środa, 25 listopada 2020

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 39 (Porcelana tom 2, Thorgal - Selkie, Supersisters, Kajko i Kokosz - Dzionecek Śpasów)

Oj, chyba dawno nie było tak interesujących tytułów w KzK. Zaczynamy od świetnej serii Porcelana, następnie przenosimy się do świata słynnego Dziecka z Gwiazd, odwiedzamy kosmiczne uniwersum Supersisters, a na koniec wpadamy do Mirmiłowa, gdzie wszyscy zaczęli gadać po góralsku. Zaintrygowani? No to zapraszam do lektury! :-) 


Porcelana, tom 2 - Kostna biel

Porcelana
to jeden z tych tytułów, które świetnie radzą sobie jako tzw. "stand alone", czyli samodzielna, w pełni zamknięta całość. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść po lekturze tomu pierwszego tej serii - Dziewczynka. Na szczęście dla swych oddanych fanów, Benjamin Read i Chris Wildgoose nie zatrzasnęli nam drzwi do tej pięknej i tajemniczej baśni, w zamyśle mając jej niezwykle interesujący ciąg dalszy. W ten sposób Kostna biel idzie w ślady tytułów takich jak Thorgal, które na danym etapie mogą kończyć się jako pełnoprawna, zamknięta historia (tak było w przypadku pierwszych tomów Zdradzona czarodziejka i Wyspa Lodowych Mórz), ale również eksplorować historię oraz uniwersum na znacznie szerszej płaszczyźnie. Z jakością podobnych projektów bywa oczywiście różnie, na szczęście autorzy losów Małej i opiekującego się nią tajemniczego Wujka dobrze znają swoje rzemiosło. I po raz drugi dali swym czytelnikom świetną, niezwykle emocjonującą opowieść. 

W nowej odsłonie przenosimy się w czasie o dziesięć lat, zastając tytułową bohaterkę jako dystyngowaną właścicielkę znanej nam, niecodziennej posiadłości. Na tym etapie do Milady zwraca się niejaka pani generał, reprezentująca wojenne interesy miasta. Kobieta pragnie namówić bohaterkę na szeroką produkcję porcelanów (sztucznych ludzi, tworzonych za sprawą sekretów alchemii), mających służyć jako bezwzględni i skuteczni żołnierze. Z wiadomych sobie powodów Milady nie chce się na to zgodzić. Tymczasem, jej uwagę przyciąga młody kapitan, służący bezpośrednio pod rozkazami apodyktycznej generał. Pomiędzy dwojgiem ludzi powoli rodzi się uczucie... Kostna biel rozwija kwestie zaprezentowane w Dziewczynce, przy jednoczesnym rozszerzaniu uniwersum. Autorzy zadbali, aby tajemnice kroczyły w parze z wielką polityką miasta oraz wątkiem romantycznym. Trzeba przyznać, że udało im się to znakomicie. Każdy z tych elementów nawet przez chwilę nie traci na znaczeniu, pomagając rozwijać śledzoną historię. Główna bohaterka znów musi stawić czoła rzeczywistości i jak możemy się spodziewać, nie obejdzie się to bez poniesienia przez nią wielkich kosztów. Tom niesie dzięki temu o wiele więcej emocji, a pewne rozwiązania fabularne zaskakują swą dosadnością. Autorzy nie zapominają o baśniowym świecie wykreowanym w pierwszej części, wzbogacając go o nowe, działające na wyobraźnię elementy. Chwilami jest dość brutalnie (o wiele bardziej niż poprzednio), ale wszystkie te zabiegi są celowe i w pełni uzasadnione treścią. Doskonale z kwestiami poruszanymi w komiksie korespondują też tytuły rozdziałów, nawiązujące do poszczególnych pór roku. W Kostnej bieli po raz pierwszy mamy też do czynienia z czarnym charakterem (takim z prawdziwego zdarzenia), bo w Dziewczynce z oczywistych przyczyn go zabrakło. Muszę przyznać, że pani generał udała się autorom znakomicie (jej rola jest szczególnie istotna w drugiej połowie albumu). Cały ten projekt nie istniałby bez świetnych ilustracji Wildgoose'a. Jego plastyczny styl, posiłkowany interesującą ilością detali, pozwala nieomal natychmiast przenieść się na karty komiksu. Artysta uzyskuje świetną dynamikę obrazu, a postacie które rysuje, są w pełni autentyczne i przekonujące. Atrakcją dla fanów będą niewątpliwie szkice koncepcyjne wraz z komentarzem autorów, zamieszczone na końcu albumu. Pomogą lepiej zrozumieć i docenić proces twórczy, zwracając uwagę na fakty i detale, które można dość łatwo przeoczyć. Porcelana to niewątpliwie jedna z najlepszych serii komiksowych, które przeczytałem w tym roku. Wprost nie mogę doczekać się trzeciego tomu, który jeszcze bardziej otworzy przede mną całe uniwersum, rozbudzając złaknioną podobnych wrażeń wyobraźnię. Bardzo polecam. 

Tytuł: Porcelana, tom 2 - Kostna biel
Scenariusz: Benjamin Read
Rysunki: Chris Wildgoose
Przekład: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 128
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 57 zł


Thorgal, tom 38 - Selkie

Rok temu dość mocno chwaliłem ostatni tom przygód Thorgala, gdzie Yann wreszcie zastosował teorię przemyślanego minimalizmu, wracając do korzeni tworzenia opowieści o tym kultowym już bohaterze. Pustelnik ze Skellingaru bawił mnie prawie tak samo jak komiksy pisane w dawnych latach przez Van Hamme'a, budząc uśpioną nostalgię i raz jeszcze angażując w losy Dziecka z Gwiazd. Wyraziłem wtedy życzenie, żeby ów tom nie był jednorazowym wypadkiem przy pracy i aby Yannowi za rok znów zdarzył się tak udany scenariusz. Chyba gdzieś mnie usłyszeli, bo Selkie, czyli 38 część Thorgala to znów kawał niezłej, wciągającej historii. Louve, zachęcona niespodziewanym zastrzykiem złota, które Thorgal przywiózł z ostatniej wyprawy, wybiera się na portowy targ. Podczas beztroskich zakupów wpada w łapy pewnego morskiego handlarza z odległej wyspy. Troskliwy ojciec wraz z bratem dziewczyny czym prędzej spieszą na pomoc, tymczasem Louve będąc przetrzymywana w niewoli, odkrywa tajemnicę okolicznych wierzeń, konfrontując je z brutalną rzeczywistością.

Przygoda, krew i szczypta legend - tak można najkrócej streścić Selkie. Yann ponownie oddał w nasze ręce tradycyjnego "stand alone'a", który świetnie broni się jako jednotomowa przygoda. Nie uniknął jednak pewnych zgrzytów i podobnie jak w poprzednim tomie, zbyt mocno poświęcił się celebrowaniu nieistotnej ekspozycji. Tym razem najbardziej rażącym elementem są wszelkie nazwy i terminy sprzed wieków. Z jednej strony to fajnie, że autor tak trafnie umiejscawia losy Thorgala w miejscu i czasie, ale wszystko to można było skrócić, nie zmuszając czytelników do zapamiętywania trudnych do przeczytania nazw. Nowa część jest też komiksem dość brutalnym. Widać to już po ilustracji Grzegorza Rosińskiego na okładce, tymczasem treść albumu dodaje jeszcze więcej przemocy wobec zwierząt oraz zaciekłych walk pomiędzy bohaterami. Oczywiście, sam konflikt jest jak zawsze odrealniony, ale na miejscu rodziców sprawdziłbym, czy nowa część nie trafi w ręce zbyt młodych fanów fantasy. Szczególnie podoba mi się w Selkie wątek żeglarskich wierzeń. Pomaga doskonale podbudować całą intrygę, zmuszając wyobraźnię odbiorcy do pracy na większych obrotach. Przyznam, że wcześniej nie miałem bladego pojęcia o wykorzystanych tu legendach z kultury szkockiej. Dobrze więc, że nowy tom przybliżył mi je w tak interesujący sposób. Vignaux wspaniale daje radę swymi ilustracjami. Pamiętam, że nie od początku byłem pozytywnie nastawiony do dość realistycznej kreski i stylu artysty (Kriss De Valnor, tom 7 - Góra czasu), ale od ostatnich części moje zdanie uległo zmianie i ponownie cieszę się, że to właśnie on rysuje Thorgala. Lekka niedbałość stylu wraz ze szczyptą szkicowości dodaje nowym tomom serii czegoś intrygującego, sprawiając że świetnie się to wszystko ogląda. Kolory też robią swoje, za nie z kolei odpowiada Gaetan Georges. Selkie jest tomem, który z pewnością docenią oddani sympatycy przygód Dziecka z Gwiazd. Oferuje większość elementów, za które już dawno temu pokochaliśmy przygody tytułowego bohatera, kreśląc jego losy według ściśle sprawdzonej receptury. Czy po tylu latach można oczekiwać czegoś więcej? Może i tak, ale to co teraz otrzymałem, na razie w zupełności mi wystarcza.   

Tytuł: Thorgal, tom 38 - Selkie
Scenariusz: Yann
Rysunki: Frederic Vignaux
Przekład: Wojciech Birek
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka/twarda
Cena okładkowa: 24,99 zł/29,99 zł


Supersisters

Ech, ja to mam jednak szczęście. Jestem jedynakiem i dzięki temu w młodych latach z wielką satysfakcją osiągałem wszelkie korzyści wynikające z tego stanu rzeczy. Nie były mi pisane walki z rodzeństwem o zabawki, pierwszeństwo przed telewizorem czy tendencyjne faworyzowanie u rodziców. Zupełnie inaczej jest natomiast u Wendy i Marine, dwóch małoletnich sióstr, znanych z serii komiksów autorstwa Cazenove i Williama. Bohaterki te są już dość dobrze zadomowione na naszym rynku komiksowym, gdzie ukazało się aż czternaście części ich wspólnych przygód. Autorzy, być może nieco znudzeni powtarzalną formułą cyklu Sisters, postanowili przenieść przygody dziewczynek w kosmiczne realia superhero. Zachowali w nich jednak wszystkie elementy, które dotychczas stanowiły o popularności głównej serii. I tak narodził się pomysł na komiks Supersisters. Oczywiście, zmiany nastąpiły w treści komiksu dotyczącej intrygi i umiejscowienia akcji, natomiast nasze sympatyczne siostrzyczki pozostały jakby bez zmian. No, prawie, mają wszak pewne nieziemskie supermoce (wytrzymałość, szybkość, odporność na zadawane rany), a ponadto strzelają zabójczymi laserami z rąk. Wszystko to jednak nic, bowiem nadal muszą zmagać się z problemami takimi jak szkoła, prace domowe czy wzajemna rywalizacja.

I to właśnie stanowi siłę tego poddanego mocnemu tuningowi komiksu. Nic nie działa na elementy popkultury tak dobrze, jak zaprezentowanie dobrze znanej i przyjętej treści za sprawą dodania do niej kilku niecodziennych elementów. Widać też dobitnie, że Cazenove i William świetnie czują klimaty superbohaterskie, umiejętnie łącząc pościgi sióstr za pragnącymi zniszczyć świat łotrami, z nieustannymi tarciami pomiędzy bohaterkami (co opracowali do prawdziwego mistrzostwa w głównej serii). Autorzy świetnie bawią się konwencją nieustannego zagrożenia dla planety, wprowadzając do akcji nie jednego złoczyńcę, ale aż trzy tego typu postacie. Szal Kaszmir, Misz Klarasz i Krisz Malasz to przerysowane, pełne autoparodii antagonistki, które są prawdziwą atrakcją powyższego komiksu. Album wydany przez Egmont składa się z dwóch standardowych tomów. Pierwszy z nich (Bohaterka bez lasera) to sześć krótszych opowieści, w których Wendy i Marine mierzą się z kosmicznymi karaluchami, smokami, zombie, wielkimi robotami oraz cierpiącym na ból zęba dinozaurem. Drugi (Supersisters kontra Superklony) to większa opowieść, w której za sprawą pewnej intrygi, dziewczyny stają oko w oko ze swoimi starszymi wersjami. Oprócz wszechobecnego humoru komiks wręcz błyszczy za sprawą wspaniałych ilustracji Williama, który chyba dopiero teraz pokazał, jak świetnie idzie mu kreślenie kosmicznych realiów. Jego rysunki cieszą pięknymi kolorami i dopracowanym detalem, bawiąc czytelnika za sprawą cartoonowej stylistyki, przywodzącej na myśl dzieła Alessandro Barbucciego (Ekho, Sky Doll). Uważne oko wyłapie tu i ówdzie postacie znane z innych dzieł światowej fantastyki, warto więc uważnie przypatrywać się poszczególnym kadrom. Supersisters można czytać bez znajomości głównego cyklu, co jest dodatkowym atutem przy podejmowaniu decyzji o lekturze. Jeśli szukacie lekkiego, świetnie narysowanego i śmiesznego komiksu, łapcie nowe dzieło Cazenove i Williama. Tytułowe siostry gwarantują świetną rozrywkę i na pewno można im w tej kwestii zaufać.

Tytuł: Supersisters
Scenariusz: Christophe Cazenove, William Maury
Rysunki: William Maury
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 96
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Kajko i Kokosz - Dzionecek Śpasów (Dzień Śmiechały - Edycja Góralska)

Pamiętam jak dziś... Była pierwsza połowa lat 80. ubiegłego stulecia, a ja wracając ze szkoły, jak zawsze zajrzałem do kiosku Ruch-u. Wśród wielu gazet i czasopism dla dorosłych wypatrywałem oczywiście kolejnego numeru Świata Młodych. Moja ciekawość była tym większa, ponieważ w tym wydaniu miał zadebiutować całkiem nowy komiks z przygodami Kajka i Kokosza. Zdobyty egzemplarz zacząłem czytać jeszcze w drodze do domu, kierując swą uwagę na ostatnią stronę, gdzie zawsze drukowane były komiksy. Znalazłem tam to, czego tak bardzo pożądałem - pierwszy odcinek Dnia Śmiechały. Cóż to za dziwny tytuł, pomyślałem. Tym niemniej moją uwagę przyciągnął początek historii, w której dwaj bohaterowie napotykają w puszczy bardzo groźnego niedźwiedzia... Chyba każdy dzisiejszy czterdziestolatek może opowiedzieć historię podobną do mojej. Komiksy Janusza Christy były i do dziś są przedmiotem wielu wspomnień oraz przykładem doskonałego komiksu dla czytelnika w każdym wieku. Niezawodny humor, świetnie skonstruowane postacie i angażujące scenariusze przez wiele dekad przyciągały uwagę fanów dobrej, nieszablonowej opowieści. Szczególnie w ponurych czasach mojego dzieciństwa, kiedy komiksy były często przedstawiane jako zło z zachodu, lub infantylne opowiastki przeznaczone dla najmłodszych. Mistrz Christa z każdym opublikowanym przez siebie tytułem trafnie zadawał kłam takiemu postrzeganiu opowieści obrazkowych, jednocześnie czyniąc z nich prawdziwie kultowe pozycje, rozchwytywane przez wszystkich, spragnionych dobrej rozrywki Polaków.

Przez całe swe życie nigdy na dobre nie rozstałem się ze sprytnym Kajkiem, wiecznie głodnym Kokoszem, rozpaczającym Mirmiłem czy poczciwym zbójem Łamignatem. To właśnie oni otworzyli mi oczy na klimaty fantasy, osadzone w rodzimych, prasłowiańskich realiach. Do ich komiksowych perypetii wracam z niekłamaną chęcią również dziś. Jestem niezmiernie ucieszony faktem, że Egmont wydaje też (od czasu do czasu) regionalne wersje językowe ich przygód. Gwara góralska, śląska czy kaszubska, wersja w języku esperanto, po francusku czy rosyjsku - mamy też takie edycje! A właśnie teraz ukazał się wspomniany Dzień Śmiechały (tytuł nawiązuje oczywiście do średniowiecznej wersji święta Prima Aprilis), czyli Dzionecek Śpasów pisany w niezwykłej, góralskiej gwarze. To doskonała okazja aby sprawdzić, ile jesteśmy w stanie zrozumieć z języka, którym wprawnie posługują się rdzenni mieszkańcy południa naszego kraju. Myślicie, że łatwo czyta się taki komiks? O nie, prawdziwa góralska gwara najeżona jest takimi zwrotami i określeniami, których (bez umieszczonego na końcu wydania słowniczka) łatwo nie rozgryziecie. Tym niemniej warto spróbować podobnej rozrywki, bo w pewien nieoczywisty sposób odświeża ona lekturę tej znanej na pamięć, ponadczasowej historii. Historii o przyjaźni, beztroskim święcie dowcipu, a co ważne - napisaną z silnym przesłaniem ekologicznym. Tym samym zachęcam, abyście w ramach powrotu do beztroskich lat dzieciństwa sięgnęli po ten wspaniały album. Dźwięczny język górali sprawi, że będzie to podróż nostalgiczna i bardzo odkrywcza. A poza tym, to Kajko i Kokosz, więc na co czekacie? ;-)

Tytuł: Kajko i Kokosz - Dzionecek Śpasów (Edycja Góralska)
Scenariusz i rysunki: Janusz Christa
Przekład na gwarę góralską: Bartłomiej Kuraś
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 44
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Pierwszy i drugi tom Porcelany znajdziecie na stronie wydawnictwa Non Stop Comics.



Komiksów z serii Thorgal, Sisters oraz Kajko i Kokosz szukajcie na stronie Egmontu.


czwartek, 19 listopada 2020

Nothing Special, czyli The Lego Star Wars Holiday Special


Lubicie wesołe filmiki Lego i przy okazji chcielibyście dowiedzieć się, co działo się z najważniejszymi postaciami Gwiezdnych wojen tuż po zakończeniu IX epizodu? Disney+ przygotował coś w sam raz dla Was! Powyższe zdania na pewno zachęcają do obejrzenia The Lego Star Wars Holiday Special, tymczasem całkowicie rozmijają się z prawdą. Niestety, rzeczona produkcja to tak naprawdę... nic specjalnego. Ta sama formuła obowiązująca od lat, ten sam rodzaj żartów i ta sama, niezmienna animacja. A wszystko przykryte odrobiną świątecznego klimatu, który jest chyba jedynym nowym elementem w całym tym zamieszaniu.

Nie neguję bynajmniej kreatywności twórców. W tej niezbyt długiej produkcji aż nadto widać miłość do gwiezdnej sagi, jednak oglądanie po raz setny tego samego nie jest już chyba żadną atrakcją. Nawet dzieci będą tym wszystkim znudzone (jedyna nadzieja w tym, że będzie to ich pierwsze spotkanie z tego typu historyjką). W kwestii formalnej - Rey uczy Finna posługiwać się Mocą. Nie idzie jej zbyt dobrze, więc wybiera się na planetę Kordoku, gdzie znajduje kryształ o niezwykłych właściwościach. Za jego sprawą młoda mistrzyni Jedi przenosi się w losowo wybrane miejsca z przeszłości galaktyki, niechcąco powodując niemałe zamieszanie. 

Co ciekawe, najlepsze w przypadku The Lego Star Wars Holiday Special są plakaty promujące całe widowisko. Pomysłowość i żart jakie w nich zawarto, od razu zachęciły mnie do obejrzenia filmu. Na tym jednak się skończyło i choć nie oceniam tych trzech kwadransów jako zupełnie straconych, radzę poprzestać na znajomości poniższych posterów. Animacja Lego na pewno nie jest jedną z tych rzeczy, dla których warto czekać na premierę serwisu Disney+ w Polsce. ;-)





Tytuł: The Lego Star Wars Holiday Special
Scenariusz: David Shayne
Reżyseria: Ken Cunningham
Obsada (dubbing): A. J. LoCascio, Anthony Daniels, Ban Prendergast, Billy Dee Williams, Dee Bradley Baker, Eric Bauza, Helen Sadler, Jake Green i inni
Wytwórnia: Walt Disney Company
Rok produkcji: 2020
Data premiery: 17 listopada 2020 (Disney+)
Czas trwania: 44 min.

środa, 18 listopada 2020

Nowa seria Lego Harry Potter - Chwile z Hogwartu

Fani Harry'ego Pottera są ostatnimi czasy rozpieszczani przez Lego. Co rusz pojawiają się nowe zestawy nawiązujące do pamiętnych filmów, a portfel tylko trzeszczy ze względu na ceny niektórych z nich. Na szczęście już w styczniu 2021 r. pojawi się coś, co przyciągnie uwagę tych bardziej oszczędnych zwolenników czarodziejsko-klockowego świata. Będą to cztery zestawy nawiązujące do najciekawszych lekcji w salch Hogwartu. Cały ich urok polega jednak na tym, że sekretne pracownie będą ukryte w okładkach książek z herbem magicznej szkoły. Po ich otwarciu naszym oczom ukażą się zajęcia z eliksirów, transfiguracji, zaklęć oraz zielarstwa. Całość działać będzie na podobnej zasadzie co tzw. "Pop-Up Books". Do każdego zestawu dołączone będą trzy minifigurki (jeden nauczyciel i dwóch uczniów). Zobaczcie jak pięknie prezentują się pudełka.










Wszystkie sale można ustawić obok siebie, tworząc czworokątny fragment Hogwartu, gotów do przyjmowania spragnionych wiedzy adeptów sztuki magicznej. Cena każdego z zestawów wynosić będzie 129,99 zł, przy ilości około 250 elementów. Jest to więc coś w sam raz na skromniejszą kieszeń, ale efekt zdaje się być wart wydanych pieniędzy. Więcej zdjęć możecie zobaczyć na stronie oficjalnego sklepu Lego - Shop@Home.  

wtorek, 17 listopada 2020

RECENZJA: Nawałnica mieczy (Stal i śnieg, Krew i złoto) - Edycja Ilustrowana - George R. R. Martin


Dokładnie rok po premierze ilustrowanej edycji Starcia królów wydawnictwo Zysk i S-ka oddaje w nasze ręce kolejny, utrzymany w identycznej formie edytorskiej tom Pieśni Lodu i Ognia - Nawałnicę mieczy. Tym razem podzielony został on na dwie osobne księgi, zatytułowane Stal i śnieg oraz Krew i złoto. Na pewnym etapie jest to decyzja oczywista - George R. R. Martin napisał potężne tomiszcze, liczące łącznie ponad 1400 stron. Coś takiego nie tylko ciężko trzymałoby się w rękach, ale też książka o tak okazałej objętości mogłaby być narażona na szwank podczas czytania. Cenę takiego stanu rzeczy ponoszą wyłącznie czytelnicy - na trzecią część ukochanej serii fantasy musimy wydać znacznie więcej pieniędzy niż w przypadku pojedynczego tomu. Czy mimo wszystko warto dodać go do swojej domowej biblioteczki? Jednoznaczna odpowiedź nie jest jednoznaczna, toteż celem rozjaśnienia tematu zapraszam do zapoznania się z poniższym tekstem.    

Chyba wszyscy od dawna wiemy co znajdziemy na kartach Nawałnicy mieczy. Nawet jeśli jeszcze nie czytaliście prozy Martina, zapewne z zapartym tchem oglądaliście serial HBO i doskonale znacie historię Starków, Targaryenów, Lannisterów i innych znaczących rodów z Westeros. Nie ma więc sensu pisać o treści tomu, należy natomiast zwrócić uwagę na zawarte w nim ilustracje. W końcu to one są motorem napędzającym nowe wydanie. Za rysunki odpowiada Gary Gianni, artysta znany miłośnikom komiksów (współpracował m.in. z wydawnictwem Dark Horse Comics przy serii Indiana Jones) oraz licznych, zachodnich publikacji książkowych. Prace Gianniego są dość specyficzne. W stylu zaprezentowanym w powyższym wznowieniu, grafik łączy realizm z dużą dozą szkicowości. Wszystko to okrasza typową dla siebie manierą, co w przypadku cyklu Martina sprawdza się całkiem nieźle. Jego prace zaprezentowane zostały w czerni i bieli, a na osobnych stronach także kolorze (podobny zabieg obserwowaliśmy w przypadku dzieł Lauren K. Cannon w Starciu królów), co pozwala spojrzeć na każdy rysunek w zupełnie innym świetle. Jako pewien minus zaliczam niestety dość skromną ilość grafik, jakie wykonał Gianni. Dwadzieścia parę rysunków na ponad tysiąc czterysta stron tekstu to w moim odczuciu wynik dość skromny... Na szczęście solidna jakość wydania oraz wzór okładki wynagradza ten zawód z nawiązką.


Wartościową częścią Nawałnicy mieczy jest wstęp przygotowany przez Neila Gaimana. Jest to tekst całkowicie nowy, powstały w ostatnich miesiącach (w czasie ogólnoświatowej pandemii), w którym słynny autor powołuje się na znajomość z Martinem, racząc czytelnika anegdotami z ich wspólnych spotkań, a także wspominając swe wrażenia z lektury. Na chwilę pojawia się tam nawet sam Stephen King (o jego udziale we wspomnieniach Gaimana przeczytacie już sobie sami)! Tak czy inaczej, z tego niezbyt obszernego tekstu wyłania się wielka estyma, którą autor darzy twórczość Martina. Gaiman wymienia wszystkie plusy czytania Pieśni Lodu i Ognia, z barwnymi i nieoczywistymi postaciami na czele, ale przede wszystkim zwracając naszą uwagę na to, że jest to historia prawdziwie przewrotna. Taka, w której decyzje bohaterów pozytywnych mogą wywołać opłakane konsekwencje dla świata, a samolubne czyny antagonistów często sprowadzają losy królestw na właściwą drogę. Zwraca przy tym uwagę, że jest to historia, której finału nie sposób jest się domyślić, a napisano ją tak, że czyta się to jak wieści z realnie istniejącego świata.  

I trzeba się z Gaimanem zgodzić - Pieśń Lodu i Ognia to wspaniała, monumentalna i bardzo prawdziwa seria, mimo że została osadzona w zupełnie nierealnym, fantastycznym świecie. Potęga wyobraźni Martina widoczna jest szczególnie w Nawałnicy mieczy, tomie najobszerniejszym z dotychczasowych, a jednocześnie ostatnim, prezentującym ściśle określoną narrację (w Uczcie dla wron autor odchodzi od głównych wydarzeń na rzecz przedstawiania wydarzeń z punktu widzenia postaci drugoplanowych). To tu ożywają konflikty oraz spiski rozbudzające naszą wyobraźnię, zdające się jednocześnie na swój sposób bardzo naturalne czy oczywiste. Wywołuje to emocje nieporównywalne z żadną inną lekturą, co tym samym zbliża nas do każdej części składowej uniwersum. Dobitnie świadczy to o wielkości dzieła Martina, a fakt możliwości posiadania jego wersji w tak imponującym wydaniu może tylko cieszyć każdego fana dobrej, fantastycznej prozy. Pozostaje więc mieć nadzieję, że autor zdąży dokończyć swój cykl na czas. Wspaniale byłoby móc postawić na półce wszystkie siedem części Pieśni Lodu i Ognia w takiej właśnie formie.  



Tytuł: Nawałnica mieczy (Stal i śnieg, Krew i złoto) - Edycja ilustrowana
Autor: George R. R. Martin
Ilustracje: Gary Gianni
Przekład: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 776 (tom 1), 664 (tom 2)
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 69,90 zł (tomy 1-2)


Za udostępnienie książek do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


czwartek, 12 listopada 2020

RECENZJA: Kroniki Świata Wynurzonego - Licia Troisi


Chyba każdy z nas ma taki literacki tytuł, który darzy wielką, pełną oddania estymą. Często są to tytuły, które ugruntowały naszą pozycję jako stałych czytelników fantastyki, na zawsze pozostając w wiernych, rozpalonych książkową manią sercach. Co ciekawe, silnie goreją w nich niezależnie od upływu czasu, za nic mając ulotność chwili, w której sięgnęliśmy po nie pierwszy raz. Dla mnie taką pozycją jest cykl książek włoskiej pisarki Licii Troisi, opowiadających o dziejach Świata Wynurzonego. Po raz pierwszy z tymi historiami zetknąłem się w 2009 roku, sięgając po trylogię Wojen Świata Wynurzonego. Nieco później dane mi było przeczytać poprzedzającą ten tytuł serię Kronik Świata Wynurzonego, będącą jednocześnie debiutem literackim autorki. I to był właśnie ten moment, po którym już nie mogłem żyć jak dawniej. Rozbudzona wyobraźnia nieustannie żądała nowej pożywki, bezwzględnie nakłaniając mnie do poszukiwania książek, mogących choć częściowo zaspokoić nieustępującą, czytelniczą pasję. Ta miłość po pewnym czasie przyczyniła się też do impulsu prowadzenia bloga, jednak najważniejszym jej wyznacznikiem do dziś pozostaje dzieło Troisi, do którego na przestrzeni minionej dekady wróciłem z wielką radością już dwukrotnie.  

Nihal z Krainy Wiatru (pierwszy tom Kronik) opowiada o losach Nihal - młodej, charakternej dziewczyny zamieszkującej jedną z ośmiu Krain tytułowego uniwersum. Napędzana odwiecznym marzeniem o zostaniu wielką wojowniczką, Nihal nie przeczuwa nawet, jakie jest jej prawdziwe pochodzenie oraz los, który został zapisany jeszcze przed jej narodzinami. Kiedy jej miasto-wieża zostaje zaatakowane przez wrogie oddziały, a na nią jak lawina spada wieść, że tak naprawdę jest Pół-Elfem, ostatnim członkiem społeczności wymordowanej przez gnębiącego wolne krainy Tyrana, Nihal musi znaleźć w sobie dość siły aby dokonać zemsty. Jednocześnie wciąż pragnie spełnić swe odwieczne pragnienie. Z czasem stanie się to dla niej ciężarem i przekleństwem. Mając u swego boku oddanego przyjaciela Sennara, młodego adepta sztuk magicznych, dziewczyna wyrusza w długą drogę do celu, prowadzącą ku bramom Akademii Jeźdźców Smoka. Tak rysuje się początek jej wielkiej przygody i szlaku najeżonego licznymi trudami. Pech chce, że we wspomnianym miejscu na rycerzy szkoli się jedynie mężczyzn...

To co przeczytaliście powyżej brzmi jak zapowiedź dość generycznej powieści z gatunku heroic fantasy. I w zasadzie tak właśnie jest, jednak jak to często bywa, wszelki diabeł kryje się w szczegółach. Troisi Kronikami Świata Wynurzonego zaczęła swą przygodę z pisarstwem, toteż trudno było w tamtym czasie wymagać od niej porywania się na całkowicie autorskie ujęcie fantastyki. Ostatecznie każdy doceniony dziś twórca zaczynał od pewnego, debiutanckiego pułapu (dopiero z czasem ulepszając swe zdolności i warsztat), a ważnym jest, że wspomniany poziom u autorki przygód Nihal był już na samym początku wysoki. Gdyby tak nie było, nigdy nie znalazłaby wydawcy we Włoszech, gdzie przez kilka lat sprzedano grubo ponad milion książek z powyższego cyklu. Udostępniono także prawa do druku powieści aż w 17 krajach (trafiła na listy bestsellerów w Niemczech i we Francji), co samo w sobie powinno być dla każdego zainteresowanego niezłą rekomendacją. Tak więc, pomimo wspomnianych cech gatunku (dotyczących wędrówki głównej bohaterki, jej nieświadomości swego prawdziwego pochodzenia, czy heroiczną walką o uratowanie zagrożonego świata), Nihal z Krainy Wiatru, a później Misja Sennara oraz Talizman mocy zdołały zafascynować mnie na tyle, abym mógł uznać dzieło Troisi za jedno z najważniejszych w swym życiu. Jak coś takiego się stało?


Najważniejszym atutem autorki jest rewelacyjna umiejętność budowania emocjonalnego rozwoju bohaterów. W powyższych tomach nie tylko Nihal pozostaje w zasięgu naszej czytelniczej uwagi. Niezwykle ważną rolę pełnią tu również postacie drugoplanowe. Wśród nich na czoło stawki wysuwa się czarodziej Sennar, gnom Ido oraz młody giermek Lajos. Każdy z tych bohaterów na stronach trzech tomów przechodzi ważną dla swego rozwoju drogę. Ido, szkoląc Nihal odkupuje swe straszliwe (choć nie do końca zależne od niego) winy, Sennar mierzy się z własnymi słabościami, znajdując odwagę pomimo ciągłego zaprzeczania swej wartości, a Lajos udowadnia innym oraz samemu sobie, że można pozostać wiernym własnej naturze, odwołując się do czystości serca i uporu. Oczywiście najważniejsza w tej podróży jest Nihal, która ze wszystkich sił stara się znaleźć ten jedyny i właściwy powód do walki. Za każdym razem gdy jest już prawie u celu, zrozumienie samej siebie wymyka jej się z rąk i dopiero na samym końcu okazuje się, że to czego tak szukała miała nieustannie pod nosem. Warto również zauważyć, że powyższe książki nie są w żadnym wypadku jakąś tam "dziewczyńską lekturą". Można odnieść takie mylne wrażenie z początku, co jednocześnie nie oznacza, że nie będą się przy nich dobrze bawić nastolatki, jak i dojrzali, siwowłosi panowie (Nihal nie jest typową, wzdychająca do obiektu swych uczuć panienką, co często napędza podobne historyjki). Troisi potrafi nadać swym bohaterom realne cechy, dzięki którym czytelnikowi łatwo jest się z nimi utożsamić. Tym samym wywołuje u odbiorcy emocje adekwatne do tych, które przeżywają śledzone postacie. Ze względu na tę zdolność na początku myślałem, że autorka musi być dość wiekową osobą. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jest ode mnie młodsza o dobrych kilka lat!

Kolejnym elementem, w którym Troisi jest prawdziwą mistrzynią, jest stopniowe budowanie świata przedstawionego. Nihal z Krainy Wiatru nie uderza odbiorcy przesadną ekspozycją, od samego początku skupiając się na losach i uczuciach bohaterów. Istotnych fabularnie informacji o Świecie Wynurzonym dowiadujemy się sukcesywnie, i tylko wtedy, kiedy jest to w pełni uzasadnione. Autorka działa na tym polu bardzo oszczędnie, tak abyśmy mogli sami dopasować do siebie pewne fakty. Za pomocą jednego lub dwóch zdań potrafi uzyskać efekt, który innym pisarzom zajmuje czasem kilka długich stron. Zabieg ten wyklucza znudzenie tematem, zmuszając odbiorcę do odrobiny samodzielnego myślenia. Trzeba też uzbroić się w pewną dozę cierpliwości, bo niektóre znamienne dla akcji lub motywacji postaci fakty, ujawnione zostają dopiero w Misji Sennara i Talizmanie mocy. Tak czy inaczej, nic nie umyka naszej uwadze, a pewna powściągliwość pozwala stale fascynować się zasadami oraz historią uniwersum. Tym samym Troisi tworzy też specyficzną nutkę tajemnicy, skrzętnie spowijającą cały cykl.   

Kroniki Świata Wynurzonego nie są może tytułem wybitnym, ale dzięki talentowi autorki nie schodzą poniżej pewnego, niezwykle satysfakcjonującego poziomu. To książki przesiąknięte fascynacją klasycznego fantasy, wielu niezapomnianych przygód oraz interesujących i niejednoznacznych bohaterów. Troisi stara się cały czas wymyślać coś, co przyciągnie uwagę czytelnika. Nawet w Talizmanie mocy, gdzie dość nużącym elementem jest poszukiwanie przez Nihal i Sennara ośmiu magicznych klejnotów (co strasznie przypomina rozgrywkę z gry komputerowej), autorka potrafi wprowadzić rozwiązania fabularne, czyniące te poszukiwania znacznie ciekawszymi. Kroniki to seria potrafiąca wzbudzić w czytelniku silne uczucia wobec bohaterów, do pewnego stopnia nieprzewidywalna, ale przede wszystkim niezwykle fascynująca. Barwne, choć niezbyt długie opisy pomagają zobrazować postacie, miejsca oraz wszelkie wydarzenia, a wyobraźnia autorki nie jeden raz wykracza poza ramy gatunku, w którym osadzone są powieści. Po lekturze na zawsze pozostają z czytelnikiem najbardziej pamiętne sceny cyklu: Nihal zdobywająca zaufanie smoka Oarfa, Sennar podróżujący pirackim statkiem do Świata Zanurzonego, wyzwanie rzucone Lajosowi przez własnego ojca, Nihal walcząca o miejsce w Akademii z dziesięcioma rycerzami, powrót Ido do formy po poważnej ranie zadanej przez Deinofora... Jest ich bez liku, a każda wydaje się być bardziej porywająca od poprzedniej. Często mówi się, że czytając uciekamy w inny świat, zostawiając za sobą wszelkie problemy i dzieląc życie z przedstawionymi na kartach powieści postaciami. Dla mnie takim magicznym portalem jest zbiór książek Licii Troisi. Nawet pomimo upływu wielu lat, nadal dostarczają mi wielu emocji i przygód, których nigdy nie doświadczę w prawdziwym życiu. Jeśli nie po to jest czytanie, to już sam nie wiem po co ono w ogóle jest! Dlatego zachęcam Was do sięgnięcia po Kroniki Świata Wynurzonego i odbycia tej samej podróży co ja. Mam nadzieję, że będzie równie satysfakcjonująca.



Tytuł: Kroniki Świata Wynurzonego, tomy 1-3 (Nihal z Krainy Wiatru, Misja Sennara, Talizman mocy)
Autor: Licia Troisi
Przekład: Zuzanna Umer
Wydawnictwo: Videograf II
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 352 (tom 1), 368 (tom 2), 464 (tom 3)
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 33,50 zł (tomy 1-3)

środa, 4 listopada 2020

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 38 (Lewiatan, Superman. Action Comics tom 3, Liga Sprawiedliwości tom 4)

Najnowsze wydanie komiksowego działu poświęcam trzem tytułom superbohaterskim z mojego ulubionego DC Comics. Czy miłość do historyjek obrazkowych wydawnictwa wystarczy, aby przymknąć oko na pewne wady poznanych opowieści? Przeczytajcie i przekonajcie się sami. I pamiętajcie - to tylko moje prywatne zdanie (choć jak zawsze poparte uzasadnieniami). Wy możecie ocenić te tytuły zupełnie inaczej! :-)


Lewiatan
 
Brian Michael Bendis, współtwórca m.in. świetnego Ultimate Spider-Mana, prezentuje w uniwersum komiksów DC swój pierwszy pełnokrwisty event. Wydarzenia, których byliśmy świadkami w ostatnim tomie Superman. Action Comics, służyły rozstawieniu fabularnych pionków na planszy obrazkowych wydarzeń (ich rozszerzony finał znajdziemy również w powyższym tytule). Teraz, kiedy już zaznajomiliśmy się z wszelkimi podwalinami, a nasza ciekawość rozpalona została do granic możliwości, można przejść do rzeczy. Upadek organizacji takich jak ARGUS, Kobra, Spyral, Oddział Specjalny X oraz DEO służył zdestabilizowaniu ogólnoświatowej sytuacji. Szybko okazało się też, że za wszystkimi atakami stał tajemniczy Lewiatan. Teraz przyszedł czas na ostateczny atak tego zdeterminowanego terrorysty (lub też organizacji), których celem pozostaje ustanowienie nowego porządku rzeczy na planecie. Przeciwstawić się mu mogą jedynie bohaterowie, zebrani w niecodzienną grupę detektywistyczną. W skład zespołu pod dowództwem Batmana i Lois Lane wchodzi Green Arrow, Plastic Man, Batgirl, Robin, Question oraz Manhunter. Herosi podążają wszystkimi dostępnymi szlakami, walcząc z czasem i własnymi ograniczeniami. Kiedy wstanie nowy dzień, Ziemia będzie już zupełnie innym, niekoniecznie przyjaznym miejscem. Bendis zacieśnia sieć spisków, starając się prowadzić odbiorcę do nieoczekiwanego i pełnego napięcia finału. Choć autor stara się jak może, niestety udaje mu się tylko część tej skomplikowanej sztuki.

Lewiatan jest całkiem udaną próbą połączenia komiksowego eventu (czyli wydarzenia skupiającego postacie występujące zazwyczaj w osobnych seriach), detektywistycznej historii i superbohaterskiego thrillera. Pod tym względem Bendis nie zawodzi, podczas czytania działał na mnie każdy element tak ujętej historii. Problemy zaczęły się, gdy zacząłem analizować poszczególne części składowe przedsięwzięcia. Szczególnie mocno dała o sobie znać maniera scenarzysty do zbyt mocnego skupiania się na dialogach i łopatologicznego nakreślania intrygi. Nużące, przedłużające się w nieskończoność dysputy tropiących Lewiatana postaci w kilku miejscach mocno rozciągały akcję komiksu, odwracając uwagę od sedna zagadki oraz innych, nie mniej istotnych wydarzeń. Dobrą stroną sytuacji było uproszczenie zawiłych powiązań pomiędzy siatkami wywiadowczymi, sytuacją w uniwersum czy zagmatwanych relacji wśród bohaterów (w końcu nie wszyscy czytamy każdy tytuł z uniwersum DC, prawda?). Zawiodło mnie też rozwiązanie samej zagadki Lewiatana. Po wielu mylących tropach, ostateczna odpowiedź skojarzyła mi się z finałami odcinków animacji Scooby-Doo, gdzie odpowiedzi wyskakują jak królik z kapelusza, bez wcześniejszego podbudowania i przygotowania odbiorcy (nie wspominając już o odkryciu twarzy skrywanej pod maską tytułowego złoczyńcy). Wszystko to ostatecznie wydało mi się jakoś mało istotne, a wszelkie napięcie uleciało wraz z ostatnią stroną tomu. Zobaczymy też, czy faktycznie wydarzenia tu opisane będą miały w przyszłości jakikolwiek wydźwięk dla całego uniwersum... Na mój odbiór tytułu nie zadziałały również ilustracje Alexa Maleeva, którego mocno szkicowe i artystycznie niedopracowane rysunki wydały mi się zwyczajnie nieatrakcyjne. Pomimo tych wszystkich narzekań, nie mogę uznać Lewiatana za zupełną stratę czasu. Wręcz przeciwnie, dałem się nawet wciągnąć Bendisowi w całe to superbohaterskie śledztwo i pościg za zagadką, czerpiąc dość niezobowiązującą frajdę z lektury. Zaproponowana przez niego opowieść była na tyle niecodzienna i intrygująca (szczególnie w świecie DC), że ostatecznie uznaję jego komiks za całkiem niezłą rozrywkę. Niestety taką, która podziała na czytelnika tylko jeden raz, bo jakoś nie wyobrażam sobie, aby ktoś mógł chcieć wrócić do lektury Lewiatana kolejny raz. 

Tytuł: Lewiatan
Scenariusz: Brian Michael Bendis, Greg Rucka, Matt Fraction
Rysunki: Alex Meleev, Yanick Paquette, Mike Perkins
Przekład: Jakub Syty
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 264
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 79,99 zł


Superman. Action Comics, tom 3 - Polowanie na Lewiatana

Historia z Lewiatanem sama w sobie jest klasycznym komiksowym eventem, nie dziwne więc, że akcja zaprezentowana w omówionym powyżej tomie przenosi się na karty kolejnej części przygód Supermana. Bądźmy jednak szczerzy i ustalmy coś sobie od razu - poza kilkoma poszlakami i wzmiankami na temat tajemniczego złoczyńcy (oraz pojawienia się wyżej wymienionego w jednej ze scen) nie dowiecie się na jego temat zbyt wiele. Wszelkie dodatkowe zabiegi Bendisa (takie jak skany strony internetowej "Daily Planet") również nie przyniosą oczekiwanych rozwiązań, mogących w znaczny sposób rozbudować fabułę wydarzenia. Z tego właśnie względu Polowanie na Lewiatana powinno nosić tytuł "Polowanie na Red Cloud", bo właśnie z tą złowrogą przeciwniczką przyjdzie zmierzyć się Człowiekowi ze Stali. To jednak nie wszystko. Na drodze Kal-Ela stanie również niejaka Rose wraz ze swym alter-ego Thorn, a także nowa, młoda bohaterka Naomi. Na domiar wszystkiego, sieć spisków tajemniczej Marisol Leone przybliży jej niewidzialną mafię do z góry zaplanowanego celu.

W trzecim tomie Supermana. Action Comics dzieje się więc sporo, choć jak wspomniałem powyżej, jako tie-in do Lewiatana, komiks ten zawodzi na całej linii. Oferuje w zamian sporo innego dobra, lecz odnoszę wrażenie, że fabuła przedstawiona w tej części lepiej sprawdziłaby się w przygodach innego superbohatera. Superman wydaje się zbyt ważnym herosem w uniwersum DC, aby marnować jego przygody na tak trywialne pomysły scenariuszowe. Na szczęście Bendis stanął technicznie na wysokości zadania, układając poszczególne elementy fabuły oraz dialogi tak, że całość i tak przyciąga uwagę, zapewniając trzy kwadranse niezłej, popcornowej zabawy. Warto pochwalić wątek Red Cloud, która na skutek pewnego zdarzenia otrzymała moce, mogące zagrozić Człowiekowi ze Stali. Sympatycznie wypadła też pochodząca z innego świata Naomi. Dziewczyna jest sympatyczna i roztropna, co dodaje całej historii sporej dozy lekkości. Polowanie na Lewiatana stara się również wprowadzić czytelnika w arkana zdarzenia zwanego Year of the Villain, które rozgrywać się będzie na łamach wielu komiksów wydawnictwa. Więcej nie zdradzę, nadmienię tylko, że Lex Luthor składa wszystkim złoczyńcom pewną ofertę nie do odrzucenia... Trzeci tom Superman. Action Comics pomimo dość średniego poziomu zapewne i tak zadowoli zagorzałych fanów twórczości Bendisa, a wisienką na tym specyficznym torcie będą ilustracje naszego rodaka, Szymona Kudrańskiego. Choć mi nie przypadły one bardzo do gustu, sam fakt obecności kolejnego polskiego artysty w szeregach znakomitości zachodniego wydawcy jest godny odnotowania. A ja mam nadzieję, że od kolejnego tomu seria nabierze wiatru w żagle i ruszy ostro z kopyta. Wszystkie przygotowania zostały poczynione, teraz trzeba wytoczyć naprawdę ciężkie działa!

Tytuł: Superman. Action Comics, tom 3 - Polowanie na Lewiatana 
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Szymon Kudrański
Przekład: Jakub Syty
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Liga Sprawiedliwości, tom 4 - Szósty wymiar

Swojego czasu bardzo narzekałem na snyderowsko-tynionową Ligę Sprawiedliwości. Dziwne podejście do fabuły, nie do końca zrozumiałe pomysły i napędzany niepotrzebnymi ideami pęd wydarzeń, mocno zniechęcały mnie do lektury. Sytuacja częściowo poprawiła się w poprzednim tomie (Planeta Jastrzębi), który zaczął udowadniać, że w tym całym scenariuszowym zamieszaniu tkwi jednak odrobina przemyślanej formuły. Zachęcony lepszymi pomysłami autorów sięgnąłem więc po Szósty wymiar, czyli najnowszą część serii, opisującej losy największej drużyny wydawnictwa DC Comics (w tym wypadku Batmana, Supermana, Flasha, Wonder Woman, Johna Stewarta, Hawkgirl i J'onna J'onnza). Postąpiłem słusznie, bowiem ten dość pokaźnych rozmiarów album prezentuje wreszcie poziom, jakiego oczekiwałem od pary tak zdolnych autorów. Snyder i Tynion nadal eksplorują w nim ideę Multiwersum, zagłębiając się jeszcze bardziej w tajemnice, które do tej pory były skrzętnie ukrywane przed czytelnikami. Czym zatem jest owa dziwnie brzmiąca, tytułowa rzeczywistość? Szósty wymiar to tak naprawdę nic innego jak znajdująca się na szczycie wyobraźni (czyli piątego wymiaru), swoista sterownia całego Multiwersum. Istnieją tylko cztery byty, mogące tam istnieć. Jednym z nich jest tajemnicza Perpetua, nad przebudzeniem której pracuje w sekrecie Lex Luthor i jego złowieszczy Legion Zagłady. Grupa superherosów pod dowództwem Supermana, Marsjanina i Batmana decyduje się na przeniknięcie do nieznanego wymiaru. Misji przewodzi Kal-El, który po zniszczeniu ściany źródła przez drużynę (opisywały to pierwsze tomy cyklu), napędzany mocą Mistera Mxyzptlka jako jedyny ma realną szansę na normalne funkcjonowanie w niebezpiecznej rzeczywistości. Niestety, nie wszystko jest w niej takie jakim się wydaje i wkrótce cała Liga wpada w pułapkę bytów kierowanych iście złowieszczymi ideami.   

Jakkolwiek dziwnie może jawić się to co napisałem powyżej, Szósty wymiar dostarcza przemyślanej i niegłupiej rozrywki na naprawdę wysokim poziomie. W tym dynamicznie narysowanym komiksie otrzymujemy całą gamę niezwykłych wydarzeń, które pchają do przodu nie tylko fabułę serii, ale mają także wielkie znaczenie dla całego uniwersum DC (i to od początku jego istnienia!). Co ciekawe, w zasadzie można tu przymknąć oko na poprzednie odsłony serii i bez większego trudu zrozumieć wszystko co oferują nam autorzy. Przy zagmatwaniu pierwszych części cyklu oraz liczącej sobie kilka ładnych dekad historii obrazkowego świata jest to nie byle jaki wyczyn! A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kryjąca się za pomysłem nieznanego wymiaru zagadka i wszelkie relacje pomiędzy postaciami. Trzeba przyznać, że wypadły one nader interesująco i całkiem naturalnie. Szczególnie dużo czasu dostali w tym tomie Superman oraz Marsjanin z Hawkgirl. Warto odnotować także kilka niezłych żartów, fajnie neutralizujących napięcie wielkiego, postępującego konfliktu. Rysunki Jimeneza, Manapula i Fernandeza dobrze współgrają z akcją, będąc tak dynamiczne i szczegółowe, jak wymagają tego opisywane wydarzenia. Szósty wymiar zmywa więc grzechy popełnione wcześniej przez scenarzystów, pokazując do jakich fabuł stworzona została Liga Sprawiedliwości. Nie jest to z pewnością komiks dla każdego, ale jeśli nie boicie się sięgać po historie kreowane na wielką, międzywymiarową skalę (z bogato zarysowanymi potyczkami), na pewno będziecie zadowoleni z lektury.   

Tytuł: Liga Sprawiedliwości, tom 4 - Szósty wymiar
Scenariusz: Scott Snyder, Jorge Jimenez, James Tynion IV
Rysunki: Jorge Jimenez, Javier Fernandez, Francis Manapul, Daniel Sampere
Przekład: Marek Starosta
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 69,99 zł


Wszystkie omówione powyżej komiksy znajdziecie na stronie wydawnictwa Egmont.