piątek, 23 października 2020

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 37 (Mercy tom 1, Smerfy tom 36, Lucky Luke tom 69)

W tym wydaniu KzK aż dwa razy odwiedzamy Dziki Zachód. Na dodatek proponuję wycieczkę do pewnej fantastycznej, średniowiecznej krainy, zamieszkanej przez smoki oraz małe niebieskie skrzaty. Będzie strasznie, zdecydowanie klimatycznie, ale też bardzo wesoło. Najważniejsze jednak, że poniższe komiksy powinny sprawić Wam sporo nieskrępowanej zabawy. A przecież o to w czytaniu chodzi, prawda...? ;-)


Mercy, tom 1 - Dama, mróz i diabeł

Mirka Andolfo powraca z Mercy, nową i w pełni autorską serią. Po bardzo udanej, trzytomowej historii zawartej we Wbrew naturze, ta utalentowana włoska ilustratorka i scenarzystka zabiera nas w fantastyczną, pełną grozy podróż w czasie do połowy XIX wieku. Wraz z nią odwiedzimy niewielkie amerykańskie miasteczko, nękane przez tajemnicze morderstwa, za które miejscowi obwiniają niejakiego "diabła z Woodsburgh". W tym niespokojnym czasie do mieściny przybywa lady Nolwenn Hellaine wraz ze swym nieodłącznym lokajem. Kim jest ta tajemnicza dama i czy coś może łączyć ją z tragedią, która rozegrała się w pobliskiej kopalni kilka lat temu? Odpowiedzi mogą kryć się wszędzie, jednak największą szansę na ich poznanie ma Gloria Swanson, jedna z majętniejszych kobiet w Woodsburgh oraz pewna osierocona indiańska dziewczynka, pracująca niewolniczo w miejscowej fabryce bawełny.

Dama, mróz i diabeł to pierwszy tom bardzo klimatycznej opowieści, rozgrywającej się w dość hermetycznej, odciętej od reszty świata społeczności. Po części spaghetti western, po trochu rasowy horror, Mercy oferuje niezwykle wciągającą treść, starając się jak najdłużej utrzymać klimat mrocznej zagadki. Choć pewne elementy da się tu odgadnąć od razu, znaczna część sekretu pozostaje poza zdolnościami dedukcyjnymi czytelnika. Andolfo snuje swą historię z perspektywy kilku postaci, starając się wzbogacić scenariusz o ich osobiste doznania, co pomaga w zainteresowaniu treścią, jak i identyfikacją z poszczególnymi bohaterami. Oczywiście, fascynująca zagadka i ciekawie prowadzone postacie nie byłyby kompletne bez niezaprzeczalnego talentu rysunkowego autorki. Już poprzednimi komiksami pokazała ona, ze potrafi stworzyć piękną wizualizację swych opowieści (lecz nie tylko - Andolfo znana jest też ze swej współpracy z wydawnictwami Marvel i DC). Ludzkie sylwetki rysowane przez ilustratorkę mogą kojarzyć się niektórym odbiorcom z mangą, jednak na osobną uwagę zasługują też bogate szczegóły otoczenia, ze zwróceniem uwagi na precyzyjne podejście do wykonania oraz kolorystyki poszczególnych kadrów. Pierwszy tom Mercy jest więc niezwykle wciągającą historią, przed której poznaniem dobrze jest nie znać zbyt wiele z jej treści (mam nadzieję, że nie zdradziłem za dużo w zamieszczonym powyżej opisie). W komiksie na szczególną uwagę zasługuje dość nowatorskie podejście do tematu grozy, które autorka wykorzystuje w bardzo kreatywny i intrygujący sposób. Sporo wydarzeń (ze zwróceniem uwagi na przemoc i erotykę) oraz liczne elementy układanki to kolejne atuty pierwszego tomu MercyDama, mróz i diabeł jest historią, którą już wszyscy kiedyś poznaliśmy, a teraz przed naszymi oczami zostaje namalowana na nowo. Jaki będzie jej finał, wie zapewne tylko sama autorka, ale z pewnością warto będzie śledzić ciąg dalszy. Choćby po to, aby sprawdzić czy wszystko ułoży się tak, jak sami się domyślamy...  

Tytuł: Mercy, tom 1 - Dama, mróz i diabeł
Scenariusz i rysunki: Mirka Andolfo
Przekład: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 64
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 44,90 zł


Smerfy, tom 36 - Smerfy i smok z jeziora

Znacie legendę o Jerzym i smoku? Ciemiężąca miasto Silene bestia poległa z ręki dzielnego mężczyzny, uzbrojonego w miecz zwany Ascalonem. Owo zdarzenie stało się inspiracją dla wielu przekazywanych ustnie przypowieści, odciskając swe piętno na wielu twórcach aż do dziś. Okazuje się, że w dość przewrotnej formie przekaz ten pojawił się również w dziecięcej serii komiksowej Smerfy. Z pewną istotną (choć potraktowaną raczej umownie) modyfikacją, która dotyczy odwrócenia ról w rzeczonym konflikcie. W Smerfach i smoku z jeziora to nie Jerzy spuszcza manto wrednemu gadowi, ale gad Jerzemu. A dokładnie bratankowi barona Florimonda z zamku Jolival. No i mówienie o tak uroczej bestyjce jak Fafnir per "wredny gad", jest z mojej strony co najmniej nadużyciem... Wybaczcie. Choć z legendy pozostał tu w zasadzie jedynie jej fragment, uznałem, że warto zwrócić uwagę na ten fakt już na wstępie omówienia komiksu. 

Smerfy i smok z jeziora to 36 tomik przygód niezwykle lubianych, niebieskich maluchów. Pomimo sporej liczby dotychczas wydanych tytułów, autorów (którzy przejęli pałeczkę po nieodżałowanym Peyo) ani na chwilę nie opuszcza twórcza wena. Nadal potrafią napisać historię nadającą się dla czytelnika w każdym wieku, pełną wesołych zwrotów akcji, morału, barwnych postaci i ślicznych rysunków. Tym razem wraz ze Smerfami wyruszamy we wspólną (i dość daleką) podróż na grzbiecie smoka Fafnira, aż do wspomnianego zamku uwięzionego barona. Od zaangażowania naszych niewielkich przyjaciół będzie zależeć los mieszkańców, ciemiężonych przez bratanka ubezwłasnowolnionego władcy. W czasie przeżywanych przygód odwagę i determinację odnaleźć będą musieli w sobie wszyscy zainteresowani, z plującym wodą Fafnirem na czele. Co ciekawe, za tą nietypową przypadłość smoka odpowiada sam Papa Smerf, który niegdyś czarami sprawił, że przyjaźnie nastawiony stwór przestał ziać ogniem. Wydarzenia te zostały przedstawione prawie sześć dekad temu w komiksie Przeklęta kraina, 12 albumie z serii Johan i Piłit. Na chwilę obecną tytuł ten nie jest dostępny na polskim rynku, można przeczytać go w albumie zbiorczym The Smurfs Anthology vol. 3 (wyd. Papercutz). Smerfy i smok z jeziora przypadną do gustu czytelnikom, którzy być może poczuli się znużeni obrazowaniem ciągłych utarczek niebieskich maluchów z Gargamelem, a czekali na coś, co w jakiś sposób poszerzy ich komiksowe uniwersum. Pod tym względem atrakcji w nowym tomie nie zabraknie - mamy tu pełną wrażeń wyprawę, wraz z bohaterami poznajemy całkiem nowe miejsca, a album wypełnia kilka nawiązań do stanowiącego genezę Fafnira komiksu (co na szczęście w żadnym stopniu nie utrudnia lektury). Powyższy tom co prawda nie iskrzy dobrym żartem tak bardzo jak recenzowana przeze mnie poprzednia część cyklu (Smerfy na letnisku), ale pod każdym innym względem jest równie dobry. A może i nawet lepszy, kto wie...? Na pewno warto go poznać, aby przekonać się o tym samemu.

Tytuł: Smerfy, tom 36 - Smerfy i smok z jeziora
Scenariusz: Alain Jost, Thierry Culifford
Rysunki: Jeroen De Coninck, Miguel Diaz
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Lucky Luke, tom 69 - Artysta malarz

Frederic Remington to jeden z najbardziej uznanych malarzy amerykańskich. Ten urodzony w 1861 roku artysta znany był nie tylko ze swej pasji do sztuki tworzenia malowideł. Jak donoszą historyczne źródła, niecodzienny twórca równie mocno cenił dobry (a w zasadzie bardzo obfity) posiłek oraz porządną bitkę w saloonie. Podczas pracy twórczej (wykonywanej zawsze w pozycji siedzącej) uwielbiał wygwizdywać najróżniejsze melodie, czym doprowadzał do szału pozujące mu osoby. Nic więc dziwnego, że zaledwie kwestią czasu było jego pojawienie się w komiksach z serii Lucky Luke (opowiadających nieco zmyśloną, choć zawsze zabawną historię Dzikiego Zachodu). Wydany po raz pierwszy w 2001 r. album Artysta malarz (a teraz wreszcie u nas!) opowiada o wspólnej podróży Freda Remingtona wraz z Lucky Lukiem, celem odnalezienia słynnego wodza Indian Hiawathy i sporządzenia jego portretu.

Ktoś złośliwy mógłby w tej chwili zapytać, czym jeszcze mogą zaskoczyć czytelnika twórcy tak długo ukazującej się serii? Odpowiedź na to jest dziecinnie prosta: Niczym nowym! Bo i po co to robić, skoro sprawdzona formuła działa zawsze bez zarzutu, o ile tylko zachowa się nienaruszone jej główne składniki. A pod tym względem Artysta malarz wypada wręcz rewelacyjnie. To nie tylko doskonały komiks drogi, ale też jeden z najzabawniejszych albumów z serii, jaki dane mi było przeczytać w ostatnim czasie. Żart goni żart, nie ma ani jednej chwili na nudę, a postacie, miejsca i sytuacje, w które pakują się podróżujący panowie, pełne są slapsticku, zabawy formą oraz celnej parodii utartych, westernowych wzorców. Śmiejemy się wraz z bohaterami dosłownie na każdej stronie, niezależnie od tego, czy wkraczają do opanowanego bójką saloonu, czy też unikają słodkiej zemsty wyjętego spod prawa Curly'ego. Mógłbym śmiało stwierdzić, że jeśli zamierzacie przeczytać w tym roku tylko jeden tomik serii Lucky Luke (naprawdę chcielibyście się tak ograniczać...?), upewnijcie się, że będzie to właśnie powyższa część. Na 44 planszach autorzy zawarli chyba wszystko, za co tak lubimy ten cykl. Dodatkową atrakcją będzie wykorzystanie kilku dzieł Remingtona (wraz z żartobliwymi okolicznościami ich powstania). Jeśli miałbym wskazać jakiś (bardzo drobny) mankament komiksu, będzie nim pierwsza plansza przedstawiająca żonę tytułowego artysty. Nie wnosi ona nic do treści, a zaprezentowany w niej wątek nie ma żadnego rozwinięcia czy istotnej konkluzji. Artysta malarz udowadnia, że pomimo wielu lat na karku, samotny kowboj nadal świetnie trzyma się w siodle, nadal mając do zaoferowania czytelnikowi zajmujące historie z prawdziwie niepodrabialnym humorem. Jako wierny odbiorca przygód Lucky Luke'a, nie mógłbym oczekiwać niczego więcej.

Tytuł: Lucky Luke, tom 69 - Artysta malarz
Scenariusz: Bob De Groot
Rysunki: Morris
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Pierwszy tom Mercy znajdziecie na stronie wydawnictwa Non Stop Comics.


Komiksów z serii Lucky Luke oraz Smerfy szukajcie w sklepie wydawnictwa Egmont.


środa, 21 października 2020

WYWIAD: Paweł Kopijer (autor Trylogii Mitrys z cyklu Kroniki Dwuświata)

Fani rodzimej literatury fantastycznej z pewnością znają już trochę postać Pawła Kopijera, zeszłorocznego debiutanta w tym gatunku. Recenzje dwóch tomów jego niezwykle interesującej Trylogii Mitrys możecie od pewnego czasu znaleźć na blogu (Mrok we krwi, Czempion Semaela), tymczasem już teraz zapraszam na ciekawy wywiad, którego niedawno udzielił mi autor.

wtorek, 13 października 2020

Plakaty promocyjne 2 sezonu serialu The Mandalorian

Pandemiczny 2020 rok okazał się prawdziwie ciężki dla przemysłu filmowego, tym samym nie rozpieszczając fanów wszelkich wielkoekranowych produkcji. Na blogu pojawia się znacznie mniej wpisów o tej tematyce, postanowiłem więc podgrzać atmosferę przed premierą jednego z pewniaków jesiennego, telewizyjno-streamingowego okresu. Mam nadzieję, że drugi sezon Mandalorianina (bo o ten tytuł się tu oczywiście rozchodzi) przebije jakością całkiem porządną, pierwszą serię serialu. Kto wie, być może oprócz powrotu lubianych postaci przyniesie nam choć częściowe wyjaśnienie tajemnicy małego podopiecznego głównego bohatera... ;-)


Premiera sezonu drugiego już 30 października b. r. na Disney+ (mam nadzieję, że wiosną 2021 stacja zawita wreszcie do Polski). Zanim nastąpi ta wyczekiwana chwila, popatrzmy sobie na plakaty do widowiska, jakie wykreowali specjaliści współpracujący z wytwórnią. Przyznaję, że wyglądają całkiem zachęcająco (sprytnie nie zdradzając nawet rąbka tajemnicy z nadchodzących wydarzeń).






środa, 7 października 2020

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 36 (Lucky Luke tom 19, Kaczogród tom 9, Green Class tom 2, Lil i Put tom 5)

W najnowszym wydaniu KzK każdy znajdzie coś dla siebie. Najwięcej skorzystają zwolennicy szeroko rozumianego komiksu humorystycznego i przygodowego, ale nie zapomniałem też o czytelnikach poszukujących tajemnicy i wielce angażującej akcji. Specjalnie dla nich omawiam drugi tom Green Class, który zdaje się być jednym z najciekawszych tytułów komiksowych w tym roku. Nie uprzedzajmy jednak faktów, zapraszam do lektury! :-)


Lucky Luke, tom 19 - Rywale z Painful Gulch

Fartowny Łukasz jest z nami już od siedemdziesięciu czterech lat. Doczekał się przez ten czas osiemdziesięciu dwóch albumów (a kolejne są w przygotowaniu), trzech seriali oraz siedmiu filmów animowanych. Dorobek dość imponujący, jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że ten strzelający szybciej od własnego cienia kowboj, wciąż skutecznie bawi czytelników w praktycznie każdym wieku. Wielka w tym zasługa ponadczasowości komiksów rysowanych przez Morrisa, trafiających w tematy aktualne i zrozumiałe dla wszystkich. Nie inaczej jest w przypadku Rywali z Painful Gulch, dziewiętnastego albumu z przygodami Lucky Luke'a. Z jakimi kłopotami tym razem przyjdzie zmierzyć się samotnemu rewolwerowcowi?

Po wydarzeniach opisanych w albumie W cieniu wież wiertniczych Luke przybywa do miasteczka Painful Gulch. Jest to pozornie senna osada, której spokój od wielu pokoleń zakłóca wojna dwóch zwaśnionych rodów. Długonosi O'Timminsowie i wielkousi O'Harowie toczą swój spór tak długo, że nikt już nie pamięta co było jego przyczyną, a tym bardziej, o co w nim w ogóle chodzi. Co tu poradzić - rodzinki nie cierpią się i już. Nieustające animozje są oczywiście bardzo nie w smak mieszkańcom miasteczka. Nic więc dziwnego, że gdy tylko funkcję burmistrza przejmuje (wkręcony w nią wbrew własnej woli) Lucky Luke, wszystkie spojrzenia kierują się błyskawicznie na niego. I tu zaczyna się dla czytelników prawdziwa zabawa, bowiem znany ze swego niepowtarzalnego humoru Goscinny po raz kolejny daje bezkompromisowy popis swych możliwości. W Rywalach z Painful Gulch śmieszy dosłownie wszystko. Spór O'Harów z O'Timminsami, próby zażegnania waśni przez naszego bohatera, nieoczekiwane, lecz znane z życia zwroty akcji, a nawet sytuacje, które rozgrywają się w tle głównych wydarzeń. Warto odnotować, że Goscinny i Morris stworzyli komiks idealny, który tylko poprzez konwencję dzikiego zachodu zachowuje klimat klasycznego westernu. Pod tą oprawą znajdujemy historię aktualną po dziś dzień, z postaciami i sytuacjami, jakie często mają miejsce w naszym najbliższym otoczeniu. I chyba to stanowi jego niezaprzeczalną oraz największą siłę.    

Tytuł: Lucky Luke, tom 19 - Rywale z Painful Gulch
Scenariusz: Rene Goscinny
Rysunki: Morris
Przekład: Marek Puszczewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Kaczogród Carla Barksa. Tajemnica starego zamczyska i inne historie z lat 1947-1948 (tom 9)

Carl Barks to jeden z najznamienitszych twórców kaczych komiksów w historii naszego globu. Wierzcie mi lub nie, ale w stwierdzeniu tym nie ma ani odrobiny przesady! Legendarny, żyjący w latach 1901-2000 Mistrz, w ciągu trzech dekad narysował i wymyślił wprost niezliczoną ilość historyjek z Kaczorem Donaldem, jego siostrzeńcami oraz Wujkiem Sknerusem. Szczęśliwym zrządzeniem losu te niezwykle barwne opowieści od jakiegoś czasu trafiają pod nasze strzechy, a dzieje się tak za sprawą specjalnej kolekcji Egmontu. Prezentuje ona wszystkie dzieła Barksa chronologicznie, począwszy od późnych lat 40. ubiegłego wieku, aż do 1972 roku. Najnowszy, dziewiąty tom cyklu cofa nas w czasie do pierwszych dzieł zebranych autora, po raz kolejny udowadniając, z jak wspaniałym i niepoddającym się próbie czasu dziełem mamy do czynienia.

W Kaczogrodzie Carla Barksa. Tajemnicy starego zamczyska i innych historiach z lat 1947-1948 znajdziemy kilkanaście krótkich komiksów, które w zabawny, ale też nierzadko pouczający sposób pokazują nam życie codzienne Donalda i jego trzech wychowanków. Jak wielką życiową niedorajdą jest nasz lubiany Kaczor, wie chyba każdy, kto choć raz oglądał dowolną kreskówkę Disneya. Lecz dopiero spojrzenie na jego życie poprzez pryzmat historyjek obrazkowych Barksa uwypukla pełen obraz i potencjał tej postaci. W dziewiątym tomie cyklu Donald stara się o posadę strażaka, nauczyciela muzyki, strażnika nabrzeża, a nawet ochotnika w ekspedycji na księżyc. Wszystkie te próby ujawniają prześmieszne (a w tym wypadku także niepoprawne) cechy jego charakteru, dzięki którym staje się postacią prawdziwie niepodrabialną. Jakby tego było mało, jego czar osobisty rozbraja czytelnika na każdym możliwym kroku. Oczywiście Donald nie byłby sobą, gdyby nie ciągła czujność jego nierozłącznych siostrzeńców. Bez nich biedny Kaczor skończyłby każde zadanie szybciej, niżby je zaczął. Powyższy komiks jest jednak specjalny z zupełnie innego powodu. To właśnie tutaj pojawia się bowiem po raz pierwszy słynny, obrzydliwie bogaty Wujek naszych Kaczek - Sknerus McKwacz. Przeczytajcie koniecznie Wielką niedźwiedzicę, a później tytułową opowiastkę z tego tomu (która sama w sobie nie wybija się może ponad przeciętną). Spodoba się Wam czy nie, trzeba jednak mieć pełną świadomość, że rozpoczęła ona długą i niezwykle ciekawą historię barwnego życia Sknerusa. Kaczogród Carla Barksa. Tajemnica starego zamczyska i inne historie z lat 1947-1948 jest komiksem, który bezprecedensowo oparł się próbie czasu i w 100% bawi tak samo jak dobrych kilka dekad temu. Ten atut, wraz ze wspaniałymi ilustracjami Mistrza to jego największa i niezaprzeczalna wartość. Jestem pewny, że nie zmieni się to jeszcze przez wiele długich lat.

Tytuł: Kaczogród Carla Barksa. Tajemnica starego zamczyska i inne historie z lat 1947-1948 (tom 9)
Scenariusz i rysunki: Carl Barks
Przekład: Jacek Drewnowski, Marcin Mortka
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 224
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 69,99 zł


Green Class, tom 2 - Alfa

Niezbyt odległa przyszłość... Pandemia... Ludzie ulegający dziwnym mutacjom, stający się drzewopodobnymi istotami... Grupa dzieciaków na szkolnej wycieczce naukowej, odcięta od możliwości powrotu do cywilizacji... Wirus dopadający jedno z nich... Karkołomna ucieczka i próby przeżycia w nieprzyjaznym środowisku... Pierwszy tom serii Green Class (przeczytacie o nim tutaj) był całkiem nieźle skrojonym komiksem (post) apokaliptycznym. Wprowadzał poszczególnych bohaterów, określał stawkę i rozstawiał pionki na fabularnej planszy wydarzeń. Byłem bardzo zadowolony, ale niekoniecznie zachwycony. Wszystko zmieniło się wraz z lekturą Alfy, czyli kolejnego tomu cyklu. Jak to często się zdarza, część pierwsza służy autorom za konieczną podstawę do rozpoczęcia swej historii. Gdy wszystko jest już na swoim miejscu (a czytelnik pozostaje na krawędzi fotela za sprawą dramatycznego zwrotu akcji w finale), można zaczynać wprowadzać elementy, które od dawna czekały ukryte gdzieś w zanadrzu. Najczęstszym zabiegiem stosowanym w takich przypadkach jest uchylenie rąbka tajemnicy oraz wprowadzenie grupy nowych postaci. Tak jest właśnie w przypadku drugiej części Green Class

Nie zrozumcie mnie źle, to nadal jest opowieść o naszych bohaterach. Lucas, Beth, Sato, Naja i przemieniony Noah nadal stanowią centralną część osi wydarzeń. W lwiej części skupiamy się na ich losach, jednak jako siła przeciwstawna pojawiają się postacie, przybliżające nas do zrozumienia zagadki pandemii. A to jeszcze nie wszystko. Za sprawą wojska, reprezentowanego przez kilka dość enigmatycznych indywiduów (z Kaznodzieją Lyauthey'em i Porucznik Jane na czele) autorzy poszerzają świat przedstawiony, pokazując nam, jak szeroko zakroili cały swój spisek. I działa to bez zarzutu, sprawiając że podczas lektury nie śledzimy akcji jak bezmyślne szympansy, ale główkujemy wraz z bohaterami, starając się ogarnąć co i jak. Jednocześnie kibicujemy im w drodze do wyswobodzenia się z opresji. Akcja w Alfie pędzi na łeb, na szyję, nie pozostawiając miejsca na nudę. W połączeniu z ciekawą zagadką pandemii (ujawnianą konsekwentnie, lecz bez zbytniego pośpiechu - wielu rzeczy jeszcze nie wiemy!) oraz lubianymi postaciami, tworzy to mieszankę prawdziwie uzależniającą. A finał znów oferuje nieoczekiwany suspens, po którym czekanie na trzeci tom będzie naprawdę niezłą udręką. Warto też zwrócić uwagę na to, że Green Class jako komiks apokaliptyczny (czy też częściowo postapokaliptyczny) w oczywisty sposób wzoruje się na innych tytułach tego typu (np. Żywe trupy czy Giants), jednocześnie starając się zachować swój unikalny charakter. Nie jest więc kolejnym wydawnictwem typu "kopiuj - wklej", jak zakładałem po lekturze pierwszego tomu. Jerome Hamon odwala w scenariuszu kawał naprawdę pasjonującej roboty, a ilustracje Davida Tako realistycznie i szczegółowo (choć w kojarzącym się z mangą stylu) budują wszystko, czego może potrzebować spragniony wrażeń czytelnik. Green Class urzekł mnie na tyle, że jest to na chwilę obecną jeden z najmocniejszych kandydatów na moje podium Wielkiej Trójki 2020. Sprawdźcie czy mam rację.     

Tytuł: Green Class, tom 2 - Alfa
Scenariusz: Jerome Hamon
Rysunki: David Tako
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 64
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 59,99 zł


Lil i Put, tom 5 - Parada przypałów

Kurczę, dacie wiarę, że to już piąty tomik z przygodami naszych ulubionych małoludów z osady Miniatury Wielkie...? Lil i Put chyba na dobre rozgościli się w świecie polskich komiksów fantastycznych, a Parada przypałów jest bez wątpienia tego najlepszym przykładem. Scenarzysta serii, Maciej Kur powiedział mi ostatnio, że jest coraz bardziej dumny z tego tytułu. No cóż, nie dziwię mu się wcale, bo w nowej części nadal odwala kawał dobrej roboty. Jak bardzo zachwyciłem się przygodami pary zawodowych bumelantów możecie przeczytać w tym miejscu. Jeśli jednak nie chce się Wam klikać w link, zróbcie wyjątek przynajmniej dla nowego tomu. Choć przygody Lila i Puta reklamowane są jako komiks głównie dla dzieciaków, równie świetnie bawią (i zaskakują) także dorosłego odbiorcę. Dzieje się tak za sprawą pasji, którą Kur z Bednarczykiem wkładają w swoją pracę. Jest taka złota zasada, że jeśli własne dzieło jest w stanie przynieść ci frajdę, z pewnością udzieli się ona także twym odbiorcom. Parada przypałów tylko potwierdza tę tezę. To komiks stworzony na luzie, z pasją i humorem, bez zbędnego zadęcia czy napinki. 

W powyższym tomie nie znajdziemy jednej długiej historii na kształt Czarującej panny młodej. W zamian autorzy uraczą nas kilkudziesięcioma krótkimi opowiastkami, które (nie pozbawione odpowiedniego, choć czasem dość przewrotnego morału) nie tylko świetnie wpisują się w konwencję fantasy, ale też pokazują jak sprytnie twórcy kroczą pierwotnie obraną ścieżką, udatnie wzbogacając treść i świat przedstawiony swego komiksu. Na szczególną uwagę zasługuje tu rozmach fabularny, czerpiący pełnymi garściami z dobrobytu gatunkowego, ale też pozostający wierny kontynuowaniu indywidualnie wypracowanych treści. Jeśli spodziewacie się, że w tych krótkich (najczęściej jednostronicowych) historyjkach nie znajdzie się miejsce na rozwój postaci czy pogłębianie ich wzajemnych relacji, jesteście w srogim błędzie! Kur opracował swą formułę do perfekcji w takim stopniu, że jeśli rozpoczniecie swą przygodę z Lilem i Putem od powyższego tomu, może zdarzyć się, że będziecie mieć chwilowy problem ze zrozumieniem "co", "kto", "z kim" i "dlaczego". Piotr Bednarczyk nadal dodaje serii karykaturalnej zadziorności, kojarzącej mi się ze szkolnymi "fanzinami" czy niektórymi dziełami graffiti. Patrząc na jego ilustracje od razu wiemy, że będzie to rzecz niezbyt poważna. Tymczasem najciekawsze w tym wszystkim jest to, że nie wyobrażam sobie, aby Lila i Puta rysował ktokolwiek inny. Są takie przypadki, gdzie komiks musi być przedstawiany w ściśle określony sposób i prace Bednarczyka są oczywistym potwierdzeniem tej zasady. Jeśli lubicie inteligentny, pokręcony humor i kochacie klasyczne fantasy, nie mogliście trafić lepiej. Parada przypałów to komiks, z którym wesoło spędzicie trzy miłe kwadranse. Warto wygospodarować ten czas, bo podobna przygoda może nie trafić się zbyt szybko! 

Ps. Maciej Kur zdradził mi, że kolejny tom będzie zawierał jedną, długą przygodę! ;-)

Tytuł: Lil i Put, tom 5 - Parada przypałów
Scenariusz: Maciej Kur
Rysunki: Piotr Bednarczyk
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 24,99 zł


Wszystkie opisane powyżej tytuły znajdziecie na stronie wydawnictwa Egmont.