zakładam jednak, że z całą siłą przemówi do sympatyków wielogodzinnych rozgrywek rpg. DIE jest swoistym hołdem i osobliwym przedłużeniem życia tego typu gier, zawierającym mnóstwo dobra, niezwykle atrakcyjnego (a także bardzo czytelnego) dla oddanych im pasjonatów. Zapewne dla nich Fantastyczne rozczarowanie nie będzie dosłownym rozumieniem tytułu, co częściowo stało się moim niechcianym udziałem.

Tytuł: DIE, tom 1 - Fantastyczne rozczarowanie
Scenariusz: Kieron Gillen
Rysunki: Stephanie Hans
Przekład: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 170
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 49 zł


Czarolina, tom 1 - Pewnego dnia zostanę fantastykolożką!

Od wielu lat obserwujemy na rynku popkultury swoisty wysyp produktów "potteropodobnych", czyli takich, które nader mocno inspirowane są słynną czarodziejską serią J. K. Rowling. Wśród tej nawałnicy publikacji spotkać można dzieła świetne oraz takie, które w ogóle nie powinny powstać. Jak więc wypadają na tym tle przygody Czaroliny, której przygody w tomie Pewnego dnia zostanę fantastykolożką! właśnie ukazały się na naszym rynku? Biorąc pod uwagę Grand Prix przyznane przez czytelników magazynu Le Journal de Mickey nie powinno być w tej kwestii żadnych wątpliwości. Czy aby na pewno...?

Czarolina zabiera nas w podróż do świata pełnego magii oraz najróżniejszych niecodziennych stworzeń. A w szczególności takich, które zazwyczaj uważane są za nieistniejące. Tytułowa bohaterka trafia na wyspę Vorn, aby pod okiem profesora Balzara i tajemniczej Madame S. rozpocząć wakacyjny kurs kryptozoologii (kryptydami są tu nazywane zwierzęta fantastyczne). Wraz z niewielką grupą dzieciaków dziewczynka zagłębia się w świat niedostępny dla większości śmiertelników. A jak przystało na dobrą opowieść, wkrótce przyjdzie jej zmierzyć się z mroczną zagadką zagrażającą nie tylko uczestnikom kursu, ale również przyszłości szkoły Balzara. I w tym miejscu trzeba otwarcie przyznać, że czyta się ten komiks bardzo sympatycznie. Co prawda ślady świadomego kopiowania prozy Rowling widać na co drugim kroku, jednak jakimś cudem opowieści udaje się zachować pozory oryginalności. Może sedno takiego stanu rzeczy tkwi w rysunkach Paoli Antisty, które wprost idealnie nadają się do tworzenia magicznego świata, a może sukcesu należy upatrywać w nie tak oczywistej zagadce, którą szykuje dla nas Sylvia Douye (scenarzystka i pomysłodawczyni serii). Warto też zwrócić uwagę na dość pokaźną ilość przedstawionych kryptyd. Gorgony, jednorożce, caladriusy, wampiry i rysałki to tylko niektóre ze stworzeń pojawiających się na stronach tego niezbyt długiego komiksu. Tak czy inaczej, Pewnego dnia zostanę fantastykolożką! okazuje się być całkiem zmyślnym cyklem dla młodszych czytelników, pokazującym, że oprócz wielu inspiracji autorki potrafiły zachować choć niewielki pierwiastek unikalności dla całej historii. Czarolina z pewnością najbardziej spodoba się nieletniej płci pięknej, natomiast reszta młodych czytelników na pewno sięgnie po drugi tom serii (Dziewczynka, która kochała zwierzołaki), zachęcona intrygującym zwrotem akcji w finale. I warto będzie tak zrobić, aby znów znaleźć się wśród ogromnej ilości fantastycznych stworzeń, ciekawych i niejednoznacznych postaci oraz urzekających ilustracji Antisty. Jakikolwiek powód wybierzecie, sądzę że i tak nie pożałujecie. 

Tytuł: Czarolina, tom 1 - Pewnego dnia zostaną fantastykolożką!
Scenariusz: Sylvia Douye
Rysunki: Paola Antista
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 48
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 34,99 zł


Ptyś i Bill, tom 6 - Pamiętniki Billa

Ptyś i Bill
 to komiks Jeana Roby, belgijskiego rysownika i scenarzysty, stworzony pod koniec lat 50. ubiegłego wieku. Chłopiec i jego wierny pies, czyli kultowi bohaterowie tej pozycji, nie są bynajmniej debiutantami na naszym komiksowym rynku. Pamiętniki Billa to już szósty tom wydany nakładem Egmontu. Jakimś dziwnym trafem ów tytuł dopiero teraz trafił w moje ręce, szczęśliwie okazując się wartym wszelkiego zainteresowania. Dzieło Roby to jeden z tych komiksów, który skierowany jest głównie do młodszych odbiorców. Na szczęście z powodzeniem mogą czytać go także wielbiciele historyjek obrazkowych w każdym wieku. Wypełniające najnowszy zbiorek, familijne anegdoty prawie w całości opierające się o postać spaniela nazwanego Bill, przybliżą sympatykom wiernych czworonogów sytuacje z życia wzięte. I choć komiksów opisujących perypetie ludzi i ich zwierząt jest na rynku co najmniej kilka (Garfield, Fistaszki), Ptyś i Bill wyróżnia się na tym tle niepowtarzalnym humorem oraz sposobem rozpisania poszczególnych historii.

Pamiętniki Billa to tak naprawdę zbiorcze wydanie trzech publikacji (Czarujący spanielNieznośny Bill oraz zeszyt tytułowy) po raz pierwszy wydanych zagranicą w 1977 r. Każda strona tomiku to osobna historyjka, posiadająca swój indywidualny morał lub puentę. Można więc spokojnie zasiąść do lektury, nie martwiąc się, że nie są nam znane wcześniejsze przygody bohaterów. Tym bardziej, że z nimi samymi zapozna nas wstęp, przybliżający także niejakiego Piotrka (najlepszego kumpla Ptysia) oraz Karoliny (żółwicy zamieszkującej dom i ogródek rodziców chłopca). Ptyś i Bill to seria bawiąca czytelnika sytuacjami znanymi z dnia codziennego, w głównej mierze skupiająca się na ukazaniu humoru w relacjach ludzi ze zwierzakami oraz pewnej dozy niezrozumienia, często cechującej te zdarzenia. Jeśli nie jest Wam obcy klimat historii opowiedzianych w klasycznym stylu frankofońskich komiksów dla najmłodszych, nie będziecie tym tytułem zawiedzeni. Pamiętniki Billa szczęśliwie zachowują swój unikalny charakter (zwróćcie uwagę na obrazki z ptaszkami, rozsiane po całym domu) i pomimo oczywistych skojarzeń z konkurencją dają radę udźwignąć ciężar treści na własnych barkach. Są też świetnie narysowane, tak naprawdę bawiąc czytelnika już samą kreską. W moim zachwycie serią nie ma więc nic przesadzonego, wszak ten od lat doceniany komiks doczekał się również kilku seriali animowanych, a jego autor uznany został za jednego ze "100 najwspanialszych Belgów". Dla poprawienia humoru oraz utrzymania dobrego samopoczucia Ptyś i Bill sprawdzą się więc wprost idealnie.

Tytuł: Ptyś i Bill, tom 6 - Pamiętniki Billa
Scenariusz i rysunki: Jean Roba
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 144
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Komiks DIE znajdziecie na stronie wydawnictwa Non Stop Comics.


Komiksy z serii Czarolina oraz Ptyś i Bill dostępne są na stronie Egmontu.


piątek, 25 września 2020

RECENZJA: Paradoks - Artur Urbanowicz


Artur Urbanowicz powoli wyrasta na najlepszego polskiego autora powieści grozy. I przyznam szczerze, że mnie taki obrót spraw bardzo cieszy. Już od dawna czekałem na pojawienie się utalentowanego i pomysłowego pisarza, który wprowadzi powiew świeżości do tak szeroko pojętego gatunku. Wszystkie jego dotychczasowe książki są precyzyjnym strzałem w dziesiątkę. Gałęziste, Grzesznik oraz zeszłoroczny Inkub (jedna z trzech najlepszych powieści w moim zestawieniu Wielka Trójka 2019) to historie niezwykle wciągające, świetnie napisane, a na dodatek odznaczające się niespotykaną (nawet w skali światowej) kreatywnością. Nic więc dziwnego, że od chwili autorskiego spotkania z pisarzem w maju zeszłego roku (w czasie WTK 2019) z wielką niecierpliwością wypatrywałem zapowiedzianej już wtedy powieści Paradoks. No cóż, czytelnicy mający możliwość spotkania się z Panem Urbanowiczem podczas jego autorskich pogadanek na pewno wiedzą, że jest on osobą potrafiącą rozbudzić w odbiorcy swej prozy ogromne oczekiwania.  

W najnowszej powieści poznajemy niejakiego Maksa Okrągłego (nazywanego przez swych ziomków "Square"), wybitnie zdeterminowanego i uzdolnionego studenta wydziału matematyki Uniwersytetu Gdańskiego. Od swych rówieśników i skromnej garstki znajomych odróżnia go podejście do życia. Chłopak ze wszystkich sił stara się być perfekcjonistą, wykorzystując każdą minutę życia jak najbardziej ekonomicznie. Starający się być swą najlepszą możliwą wersją (i traktujący innych z prawdziwą wyższością), szybko staje się opętany do tego stopnia, że zaczyna okaleczać się fizycznie w sytuacjach, które uznaje za swoją (nawet najmniejszą) porażkę. Jakby tego było mało, Maks zauważa, że od jakiegoś czasu jest prześladowany przez swojego sobowtóra, który z całą pewnością nastaje na jego życie. Już na tym etapie możecie być całkowicie pewni, że powyższy zarys fabuły jest zaledwie czubkiem góry lodowej, którą stanowi treść prezentowanej powieści.

W Paradoksie Urbanowicz zabiera nas w podróż po kilku gatunkach literackich naraz. Losy Maksa Okrągłego utrzymane są w zmiennej tonacji thrillera psychologicznego, powieści grozy, kryminału oraz historii z elementami science-fiction. Nieźle, prawda? A co ciekawsze, wszystkie te style mieszają się ze sobą tak płynnie, że (oprócz jednego dość znamiennego momentu) wcale nie zwracamy na to uwagi. W powieści czuje się każdą chwilę, którą autor poświęcił na dopracowanie wszystkich jej elementów. Dzięki temu w finalnym rozrachunku wybrzmiewają one niezwykle wiarygodnie, nie pozostawiając absolutnie żadnych dziur fabularnych (co przy rozmachu tej książki było nie lada wyzwaniem). Jeden wspomniany zgrzyt pojawia się w finałowej części, kiedy do głosu dochodzą pewne kwestie, zdające się być różne od tego, co twórca serwował do tej pory. Celowo nie napiszę o co chodzi (autor prosił w posłowiu aby tego nie robić), zaznaczę więc tylko, że porcja ścisłych, naukowych wyjaśnień mocno wybiła mnie z rytmu czytania. Na pewno z punktu widzenia struktury utworu było to potrzebne, ale może niekoniecznie w tak silnym natężeniu.

Od samego początku kariery pisarskiej Urbanowicza o jego autorskim kunszcie stanowią postacie zapełniające rozdziały pisanych przez niego książek. Nie można nazwać ich typowymi antybohaterami (w końcu jakim antybohaterem może być ambitny i zdolny student?), ale mają w sobie sporo cech sprawiających, że w prawdziwym życiu z pewnością omijalibyśmy ich szerokim łukiem. Te przywary (powiedzmy to sobie wprost - przecież nikt nie jest doskonały) w połączeniu z tarapatami, w które się pakują, sprawiają że jesteśmy w stanie identyfikować się z nimi, z zaangażowaniem przewracając kolejne strony powieści. Paradoks jest również jedną z tych książek, które pokazują prezentowaną przez siebie problematykę w bardzo przystępnym świetle. Matematyka i inne nauki ścisłe nigdy nie były moją mocną stroną w szkolnych czasach, tymczasem po lekturze powieści jestem skłonny stwierdzić, że być może diabeł nie jest tak straszny jak go malują. Analityka na pewno ma swoje jasne, przynoszące wiele korzyści strony. Warto to sprawdzić, jednak bez popadania w przesadę, przed czym wyraźnie ostrzega ta książka. Wszechobecne elementy grozy są w Paradoksie do pewnego stopnia zminimalizowane, choć (szczególnie w finale powieści) znajdzie się tu kilka fragmentów, które bez wątpienia ruszą zagorzałych fanów gatunku. Byt, który nastaje na życie Maksa jest przerażający przez sposób w jaki wpływa na decyzje bohatera, ale także za sprawą działań pozwalających być mu jedną z ważniejszych postaci w książce.  

Zaskakująco nawet dla mnie samego, Paradoks nie jest moją ulubioną książką Urbanowicza (to zaszczytne miejsce zajmuje na razie Inkub). Mimo wszystko uwielbiam ją i z pewnością znajdzie swe honorowe miejsce w podsumowaniu 2020 r. Autor pokazał, że w każdym dziele potrafi dać nam coś nowego, nie nudząc utartą konwencją, a ponadto zmuszając do intensywnego i nieszablonowego myślenia. Tak moi Drodzy, musicie przygotować się na to, że Paradoks "ryje banię na maksa" już podczas lektury, a zostaje w głowie jeszcze długo potem. To chyba dobitnie świadczy o tym, że kryje się za nim coś niecodziennego, nawet jeśli to wszystko jest tylko wyssaną z palca historią. Fani poprzednich tytułów autora znajdą w powieści sporo nawiązujących do nich smaczków. Są one wprawdzie niewielkie, ale zaczynają tworzyć coś na kształt swoistego uniwersum (takiego, powiedzmy - Urbanowersum). W świecie, gdzie czytelnicy coraz częściej poszukują inteligentnej rozrywki, a ilość czytających osób jest (paradoksalnie) na dość niskim poziomie, książka Urbanowicza jawi się jako swoiste remedium na nasze bolączki. Warto po nią sięgnąć, bo oprócz dzikiej frajdy z lektury da nam wiele powodów do przemyśleń, sprawiając, że zwykłe hobby przeniesie się na znacznie wyższy poziom. Poziom wewnętrznego rozwoju, napędzanego tym co fantastyczne, niepokojące i niezbadane. A więc to, co już samo w sobie jest godne każdej chwili naszego wolnego czasu.                       


Tytuł: Paradoks
Autor: Artur Urbanowicz
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 592
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 54,90 zł

sobota, 19 września 2020

RETRO-RECENZJA: Wojny Świata Wynurzonego, tom 1 - Sekta zabójców - Licia Troisi


Książki Licii Troisi po wielu latach przygodnej podróży z literaturą fantastyczną na dobre zespoliły mnie z pasją czytania. Planuję w niedługim czasie powrócić do ulubionego cyklu Świata Wynurzonego i porównać nowe wrażenia z tymi zapamiętanymi ponad dekadę temu. Przedstawiam dziś recenzję (czy też bardziej opinię), którą wieki temu (a dokładnie w 2013 r.) popełniłem na łamach serwisu lubimyczytac.pl. Jest może nieco ogólnikowa i mało konkretna, ale przecież jeszcze wtedy nie pisałem bloga... ;-)

Sekta Zabójców była moim pierwszym kontaktem z twórczością Licii Troisi. Nigdy bym nie przypuszczał, że autorka jest młodsza ode mnie, bo choć akcję książki osadziła w jak najbardziej fantastycznym świecie, to dylematy, problemy i troski głównej bohaterki były jak najbardziej rzeczywiste, a do tego opisane z perspektywy osoby, która niejedno już w życiu przeszła. Dobrnąłem w szybkim tempie do końca tomu, będąc przekonanym, że autorka musi mieć ponad sześćdziesiąt lat. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że urodziła się w latach 80. Tym więc dla samej książki lepiej, że stworzyła ją osoba o tak dużej wrażliwości oraz wiedzy emocjonalnej.

Sekta Zabójców jest pierwszym tomem drugiej trylogii Świata Wynurzonego (Wojny Świata Wynurzonego) i opowiada historię młodej zabójczyni Dubhe, którą życie skierowało w rejony, na jakie nigdy nie chciałaby sama trafić. Troisi zastosowała w tej książce interesujący zabieg wymieszania wydarzeń teraźniejszych z przeszłością głównej bohaterki. Tak więc na stronach pierwszego tomu skutek miesza się z przyczyną, łącząc razem dopiero pod koniec i wprowadzając czytelnika do kolejnej części - Dwie Wojowniczki.

Nie rozumiem czemu Videograf II wydał w Polsce akurat drugą trylogię jako pierwszą, bo tak jak w przypadku wieku autorki, też nie zdawałem sobie sprawy, że istnieje nie mniej ciekawa historia innej młodej dziewczyny (Nihal), osadzona nieco wcześniej, w tym samym świecie.

Podsumowując, Sekta Zabójców powala wciągającą treścią, płynnym stylem narracji oraz opisów dylematów bohaterów. Mrocznym tonem owija wokół nas zasłonę tajemnicy, aby na końcu odsłonić nam oczy, pchając w opisany w kolejnym tomie natłok zdarzeń. Zmusza do refleksji nad życiem i przeznaczeniem oraz wrzuca w wir zdarzeń z innej rzeczywistości. Choć nie tak obcej, abyśmy nie mogli na stronach tomu odnaleźć w głębi duszy i serca samych siebie. Ta książka dała mi wiele niezapomnianych chwil, dlatego dziś polecam ją wszystkim gorąco.


Tytuł: Wojny Świata Wynurzonego, tom 1 - Sekta zabójców
Autor: Licia Troisi
Przekład: Zuzanna Umer
Wydawnictwo: Videograf II
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 461
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 34,50 zł

czwartek, 17 września 2020

RECENZJA: Czempion Semaela - Paweł Kopijer


Paweł Kopijer po raz drugi zaprasza nas do swego fantastycznego Dwuświata. Znów odwiedzamy Elise i Amadal - kontynenty rozdzielone potężnym bezmiarem mórz. To właśnie tu toczą się przygody poznanej w pierwszym tomie Skry (noszącej nowe imię Winea) oraz skrytobójcy Norana, skażonego mroczną, tajemniczą klątwą. Oboje zostali wbrew swej woli rzuceni w wir wydarzeń mogących doprowadzić do końca znanego im świata. Teraz, tylko od ich woli, pomysłowości oraz delikatnych sojuszów zależeć będzie przyszłość całego uniwersum. Jeśli czytaliście moje wrażenia z lektury pierwszego tomu Trylogii MitrysMroku we krwi, wiecie zapewne, że chwaliłem tę książkę, wskazując występujące w niej (aczkolwiek nieliczne) wady. Uważam, że zawsze warto dać szansę tytułom, które niosą ze sobą pewien oczywisty potencjał. Nie myliłem się i tym razem, po lekturze Czempiona Semaela okazało się, że to podejście znajduje swe zastosowanie również wobec powyższego tomu. 

Może zabrzmi to dość trywialnie, ale cała historia zyskuje na znaczeniu głównie ze względu na swą kontynuację. Treść książki niesie nas coraz dalej, lepiej poznajemy najważniejszych bohaterów, nieco jaśniejsze stają się poszczególne wątki dotyczące wydarzeń z przeszłości (mających niebagatelne znaczenie dla aktualnych wypadków). W natłoku licznych przygód na drugi plan schodzi typowa szablonowość głównych postaci. Rośnie liczba jednostek zapełniających opowieść, schematyczność charakterologiczna nie razi więc już tak bardzo. Autor umiejętnie przeplata ze sobą poszczególne przygody, sprawnie przenosząc nas z miejsca na miejsce. Jest więc epicko i angażująco. W Czempionie Semaela Kopijer zachowuje skuteczną zasadę niedopowiadania pewnych kwestii. Widać to szczególnie w drugiej połowie powieści. Tam też czytelnik odnajdzie kilka ciekawych zwrotów akcji. Te elementy szczególnie przypadły mi do gustu. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się niezwykle szybko. W tym ostatnim z pewnością pomaga jej objętość, znacznie skrócona względem (i tak już niezbyt obszernego) Mroku we krwi. I nie jest to w żadnym razie zarzut, mimo wszystko czuje się, że poszczególne kwestie wybrzmiewają tak, jak założył to sobie twórca.

Recenzja nie byłaby jednak pełna, gdybym nie wskazał pewnych spostrzeżonych w trakcie lektury zgrzytów. W tym tomie (bardziej niż w poprzednim) mocno raził mnie kształt niektórych dialogów. Autor czasem wpada w dziwną manierę narracyjnego podkreślania barw wypowiedzi. Już z samego charakteru rozmów czujemy, które zdania wypowiedziane są np. żartobliwym, sarkastycznym czy złowróżbnym tonem - nie potrzeba tego dodatkowo tłumaczyć. Zabieg ten wywoływał we mnie wrażenie niepotrzebnych powtórzeń, tak jakby pisarz sam nie był pewien ich właściwego odbioru. Przyznam, że w Czempionie Semaela spodziewałem się też pewnego pogłębiania wizerunku Dwuświata. Przydługie opisy są zmorą wielu powieści, ale zbytnia skrótowość również nie działa najlepiej na całokształt utworu. W tym tomie na atrakcji zyskuje bogata historia Amadal i Elise, traci natomiast otoczenie oraz obraz natury poszczególnych krain. Gdy czasem padnie jakaś nazwa zwierzęcia, zioła lub nieznanej istoty, nie dane jest uświadczyć mi jej opisu, a co ważniejsze, jakiejś fizycznej interakcji z postaciami. Lasy, miasta, góry, wąwozy, czy rzeki to trochę za mało, aby zachwycić się niepowtarzalnością tych niecodziennych kontynentów.

Drugi tom Trylogii Mitrys to w ostatecznym rozrachunku dość lekko napisane, przygodowe fantasy. Podczas lektury czuje się wyraźnie, że autor bardzo lubi swą opowieść oraz postacie w niej występujące. Choć nie zawsze udało mu się uzyskać w tej kwestii moją wzajemność, skutecznie prowadził mnie przez wszystkie opisane wydarzenia, nie tracąc na czytelniczym zainteresowaniu. Mnogość informacji dotyczących polityki lub historii Dwuświata może być na pewnym etapie męcząca, na szczęście po kilkudziesięciu stronach daje się to jakoś logicznie poukładać i zrozumieć. Najważniejsza jednak pozostaje w tym wszystkim droga szamanki i mrocznego najemnika, która stanowi swoiste clou w całej zawierusze prezentowanych zdarzeń. Cieszy mnie, że w kraju nad Wisłą powstaje kolejna seria spod znaku magii i miecza. Nie mamy ich w końcu aż tak wiele, a możliwości (wypływające choćby w przebogatego dorobku słowiańskich wierzeń i legend) są przecież olbrzymie. Pomimo kwestii, które nie przypadły mi do gustu, Czempion Semaela wciąga w wir wszelkich zajść i machinacji, dając naprawdę sporo frajdy. Zakończenie powieści wywołuje chęć niezwłocznego sięgnięcia po tom trzeci, którego wydania będę oczekiwał z wielkim zainteresowaniem. Nie omieszkam również podsumować wówczas całej trylogii.     


Tytuł: Czempion Semaela
Autor: Paweł Kopijer
Wydawnictwo: Panko
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 228
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 34,90 zł

niedziela, 13 września 2020

Najlepsza kosmiczna spelunka, czyli Mos Eisley Cantina (75290) od Lego

Wszyscy sympatycy Gwiezdnych wojen, a w szczególności IV epizodu - Nowej nadziei, wreszcie mogą czuć się szczęśliwi. Oto wreszcie, po kilkunastu latach czekania, duński producent klocków Lego wypuści porządną, pełną wersję słynnego przybytku na planecie Tatooine, czyli Kantyny w Mos Eisley! 



Nowa, prawdziwie imponująca wersja przybytku składać będzie się z 3187 elementów, z pomocą których każdy fan gwiezdnej sagi będzie mógł odtworzyć jedne z najbardziej pamiętnych scen z tak uwielbianego i kultowego już filmu. Kosmiczną Kantynę w wersjach Lego odwiedzaliśmy na przestrzeni ostatnich dwóch dekad już kilkakrotnie, lecz nigdy dotąd nie była ona tak dopracowana i szczegółowa. 

Dodatkową atrakcją zestawu będzie bez wątpienia aż 21 minifigurek, wśród których znajdziemy Luke'a Skywalkera, Hana Solo, łowcę nagród Greedo, Ponda Babę, dr. Evazana oraz wielu innych, stałych bywalców tego rozrywkowo-gastronomicznego punktu słynnego portu kosmicznego.


Jedynym, choć dość poważnym minusem jest cena zestawu, który kosztować będzie aż 1600 zł. W porównaniu do innych, kolekcjonerskich produktów Lego (jak choćby opisywany niedawno set 75978 - Harry Potter Ulica Pokątna, składający się z 5544 elementów za 1800 zł) należy przyznać, że kwota, którą trzeba wydać jest niezwykle wygórowana. I nawet pokaźna ilość minifigurek niespecjalnie pomaga otrzeć pełne goryczy łzy. ;-)




75290 Kantyna Mos Eisley pojawi się w przedsprzedaży (dla członków programu Lego VIP) na stronie sklepu Lego Shop@Home już 16 września b.r. Do normalnej sprzedaży (w firmowych sklepach stacjonarnych) zestaw trafi 1 października 2020 r.

piątek, 4 września 2020

RECENZJA: Dżinn - Graham Masterton


Graham Masterton był jednym z bohaterów mojej czytelniczej młodości. Kiedy na samym początku lat 90. ubiegłego stulecia wydawnictwo Amber zaczęło masowo wypuszczać różnego rodzaju horrory, ten angielski pisarz zawładnął moją wyobraźnią za sprawą powieści Manitou, Wojownicy Nocy, Kostnica, Tengu oraz Dżinn. Szczęśliwie, w czasach obecnych za sprawą wydawnictwa Rebis mogłem powrócić do dawnych lat, odkrywając nieznane książki Mistrza, a także odświeżyć lekturę tych czytanych prawie trzy dekady temu. Mój najnowszy wybór padł na powieść Dżinn, będącą pewnego rodzaju spin-off'em słynnego Manitou, spotkanie z którym było dla wielu moich rówieśników pierwszym kontaktem z literackimi dziełami grozy. Ta niezwykle wciągająca i w sumie bardzo krótka książka (niespełna dwieście stron) jakimś dziwnym trafem zupełnie wyleciała mi w pamięci (zapewne przez to, że w szkolnych czasach czytało się tych horrorów bardzo dużo). Dlatego też ponowne z nią spotkanie było w moim odczuciu tak jakby pierwsze.

Dżinn opowiada historię samozwańczego specjalisty od życia pozagrobowego i wróżbiarstwa, Harry'ego Erskine'a (bohatera pierwszej powieści Mastertona, czyli wspomnianego Manitou). Mężczyzna przybywa do domu swej babki w związku z nagłą śmiercią dziadka, będącego znanym zbieraczem artefaktów pochodzących z Dalekiego Wschodu. Jak się wkrótce okazuje, dziadek od dłuższego czasu był posiadaczem tajemniczego (i bardzo starego) naczynia, skrywającego potężną i mroczną tajemnicę. W czasie pobytu w domu dziadków, Harry dowiaduje się, że babka zgodnie z życzeniem męża zamierza zniszczyć cały dom, wraz z dzbanem, pod którego groźnym wpływem pozostawał za życia dziadek bohatera.

Powieść Mastertona to tzw. retelling, czyli próba w pełni autorskiego i nowatorskiego podejścia do dobrze znanej historii. W całym tym zamieszaniu chodzi o legendę Ali Baby i Czterdziestu Rozbójników, którą pisarz sprytnie wplata w fabułę związaną z groźnym arabskim dżinnem. Nie zdradzę w tej chwili o co dokładnie chodzi i jak łączą się wątki przypowieści z nową historią z udziałem Harry'ego - nie chcę nikomu psuć zabawy z odkrywania atutów tej opowieści. Jednego natomiast możecie być pewni - Masterton konstruuje fabułę tak, że wszystkie jego wyssane z palca rewelacje są tak przekonujące, że w pewnej chwili nie wytrzymałem i (nie po raz pierwszy) sięgnąłem po internet, aby zbadać ich prawdziwość. Oczywiście, bardzo się zawiodłem, co tylko podkreśla kunszt twórczy autora, który z tak charakterystycznym dla siebie wdziękiem od lat dodaje do fabuły te niby nieznane (i przemilczane) fakty. Umiejętność godna odnotowania, tym bardziej, że powstały w 1977 roku Dżinn jest jedną z jego pierwszych powieści. 

Jako dawny i obecny fan twórczości pisarza, zwróciłem uwagę na nieco mniejszą ilość drastycznych scen, do których tak bardzo przyzwyczaiłem się w jego tytułach. Może jest tak ze względu na niewielką objętość dzieła, choć podczas lektury i tak kilka razy skrzywiłem się z obrzydzenia. Jako pewien minus ponownie wskażę brak większego zagłębienia się w prywatne życie postaci. Nie odbiera to książce tempa i charakteru, ale mogłoby pomóc jeszcze bardziej podkreślić stawkę zmagań poszczególnych bohaterów. Szczególnie dobrze podziałałoby to w przypadku uwypuklenia wątku Harry'ego jak i towarzyszącej mu, nieco tajemniczej Anny.

Fanów twórczości Mastertona do zgłębienia fabuły Dżinna nie trzeba będzie zachęcać, nowych adeptów literatury grozy zapewnię, że (oprócz wymienionych powyżej elementów) znajdą tu intrygującą zagadkę, której poszczególne elementy sprawnie połączą się w finale. Książka dostarcza wielu intrygujących wrażeń, a co najważniejsze, w pełni wykorzystuje skromną ilość stron, jakie zostały poświęcone na jej spisanie. Najważniejsze elementy tajemnicy wybrzmiewają w dobrym tempie, dzięki czemu Dżinna czyta się naprawdę szybko. Być może po lekturze powieści inaczej spojrzycie na dawne przypowieści, samodzielnie poszukując w nich drugiego dna. A może zastanowicie się chwilę dłużej, zanim odkorkujecie dzban lub starą butelkę znalezioną u rodziny na strychu. W końcu kto wie, co może być ukryte w ich wnętrzu...? Tak czy inaczej, Masterton ponownie dostarczył świetnej rozrywki i licznych powodów do rozmyślania, co w przypadku obcowania z jego książkami jest jak najbardziej na miejscu. 


Tytuł: Dżinn
Autor: Graham Masterton
Przekład: Mirosław Kościuk
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 184
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 29,90 zł


Za udostępnienie powieści do recenzji dziękuję wydawnictwu Rebis.